polskie centrum bizarro

„Ot, takie przyzwyczajenia” czyli dawka drabbli od Rafała Kulety

In Opowiadania on Lipiec 23, 2012 at 6:00 am

Ile stusłówek na godzinę pisze Rafał Kuleta? Tego oficjalne źródła nie podają (w poszukiwaniu prawdy – która, jak uczył zgromadzoną przed ekranami gawiedź agent Mulder, „jest gdzieś tam” – będziemy molestować źródła nieoficjalne). Ale łatwo zauważyć, że to autor najbardziej płodny z płodnych. Co oznacza, że mamy dla Was dobrą wiadomość – oto przed wami kolejna porcja znakomitych drabbli!

Dziwne. Zabawne. Odpychające. Abstrakcyjne. Niedorzeczne. Krwawe. Seksowne. Jak zwykle, znajdziecie tu wszystko, czego dusza zapragnie. I to, czego zapragnąć żadna by się nie odważyła!

h

„Ot, takie przyzwyczajenia”

czyli dawka drabbli od Rafała Kulety

h

Zabójcza szminka

h

Obowiązkowo czerwona. Jak krew kobiet i mężczyzn, którzy jej używali. Podróżowała z torebki do torebki, z kieszeni do kieszeni. Nigdzie nie mogła zagrzać miejsca. Jak się coś nie podobało, to rozsmarowywała usta, rysowała po twarzy, szpeciła nosek. Właścicielka lub właściciel wściekli, wyrzucali ją w pioruny. To się mściła dalej. Znaleziona, zgarnięta, użyta, wyżywała się nowymi sztuczkami, kaprysami.
Aż wpadła w delikatne lecz stanowcze dłonie: pewne, asertywne, należące do zabójczej piękności. Od razu nawiązana nić porozumienia. Szminka po raz pierwszy w życiu się starała. Zabójczyni z jeszcze większym wdziękiem mordowała. Szminka z dumy aż błyszczała. Na zabójczo pięknych ustach zabójczo wyglądała.

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

h

Pociąg na trasie Kraków – Kołobrzeg przez Trójmiasto

h

Ledwo się wlókł. Nabity do granic przebicia. W przeważającej większości kończyny dolne.

Większość nóg siedziała. Co chwilę rozprostowywały się, zginały, ich zawiasy luzowały ścięgna, żyły się zwieszały, kości zawieszały, szpik stygł, wysychał, zdychał. Nogi, które stały, zapuściły korzenie, wypuściły pędy, narośla, zarośla, obrosły wodorostami, zrostami, które wrosły w podłogę, przebiły jej skórę na wylot, wyleciały i wkręciły się w koła posuwające miarowo rozpalone do porno-białości szyny.

Były jeszcze nogi, które biegły korytarzem, zbiegały się w kolejnym korytarzu, zderzały z jeszcze innym nadbiegającym z naprzeciwka skrzyżowaniem korytarzy. Nogi wplatały się w zabiegane sploty, wybiegane pętle i coraz bardziej absurdalne zbiegi okoliczności.

h

Jest jezioro i jest las

h

Wśród wszystkich oceanicznie głębokich akwenów istnieje jezioro jeszcze głębsze, jeszcze bardziej nieprzeniknione. Im głębiej, tym ciaśniej, woda twarda jak diament. Pod dnem labirynt górski, który zanurza się coraz dalej w głąb akwatycznej otchłani.

Na płytszych głębokościach, jakichś dwustu metrach, rosną najpiękniejsze podwodne lasy meduz, w których królują skorpiony mamucie. Można tu też spotkać skolopendry szczupakowate, okonie-nicienie, wypchane trocinami trocie, wężowęgorze i słoniowate sumy.

Jezioro jest okiem okolonym rzęsami lasu. Drzewa chronią stary cmentarz zamieszkany przez zmarnowany ludzki czas. Nagrobki zakorzenione są w miejscu przez kotwice, symbolizujące stałą ufność. Kotwice spowija żywy bluszcz wiecznego życia.

Natura wciąż ma nadzieję na odrodzenie.

h

Z pamiętnika Zesmakoszki

h

Dzień kolejny.

Jeden z moich studentów przyniósł na zajęcia całą siatkę pieczarek. Na pytanie, po co mu te pieczarki, odpowiedział, że życzenie mamy. Zapytałam, po co mamie te pieczarki. Nie odpowiedział. Poprosił tylko wszystkich o zdjęcie skarpetek i zdrapanie grzybów ze stóp oraz spomiędzy palców.

Wszyscy chętnie spełnili jego prośbę. Siedzieli na uczelni od samego rana, więc zdążyły im wyrosnąć dość już sporej wielkości grzyby. Higiena trochę się rzucała, ale wyluzowała.

Niektórym grzyby głęboko wrastały, więc trzeba było je wyrywać. Trysnęła krew. Chcieli ją zatamować, rany oczyścić, ale wtedy ten student przyznał, że jego matce grzyby z krwią lepiej smakują.

h

Ot, takie przyzwyczajenia

h

Agnieszka delektuje się swoją krwią menstruacyjną. Napełnia specjalnie przygotowane naczynie i pije łapczywie, nie roniąc żadnej kropli.

Martyna pławi się we własnych sikach. Często ma taką na nie chcicę, że wypija pół, a nawet cały litr wody mineralnej i sika do nocnika, który następnie opróżnia duszkiem.

Piotr jest wiecznie zakatarzony. Ale wcale mu to nie przeszkadza. A wręcz przeciwnie, bardzo jest mu to na rękę, dosłownie na obie, gdyż czerpie z nosa garściami, pożywiając się następnie wszystkimi dobrociami zainfekowanych dróg oddechowych.

Ja przestałem się ukrywać. Pragnienie zaspokojenia jest zbyt wielkie. Zdarza się więc, że publicznie zżeram własne, wydalone świeżo gówno.

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

h

Kot o zmasakrowanym pyszczku

h

Na ulicy spotkałem kota o zmasakrowanym pyszczku. Jakieś pół facjaty miał oderwane. Ciekawie wyglądał. Abstrakcyjnie. To był główny powód dlaczego się nim zaopiekowałem. Taka moja osobista, żywa rzeźba. Ale żeby nie było, objąłem kota troskliwą opieką. Podświadomie zadośćuczyniłem sobie za brak opieki wobec mnie. Czy jakoś tak. Nie muszę się przecież ze wszystkiego zwierzać.

We śnie kot oderwał mi pół twarzy. Nie czułem bólu. Dziwne, nie? Kiedy się obudziłem, kot przyglądał mi się zainteresowany moją reakcją na widok mojej własnej połówki twarzy na jego inteligentniejszym teraz obliczu. Połówka twarzy, należąca jeszcze do mnie, uśmiechała się zawadiacko. Kot najwyraźniej mnie polubił.

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

h

Samotność Wieloryba

h

Wieloryb czuł się samotnie wśród ludzi, mimo wzajemnej miłości. Należał przecież od samego początku do ich społeczeństwa. Pomogli z przystosowaniem się do trudnego życia.

Wieloryb tęsknił, sam nawet nie wiedział za czym. Jednak to uczucie coraz bardziej zniewalało. Jak ocean, w którym Wieloryb spędzał każdą wolną chwilę.

Któregoś dnia wypuścił się daleko za horyzont. Jakieś uczucie kazało mu kontynuować. Wbrew woli. Wbrew temu, co mówili ludzie, co zakodowali mu jeszcze od czasów niemowlęcia.

Płynął bez przerwy, bez chwili odpoczynku. Ocean zmienił się w kosmos pełen wielorybich gwiazd, planet i uczuć, które sprawiły, że już nigdy więcej nie poczuł się samotnie.

h

Pająki wielkie jak czołgające się odrzutowce i szybkie jak odrzutowe czołgi

h

Ciocia Strachliwa patrzyła z gromadzącym się niepokojem na coś chorowito ohydnego wynurzającego się ze szczeliny w szparze na obrazie cienia pozostawionego zupełnie przypadkowo przez poprzedniego właściciela ściany. Po chwili na światło rzucane bezwiednie przez kikut zwiędłej żarówki wyjechał betonowy czołg o czterech parach gąsienic miażdżących tłuste larwy tynku przepoczwarzającego się w zaćmione motyle tapet. Nagle lufa penisa wycelował w ciocię Strachliwą, która skurczyła się w sobie jak harmonijkowy, prążkowany, oklapły kondom. Lufa zadrżała i wypluła odrzutowy pocisk spermy w kształcie pajęczaka. Ciocia Strachliwa zesrała się ze strachu, wydalając miot pająków wielkich jak czołgające się odrzutowce i szybkich jak odrzutowe czołgi.

h

Ogłoszenie w jakimś miejscu, nieważne, czy w gazecie, sieci, czy na kanale pornograficznym

 

h

Zdesperowany pisarz horror-bizarro potrzebuje opieki. Jeśli któraś z ładnych, pięknych, ślicznych pań-kwiatów chciałaby zaopiekować się gorącym, na maksa napalonym penisem w zwodzie, po rozwodzie, ale całkowicie odrestaurowanym, z nową radością do życia, nowymi niespożytymi energiami, spragnionego miłości, perwersyjności, kochania, błaznowania, flirtowania, pieprznego pieprzenia, pierdolenia do upadłego, to zapraszam na poniższy adres. Gwarantuję jazdę bez trzymanki, życie bez zabezpieczenia na kolejce wysokogórskiej emocji, natężenia miłości, może się zdarzyć, że też cierpienia. Pełen zakres eksperymentów doznań. Jestem szczery, otwarty, pełen kompromisów, dążący do obopólnego szczęścia. Nie owijam w bawełnę, tylko w jedwab, dla zwiększenia luksusu i glamour. Mile widziane zdjęcia rozkwitłych kwiatuszków.

h

Zapłodnienie

h

Zapłodniła mnie planeta, przed którą wisiałam w stanie nieważkości, czerpiąc energię z jej atmosfery.

Właściwie to nie wiem, dlaczego ją wybrałam. Podobała mi się aura, zauroczyły kolory, zapachy. Wisiałam obnażona, czerpiąc radość z jej obecności, bliskości, wchłaniając każdy eon energii.

Pragnęłam przekazać energię innej planecie. W galaktyce, przez którą leciałam z rozwijającymi się płodami, znalazłam raj dla moich przyszłych dzieci, najpiękniejszą planetę, jaką kiedykolwiek dane mi było zobaczyć. Urodziłam, osiedliłam nowe środowisko. Zapewniłam start, zatroszczyłam się, wychowałam. Ruszyłam w dalszą drogę.

Niedawno wróciłam. Moje dzieci wyparły się mnie. Zniszczyły planetę. Szykują dalszą ekspansję.

Bezskutecznie szukam mocy, która pomogłaby zapobiec chaosowi.

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

Reklamy
  1. Zabójcza szminka wygląda smakowicie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: