polskie centrum bizarro

Bizarro TV – Skrawki japońskich skrajności

In Animacja, Ciekawostki znalezione w Internecie, Różne, różniste on Czerwiec 29, 2012 at 6:00 am

Zgadnijcie co wraca? Tak jest – nasz mały kącik ruchomych obrazów zalicza dziś wskrzeszenie po dłuższym okresie nieobecności. I pretekstem nie jest demonstracja naszego nowego ultra wypasionego logo – choć nasz Paskud zmienił się w uniwersalny odbiornikonadajnik wszelakich dziwactw, krętactw i czego tam jeszcze, nie budzilibyśmy Bizarro TV tylko po to, aby wam go pokazać (a może tak? W końcu logotyp obok mistrzowski jest :D).  W każdym razie i nie przeciągając, mamy dla was, jak zwykle, worek wykręconych animacji.

Tym razem pochodzących, należy dodać, ze światowej ojczyzny wszystkiego co szalone.

Kultura Japonii, pielęgnująca tradycję, jest pełna harmonii i umiłowania prostego piękna. Kultura Japonii uwielbia kicz, głupoty i skrajności – wręcz nurza się w tym. Japonia to kraj manier, ścisłej hierarchii, grzeczności i powściągliwości. Japonia to czołowy wytwórca najbardziej zwyrodniale krwawych dzieł popkultury i najbardziej ekstremalnego, chorego porno. Długo można by ciągnąć tę listę… A w dodatku wszelkie jej oblicza mają w zwyczaju się mieszać – nierzadko otrzymujemy niezwykle artystyczną totalną obrzydliwość, albo głupkowaty bądź wydziwaczony koncept nasycony zaskakującą głębią. Co składa się na bardzo prawdziwe stwierdzenie, że Kraj Kwitnącej Wiśni to bizarro wcielone (chyba nawet coś o tym napomknięte było). Bardzo łatwo trafić, zwłaszcza w Sieci, na skrawek popkultury, reklamy, teledysku czy nawet scenkę z ulic Tokio, której dziwaczność sprawia, że nie tylko przeciętny człek nie ma aparatu poznawczego zdolnego to przetworzyć, ale i rzeszom mniej normalnych byłoby ciężko. Są nawet miejsca w Internecie, które zajmują się wyłącznie kolekcjonowaniem przejawów odrealnionej japońskiej niedorzeczności (jedno z nich, WTF Japan Seriously, szczególnie warto odwiedzić, prawdziwa kopalnia szoku).

Tak, prędzej czy później japońskie dziełka musiały u nas zagościć!

h

Skrawki japońskich skrajności

h

Ktoś wspominał o ekstremie? Nasza pierwsza propozycja wywodzi się właśnie bezpośrednio z takich niebezpiecznych rejonów. A dokładniej ze świata komiksu ero-guro. A cóż to takiego? Ero-guro (właściwie ero guro nansensu) to specyficzna estetyka, forma groteski, w zalążku dostrzegalna w kulturze japońskiej od wieków, ale uformowana w pełni na początku XX-wieku. Jej definiującą cechą jest łączenie przerysowanej, makabrycznej przemocy z seksem. Przewija się zaś w każdej formie popkultury – od niepokojących obrazów do najgorszego sortu porno. Zresztą, może nie będziemy się rozwodzić – mamy w Polsce specjalistę, do którego z przyjemnością was odsyłamy (warto!). Powitajmy zatem Shintaro Kago. To czołowy, doceniany na całym świecie komiksiarz tworzący w nurcie, właściciel totalnie ekstremistycznej wyobraźni – i solennie ostrzegamy, absolutnie nie wklepujcie w Google jego nazwiska, jeśli macie mało wrażliwe żołądki, poczucie moralności i wiarę w ludzkość!!! Nie, żeby prace Kago były jakimiś porno masakrami dla samego tylko epatowania (no, może momentami). Wręcz przeciwnie, Kago to mistrz nieszablonowych pomysłów, społecznych komentarzy, kapitalnego czarnego humoru czy wreszcie postmodernistycznego, surrealistycznego rozkładania wszystkiego (łącznie z czwartą ścianą, konstruowaniem fabuły i strukturą komiksu samą w sobie). Ale też autor takich dziełek, które mało kto strawi bez poczucia głębokie zniesmaczenia, a większość rzuci je po pierwszej stronie z poczuciem, że powinno się tego zakazać (choć patrząc na to, co my wam czasem proponujemy… he,he, może i powinniśmy reklamować bez bólu ;)). Skatologia, gwałty, spaczony seks, panorama najgorszych zboczeń, omijanie faktu istnienia pojęcia „tabu”, widowiskowe deformacje ludzkiego ciała i przemoc w najbardziej splatterowej postaci to tylko ułamek jego możliwości.

Ale może na tym skończmy wstęp. Istotą rzeczy jest fakt, że od pewnego czasu Shintaro Kago prowadzi skromny kanał Youtube, na którym publikuje bardzo proste, momentami wręcz ascetyczne animacje własnego autorstwa. Które są świetnym, łagodniejszym wstępem do jego świata – krwi i deformacji tu sporo, zwłaszcza rzuca się w oczy skłonność do robienia złych rzeczy z ludzką twarzą, ale gore jest tu uproszczone i bardziej umowne (jak na kolesia, który wymyślił historię o kolekcjonerze zdjęć coraz bardziej obrzydliwych i skręcających w stronę najstraszliwszych dewiacji aktów seksu oralnego z własnym udziałem czy wodne wyścigi kobiecych trupów napędzanych gazami wypuszczanymi z organów intymnych). Za to pełne niezwykle zabawnych, abstrakcyjnych deformacji rzeczywistości i różnych schematów.

Na początek zobaczcie, jak według Kago prezentuje się sport. Na przykład golf.

h
h

Albo olimpiada.

h
h

Dla wszystkich miłośników Małych Syrenek, Syrenek Warszawskich i innych wodnych panien, małe ostrzeżenie:

h
h

Mamy też uroczo przestylizowaną przypowieść o konsekwencjach pomysłowości naszego gatunku.

h
h

I surrealistyczne potraktowanie tematu… transportu drogowego.

h
h

Shintaro pokusił się także o stworzenie produkcji aktorskiej… ze swoim ulubionym motywem pewnej brązowej substancji (spokojnie, większych zdrożności brak ;)).

h
h

Smakowało? Ufamy, że bardzo…

h

***

h

…ale to wcale nie znaczy, iż należy kończyć pokaz. Mamy bowiem w zanadrzu jeszcze jednego artystę z Japonii, może nie tak ekstremalnego, za to prawdopodobnie 200 razy bardziej dziwacznego. Może nawet w swej cudaczności niepokojącego. Przed wami Taniguchi Takashi, który wbrew powtarzanym gdzieniegdzie opiniom (a wystarczy tłumacz Google i jego strona) nie jest tą samą osobą, co znany aktor specjalizujący się w dubbingu. Jest natomiast absolwentem Uniwersytetu Kiusiu i domorosłym animatorem i ilustratorem, który otrzymał kilka nagród dla obiecujących artystów, rysował dla wielu magazynów i innych tego typu publikacji. A przede wszystkim swoim filmikiem Mr. Ando of the Woods podbił serca i spaczone mózgi tych, co w Internecie szukają nietypowych wrażeń. O czym traktuje owo cudo? Zaczyna się od scenki z podejrzanie antropomorficzną pszczołą i podobnym niedźwiedziem. Owad nie chce dać polizać misiowi miodu, co skutkuje znaną fanom animacji frazą „pero-pero-pero…” . Na szczęście kłótnia nie wybucha, bo zjawia się Pan Ando, stróż porządku w lesie. Wszystkie zwierzaki maja jeden mały problem – zdaje im się, że Pan Ando może być człowiekiem (a ludzi nikt nie lubi). Zachowuje się podejrzanie, gdy się go o to spyta… no, i czasem używa słowa „humanizm”. Na szczęście kończy się dobrze, z przesłaniem o tym, że nie ważne kim jesteś – ważne, co czynisz. I piosenką.

Wiecie co, tego nie da się raczej opisać. Zobaczcie sami (niestety, są tylko angielskie napisy).

h
h

Należy dodać, że prócz unikalnej, nieco nawet zahaczającej o pythonowskie (stylem ukazania postaci, nie treścią) strony wizualnej, o wyjątkowości wytworów Taniguchi’ego decyduje także ścieżka audio. Wszystkie dialogi… i niezwykłe efekty dźwiękowe wykonuje on własnoustnie. Ach, ta monotonna bezuczuciowość, te ciągłe zająknięcia i niezręczne pauzy, te aż trzy rodzaje ekspresji. Daje to niezwykłe wrażenie, że głos podkładał ktoś, hmm, lekko spowolniony na umyśle. Czy wspominaliśmy o piosenkach?

Nieważne, poznajcie historię Shigeo, który jest przystojny. Przez to, podczas podróży samolotem, stanie oko w oko z terrorystami zwalczającymi reżim ludzi o ponadprzeciętnej urodzie. Czy wiedzieliście, że można być tak przystojnym, że nawet kule się cię nie imają?

h
h

Budująca opowieść o superbohaterze to nie przelewki – gdy zły złoczyńca porywa szefa firmy, salarymani (pracownicy japońskiej korporacji) mogą tylko obserwować ten przestępczy akt ze strachem i poczuciem bezradności. Ale oto nadchodzi Salaryman Man. Heros na miarę korporacyjnej rzeczywistości. I lata z użyciem ruchu wachlującego swoich wizytówek! Batman i Superman mogą się schować.

h
h

Taniguchi ma w zanadrzu jeszcze kilka absurdalnych do granic absurdu filmików. Niestety, znaczna część jest dostępna tylko po japońsku (a ich mocą jest treść durnych i oderwanych od jakiegokolwiek strzępka sensu dialogów). Niemniej warto. Naprawdę. Choć potem mózg boli.

h

***

h

Nasyceni? Prawdopodobnie tak. A nawet najpewniej przesyceni. Czas więc ogłosić koniec prezentacji szczytowych osiągnięć animacji z Dalekiego Wschodu. Do następnej sesji rycia beretów, moi drodzy!

h
Reklamy
  1. Hłe, hłe… sportowa tematyka jak najbardziej na czasie. Jak widać nie tylko Euro Koko, ale i Ja Pan 😉

  2. Te drugie to już kompletnie mózg ryją. Zwłaszcza lizanie miodu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: