polskie centrum bizarro

„Anima” by Rafał Christ

In Opowiadania on Maj 29, 2012 at 6:00 am

Jak zapewne pamiętacie, Jego Wysokość niedobroliterkowy Paskud wspominał coś, że nie jednym tekstem Rafała Christa żyć będzie polskie bizarro. Jak Paskud coś powie, to tak się składa, że nie ma bata we wsi (pytanie powiązane, mianowicie kto go ukradł, pozostawmy niezadane, a tym samym i nieodpowiedziane). I oto dzisiaj, zapowiedź staje się faktem. Niedobrym faktem. Złym faktem. Słowem: niedobroliterkowym opowiadaniem.

Jeśli podobało się Wam poprzednie opowiadanie Rafała Christa, to z pewnością docenicie także dzisiejszą propozycję. Mocno zakręconą i z pewnością wartą uwagi. Zapraszamy do lektury „Animy”! 

Anima

Większość ludzi nie pamięta dnia swoich narodzin. Należę do tych osób. Z ciekawości przeglądałem ostatnio kasety rodziców i znalazłem film z tego wielkiego wydarzenia. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak każdy kolejny dzień mojego życia.

Lekarz przyjął poród i skrzywił się patrząc na moją twarz. Podał pielęgniarce, która spojrzała na mnie i rzuciła na łóżko matki, po czym wybiegła z krzykiem. Rodzicielka nachyliła się, aby podnieść moje ciało, ale nie dała rady. Zalała się łzami i lamentowała.

W kościele nie chcieli mnie ochrzcić. Ksiądz na mój widok zaczął wkładać palce w moją twarz. Był zafascynowany tym, co się dzieje. Rodzice olali dom Boży i nadali mi imię Przemek.

Nie żyją od dwóch lat, ale byli jedynymi osobami, którym udało się pokonać niechęć do mojego wyglądu. Nie byłem brzydki. Mężczyznom zwykle kształt mojej głowy bardzo się podoba.

Nigdy wcześniej nie zanotowano w medycynie przypadku, aby dziecko urodziło się z waginą zamiast twarzy. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zawsze byłem wyjątkowy i pewnie długo jeszcze będę.

We wczesnej młodości wstydziłem się wychodzić na dwór. Za każdym razem, gdy to robiłem, inni śmiali się ze mnie. Nie wiedzieli, czym jest moja głowa, przez co często obrywałem. Nie miałem jak się rozrosnąć, więc zawsze byłem chuderlawy.

Przyszedł czas na szkołę. Rodzice wynajęli nauczyciela, który przychodził do domu i już po paru takich wizytach uznali, że bardzo mnie polubił. Ja byłem innego zdania. Pan Leter był człowiekiem o dziwnych upodobaniach seksualnych i metodach nauczania.

Za każdy błąd jaki popełniłem ściągał spodnie i wsadzał penisa w moją twarz, aż doszedł. Nie wiedziałem, co to oznacza, byłem przekonany, że tak powinno się prowadzić lekcje. Nie było to dla mnie przyjemne, ale cóż. Przynajmniej przykładałem się do nauki. Jednak nauczyciel wybiegał poza materiał i zawsze mnie czymś zagiął, po czym robił mi prawdziwego i często brutalnego „Facefucka”.

Po pół roku nauczania rodzice nakryli go na tym i wszystko mi wytłumaczyli. Pan Leter stracił licencję nauczyciela, a ja zostałem wysłany do szkoły publicznej. Byłem szczęśliwy, myślałem, że poczuję normalność i będę mógł zacząć żyć jak inni chłopcy w moim wieku.

Podstawówka minęła prawie normalnie. Dzieci jeszcze nie wiedziały, do czego służy moja głowa, a nauczyciele wyjaśniali, że nie można się ze mnie śmiać. Czasami jednak „koledzy” nie mogli się powstrzymać i robili mi różne kawały.

Piekło zaczęło się dopiero w gimnazjum, gdy chłopcy wiedzieli dobrze, nawet lepiej ode mnie, czym jest moja twarz. Normalnie uczniów katuje się tzw. spłuczkami. Mnie poddawano „facefuckowi”. W tym wieku nauczyciele nie mają zbytniego wpływu na swoich podopiecznych, więc udawali, że nie mają o tym pojęcia, mimo, że się skarżyłem.

Wielu z moich rówieśników to ze mną przeżyło swój pierwszy raz. Nie wiedziałem, czy uznawać ich za gejów, czy może bardziej siebie.

Najgorsze było, gdy ja czułem podniecenie. Nie dość, że penis w spodniach robił się twardy, to moja twarz wilgotniała. Nie dało się tego ukryć np. plecakiem. Wszyscy się ze mnie śmiali.

O liceum nawet nie chcę wspominać. To było straszne. Nie wiem, jak je wytrzymałem. Wtedy też poznałem piękno alkoholu i mogłem się upijać w samotności, aby o wszystkim zapomnieć i to chyba był mój sekret przeżycia.

Miałem wtedy dziewczynę. Była pryszczata i gruba. Niestety, z moją gębą nie miałem co narzekać. Byliśmy ze sobą od początku drugiej klasy do końca trzeciej.

Całowała mnie z wyjątkową namiętnością. Wydawało mi się to dziwne, ale robiłem się od tego mokry. Po rozdaniu świadectw w trzeciej klasie udało mi się namówić ją na seks.

Przygotowała wszystko. Zaniepokoiło mnie tylko dildo, leżące na stoliku. Zaczęliśmy się rozbierać, po czym założyła sztucznego penisa na głowę. Ja wchodziłem w nią, a ona we mnie. Zerwaliśmy tej nocy. Nie mogliśmy już na siebie patrzeć.

Wstąpiła do zakonu. Słyszałem, że inne siostry bardzo ją chwalą za umiejętność obchodzenia się z waginami. Dobrze dla niej. Cieszę się z jej szczęścia.

Niedługo po liceum matka odeszła z tego świata. Stwierdziłem, że muszę pomóc finansowo ojcu, więc zamiast na studia poszedłem do pracy na budowie.

Robotnicy byli bardzo mili. Kupowałem im piwo, przez co mnie akceptowali. Nie śmiali się ze mnie. Poczułem się jak w domu.

Po pół roku ojciec również umarł. Ciężko było mi związać koniec z końcem. Pewnego dnia pojawiła się opcja dodatkowego zarobku.

Piliśmy z resztą ekipy, gdy nagle jeden z nich rozpiął spodnie i zaczął pieprzyć moją twarz. Stwierdził, że odkąd ze mną pracuje, chciał tego spróbować. Po wszystkim rzucił mi banknot stuzłotowy.

Stwierdziłem, że nie jest to nieprzyjemne. Głowa miała swoje potrzeby, a obce kutasy bardzo dobrze je zaspokajały. Oferowałem się po każdym dniu innemu współpracownikowi.

Podpity facet jest skłonny do wielu rzeczy. Zarabiałem coraz więcej. Po jakimś czasie mogłem nawet kupić własny dom.

Pewnego dnia zyskałem miano dziwki wszechczasów. Potem poszła plota, że nie jestem w tym dobry i ludzie znowu się ze mnie śmiali.

Gdy myślałem, że moja kariera się skończyła, nadeszła noc, w której kolejny współpracownik postanowił skorzystać z mojej oferty. Doszedł w mojej głowie i położył stówę na stoliku.

– Mają rację… – rzucił wychodząc.

Nie wytrzymałem. To było pierwszą rzeczą, w której czułem się najlepszy. Chwyciłem nóż i wbiłem mu w serce. Skonał w moich ramionach.

Od tamtej pory ludzie się mnie bali. Co było dziwne, miałem więcej klientów niż kiedykolwiek. Każdy chciał spróbować „Waginogłowego mordercy”, bo tak nazwały mnie gazety.

Klienci myśleli, że skoro nie będą mnie obrażać, to nic im nie zrobię. Mylili się. Po tygodniu na moim koncie było czternaście ofiar. Policja się mną zainteresowała. Nie mieli jednak pojęcia jak określić mnie w protokole.

Pewnego wieczoru za dużo wypiłem. Pozwoliłem się przelecieć, po czym wbiłem nóż trochę za nisko. Facet zdołał uciec, a ja nie byłem w stanie go gonić.

„Uciekłem mordercy, który miał waginę zamiast głowy”. Tak brzmiały nagłówki gazet. Dzięki mnie stał się celebrytą, a każdy brukowiec chciał mieć z nim wywiad. Był sławniejszy ode mnie. Nie mogłem na to pozwolić.

Moim celem życiowym stało się znalezienie i zabicie go. Wiedziałem, w którym szpitalu leży, więc nie wydawało mi się to trudne.

Założyłem fartuch lekarski, przez co myślałem, że przedrę się przez ochronę. Nie udało się. Pracownicy rozpoznali mnie po twarzy i ruszyli w pościg.

Wyskoczyłem przez okno i uciekałem jak najszybciej. Pobiegłem do najbliższego sklepu z nakryciami głowy. Nie było rozmiaru kominiarki, która by na mnie pasowała. Wiedziałem, że nie mogę się poddać. Byłem zdeterminowany, aby zyskać sławę, na jaką zasługiwałem.

Pobiegłem do redakcji gazety i udzieliłem im wywiadu. Gadało się dość przyjemnie. Na drugi dzień nagłówki brzmiały:

Jestem Waginogłowym mordercą i uwielbiam penisy

Autorem ilustracji do tekstu jest Tomasz Woźniak.

Znowu mnie ośmieszyli, a przecież nie mogłem zabić ich wszystkich. Miałem już dość wstydu i upokorzenia. Chciałem popełnić samobójstwo, ale uznałem, że to zbyt błahy powód. Ojciec nauczył mnie, żeby walczyć do końca.

Ponownie spróbowałem dostać się do szpitala, jednak tym razem w nocy. Ochrona była dużo mniejsza i jakoś udało mi się dotrzeć do odpowiedniego pokoju. Pacjent spojrzał na mnie, a ja na niego.

– Wiedziałem, że przyjdziesz – powiedział.

– Więc wiesz, co cię czeka.

– Wiem…

Podszedłem do niego i położyłem poduszkę na jego twarzy. Czułem, że się dusi. Wierzgał nogami i rękami, próbując odepchnąć mnie za wszelką cenę.

– Przemuś… – doszedł mnie głos z końca sali. – Przemuś to ty?

– Kim jesteś? – zapytałem.

– Przyjdź do mnie.

Odłożyłem poduszkę i podążyłem za głosem. Przyjrzałem się staruszkowi na łóżku. Był to pan Leter, mój dawny nauczyciel. Dziwne okoliczności spotkania.

– Co się panu stało? – zapytałem.

Moja ofiara w tym czasie zdołała wezwać policję. Nie zwracałem na to uwagi.

– Nic poważnego… Problem z wyrostkiem.

– Czyli wyjdzie pan z tego?

– Pojutrze. Przemuś, słuchaj…

– Tak?

Policja była już w pokoju. Czekali jednak na rozwój wydarzeń.

– Odkąd straciłem pracę, ciągle o tobie myślę… Nie mogę zapomnieć naszych lekcji.

Wtedy mi się wszystko przypomniało. W pewnym sensie ja też tęskniłem za tamtymi czasami.

– W życiu nikt nie robił mi tak dobrze jak ty. Ja… Chyba cię kocham!

– Ja pana też!

Przytuliliśmy się, a policjanci i moja niedoszła ofiara zaczęli bić brawo. Mundurowi odwrócili się i odeszli. W końcu też są ludźmi. Dobrze wiedzieli, że taka historia nie zdarza się codziennie i postanowili dać nam spokój.

Podszedłem do tego, którego chciałem udusić i uścisnąłem mu dłoń. Spojrzeliśmy sobie ze zrozumieniem w oczy, a ja wiedziałem, że nic mi nie grozi. Ogarnęła mnie nadzieja na lepsze dni.

Pan Leter wyszedł po dwóch dniach. Czekałem na niego przed szpitalem. Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy przed siebie. Na zachód, jak najdalej. Tam, gdzie nikt nie słyszał o Waginogłowym mordercy.

Bałem się, że nie znajdziemy takiego miejsca, że łatka została do mnie przyczepiona na zawsze, a ludzie będą chcieli tylko wyruchać moją twarz. Na szczęście znaleźliśmy część Europy, gdzie mieszkańcy byli przyzwyczajeni do takich rzeczy.

W Holandii pozwolono nam nawet wziąć ze sobą ślub. Był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Często oglądamy kasetę z tej niecodziennej uroczystości. Łezka mi się w oku kręci, gdy mówimy sobie „Tak”.

I miałem rację. Wszystko się ułożyło. Odkąd pan Leter wyznał mi miłość, nikt nie nazywa mnie Waginogłowym. Mój kochany mówi do mnie Przemuś, a ja do niego Zbyszek. Chociaż czasami w łóżku pozwalam sobie na nazywanie go „pan Leter”.


Reklamy
  1. Google już się poznał na Literkach, bo kiedy tu wchodziłam na górze pojawił się pasek ostrzegający mnie o niebezpiecznych treściach 😉

  2. Hłe, hłe… znaczy się teraz musimy oglądać się za siebie, żeby nas obyczajówka nie zgarnęła za sianie zamętu w umysłach dzieci i młodzieży 😉

  3. To jakieś ostrzeżenie by się przydało, wyskakujące przy wchodzeniu na stronę. A mnie końcówka tego tekstu trochę zawiodła. Po cichu liczyłem, że zajdzie z kimś w ciąże i podczas porodu bobas rozjebie mu łeb 😛

    • niedobre literki zasługują na jedno wielkie ostrzeżenie… i szereg malutkich ;-). Jak trafimy do mainstreamu to różne rady programowe zaczną wlepiać nam żółte kartki 😉

  4. A jak ich więcej uzbieramy to się sprzeda w skupie makulatury i będziemy bogaci 😉

  5. Tekst bizarro jak w mordę (waginę) strzelił (bueh). Oraz ilustracje zacne. Szczególnie ta druga. Przykuwa spojrzenie 😉

  6. Zgadzam się z Zeterem – prawdziwie bizarrowy tekst:)

    Ohydny, obrzydliwy i odstręczający, a jednocześnie zmuszający do czytania dalej.

  7. […] A za ten tekst chciałbym przeprosić najmocniej. Człowiek z czymś zamiast twarzy… Tak bardzo chciałbym być normalny… https://niedobreliterki.wordpress.com/2012/05/29/anima-by-rafal-christ/ […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: