polskie centrum bizarro

„Sen czwarty, ostatni” by Grzegorz Gajek

In Opowiadania on Czerwiec 8, 2012 at 6:00 am

Miło nam ponownie ujrzeć na łamach niedobrych literek zawodnika wagi – bez wątpienia – bizarro ciężkiej. Grzegorz Gajek ma kilka pomysłów jak przyłożyć się do rozwoju rodzimej sceny bizarro. Poniżej znajdziecie konkretny przykład jego starań. Przykład, naszym zdaniem, na tyle ciekawy, że warto go pokazać szerszej publiczności.

Wierni naszej maksymie (all rights reserved, ofkorz!), że nic nie zareklamuje tekstu lepiej, niż tekst sam w sobie, pozwalamy sobie zaprosić Was do lektury „Snu czwartego, ostatniego”, zapewniając przy okazji, że kilka minut poświęconych na nią, nie będzie czasem straconym.

— 

Sen czwarty, ostatni

— 

Oto ja. Widzicie mnie, to szare coś w nieprzebranym tłumie? Jestem nagi. Wszyscy śmieją się ze mnie, pokazują palcami. Czego się śmieją, nie ma na co patrzeć… Wyglądam trochę jak malowany kwiat. No wiecie, długa cienka kreska, a na końcu takie coś, co wygląda jak plama sosu do spaghetti. Taki raczej zwiędły kwiat.

Ale zdradzę wam sekret…

No nie, w sumie to już wszystkim go zdradzam. Widzicie jak te twarze w tłumie zaczynają się wykrzywiać? To przeze mnie. Bo wiecie, kiedy się boję lub wstydzę dzieje się ze mną coś dziwnego – tak jak teraz. Zmieniam się. Moje ciało pokrywa twarda bura szczecina. Skóra chropowacieje, nos staje się zimny i wilgotny, paznokcie rosną błyskawicznie… Gdyby tylko zechciały przemienić się w szpony, zamiast się zawijać i wpijać w moje własne mięso.

Mam ochotę krzyczeć. No ale słyszycie, kiepsko z tym. Charczę. Nienawidzę charczeć. Chciałbym ryczeć albo mówić, a jestem w stanie tylko charczeć. Chark, chark, chark jak zepsuta skrzynia biegów w autobusie do Otwocka.

No nic. Przynajmniej się boją. Uciekają, lecz ja wiem, że nie uciekną. Rzucam się na nich. Gryzę. Szarpię.

To straszny zawód być bestią, a nie mieć kłów, a jedynie zwykłe ludzkie zęby. Bardzo utrudnia rozszarpywanie, rozrywanie gardeł. Ja jednak nauczyłem się we wszystkim odnajdywać plusy. Boli, prawda? Czujecie? Te tępe ząbki przystosowane do rozłupywania orzechów… Wbijają się wam w ciało i żują, żują, żują. Wasze mięso najpierw się rozgniata, dopiero potem pęka skóra, no i wreszcie leje się krew.

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

Niestety nic nie trwa wiecznie. Ilekroć staję się bestią, przybywa Ona, moja dziewczyna. A może zresztą nie moja? Moja, nie moja – co za różnica? Przybywa. Czasem próbuję i ją pogryźć, lecz tego się nie da zrobić.

– Idź precz! – mówi mi. – Tu nie ma dla ciebie miejsca.

Uciekam przed nią. Chodźcie. Biegiem, bo zgubimy wątek.

No, to jesteśmy w mieszkaniu. Dorastałem tu, nie wiem, czy wam mówiłem. Oczywiście teraz wszystko jest mniejsze, takie jakieś przykurczone, ściśnięte. Uważajcie na ten stołek. Chybota się i noga mu odpada. Widzicie, jakie tu wszystko stare? Zielone, przykurzone… No cóż, dom.

Na parapecie jest całkiem wygodnie. Tylko kiedyś miałem mniejszy tyłek, lepiej się mieściłem. Niezły stąd widok. Chodniki wyglądają jak cienkie szare paski. Jezdnie jak grubsze czarne krechy. Aż się gęba śmieje. Żeby jeszcze te cholerne paznokcie tak się nie wrzynały. O, jak się ładnie błyszczą latarnie. Fajne takie świetliste kulki, nie?

Wiecie, że kiedy byłem dzieckiem i tak siedziałem, to zawsze bałem się, że wypadnę? Ta wysokość mnie przerażała. A teraz patrzcie. Hop i poginam po gzymsie. Hop na sąsiedni balkon. W tej chwili prawa fizyki nie obowiązują mnie tak jak was.

Fajnie tu, co?

Ale Ona już idzie, suka jedna. Słyszycie? Chrzęści zamek.

No i patrzcie na mnie. Straszna bestia. Próbuję wcisnąć się pod kaloryfer. Ale ten kąt między nim a szafką z telewizorem jest już dla mnie za mały.

Ona wchodzi. Coś jest inaczej tym razem. Nie jest zła. Podchodzi do mnie. Klęka. Lekko muska wargami moje kolano. Opiera dłoń na moim udzie…

Gorąco mi. Serce dudni. Wali jak opętane. I stanął mi. Cholera, nienawidzę suki, a i tak mi stanął. Moglibyście przez chwilę nie patrzeć? To trochę krępujące.

Ona uśmiecha się jakby nigdy nic. Włazi na mnie, przywiera całym ciałem. Taka mała, śmiesznie mała w objęciach moich pałąkowatych, szczeciniastych ramion. Ociera się o mojego kutasa. Podwija spódniczkę. Ma na sobie białe majtki z przyjemnego materiału. Chcę ich dotknąć, chcę je ściągnąć…

A co jeśli do pokoju wejdzie moja matka? Nie śmiejcie się, to pokój z mojego dzieciństwa. Matka byłaby tu na miejscu. Tylko większa i straszniejsza niż w rzeczywistości, w końcu śnimy.

Zresztą nienawidzę tej suki. Nie będę się z nią pieprzył, kiedy się gapicie, nie myślcie sobie!

Won mi stąd! Wara! Won suko! Wychodzę!

Plask!

Uderzyła mnie, widzieliście ją?

– Idź precz! – mówi mi. – Wracaj do innych takich, jak ty!

Więc cóż… Idę, jak zwykle.

Tacy jak ja mieszkają w kanałach. Tam się chowają. Pierdolone pokraki! Hej, to nawet ładnie brzmi. Taka aliteracja. Pierdolone pokraki. Jak nazwa kapeli rockowej z Harry’ego Pottera.

No nieważne. Co oni tam robią w tych podziemiach? To co wszyscy, pierdolą się. Wybaczcie moją francuszczyznę. Kiedy jesteś zwłokami, ale odmawiasz zostania w glebie, to się nie kochasz, nie uprawiasz nawet seksu. Zwyczajnie, ordynarnie się pierdolisz. Zresztą, co lepszego ci zostało? Piach jest niesmaczny, uwierzcie, gryzienie go to żadna frajda.

I ja tu mam niby pasować? Nie pasuję, oczywiście.

O, już idzie jeden. Łeb mu gdzieś urwało, biedny skurwysyn.

– Jaka cena za nocleg?

Przetłumaczę wam, trochę trudno zrozumieć jak gada. Ostatecznie jest w stanie tylko charkać. W tym jesteśmy do siebie podobni. Ale mi przynajmniej nie cieknie jucha z różowego otworka w środku oberżniętej szyi, kiedy mówię.

No więc ceną za nocleg jest fellatio. Znaczy się: robienie loda.

Ja jemu, czy on mi? On mi…

– Jakim cudem?

Schyla się i pokazuje kurczący się i rozkurczający wylot swojej gardzieli.

Jak myślicie, zgodzić się, czy zajebać skurwysyna?

Tak myślałem. Lepiej uważać, gdzie się wtyka ptaka. Wam to sprawia frajdę, co? Wyrywanie śliskich, wijących się jak węże jelit, rozrywanie ich, rozchlapywanie rdzawej, gęstej krwi i starego, pełnego robaków gówna? A właściwie sprawia wam frajdę patrzenie, jak ja to robię. No dobra, więc proszę. Jeszcze trochę krwi. Czy nie zabawnie podryguje, kiedy mu grzebię w bebechach, wyrywam ochłapy mięcha, zgryzam skórę moimi tępymi ludzkimi ząbkami?

Co śmieszniejsze, skurwiel nadal żyje. To w końcu zombiak.

Nie, nie zostaję tu. To miejsce nie jest dla mnie.

Wracamy na ulice. Póki ta noc trwa, potańczymy. Sugeruję, żebyście się trochę odsunęli. Zostawmy mnie w pewnej odległości, popatrzmy z lotu ptaka.

Biegam, płaczę, skowyczę, ślinię się. Wpadam znów na ludzi. Ciężkimi łapami zrywam z barków ze dwie czy trzy głowy. Krew rozchlapuje się radośnie. Ludzie się rozpierzchają, ale jednego jeszcze udaje mi się dorwać w biegu. Wpijam mu się w szyję. I znowu zęby, te cholerne zęby. Wampiry mają pod tym względem dużo lepiej. Nic to. Gryzę. Przegryzam drgające ścięgna i mięśnie, spijam krew. Rozkoszuję się cudnym bulgotem, dobywającym się z rozerwanej krtani.

Facet już jest martwy, niech leży.

I znowu zjawia się Ona. Jest wściekła, widzę to. Znowu jej nie posłuchałem. Jak jest wściekła, staje się czuła. Próbuję uciekać, a ona goni mnie powolnym krokiem, lecz dogania bez problemu. Zapędza w kąt. A kiedy warczę i próbuję kąsać, głaszcze mnie po głowie, przemawia do mnie czułymi słowy.

Zabiera mnie do parku, na górkę obok stawu, niedaleko mojej podstawówki. Pokazuje mi dzieci bujające się na huśtawkach, zjeżdżające na rowerach na złamanie karku z pobliskiego wzniesienia. Koi mnie, gdy próbuję się wyrwać, aby je rozszarpać. Głaszcze po główce.

I patrzcie już zmieniam się znowu.

Oto ja. To szare coś w parku pełnym roześmianych dzieci. Kwitną kwiaty. Zbliża się wiosna.

Ponownie mnie odmieniła.

Nienawidzę suki.

Reklamy
  1. Robienie loda kurczącą się gardzielą to motyw full wypas. Powinno się takie usługi oferować w burdelach dla nekrofilów.

  2. Hłe hłe… miłość wśród zombiaków kwitnie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: