polskie centrum bizarro

Inwazja heavymetalowych paluchów!!!

In Ciekawostki znalezione w Internecie, Opowiadania, Różne, różniste on Maj 13, 2012 at 6:00 am

Każdy potrzebuje fajnych gadżetów – taka epoka, że bez czegoś czadowego w zanadrzu nie ma lansu ani baunsu. Lecz jaki gadżet można zaproponować bizarrowcom? Zanim rozpędzicie swoje wyobraźnie, powstrzymamy was – pewnie macie mnóstwo ciekawych i niesmacznych pomysłów, ale prawda jest taka, że my już znaleźliśmy coś idealnego!

Zapewnie pamiętacie Iana Giedrojcia. Jeśli nie, zapraszamy do nadrobienia zaległości (warto, warto!). Jeśli tak, to wiecie, że wszystko, czego dotknie się ów człowiek renesansu to czyste, absurdystyczne złoto. Zasada ta działa i tym razem. Otóż całkiem niedawno palec Boży (ej, ej, stop –  zdecydowanie Szatański) wskazał na zespół Nihil Quest, którego Ian jest frontmanem, i natchnął ich, by złapali za wiosła i nagrali świetny album pełen ciężkich brzmień. Tak powstało „1.1 Splendid Isolation”. Ale gdy już dzieło się dokonało, chłopaki z zespołu stwierdzili, że zwykła płyta CeDe nie jest godnym nośnikiem dla ich ukochanego dziecka. I co zrobili? Nagrali swoją płytę na ucięty palec!

h

Inwazja heavymetalowych paluchów!!!

h

h

Oto i on, w całej swej palczastej glorii! Unikalny pendrive o kształcie uciętego palca, na którym znajdziecie całe „1.1 Splendid Isolation” w formacie mp3 i FLAC, a także masę dodatkowych materiałów multimedialnych związanych z Nihil Quest. Nie jest to jednak taki byle jaki, plebejski palec – uwierzcie nam, na paluchach to my się znamy, mieliśmy tu nawet specjalistyczną historię o jednym takim, co do lubił w nieprzyzwoitych miejscach grzebać. Pendrive to bowiem niepowtarzalna i oryginalna replika autentycznego palca, który nadgryzł swoimi zębami Armin Meiwes, słynny Potwór z Rotenburga, który zjadł poznanego w necie koleżkę i to za jego przyzwoleniem – o Arminie opowiada zresztą utwór promujący album, „(Also Spracht) Franky”. Palec ma pojemność 2 Gb i jest w pełni sprawny – słabe jednostki, które nie potrafią docenić potęgi heavy metalu mogą sobie na niego spokojnie nagrać koncert szopenowski czy „The Best of Bayer Full”.

Po szczegóły na temat akcji promocyjnej oraz możliwości nabycia tego cudownego gadżeciku (wraz z dobra muzą, oczywiście) w specjalnej promocji na 666-lecie miasta Bydgoszcz odsyłamy na stronę zespołu.

A jeśli nie jesteście jeszcze przekonani (jakim cudem !?), to połóżcie swe palce na myszkach i kliknijcie przycisk „play”. Ian przygotował bowiem czadowe wideo promocyjne – ze starymi filmami, zakonnicami i pierwszorzędnym metalowym wygrzewem!

h

h

Zapewnię wszyscy pokazujecie już popularne „rogi” przed ekranem, już wiecie dlaczego każde grzeczne dziecko z rana macha głową dla Szatana, a długie kudły wyrosły wam nawet z uszu, ale, jak mawiają, co dwa palce to nie jeden… czy coś w tym stylu. Tak się składa, że w naszej bizarrowej zuch-drużynie mamy specjalistę od mocnego uderzenia, a wręcz profesora metalologii stosowanej, Bartka Orlewskiego. Gdy zobaczył on ów nadobnie ukształtowany palec i filmik promujący jego wprowadzenie w obieg, diabelskie muzy zesłały na niego natchnienie i w rytm perkusyjnych blastów oraz grobowych gitar przeniósł on swoje wizje na wordowski dokument, dzięki czemu prezentujemy wam absolutnie niepowtarzalny metalowo-palcowo-promocyjny szort bizarrowy! Prawda, że fajnie?

h

„Nihil Quest” by Bartosz Orlewski

h

Oczywiście, nie była zakonnicą, nosiła jedynie przebranie – czarnobiały habit z wycięciem z przodu i z tyłu, odsłaniającym zgrabne nogi w ciemnych pończochach i fikuśne, koronkowe majteczki z nadrukiem rogatej dłoni. Wyglądała jak jedna z tych hiperseksownych zakonnic z opowiadania Joe Lansdale’a  „On the Far Side of the Cadillac Desert with Dead Folks” – siostrzyczki kochały Jezusa i wierzyły, że on też je kocha. Czasami wielokrotnie. Ta tutaj, w podróbce brytyjskiego pubu, zaludnionego przez papierosowy dym i rozgadanych nastolatków, pochodziła z innej bajki – nie znała twórczości Lansdale’a i z pewnością nie kochała Jezusa. Wręcz przeciwnie. Była zła do szpiku swych zgrabnych kości. I szukała osoby, która w zamian za tłustą od rozkoszy obietnicę długiego i udanego życia zgodziłaby się powędrować po śmierci do piekła.

Powiedziałem: Nic z tego, siostrzyczko. Już się ustawiłem i nie zamierzam tego zmieniać. Mina jej zmarkotniała, wokół oczu wypełzły zmarszczki. Zaklęła w jakimś piekielnym dialekcie i usiadła na sąsiednim stołku. Poczęstowałem ją cygaretką i zamówiłem dla nas po drinku. Siostrzyczka miała pecha, że trafiła akurat na mnie. Powiedziałem jej prawdę – jako wierzący ateista nie wierzyłem w żadne bóstwo z ziemskich panteonów, byłem jednak przekonany, że owe bóstwa istnieją. Wszystkie. Bez wyjątku. Nawet najmarniejsze. Cóż, rzeczywistość tolerowała najdziwaczniejsze konkretyzacje ontologicznych –izmów. Pełen pluralizm niebios i piekieł. Dlatego zawczasu postanowiłem się zabezpieczyć. Wybrałem z każdej ziemskiej religii po jednym czynie gwarantującym po śmierci bezpowrotną przejażdżkę do piekła bądź jego funkcjonalnego ekwiwalentu i… w ciągu kilku miesięcy zapracowałem na wieczysty pobyt we wszystkich konkurencyjnych czeluściach piekielnych (bądź ekwiwalentnych). Wiedziałem, że dzięki temu po śmierci nigdzie nie trafię. Po prostu przestanę istnieć.

Taki był ze mnie zatwardziały w niewierze drań.

Powiedziałem o tym siostrzyczce, a ona pokazała mi palec. Nie, nie kazała mi spierdalać. Nic z tych rzeczy. Pomachała tym palcem przed moją twarzą, potem położyła go na stole. Był to ludzki palec ze sterczącą z jednej z strony wejściówką do portu USB. Taki palco-pendrive. Do palcóweczki i przechowywania danych, wyjaśniła z drapieżnym uśmiechem. Ok., do palcóweczki jeszcze przejdziemy, mruknąłem, po czym zapytałem: Co na nim jest? Farbowana zakonnica założyła nogę na nogę i zerknęła na mnie spod zmrużonych powiek o długich rzęsach. Czarna cygaretka w jej czerwonych ustach grała na erekcyjną nutę. „1.1. Splendid Isolation”, album Nihil Quest, odparła. 11 piosenek w formacie mp3 i FLAC. Rockowometalowy miód na uszy. Podumawszy przez chwilę, stwierdziłem, że znam ten zespół. Widziałem ich koncert w rodzinnym mieście. Zostawili po sobie moralne zgliszcza i zachwyconą publikę. Bez wątpienia zmierzali do piekła z mokrych snów Billy’ego Grahama lub innego kaznodziei. Zaproponowałem, że kupię od niej dwa palco-pendrive’y. Odrzekła, że da mi je za darmo, jeśli podpiszę z jej mocodawcą kontrakt na długie i udane życie z pośmiertnym pobytem w jakiejś dantejskiej torturowani. Pokiwałem głową i powiedziałem: Moja droga, nie ma darmowych pendrive’ów. Potem wyszarpnąłem spod płaszcza posrebrzany rewolwer, którego bębenek wypełniało sześć poświęconych nabojów, i wypaliłem w bladą skroń piekielnej akwizytorki. Czarna cygaretka wypadła z czerwonych ust. Wybebeszony łeb pacnął o blat. Podrabiany pub zachłysnął się ciszą.

Palcóweczka przeszła mi koło nosa.

Dopiłem drinka, wypaliłem cygaretkę, po czym odwróciłem się w stronę znieruchomiałych nastolatków. W gęstniejącym mroku ich zmierzające ku dorosłości ślepia jarzyły się czerwonym blaskiem.

Nie powiedziałem farbowanej zakonnicy całej prawdy. Byłem wierzącym ateistą, zatwardziałym w swej pozbawionej wiary wierze, nie przeczę. Na życie zarabiałem jednak jako zabójca do wynajęcia pracujący dla wszelkiej maści ziemskich niebios i ekwiwalentnych instytucji. I miałem robotę do wykonania.

h
Advertisements
  1. Tak w kwestii tej palcówki, to mogliście zamontować w paluchu jakiś silnik wibracyjny. Kobietom mógłby wtedy służyć nie tylko do przechowywania danych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: