polskie centrum bizarro

„Fast Food Nation” by Kain & Kyrcz

In Opowiadania on Grudzień 9, 2011 at 6:00 am

Dzisiaj piątek – już tylko jeden dzień dzieli nas wszystkich od weekendu. Dla tych, którzy potrzebują wsparcia w zbożnym dziele przetrwania do świętych dni nieświętego lenistwa, służymy pomocą literacką. Oto wyciągamy do Was dłoń, która zwie się „Fast Food Nation„, a która – być może – ułatwi Wam zmierzenie sie z piątkowymi wyzwaniami.

Sponsorami dzisiejszej imprezy są Dawid Kain i Kazimierz Kyrcz Jr., których to panów przedstawiać Wam już nie trzeba, prawda? Zapraszamy do lektury. Miłego czytania!

Fast Food Nation

Poznajcie rodzinę Kowalskich!

Oto przed wami, na fotelu naprzeciw telewizora, wyposażony w swój nieodłączny atrybut – puszkę piwa, nieco zaniedbany i otyły, sfrustrowany i zmęczony życiem czterdziestolatek, głowa rodziny – Jan Kowalski!

Posłuchajmy, co też ciekawego nam powie:

– Zamknąć pyski i nie przeszkadzać!

Ups! Te słowa nie były oczywiście skierowane do was, lecz do… dzieci Kowalskiego. Dwa niesforne brzdące, ośmioletni Czaruś i jego sześcioletnia siostra – Magdunia, biegają po pokoju, drąc się tak, jakby ktoś obdzierał je ze skóry albo polewał wrzątkiem. A przecież nic aż tak drastycznego się nie dzieje.

– Hela, weź stąd swoje dzieciaki, bo zara im łby poukręcam! – To polecenie jest z kolei adresowane do żony Kowalskiego – Heleny. Owa słusznych wymiarów matrona siedzi teraz w kuchni i gotując obiad marzy, żeby Brad Pitt porwał ją na bezludną wyspę i tam wielokrotnie zgwałcił. Hela uśmiecha się do swoich myśli, mówiąc:

– To także twoje dzieci. Powinieneś się nimi zająć od czasu do czasu.

Słysząc tę bezczelną replikę Jan denerwuje się wręcz niemożebnie. Browar niemal wypada mu z ręki.

– Coooooooo?! Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Przymknij ryło i wracaj do garów!

– Jakim cudem mam wracać do garów, skoro wcale od nich nie odeszłam? – śmieje się Kowalska. Och, trzeba przyznać, że ta kobieta nie ma za grosz szacunku dla swojego męża. Ani on dla niej. Ale jeżeli mielibyśmy wymienić kogoś, kto nie ma szacunku dla nikogo i niczego, świetnym przykładem byłyby tu maleństwa Kowalskich: Czaruś i Magdunia.

– Tatotatotato, chcę oglądać bajki. Bajki! Baaaaaaaaaaaaaaaaajjjjjkkkiiiiii!!! – krzyczy Magdunia.

– A ja chcę film ze Szwarcenegeeeerem!!! – wrzeszczy Czaruś.

– A ja chcę milion dolców i żonę z rozkładówki Playboya – odpowiada Jan.

– A ja bym was wszystkich najchętniej wsadziła do mikrofali i ugotowała – dobiega z kuchni wyznanie Heli.

– Tera cicho, cicho! – ucina listę życzeń Kowalski. Na ekranie pojawia się coś, co przykuwa jego uwagę.

– Znudziły cię już stare supermarkety? – pyta przymilnie pani z telewizji. – Jeżeli tak, musisz koniecznie wstąpić do naszego nowo otwartego Szit’n’Szmelc. To jedyny taki sklep w Krakowie. Mamy wszystko, czego pragniesz…

– Ja chcę wszystko, czego pragnę – mówi Magdunia, a jej oczy błyszczą niezdrowym podnieceniem.

– … Inne centra handlowe mogą się schować – kontynuuje laleczka z reklamy. – My sprzedajemy nasz towar za pół ceny!

– Pół ceny?!!! – dziwią się chórem Kowalscy.

– Tak, pół ceny – odpowiada rezolutnie telewizor. – Prócz tego mamy specjalne promocje, w których możecie kupić każdy produkt za – uwaga! – dziesięć groszy!

– Dziesięć groszy?! – krzyczą Kowalscy, nie dowierzając temu, co słyszą.

– Dokładnie! Dziesięć groszy! Szykujemy też konkursy dla odwiedzających nas rodzin i wybory najmilszej familii grodu Kraka. A na dodatek wystąpi u nas małopolska miss mokrych gaci – Parmela Andreson wraz z formacją muzyczno-słowną – „Ich sześćdziesięcioro dziewięcioro”, która wykona swój największy przebój: „Kupować, kupować, kupować”. Pamiętajcie – jesteście konsumentami! Musicie konsumować! I to – co najważniejsze – tylko w naszym sklepie! Nawet mi się, kurwa, nie ważcie iść do innego supermarketu, bo was zaje…

Sympatyczna pani zostaje niespodziewanie zdjęta z wizji, a zamiast niej puszczają półgodzinną reklamę papieru toaletowego.

– Szit’n’Szmelc – mówi Kowalski do pozostałych domowników. – Musimy tam jechać. Ale już!

Hela stoi na środku pokoju. Ręce trzyma sztywno wyciągnięte przed siebie.

– Jesteśmy konsumentami – szepce. – Więc konsumujmy.

Wszyscy członkowie rodu Kowalskich wyglądają teraz tak samo – oczy puste jak wasze portfele, ślina cieknąca z ust i skandowane raz za razem hasło:

– Kon-su-mować! Kon-su-mować!!!

* * *

Pan Kowalski zaparkował dużego fiata jakieś dwieście metrów od Szit’n’Szmelca.

– Co tak daleko?! – zawyły dzieci.

– Przymknąć jadaczki, gnoje! – wrzasnął Jan. – Ostrożności nigdy za wiele!

Bachory ucichły niechętnie. Kiedy cała familia wykaraskała się z samochodu, Kowalski zastrzygł nietoperzowymi uszami i spytał: – Pamiętacie jaki mamy plan?

– Kon-su-mować! Kon-su-mować! Kon-su-mować!!! – Kowalska, Magdunia i Czaruś byli wyjątkowo zgodni.

– Okej! Wchodzimy od zaplecza. Ja biorę na siebie ochronę, ty – wskazał na Helę – zajmiesz się głównym wejściem, a wy, maluchy, załatwicie kamery.

Dalej akcja rozegrała się błyskawicznie niczym w „Szklanej pułapce”. Kowalska załomotała w obite blachą drzwi prowadzące do magazynu. Magazynier, który je otworzył, nie miał czasu na wyrażenie niezadowolenia, bowiem dołączył do swoich przodków powalony celnym ciosem siekiery, która rozpłatała go nieomal na dwie równe części. Podobny los spotkał kierownika i dwóch znudzonych ochraniarzy, zajętych paleniem jointa w kiblu.

Kowalska wyprzedziła męża i pognała do głównego wejścia, które unieruchomiła przygotowanym zawczasu drewnianym klinem. Potem do szyby przykleiła kartkę z wydrukowanym na komputerze napisem: OTWARCIE SKLEPU PRZESUNIĘTO NA JUTRO ZE WZGLĘDU NA PLANOWANE DALSZE OBNIŻKI.

Bez sensu, ale potencjalni klienci powinni być zadowoleni. Tych natomiast, którzy mieli tego pecha i byli już w sklepie, Hela informowała usłużnie, że ze względu na awarię mechanizmu otwierającego drzwi frontowe muszą wyjść drogą ewakuacyjną, przez magazyn.

A tam czekał na nich Jan.

Dzieci państwa Kowalskich także nie próżnowały. Zapłakana Magdunia udając, że się zgubiła, weszła do pomieszczenia monitoringu. Łykając smarki poprosiła siedzącego tam wypłoszowatego ochroniarza, by pomógł jej odszukać mamusię. Gdy oboje zniknęli w czeluści coraz bardziej wyludniającego się supermarketu, przyczajony za szafą Czaruś wszedł do pokoju z ustawionymi wzdłuż jednej ze ścian monitorami. Ich zapis dla oszczędności wczytywano bezpośrednio do stojącego pod biurkiem komputera. Ściągnięcie obudowy i rozbicie w drobny mak wszystkich elementów peceta zajęło Czarusiowi niecałą minutę.

Wyłapywanie pozostałych przy życiu kasjerek przypominało popularną w pewnych kręgach zabawę w kotka i myszki.

Gdy cała akcja dobiegła końca, rodzina Kowalskich spotkała się w dziale mrożonek.

– Tatuś, teren oczyszczony – zameldował Czaruś.

– No to na co czekamy? Konsumujmy! – wrzasnął Kowalski.

Magdunia rzuciła się na leżące nieopodal parówki. W ciągu paru minut zjadła szesnaście opakowań, nawet ich nie rozpakowując. Później wzięła się za mrożone kurczaki i indyki z ekologicznej fermy.

Czaruś pognał natomiast do działu z chipsami i chrupkami, gdzie pochłonął około dwudziestu torebek tych produktów.

Jan i Hela także nie próżnowali. Kowalski zajmował się połykaniem w całości arbuzów, a jego żona żarła banany, pomarańcze i cytryny. Od tych ostatnich co chwilę wykrzywiała jej się gęba, jakby targana nieznośnym tikiem nerwowym, ale Hela zupełnie nie zwracała na to uwagi. Była w siódmym niebie, jedzenie od zawsze było jej pasją. Tę cechę rodzina Kowalskich miała zapisaną w genach. Ich pradziadek Eugeniusz zasłynął tym, że podczas pierwszej wojny światowej zjadł kilku żołnierzy armii rosyjskiej oraz ich konie. Dziadek Ildefons pochłonął ponoć paru hitlerówców wraz z uzbrojeniem. W tym czasie jego żona, babcia Maryla, chowała się w bunkrze wraz z piętnastoma innymi osobami. Gdy po ustaniu nalotów bunkier został otwarty, okazało się, że Maryla była jedyną, która przetrwała. Ważyła dwieście dwadzieścia kilo. To, skąd wzięła się u niej ta nadwaga, pozostało na zawsze jej słodką tajemnicą…

Po paru godzinach konsumpcji większa część działu spożywczego została oczyszczona. Następnie Kowalscy zainteresowali się kolejno: sprzętem AGD, działem radiowo-telewizyjnym, konfekcją, obuwiem, produktami higieny osobistej… i tak dalej. Gdy całe centrum handlowe było już niemal puste i lśniło jak wylizany talerz, Kowalscy zaczęli jeść trupy pracowników Szit’n’Szmelc.

– Mmmmmm… dobry ten kierownik – rzekła Magdunia.

– A kasjerki – odparł Czaruś. – Palce lizać.

– Ja osobiście wolę obsługę techniczną – powiedziała Hela. – Są bardziej… soczyści. I mają mniej tłuszczu, bo ciężej pracują. A ty co sądzisz, Janku?

– Jestem na diecie i dlatego uważam, że powinienem się ograniczać. Nie więcej niż miliard kalorii na posiłek. W związku z tym staram się jeść tylko najwyborniejsze kawałki – uda, mózgi. No i to kwaśne wzdłuż kręgosłupa.

– Taaaa. To jest najlepsze.

Po zjedzeniu wszystkich pracowników, Kowalscy wybrali się do działu z napojami, gdzie wypili łącznie: 3000 litrów soków, 2000 litrów piwa, 500 litrów wódki i ponad 4000 litrów napojów gazowanych. Gdy beknęli sobie po tym wszystkim, skorupa ziemska pod Krakowem zadrżała. Sejsmolodzy odnotowali niespotykane w tym rejonie wstrząsy o sile siedmiu stopni w skali Richtera. Efekty? Zawaliły się dwie zabytkowe kamienice w Rynku. Dwadzieścia osób odniosło obrażenia…

* * *

Kowalscy wracają do domu. Póki co udało im się zaspokoić głód, z czego są bardzo zadowoleni.

Rozklekotany fiat toczy się po drodze, a jego przeciążone resory skrzypią jak wóz drabiniasty.

– Może posłuchamy radia? – proponuje Hela.

– Uwaga, uwaga, uwaga! – ryczą po chwili głośniki. – Czy szukasz sklepu, w którym będziesz mógł kupić wszystko i to w dodatku za wyjątkowo niską cenę? Jeżeli tak, koniecznie odwiedź nasz dom handlowy Hówno. Otwarcie już za godzinę. Położony na obrzeżach miasta, jest idealnym miejscem dla każdego prawdziwego konsumenta…

– Czy myślicie o tym samym co ja? – pyta Kowalski, oblizując wargi.

Advertisements
  1. Crazy.
    Tym bardziej, że coś mi to przypomina, tylko nie pamiętam, co… Teraz będę się zamęczać. Jak mnie olśni, dam znać, o ile wcześniej to mnie… nie zje 😉

  2. He he, mam nadzieję, że Fast Food Nation nie przypomina Ci żadnej autentycznej historii 😉

  3. Zrobiła mi się nieuświadomiona koneksja z noworodkami w garnkach w wielu chińskich domowych kuchniach (proceder autentyczny i – najprawdopodobniej – wciąż trwający. Hasło reklamowe: dead fetus is good for your skin). Poza tym czytałam/oglądałam coś w ten deseń. Co nie zmienia faktu, że fajna „siurpryza” pod koniec. I podoba mi się narracja, rodem ze wstępniaków do amerykańskich filmideł/reality show/ trailerów.

  4. No tak… Urok bizarro polega na tym, że Kowalscy mogą bezkarnie żreć obsługę techniczną. Osobiście uważam jednak, że to bardzo niezdrowe. Polecam ryby.

  5. W tym momencie warto zacytować pewnego pana z RE5: „Has it never occurred to you that this planet is overpopulated?”

  6. Ach, pamiętam, jak pisaliśmy to opowiadanie. Byliśmy piękni, młodzi, Piłsudski wciąż żył, a za worek dukatów można było kupić dzieła wszystkie Guya N. Smitha 😀

  7. To były piękne czasy… Nikt wtedy jeszcze nie słyszał o recesji, można było kupować, kupować… k… kupować!

  8. moooocne!!!
    po lekturze tego tekstu już wiem, że handel detaliczny przyszłości nie ma 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: