polskie centrum bizarro

„Albinos wciąż przeczuwał” by Kornelia Głowacka-Wolf

In Opowiadania on Lipiec 2, 2012 at 6:00 am

Drodzy Poszukiwacze Zaginionego Bizarro – mamy dla Was coś, co ucieszy Wasze zakręcone umysły! Dzisiaj coś krótkiego, bardzo bizarowego i… prostolinijnego-inaczej. A wszystko to znajdziecie w opowiadaniu Kornelii Głowackiej-Wolf pod tytułem: „Albinos wciąż przeczuwał”. Chcielibyśmy zachęcić Was do lektury tekstu w sposób konkretniejszy, ale niestety: Paskud nie podołał, rozpękł się biedaczek. Z wrażenia.

Na wszelki wypadek dodamy, że – po pierwsze – wrażenie było bardzo pozytywne, a nawet jeszcze bardziejsze i – po drugie – Paskud, wzorem wszelkich padkudów w tej galaktyce, już wkrótce wróci do Was cały i chory!

Miłego czytania!

„Albinos wciąż przeczuwał”

Albinos Pracz wiózł się lektyką z trudem niemałym, a zarazem wręcz przeciwnie – z niemałym trudem. Mobilność utrudniała mu zgraja i hołota, jaką tworzyli inni kierowcy, pasażerowie i tym podobni smarkacze. Wiało szaleństwem, jak również śmiertelną rozterką; w powietrzu wisiał niepokój i Baron Münchhausen.

Albinos coś przeczuwał, żeliwny krępak w lektyce uwierał go coraz sążniściej, a pałąk zwisający z nadwozia wczepił mu się w siatkówkę prawego oka.

Z naprzeciwka nadjeżdżał, klnąc na czym świat kroi, drewniany klęcznik, po chodniku zaś sunęła z mozołem pielgrzymka piaskowych babek. Z tyłu trąbiło nań miniaturowe, przenośne leprozorium prowadzone przez jednego ze świętych, z prawej gruchotała po jezdni drewniana proteza nogi, z lewej wciskał się na trzeciego piorun kulisty.

Albinos wciąż przeczuwał. Coś.

I trafnie przeczuwał, gdyż wtem został obrzucony gnojem przez wędrownego trubadurnia, który zaopatrywał się w ten szlachetny materiał u Wojciecha Kuczoka.

Przy okazji z przenośnego leprozorium wypadł soczysty kawałek pięty, na którym poślizgnęła się proteza zmuszając piorun do natychmiastowej interwencji. Klęcznik wymusił pierwszeństwo wpadając z impetem w jadącą z nadmierną prędkością Bibliotekę Watykańską, gdzie nie wiedzieć czemu knuło coś podejrzanie stado galerników, wypadające, z powodu zderzenia, z obiegu. Jeden z balwierzy, poruszających się nad wyraz lekkomyślnie, skorzystał z zamieszania i zgwałcił jedną z piaskowych babek mamiąc ją przy tym obietnicami bez pokrycia, co wprawiło w zakłopotanie sforę nagich psów peruwiańskich, które wymarły w trymiga.

Jak później zeznał przechodzień przypadkowo posiadający ze sobą siekierę, brzeszczot i bombę atomową, natychmiastowa interwencja Rzecznika Praw Dziecka uratowała sytuację i nastąpił koniec świata.

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

Reklamy
  1. Dokładnie pojebane <—- To był komplement 🙂

  2. Na studiach mieliśmy takie hasełko: trafiony – zatopiony! A tekst konkretnie i pozytywnie zakręcony 🙂

  3. 😮 Jak po kraku 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: