polskie centrum bizarro

paskudZin #02: Dziwakacje: ilustracje – nabór!

In Grafika, Magazyny online on 25 czerwca, 2022 at 6:00 am

PZ2


Tak oto prezentuje się okładka do „Dziwakacji” – drugiego numeru naszego niedobroliterkowego nieregularnika, do którego oficjalny nabór zakończyliśmy wczoraj (choć Paskud donosi, że na froncie literkowym nadal jeszcze wrze tu i tam). Tak, siak, srak czy owak: pełen chill! B-)

Tymczasem z radością ogłaszamy, że do końca lipca 2022 przyjmować będziemy wszelkie ilustracje, grafiki, szkice i tym podobne cuda pozostające w temacie dziwnych wakacji. Rysujecie, marzecie, malujecie, Photoshopujecie? Wyrwijcie się z miasta, zainspirujcie na urlopie i podzielcie się z nami swymi wizjami. Zapraszamy serdecznie!

Dziwakacyjne dzieła można podsyłać na adres koordynatora: echnbabe[małpa]gmail.com


Macie inne dziwne teksty wakacyjne? Artykuły, eseje, recenzje, poezję? Również dajcie znać. W „paskudZinie” jest miejsce na przejawy dziwności wszelakiej maści!

„Maria Anetka” by Jakub Luberda

In Opowiadania on 1 lipca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterkitxt

Czas jest pojęciem wielce względnym. Przekonał się już o tym zarówno autor niniejszego opowiadania (sorry, Kuba!), jego bohaterka, jak i zapewne wielu z was. Szacowny Paskud zwykł w takich chwilach powtarzać, że nie dla psa kiełbasa i zaiste nie znalazł się jeszcze nikt, kto umiałby wytłumaczyć o co mu, do diaska, chodzi.

Inaczej sprawy się mają w poniższym tekście. Choć wydarzenia w nim opisywane są ze wszech miar dziwaczne, koniec końców znajdują swe (w miarę) logiczne wytłumaczenie. Zresztą, przekonajcie się sami.

 

 

Maria Anetka

 

 

Anetę obudziło nieprzyjemne szczypanie w policzek. Przypominało dawną torturę, która polegała na tym, że pokrywano podeszwy stóp skazańca solą i pozwalano zlizywać ją kozom. Ich język był tak szorstki, że z czasem zdzierał skórę do kości.

Kobieta otworzyła oczy i zobaczyła śnieg na tle granatu wieczornego nieba. Na tyle, na ile przebijało przez śnieżycę. Podniosła głowę, by odkryć, że śnieg niemal całkowicie ją przysypał. Całe szczęście, że była ubrana w kurtkę z kożuchem i kapturem, spodnie od kombinezonu narciarskiego, czapkę, szal, grube skarpety i dobre buty. Tylko oczy piekły, jakby wilgoć na ich powierzchni lada moment miała zamarznąć.

Pierwsze oszołomienie minęło i serce zaczęło jej ciążyć z każdym uderzeniem, gdy powoli docierała do niej powaga sytuacji. Nie wiedziała, co robiła na tym pustkowiu, ani jak się tu znalazła. W ogóle niewiele pamiętała. Jedynie to, że leciała w helikopterze i nagłe okrzyki przestrachu. Coś musiało pójść nie tak. Niby ubrała się na te warunki pogodowe, lecz czuła, że nie powinno jej tu być.

I chyba nie ona jedna, bo nie wyglądało na to, by ktokolwiek jej szukał.

„Alamazer” by Krzysztof Szabla

In Opowiadania on 24 czerwca, 2022 at 6:00 am

niedobreliterki-mikołaj-nieświęty logoŚwięta, Święta i po Świętach… no to co z tego, że pół roku temu? Jest po Świetach? Jest. Z drugiej strony, jest też odpowiednio wcześnie przed Świętami, więc aby zdążyć, nim zacznie się największa gonitwa, strategicznie, już dziś zapraszamy na opowieść o pewnym Nieświętym Mikołaju, znikającym mieszkaniu oraz nastawionej bojowo choince.

Wykonanie: Krzysztof Szabla. Redakcja: my. Czapka Paskuda: by Don Pompon.

Wesołych!

 

Alamazer

 

Drzwi prowadzące do mieszkania Farona zniknęły. Macał po ścianie, próbując znaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie. Nic z tego. Jakby nigdy nie było tam żadnego wejścia. Lokum go wyrzuciło, a miotanie przekleństw naprzemiennie z modłami do wszystkich świętych nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Musiał ochłonąć, zebrać myśli, potem je rozebrać, a na końcu złożyć do kupy. Przed oczami stanęły mu straszne obrazki nocy spędzonych pod niebem dla bezdomnych.
Udał się do sąsiada, z którym urządził niejedną orgię, ale natrafił na pustą ścianę. Drzwi zniknęły.
Jego też mieszkanie wyrzuciło! Sprawa robi się podejrzana.
– No nie! – wykrzyknął Faron, licząc, że ktoś go usłyszy.
I usłyszał. Z ciemnego kąta wyłoniła się postać ubrana w czerwony strój i posiadająca najdłuższą brodę, jaką można zapuścić, nie przydeptując jej sobie co krok. Na plecach dźwigała spory worek.