polskie centrum bizarro

Archive for 4 sierpnia, 2012|Daily archive page

Mackowate plugastwa Mike’a Dubischa – część 1

In Grafika on 4 sierpnia, 2012 at 6:00 am

Gigantyczny, zielony, nietoperzoskrzydły, z tysiącem wijących się macek… aż chce się przytulić. Tak jest, Cthulhu jest przeuroczy. I wszyscy powinni go kochać, lä lä, a bizarrowcy szczególnie, fhtagn. Tiki nerwowe (kultystyczne)? Cóż, wybaczcie, ale stary i mackowaty niewątpliwie powinien należeć do nieoficjalnego panteonu bizarro fiction, obok Latającego Potwora Spaghetti i innych chorych wymysłów. Dziadek Howard jest, fakt faktem, przede wszystkim zacnym prekursorem horroru, ale nie bez przesady można też go nazwać papieżem wszystkiego, co można określić jako weird fiction. Lovecraft to pulp, kiczowata groteska, kosmiczny surrealizm – a więc ikona tego, co miłośnikom dziwaczności powinno być bliskie.

Tezy powyższe udowadniają także przykłady wykorzystania Cthulhu przez czołowych pisarzy bizarro z USA. Poczciwy prastary bóg był bowiem już obiektem kultu szajbniętych Indian w jednym z najbardziej pokręconych westernów świata (Fistfull of Feet Jordana Kralla), spotykał nowomodne nastoletnie wampiry (Cthulhu Comes To Vampire Kingdom Camerona Pierce’a, aczkolwiek nie wiemy, czy wizja Wielkiego Przedwiecznego fascynującego się słodkimi kotkami, których pełno w Sieci, przypadnie do gustu lovecraftowskim konserwatystom), a jego podwodna siedziba była celem prawdziwego wyścigu śmierci (Tentacle Death Trip, też Jordana Kralla). O drobniejszych nawiązaniach nie wspominając.

Ale nie tylko bizarrowcy są zakochani w Cthulhu. Dziś przedstawimy wam artystę, który pradawne bóstwa o łamiących języki imionach uwielbia tak bardzo, że nawet w rubryce zainteresowania wpisuje wyłącznie miano tego najbardziej mackowatego z mackowatych popkultury. Zapraszamy do świata Mike’a Dubischa!

h

Mackowate plugastwa Mike’a Dubischa – część 1

h

Jak łatwo zorientować się po lekturze wstępów do naszych niedobroliterkowych galerii, ludzie potrafiący tworzyć interesujące grafiki mają także interesujące kariery. A że Mike Dubisch w posługiwaniu się narzędziami pracy ilustratora osiągnął takie mistrzostwo jak niezapomniany pan Miyagi w łapaniu much pałeczkami do ryżu, to nietrudno zgadnąć, że jego prace pojawiały się dosłownie wszędzie. Zaistniał w każdej formie i w każdym gatunku szeroko pojętej fantastyki. Zaczynał jeszcze w wieku lat nastu – od rysowania dinozaurów dla nowojorskiego muzeum i pracy w kolektywie kolorystów, u których zamówienia składały wielkie korporacje komiksowe typu Marvel czy Dark Horse. Po takim starcie może być tylko lepiej – i rzeczywiście, nasz gość, po ukończeniu School of Visual Arts w Nowym Yorku, udzielał się artystycznie na tyle sposobów, że głowa mała. W latach osiemdziesiątych związał się na przykład z kwitnącym wtedy środowiskiem krwawego i bezkompromisowego horroru, czego efektem jest jego wkład w kultowe gdzieniegdzie publikacje takie jak Cry for Dawn i Gore-shriek. W dekadzie następnej na stałe pochłonął go zaś świat klasycznych, papierowych gier rpg, dzięki czemu pracował między innymi dla Wizards of the Coast i Palladium Books. Rysował też komiksy, malował dla magazynów, projektował zabawki i ilustrował książki (od horrorów do powieści dla młodzieży), mając okazję tworzyć dla takich marek jak Obcy kontra Predator, Gwiezdne Wojny czy Dungeons & Dragons. Dodajmy, że wystawiał też swoje prace w niezliczonych galeriach na całym świecie, a także sprzedawał je do prywatnych kolekcji. I opublikował kilka powieści graficznych, jak space opera połączona z Mitami Lovecrafta Weirdling, tudzież ciekawych książek z grafikami, jak choćby projekt The Black Velvet Necronomicon.

Mało? To proszę bardzo. Mike na boku wypuścił do Sieci eksperymentalne cykle filmowe o tworzeniu grafik Cthonic Doodling oraz Ambidextrocity. W Internecie publikuje też tworzony z żoną, Carolyn, komiks sieciowy pod tytułem The People that Melt in The Rain, który sam sobie doczekał się wielu prestiżowych nagród branżowych i oklasków krytyków. Czytaj resztę wpisu »