polskie centrum bizarro

„Delegacja” by Łukasz Grzymalski

In Opowiadania on Maj 5, 2012 at 12:19 am

Nuda to przerażające zjawisko. Odbiera chęć do życia, nasyca wszystko szarością oraz stagnacją, niszczy biednego człowieka i ogólna marność nad marnościami. Bizarro powstało, aby walczyć z nudą w literaturze. I robi to z wykopem, nawet samymi tytułami książek sprawiając, że przeklęte znudzenie nam nie grozi. Jak jest dziwnie, to jest kolorowo, nieprawdaż?

Musimy jednak sobie uświadomić, że ten podły stan dopada nie tylko ludzi. Nuda to taka szczwana bestia, ot co. A może wywołać nieprzewidziane i zdecydowanie niepożądane skutki…

O tym, do czego może doprowadzić znudzenie, opowie nam Łukasz Grzymalski. Debiutując jednocześnie na niedobrych literkach opowiadaniem „Delegacja”. I jest to debiut w świetnym stylu, drodzy Państwo!

h

Delegacja

h

Czerwony guzik wiódł życie uporządkowane i nieciekawe. Wśród różnych rodzajów przycisków i stacyjek trudno było o przełącznik równie bezczynny. Był oczkiem w głowie, dbano o niego, regularnie go konserwowano. Jednak nikt nie przełączał. Czerwony stanowił centrum bazy rakiet balistycznych, był jej sercem i genitaliami. Był cynglem od atomu. W bezczynności mijały dni, tygodnie, miesiące i lata. Czerwony guzik nudził się. Ponieważ w bazie nie mógł liczyć na rozrywki, zaczął podróżować. Kilka razy przeniósł się do innych urządzeń. Był przez chwilę klawiszem w bankomacie, jakiś czas przepracował w charakterze guzika domofonu, krótko stanowił prawy przycisk komputerowej myszy. W nowych miejscach nikt go dotąd nie nacisnął, ale same przenosiny były czymś emocjonującym i ograniczającym nudę.

Paweł był asystentem zastępcy menedżera projektu w dziale do spraw kompletnie nieistotnych. Dział raz był częścią wielkiej machiny biurokratycznej, a czasem stanowił samodzielną „spółkę z dynamicznym zarządem”. Te przekształcenia niewiele zmieniały. Paweł prawie cały swój służbowy czas spędzał przy komputerze. Sprawdzał i zatwierdzał tabelki, które wypełniali jacyś anonimowi nieszczęśnicy z innej struktury korporacji. Trafiło się mniej rutynowe zadanie. Paweł, teczka wydruków i prezentacja na płycie CD udali się w podróż służbową. Asystent zastępcy fatalnie czuł się w samolocie. Choć zawzięcie żuł gumę, zmiana ciśnienia zatkała mu uszy. Potem nie mógł doczekać się na bagaż. Maszyny w terminalu wypluwały paki i skrzynie, a walizki pracownika wciąż nie było. Paweł już zaczynał myśleć, że bagaż zatrzymali celnicy lub inni antyterroryści. Przed odlotem nie sprawdził wszystkich zakamarków walizy i mógł w niej być skręt z ostatniej imprezy integracyjnej. Cholerny brak uwagi. Wreszcie machina wyrzuciła własność asystenta zastępcy. Odetchnął z ulgą i powlókł się na postój taksówek.

Hotel był jednym z serii identycznych pudełek do przechowywania uczestników konferencji i zjazdów. Należał do sieci, która budowała takie przybytki na całym świecie. Paweł dostał pokój z podwójnym łóżkiem. To było irytujące. Pomyślał, że jest nieudacznikiem. Gdy James Bond wyrusza w podróż służbową, nie ma problemów z pustą połową hotelowego łóżka. W wyrku agenta zawsze spoczywa atrakcyjne towarzystwo. Inaczej prezentowała się sprawa łoża asystenta zastępcy, które – wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi – miało być tej nocy zapełnione tylko w 50 proc. Paweł poczuł bolesne ukłucia niskiej samooceny i niezaspokojonej żądzy. Zaklął w myślach, przypiął identyfikator, poszedł na kolację. Miejsca zarezerwowano dla grupy z jego korporacji. Na stole było trochę sztućców, których Paweł nie znał. Przyglądał się im przez dłuższą chwilę.

– Już wiesz do czego jest ten mały nożyk? – spytał znajomy głos.

To była Paula. Kiedyś pracowali razem. Mieli na siebie ochotę, ale nic z tego nie wyszło. Potem on awansował, a ona poszła na macierzyński. Teraz spotkanie. Do ryby i szparagów wypili butelkę białego wina. Paula przewracała swoimi wielkimi oczami i zachowywała się coraz swobodniej. Po kolacji pieścili się w hotelowej windzie. Najpierw spotkały się usta jego i jej. Potem Paweł dobrał się do dekoltu Pauli. Stop. Winda osiągnęła najwyższe piętro. Paula kucnęła przed mężczyzną i oblizała wargi. – Teraz najlepsze – rzekła. Paweł wyciągnął rękę do przycisku, aby zjechać z kochanką do swojego pokoju. Nacisnął. Na ścianie windy był Czerwony – podróżujący przełącznik z bazy rakietowej. Nici z pokoju. Koniec świata.

Reklamy
  1. Debiut udany, indeed. Beznamiętność zakończenia jakoś tak potęguje komizm tej katastrofalnej, jakby nie było, sytuacji. Wsio in plus.

  2. Też tak uważam. No i po tym tekście zacząłem trochę inaczej patrzyć na guziczki… Jakby z lekką bojaźnią 😉

  3. To pewnie był 21 grudnia 2012 😛

  4. Takie skutki ryzykownych zachowań seksualnych. Ile jeszcze planet musi wybuchnąć, żebyśmy się tego nauczyli?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: