polskie centrum bizarro

Krzywa rzeczywistość w krzywym zwierciadle Iana Giedrojcia

In Ciekawostki znalezione w Internecie, Różne, różniste on Kwiecień 27, 2012 at 6:00 am

Bizarro przekształca znany nam świat i popkulturę w absurdalny plac zabaw dla bardzo dziwnych dzieci. Ucieka się dzięki tego typu twórczości w najbardziej wykręcone z możliwych rzeczywistości, pełne szokujących smakołyków dla ludzi, którzy potrafią się zachwycić takim klimatem (czyli, mam nadzieję, na przykład wszystkich czytających ten wpis). Ale, jak nietrudno zauważyć w naszych polskich realiach, życie codzienne potrafi być równie nasycone absurdem. Tyle, że często w sposób strasznie przykry dla ślepi, uszu i reszty zmysłów.

Można by tu się rozpisać o złośliwych sejmowych pyskach z tivipudła czy różnych plagach czyhających na nas w niemal każdym miejscu, od urzędu do kolejki w mięsnym. Ale po co? Bizarro to literatura rozrywkowa, a więc zdrowy eskapizm. Nie pasuje do niej smętne gderanie na rzeczywistość. Ale zaraz, właściwie to znajdzie się sposób na mówienie o realiach, który wszystkim bizarrolubcom bliski powinien być.

Jaki? Cóż, wedle starej zasady „klin klinem” absurdy świata w wersji PL należy zwalczać przekształcając je… w jeszcze większy absurd. Ale ten dobry i pożądany. Jeśli nie wierzycie, próbka twórczości Iana Giedrojcia, którą zgodził się zaprezentować na niedobrych literkach, przekona was z pewnością.

h

Krzywa rzeczywistość w krzywym zwierciadle Iana Giedrojcia

h

Ian Giedrojć to wszechstronny artysta. Pełni funkcję wokalisty w metalowej kapeli Nihil Quest (nawiasem mówiąc bardzo fajnie hałasującej, warto rzucić uchem), a poza tym ma naturę człowieka orkiestry. Możecie go znać ze (śp.) Science Fiction, Fantasy i Horror, w którego wydaniu 11/2011 opublikował opowiadanie Memento Mortyria, napisał także scenariusz do filmowego szorta Narkogra, który zdobył nagrodę w konkursie organizowanym przez Silesia Film.  Swoje talenta Ian demonstruje także skrobiąc bloga Dehumanizer. Porusza różne tematy, ale głównie jest to specyficzna satyra na polski przaśny katoświatek, a także na inne sprawy dobrze nam z autopsji znane. Jest to szyderstwo w stylu, który pokochać da się od razu – a jako, że bizarro też mieści w sobie tego typu pierwiastki, jak choćby w prześmiewczym ukazywaniu konsumpcjonizmu rodem z USA przez Cartlona Mellicka III, możemy od razu zapewnić o duchowym pokrewieństwie stylistycznym.  Zobaczcie zresztą sami.

Na dobry rozruch historia wędkarza, który wędkował sobie w sposób wielce alternatywny:

h

Alternatywna ryba sezonu

h
Czesław lubił wędkować. Najczęściej łowił leszcze i płotki. Jako człowiek praktyczny, co złowił to zaraz zabierał do domu by usmażyć. Smażył zaś w maśle i tylko w maśle, był bowiem również człowiekiem pewnym swych gustów oraz konsekwentnym.

h
Gdy chodził nad rzekę, jako przynęty używał zawsze dżdżownic wychodzących mu z prawego oka. Czynił to nie bez satysfakcji, bowiem dżdżownice miały osobowość, której brakowało samemu Czesławowi, z natury ponuremu biurokracie o ograniczonych horyzontach. Małe stworzonka zaś, wydawało się, potrafiły mówić o wszystkim – najchętniej zwłaszcza opowiadały o odcinkach popularnego „Tańca z gniazdami”. Być może to ten ich niepowtarzalny urok, zwłaszcza łatwo zauważalny po nabiciu na haczyk, decydował, że ryby uwiedzione gadką brały bez gadania. Kwestią czasu stało się więc, gdy Czesławowi trafi się coś większego niż leszcz.

h
Tamtego pamiętnego dnia wyjątkowo Czesławowi wędkowanie nie szło. Coś jakby wypłoszyło wszystkie potencjalne leszcze. Miał już się zbierać do domu, gdy nagle spławik drgnął i po krótkim holowaniu, Czesław wyciągnął z wody Kierownika Sprzedaży Sklepu Rowerowego. Gdy już delikatnie usunął haczyk z jego podniebienia, niski, szpakowaty mężczyzna cmoknął, przetarł binokle, obciągnął krawat z girlsami i powiedział:

h
– Do diaska. Jako ornitolog-amator… nieprzytomnie lubię ptaki… Wiedziałem, że ta słabość do gniazd w końcu mnie zgubi i oto się stało. Nie jestem wprawdzie złotą rybką, ale jeśli mnie wypuścisz, mogę spełnić trzy twoje życzenia. Muszą one jednak wiązać się z rowerami. Mów co tylko zapragniesz, a stanie się twoja wola, niezależnie od kosztów siodełka czy ramy.

h
Czesław posmutniał – przez te ledwie kilka sekund, zdążył polubić kierownika sprzedaży, zdawały się one bowiem ciągnąć w nieskończoność – nie znosił jednak rowerów.

h
– Nie znoszę rowerów – powiedział kierownikowi sprzedaży – jako człowiek konsekwentny nie mogę jednak cię od tak wypuścić i wrócić z pustymi rękami.
h
Jak powiedział, tak zrobił. Zabrał kierownika sprzedaży do domu i usmażył w maśle.

h
WARTO WIEDZIEĆ

h
Przepis Czesława na kierownika sprzedaży:

h
składniki:
1 Kierownik Sprzedaży Sklepu Rowerowego
cytryna
sól
pieprz
masło
bułka tarta do panierki
jajka
mleko
h
Kierownika Sprzedaży Sklepu Rowerowego wymoczyć 2 godziny w mleku, umyć, posolić skropić sokiem z cytryny. Panierować w jajku i bułce, smażyć na maśle na złoty kolor, ułożyć w naczyniu żaroodpornym zapiekać w piekarniku około 30 min w 180 st c. Smacznego!
h
***
h
A teraz przejdźmy do ciekawostki mniej przyrodniczej, czyli relacji z życia wziętej (w konwencji nieobcej miłośnikom Interwencji, Uwag czy innych Spraw dla Sępa… znaczy się Reportera):
h

Bydgoskie Wodociągi kontra wampiry

h

Miejskie Wodociągi i Kanalizacja pomogą mieszkańcom Bydgoszczy w pozbyciu się zła wcielonego.

h
– Postanowiliśmy odpowiedzieć na apel bydgoszczan, zrobimy co tylko możemy – stwierdza prezes zarządu MWiK mgr inż. Stanisław Drzewiecki.
h
Akcja jest efektem interwencji jaką zgłosiło ratuszowi zasłużone już w zmaganiach z siłami ciemności Stowarzyszenie Unum Principium.
h
Na porządku dziennym są pokąsania mieszkańców miasta przez wampiry i wilkołaki – mówi Krzysztof Zagozda, rzecznik prasowy stowarzyszenia. – Plenią się na skutek postępującej sekularyzacji naszego społeczeństwa. Temu trzeba postawić tamę
h
– I taką tamę mogą postawić bydgoskie wodociągi, na tym się znamy – wtóruje mu mgr Drzewiecki.
h
Miejska spółka zatrudniła już 40 księży, którzy dniem i nocą będą święcić wodę pompowaną przez MWiK do bydgoskich domów. Czy to wystarczy?
h
– Przypuszczalnie nie – martwi się prezes Drzewiecki. – Co miesiąc dostarczamy do odbiorców średnio 1,45 mln metrów sześciennych wody. To oznacza, że jeden ksiądz musiałby w tym czasie poświęcić 36250 metrów sześciennych wody. Wyposażyliśmy co prawda kapłanów w automatyczne kropidła, ale to wciąż za mało. […]
h
Blok pani Jadwigi z Kapuścisk znalazł się w grupie testowej MWiK. Już od miesiąca w jej kranie płynie woda święcona. – Jestem bardzo zadowolona – mówi. – Nie mamy tu raczej problemów z wampirami, ale zauważyłam, że naczynia łatwiej się zmywają. Ponadto mojej córce poprawiła się cera.
h
Jednak nie wszyscy jej sąsiedzi są zadowoleni.
h
– Osobiście uważam, że to przesada. Od miesiąca z szacunku nie myję pewnych części ciała, po prostu się nie godzi. Uważam, że MWiK powinno wprowadzić osobne kurki z wodą święconą – stwierdza pan Zdzisław.
h
W rozmowie z naszą redakcją prezes Drzewiecki wykluczył taką możliwość, ale dodał, że w specjalnych przypadkach wodociągi rozwiozą niepoświęconą wodę beczkowozami. Będzie udostępniana chętnym po uprzednim natarciu ich czosnkiem i po okazaniu srebrnego medalika.
h
***
Czasem teksty Iana dotykają nie tylko kwestii polityczno-religijnych, ale i dziwnych codziennych dramatów, które mogą spotkać każdego. Na przykład biednego dziennikarzynę z lokalnej gazety, który boryka się z ciężarami szarego życia. A wiadomo, realia branży ciężkie, więc każdy chcę każdego wykolegować z posadki. Ale co ma człowiek zrobić, kiedy czyhają na niego nie tylko bliźni, ale i inne elementy otoczenia, które zwyczajowo tego robić nie powinny? Tego dowiecie się z najświeższego tekstu z  bloga.
**h

Komfortowe odrętwienie

**h
Od samego początku musiał mieć do mnie uraz. Przyznaję, że wybrałem go w sposób, który mógł urągać godności. Tego dnia został wyeksponowany na stoisku z promocjami, a ja miałem inne rzeczy do roboty, niż przebieranie w takim asortymencie. Był, więc wziąłem.
h
Jego kolor wydawał mi się nazbyt optymistyczny jak na moje przyzwyczajenia. Przypominał nieskazitelne, letnie niebo. Perwersyjne skojarzenie, zważywszy na to, że w mojej kawalerce nigdy nie odsłaniałem okien. Uważałem, że światło słoneczne nadmiernie eksponuje pewne niedostatki w higienie otoczenia, a to mnie rozpraszało, odciągało od pracy. Pewnie biedak myślał, że trafi do lepszego domu.
h
Śmietnik zamieszkał w jedynym skrawku wolnego miejsca, czyli między komputerem a łóżkiem – dwiema podstawami egzystencji. Tam przyjmował resztki moich zachcianek i musiałem przyznać, że robił to dobrze – jego pojemność wręcz zadziwiała. Trafiały do niego pety, resztki żywności, chusteczki – te ze smarkami – i te pozostałe po oglądaniu świńskich filmów, nieudana poezja, wreszcie rewolucyjne manifesty na małych, żółtych karteczkach. W sumie zostawiałem w nim kawał siebie. Niezależnie od tego, musiał słuchać mojego cichego wycia do księżyca, który oglądałem tylko na windowsowej tapecie.
h
Pracowałem w lokalnej gazecie, pisząc recenzje dziur drogowych. Czasami jako dziennikarz śledczy, tropiłem zmiany w rozkładzie jazdy autobusów, lecz już od dawna nie podnosiło mi to ciśnienia. Mając internet i lata doświadczeń, nie musiałem nawet wychodzić w teren, teksty do redakcji też wysyłałem z domu. Zawsze wiedziałem, a przynajmniej zawsze liczyłem, że wszystko to jest tymczasowe, lecz tak naprawdę od lat zmieniał się jedynie rozmiar mojego brzucha, liczba dioptrii w okularach i stopień zapylenia kawalerki.
h
Pewnego dnia, wrzuciłem mu skórkę od banana. Nie zapomnę chwili, gdy z tamtego miejsca słaby głos o plastikowej barwie mruknął coś niezrozumiałego. Zaskoczony, dorzuciłem torebkę od herbaty i niedojedzony obwarzanek. Przyjął wszystko z wdzięcznością, a potem umilkł, jakby jego samego zaskoczyła ta śmiałość.
h
Chciałem jakoś zagaić, ale już więcej się nie odezwał. Siedziałem więc dalej w ciszy lub otoczony własnymi pojękiwaniami, trochę jednak wdzięczny za towarzystwo, nawet jeśli milczące lub ograniczające się do subtelnych bulgotów.
h
Jakiś czas później, obudziwszy się w nocy, odkryłem, że nie traci czasu. Śmiało unosił do góry klapę, prężył pedał, wydymał boczki. Ewidentnie ćwiczył formę… tylko do czego? W każdym razie nic dziwnego, że później nad ranem pochłaniał wszystko z dodatkowym apetytem.
h
Intrygowało mnie to odrobinę, lecz nie widziałem powodu by interweniować. W końcu nadal nie przejawiał żadnej inteligencji. Obawiałem się, że jakieś drastyczne akcje zmusiłyby mnie do szukania jego następcy, czego chciałem uniknąć. Wychodzenie z domu zdawało mi się coraz obrzydliwsze. – Jak dostanę lepszą robotę, to zostawię go razem z tą cholerną kawalerką – myślałem sobie.
h
Pewnego razu, usłyszałem w nocy podejrzane szepty. Brzmiało jak spiskowanie. Ten plastikowy głos poznałbym wszędzie, ale z kim on rozmawiał? Zignorowałem to, kładąc na karb rozbudzonej snem wyobraźni. Przecież nie miał tu sojuszników, bo niby kogo? Lampę? Nie sądzę. Takie oświecenie nie przeszłoby bez oczywistego zwrócenia uwagi.
h
Prawie zapomniałem o całej sprawie, gdy wreszcie kiedyś rano otworzyłem oczy i poczułem ogromny dyskomfort, taki jak nigdy w życiu. Potoczyłem wzrokiem – nic dziwnego – znajdowałem się w wyjątkowo niewygodnej pozycji – wkomponowany między łóżko a komputer.
h
– Cóż to ma znaczyć! – zagrzmiałem, lecz jakoś w pokoju rozległo się tylko żałosne łkanie.
h
Rzucił mi skórkę od banana. Tak, siedział na moim miejscu. Dumny, bezczelny, pełen nieuzasadnionych nadziei na przyszłość. Z trudem skupiłem myśli… Przez lata, wiele z tego co wyrzucałem z siebie, lądowało w nim. Czyżby wreszcie więcej mnie, znalazło się w nim, niż we mnie samym już pozostało? Niemożliwe!
h
– Damy radę… – powiedział ktoś nagle.
h
Zdębiałem. Kosz w komputerze… Więc to on był tym drugim spiskowcem i z pewnością mózgiem operacji. Tam to dopiero lądowało! Zrozumiałem, że mój los jest przesądzony, zamiast goryczy poczułem jednak, jak dotychczasowy dyskomfort, zmienia się w komfortowe odrętwienie.
h
Ginąca we mnie z sekundy na sekundę świadomość, zdążyła jeszcze pojąć błąd tej rewolucji.
h
Cóż oni mieli robić? Robili to mogli… Pisali właśnie dla redakcji recenzję dziury na ul. Smukalskiej.
h
– Damy radę, to przecież tylko tymczasowo – powiedział mózg w komputerze. Ten drugi odburknął przymilnie.
h
Poruszałem ustami, lecz już nikt nie słyszał co mówię. Ostatecznie zwolniony od myślenia i decydowania o czymkolwiek, z ulgą zamknąłem klapę.
h
**h
***
**h
KTe i inne materiały utrzymane w tym stylu – między innymi zbiór pełnych bezkompromisowej akcji gier chrześcijańskich, materiał o ubezpieczeniach realizowanych przez zespoły modlitewne, przegląd dzikich anonsów matrymołóżkowych z woj. Kujasko-Pomorskiego (z komentarzem) – znajdziecie na blogu Iana. Jest co czytać. Ale to nie wszystko. Nasz dzisiejszy gość spełnia się także w tworzeniu animacji komputerowych. Na przykład opowieści o polskim kompozytorze wszechczasów, który dusze słowiańskich melomanów porusza najbardziej… tu jednak znajdzie się w centrum surrealistycznego koszmaru, będącego jednocześnie introspekcyjną grą komputerową.
h
h

I jest to najlepsza rzecz przygotowana na rok chopinowski (szopenowski? Jaka wersja jest teraz politycznie poprawna?), obok pamiętnego komiksu Ostrowskiego, co w nim, olaboga, mięsem rzucali.

A na koniec, także dzięki kreatywności Iana, zaproponujemy wam test.  Jako, iż przez specyfikę naszej twórczości przewidujemy, że kiedyś ktoś może oskarżyć ekipę niedobrych literek o niszczenie zdrowia psychicznego narodu, zostawiamy wam specjalne, wirtualne narzędzie do zbadania, czy się przypadkiem już nie zwichrowaliście. Używać z ostrożnością.

h
h

Tym użytecznym akcentem kończymy spotkanie z wybitnie pozytywnie zakręconym blogerem. Którego BLOGA polecamy odwiedzać (na tyle, że linkujemy jeszcze raz) ku większej chwale naszych klimatów i dlatego, że jest szatańsko dobrą odtrutką na polskie środowisko bytowania. Właściwie ogólnie super jest.

Do następnego – i dziękujemy raz jeszcze Ianowi za udostępnienie materiałów!.

Reklamy
  1. A ja z mięsa to tylko ryby spożywam 🙂
    A tak poza tym. lubię wykorzystywanie dosłowności posuniętej do absurdu. To daje zaskakujące efekty.
    Bizarro to gigantyczne wyzwanie. O tym wiemy, ale ja jeszcze napiszę dlaczego tak uważam. Otóż to jest ta dziedzina twórczości/wyobraźni, która pozwoli nam udowodnić nieprawdziwość twierdzenia naukowców o tym, że człowiek nie potrafi sobie wyobrazić czegoś, czego jego mózg nie poznał (dowolnym sposobem). Np nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić zwirezchata, jeśli nie skojarzymy go z czymś znanym. Kosmici też są nam znani, żeby nie wiem jak byli wydziwaczeni. Czynność pomiwania też może nam być nieprzystępna, dopóki nie dokonany asocjacji z czymś… niestety znanym. Na razie tej teorii nie udało się obalić, ale liczę na Niedobre literki 🙂

  2. Hm, póki trwa weekend nie potrafię skupić się na rozważaniach teoretycznych, szczególnie, że po obejrzeniu ostatniego filmiku zaczynam poważnie zastanawiać się nad wybraniem się do specjalisty… Ale może jednak przemogę te podszepty 😉

  3. Wow, fajny ten blog, Nihil Quest też niczego sobie, zespół znałem wcześniej, ale o innej twórczości Iana nie miałem pojęcia.

  4. […] pamiętacie Iana Giedrojcia. Jeśli nie, zapraszamy do nadrobienia zaległości (warto, warto!). Jeśli tak, to wiecie, że wszystko, czego dotknie się ów człowiek renesansu to […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: