polskie centrum bizarro

„Skorupka, która nasiąkła mordem” by Ian Giedrojć

In Opowiadania on Lipiec 29, 2012 at 6:00 am

Uważni czytelnicy niedobrych literek z pewnością rozpoznają dzisiejsze logo (tak zwany Jajeczny-I-Nie-Całkiem-Świeży-Paskud, gdyby ktoś pytał). Tak, tak… zdarzyło się mu już wystąpić na łamach naszego portalu i to w związku z wielkanocną akcją tematyczną. Po tym jednak, jak otrzymaliśmy świeżutkie opowiadanie Iana Giedrojcia „Skorupka, która nasiąkła mordem” zarówno indywidualnie jak i całkowicie gremialnie uznaliśmy, iż jest to okazja więcej niż odpowiednia, aby nagiąć zasady niedobrych literek i do owego loga sięgnąć raz jeszcze.

Czy słusznie? Przeczytajcie opko Iana i wypowiedzcie się sami! Komentarze jak zawsze mile widziane!

Zapraszamy do lektury.

Skorupka, która nasiąkła mordem

Przyszła na świat waląc głową w ścianę. To mało kogo pozytywnie nastawia do życia, ale tu akurat tym nie odbiegała od normy. Tak jak wszyscy dookoła, nie znała ani matki, ani ojca. Nie miała nawet imienia poza oznaczeniem kodowym – 4431805 (dla przyjaciół po prostu 44, ale tych prawdę mówiąc też nie miała). Wówczas wydawało się, że jest tylko kolejną żółtą, puchatą kulką pośród tysięcy czy milionów identycznych sióstr. Mimo braku jakiejkolwiek wyróżniającej jej na zewnątrz cechy, wiedziała że jest inna – miała w życiu cel.

Jako osoba ambitna z dużym trudem przyjęła nauki o kolejności dziobania, ale było warto – dopasowana i anonimowa, zyskiwała idealną przykrywkę. Mijały miesiące, koleżanki zaczęły już myśleć o dzieciach, a ona wciąż tylko ćwiczyła. Godzinami rozciągała swoje patykowate nogi, waliła skrzydłami na oślep, a nawet pakowała mięśnie szyi, podciągając się zaczepiona dziobem o klatkę. Przy tym wszystkim pilnie obserwowała oprawców urządzających ich świat. Ręce które karmią, ale nie mają dobrych zamiarów. Miała dość takiego świata.

Siostry ją irytowały, a wieczny ścisk powodował konflikty. Wreszcie pewnego dnia pokazała otoczeniu, kto tu rządzi. Padły trupy, polała się krew – dla niej nowy, fascynujący smak. Załatwiła to tak dyskretnie, że wyszła z tego obronnym pazurem. Dowodów nie było, kto coś widział, dobrze wiedział, żeby o tym nie gdakać. Wszechwładni oprawcy tylko zabrali trupy, pokazując jak bardzo są bezradni.

Od tego czasu siostry bały się jej – i słusznie. Pod ozdobnym puchem kryły się teraz 4 kilogramy żywej wagi, a czerwony grzebień zdobił głowę, kryjącą analityczny umysł, przepełniony żelazną determinacją i nienawiścią. Nikt nie miał pojęcia, że 4431805 jest najbardziej niebezpieczną kurą w historii świata. Była wyklutą morderczynią.

Tę drogę rozwoju wkrótce przecięła brutalna interwencja. Czyżby właściciele karmiących rąk wreszcie zorientowali się, jakiego przeciwnika hodują?

Wiarę w swoje przeznaczenie straciła już na samym początku, gdy rozstała się z głową i kończynami. Szybko odebrali jej też resztki kurzej godności, pozbawiając pierza. Wtedy najbardziej czuła nadchodzący, obrzydliwie banalny i pozbawiony znaczenia koniec. Jednak podczas patroszenia, doszła do siebie, a gdy trafiła na rożen, płonął w niej ogień zemsty o temperaturze wyższej niż ten, na którym się obracała.

– Kury w naszym przedsiębiorstwie złotych jaj nie znoszą – powiedział właściciel fermy do pięciorga towarzyszących mu przy stole gości. – Dlaczego więc warto w nie zainwestować? Otóż mili państwo, ich mięso jest na wagę złota… Proszę bardzo, proszę się częstować, to oczywiście z naszej produkcji – stwierdził, sam sięgając po jeden z kawałków.

Ona nie śpieszyła się, wiedziała, że musi czekać. Gdy nadszedł właściwy moment, jednym precyzyjnym ruchem stanęła mu w gardle. Mężczyzna otworzył usta, bezgłośnie wyjąc. Jego oczy, jakby samolubnie chcąc się ratować przed zgubą, wyszły z orbit świecąc nabrzmiałymi żyłkami o kolorze kurzego grzebienia.

– O Boże! – wrzasnęła jakaś kobieta, lecz nadaremno – widział to tylko bóg kurzej zemsty, który właśnie z satysfakcją wykrzywiał dziób.

Pozbawiony tlenu właściciel fermy runął na podłogę i już 4431805 sama miała z ulgą przejść do historii, gdy poczuła, że jeszcze tli się w niej moc. Na podłogę padły bezwładnie cztery kolejne ciała i jedynie żona właściciela przeżyła przeżucie kawałka kury – a i to tylko po to, by miał kto o tym wszystkim opowiedzieć.

Kilka dni później, prezydent Stanów Zjednoczonych otrzymał w prezencie od ukochanej ciotki piękną, ręcznie wykonaną poduszkę z fikuśnymi zdobieniami. Mimo iż prezent od bliskiej rodziny nie wydawał się podejrzany, secret service dokładnie go prześwietliła, nie znajdując jednak zagrożenia. Pewnego dnia, prezydent zmęczony rozmyślaniem nad zapewnieniem dobrobytu rodakom, a światu demokracji, przytulił do poduchy swe szlachetne lico. Odkrycie, że ma bardzo gwałtowne uczulenie na pewien specyficzny rodzaj pierza, miało się okazać ostatnim w jego życiu.

Nim sprawa przedostała się do opinii publicznej, zwołano naradę.

– To na pewno Ruscy! – krzyczał sekretarz obrony.

– To sprawka Chińczyków! – darł się sekretarz stanu.

– Panowie, zachowajcie spokój – odparł wiceprezydent. – Już rozgrzewamy wyrzutnie.

W tym momencie jeden z obserwatorów usłyszał coś jakby ciche, pełne jadu gdakanie, ale nie zastanawiał się nad tym długo. Za chwilę miał się wykluć nowy świat.

Advertisements
  1. W świetle najnowszych njusów dość prawdopodobna wizja 😉

  2. Animal power! To lubię. I zwierzęta, owszem, mają powody by mścić się na kuzynie neandertala, oj mają. Sam neandertal też ma, nota bene. Heh. Gdziekolwiek się nie obejrzeć, tam rodzaj ludzki robi sobie samych wrogów, n’est-ce pas?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: