polskie centrum bizarro

„Pan Z. postanawia umrzeć” by Grzegorz Gajek

In Opowiadania on Kwiecień 11, 2012 at 6:00 am

Bardzo ważny jest początek. Pewien premier zwykł wprawdzie mawiać, że prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, ale nas to nie przekonało – może z racji smutnego końca owego pana. Faktem jest, że dla nas liczą się przede wszystkim początki.

A konkretnie: początki opowiadań. Dzisiaj mamy dla Was tekst, który uderza już na wstępie. Po pierwszym zdaniu możecie być pewni, że nudy nie będzie. I rzeczywiście: tej pani w tekście Grzegorza Gajka nie uświadczycie! W imieniu niedobrego jaja, które w międzyczasie odzyskało swoje zdrowe kolory i pełną optymizmu minę, kolegów redaktorów oraz autora szortu, zapraszamy Was do lektury krótkiej historii pod tytułem „Pan Z. postanawia umrzeć”. Oto ona:


„Pan Z. postanawia umrzeć”

— 

Jakiś czas temu postanowiłem umrzeć. Zwyczajnie, doszedłem do wniosku, że moje życie jest tak gówniane, że bardziej się nie da. Sram na takie życie. Innych to jeszcze coś przy nim trzyma: ideologia, religia, masochizm. Jednak ktoś taki jak ja ma do dyspozycji bardzo niewiele kłamstw, którymi mógłby się karmić dłużej niż przez tydzień. 

Kiedyś jeszcze nie było tak całkiem źle. Owszem, wiodłem żałosną egzystencję spod znaku bezustannego poniżenia. Opluwano mnie, wylewano brudy. Ale co tam, młody byłem, świadomy, że są tacy, co mają gorzej. Zaciskałem zęby i dzielnie maszerowałem dalej – mówiąc metaforycznie, oczywiście, bo ktoś w mojej sytuacji nie bardzo może sobie pozwolić na to, aby gdzieś się szwendać.

Wszystko się zawaliło, gdy przeniesiono mnie do tego domu rozpusty dla chłopaczków z bogatych rodzin. Rzecz jasna nikt poza mną tego przybytku tak nie nazywał. Mówiło się o wychowaniu, pokazywaniu świata, robieniu z chłopców mężczyzn i tak dalej. Wszyscy wiemy, jak to naprawdę wygląda. Zbierz w jednym miejscu wielką bandę nastolatków cierpiących nie chroniczny, psychologiczny świąd jąder, a zaręczam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie.

Dla mnie zaczęła się prawdziwa mordęga. Nawet nie wiecie, co ludzie gotowi są zrobić, żeby się podjarać. (Mówi się tak jeszcze, „podjarać”? Zresztą wszystko jedno). Zatęskniłem za dawnym opluwaniem. Obecnie szczano na mnie, rzygano, spuszczano się… I weź to wszystko łykaj. Ohyda bierze.

Człowiek to strasznie odrażająca istota. Co i rusz coś z niego ciecze. Okej, ze mnie też, nie mówię, że nie, ale na siebie nic nie poradzę. Za to inni… Tyle płynów, a co jeden to bardziej śmierdzący. I jeszcze z taką obleśną lubością się ich wyzbywają. Błe. Jedyne, co mnie w tym okresie podtrzymywało na duchu, to, no cóż… właśnie owa płynność wszechrzeczy. Stałem się zagorzałym wyznawcą Heraklitowych mądrości. Panta rei, moi drodzy, panta rei. Co do mnie wciecze, zaraz drugim końcem wyciecze i pa, pa – niech rusza w świat.

W końcu jednak miałem dość. Rozumiecie, że pewnych rzeczy po prostu zbyt długo wytrzymać się nie da. Dlatego podjąłem żałosną i, jak się pewnie domyśliliście, nieudaną próbę samobójczą.

Gdybyście potrafili sobie wyobrazić, że jesteście mną, z pewnością zrozumielibyście, że czasami zabić się to wcale niełatwa sprawa. Potrzebowałem planu i po jakimś czasie plan wykluł się w moim umyśle.

Poczekałem na pewnego wyjątkowo niewyżytego dzieciaka (nie żebym robił cokolwiek poza czekaniem). Któregoś pięknego (jak sądzę) dnia wszedł do mojego pokoju. Jak zwykle rozejrzał się ostrożnie, przyłożył ucho do drzwi. Upewniwszy się, że nikt nie przerwie mu rozpusty nagłym waleniem, ani go nie podsłucha, przekręcił klucz w zamku. Pomasował się po jajach.

Lecz zamiast jak facet wziąć się od razu do rzeczy, zaczął się kręcić. Przestępował z nogi na nogę, dłubał w nosie. W pewnym momencie patrzę, a on wyjmuje z kieszeni markera i maże. Zwyczajnie maże po ścianie. Jakby nigdy nic, jakby wcale mnie tam nie było. Stoi i rysuje wielkiego kutasa. Z włoskami. Salwador kurwa Dali się znalazł.

Mazanie najwyraźniej go podnieciło, bo, gdy skończył, znowu wziął się za masowanie jaj. Podszedł do mnie. Rozpiął rozporek.

Powiecie, że samobójstwo poprzez zadławienie się fiutem to prawdopodobnie najgorszy możliwy rodzaj śmierci. Tak, macie rację. To poniżające i obrzydliwe. Jednak w sytuacji takiej jak moja nie ma się zbyt wielu wyborów. Lepiej opuścić ten cholerny padół łez niż męczyć się w nim dalej.

Do tamtej chwili długo się przygotowywałem. Obserwowałem ruchy wody w pobliskim sedesie, pływy, zmiany ciśnienia. Szczególnie ciekawe wydało mi się to, co się dzieje, kiedy pociągnie się spłuczkę. Podciśnienie gwałtownie zasysa wodę, powstaje wir, działa tam jakaś siła nieludzka, kto wie, może nawet siła Koriolisa, na fizyce się nie znam.

Postanowiłem powtórzyć to, co robi wucet, gdy dzieciak stał nade mną i oddawał się igraszkom z własną prawicą. Zebrałem tyle płynów, ile tylko udało mi się zgromadzić w rurach, a potem, w jednym gwałtowny zrywie, wypuściłem je z siebie. Powietrze zostało zassane do odpływu, a wraz z nim przyrodzenie mojego pryszczatego oprawcy. A co zrobił on sam? Spanikował dureń jeden. Rzucił się w tył. Pośliznął. Runął na podłogę. Ochlapała mnie krew.

Tak, dokładnie, on i kutas stali się dwoma oddzielnymi ciałami.

Ale myślicie, że się zadławiłem? Nic podobnego. Okazało się, że powietrze wcale mi nie jest do życia potrzebne.

Widzicie, jak to ciężko jest być zlewem? Nawet się, kurwa, zabić nie można.

Reklamy
  1. Los nie do pozazdroszczenia… Z wielu powodów 😉

  2. […] “Pan Z. postanawia umrzeć”. Jest bizarro, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Oto link. Drugi eksperymentalny tekst ma się tam pojawić za jakiś czas, więc bądźcie czujni. Będzie […]

  3. Czego jak czego, ale zlewu się nie spodziewałem.

  4. Spoiler!!!

  5. Ku przestrodze dla tych, którzy zamiast tekstu najpierw komentarze czytają 😛
    Fakt, głupio palnąłem 😦

  6. Zlew. A dlaczego nie chłopaczek? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: