polskie centrum bizarro

„Przygody Pewnego Apacza” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Sierpień 11, 2012 at 6:00 am

Kto czytał „Winnetou” ten wie, że z Apaczami lepiej żyć w zgodzie. Dranie po prostu nie lubią przegrywać i zawsze znajdą jakiś sposób, aby porządnego westmana kopnąć w klejnoty rodowe albo chociaż w ochraniacz czy… W każdym razie, nie wdając się w krępujące szczegóły, dzisiaj mamy dla Was opowieść o Pewnym Apaczu, którą dla niedobrych literek sprokurował Darek Kuchniak. Możecie się z niej dowiedzieć, że bycie Apaczem zobowiązuje, między innymi, do wpadania w kłopoty. Lecz nie tylko.

Zapraszamy do lektury. Howgh!

PS. Aha, uważajcie na nisko przelatujące strzały!

„Przygody Pewnego Apacza”

Pewien Apacz spojrzał z wyrzutem na swój splot słoneczny, któregoś ranka i wykrzyknął wzburzony: „Jak ty się możesz nazywać słoneczny, jak ty słońca na oczy nie widziałeś? Ty oszuście o ego rozdmuchanym do wielkości gwiazdy. Od teraz będę cię miał w głębokiej pogardzie. Nie spodziewaj się z mojej strony zaproszeń na rauty, czy odpowiedzi na lakoniczne liściki w stylu: Kto stoi za aferą gruntową?”

Indianin był bardzo poirytowany, niemniej doskonale wiedział, że nie może sobie pozwolić na absencję splotu słonecznego w swoim organizmie. Zdecydował więc, że wyśle do niego sekundantów, aby w sposób honorowy rozstrzygnąć spór. Pewien Apacz zaproponował pojedynek na niewykorzystane erekcje. Jakie było jednak jego rozczarowanie, kiedy okazało się, że pod wskazanym adresem nie ma adwersarza. Wojownikowi nie pozostało więc nic innego jak go poszukać.

Po przetrząśnięciu połowy powiatu Indianin dał jednak za wygraną i nie zważając na brak apetytu oraz gotówki, postanowił coś zjeść. A jako, że jechał samochodem musiał, jak to w filmach drogi, znaleźć urokliwe miasteczko oraz lokal gastronomiczny o złej reputacji. Po kilku godzinach jazdy dotarł do Mąchocic. Nie zważając na intuicję kobiety stojącej przy wejściu wszedł do najniebezpieczniejszego pod księżycem i innymi naturalnymi satelitami baru szybkiej obsługi. Za kontuarem stał jegomość o twarzy bezbarwnej jak chlorowana woda.

– Proszę o pokój i coś do jedzenia – zakomenderował Indianin.

Już się robi – usłyszał w odpowiedzi – Czy pokój ma być z widokiem na rynek naszego pięknego miasta, czy też na pozostałości po tłumach zombie i wilkołaków, które nawiedzają nas każdej nocy?

– Zdecydowanie na rynek – odparł bez chwili namysłu Pewien Apacz.

Wojownik zajął miejsce za stołem i wnet przed nim pojawiły się liczne potrawy najróżniejszego autoramentu. A ich liczbie dorównała jakość.

– Nie stać mnie na to wszystko! – zakomunikował zdziwiony Pewien Apacz

– Niech się pan nie martwi. Pańska żona Szybka Decyzja za wszystko zapłaciła.

– A co to za okazja?

– Dwudziesta rocznica.

– Czego?

– Jej ostatniego orgazmu.

– To ja powinienem obchodzić trzydziestą rocznicę – wykrzyknął wzburzony wojownik i trzasnąwszy drzwiami udał się do miejsca swego stałego pobytu, aby szybko zapomnieć o tym smutnym zdarzeniu.

Wystarczyły jednak tylko dwa tygodnie, aby Pewien Apacz nabrał należytego dystansu do swego pożycia małżeńskiego i jął rozmyślać. Szybko doszedł do wniosku, że nawet zapowiadany z wielką pompą w telewizji wyż z południowego zachodu nie zapewni nikomu komfortu psychicznego. Wojownik przekonał się o tym na własnej skórze.

Jak zwykle rano wypatrywał właśnie czegoś, co mogłoby zapewnić choć odrobinę zwierzęcego białka. Nagle jakaś ciecz, w niemałej ilości, zaczęła lądować na jego nowej fryzurze. Indianin wściekł się jak sto diabłów przed wazektomią. Stylista Pewnego Apacza orzekł bowiem, że dzięki niej wniósł do wigwamu świeży powiew postmodernizmu. Żądny zemsty spojrzał w górę. I wtedy ujrzał rzewnie płaczącą smoczycę.

– Czego? – spytał uprzejmie wojownik.

– Uszczelka mi poszła pod głowicą – odparła gadzina.

– To dawaj na kanał! – zakomenderował Pewien Apacz.

Tylko czy muszę dodawać, że wzrok go zawiódł? Okazało się, że smoczyca była, sprytnie zamaskowaną panią stomatolog, która od lat szukała okazji aby zajrzeć Indianinowi w uzębienie.

– Choć tu gołąbeczku – powiedziała zachęcająco.

– Nigdy! Wolę umrzeć w męczarniach oglądając polski film sensacyjny – krzyknął przerażony mężczyzna.

Dentystka była jednak coraz bliżej i bliżej. Jej hipnotyczny wzrok penetrował bez przeszkód korę mózgową wojownika. Apacz nie był w stanie się bronić. Siły opuszczały go bardzo szybko. W końcu padł bez życia na podłogę wigwamu.

Tymczasem pani stomatolog dotarła do podświadomości pacjenta i odkryła jego największą tajemnicę. Pewien Apacz pragnął by jego partnerka miała radioaktywną waginę. Chciał bowiem, aby jego penis świecił w nocy. Zamierzał wabić za jego pomocą niedojrzałe emocjonalnie ćmy.

Pewien Apacz ciężko przeżył przygodę z dentystką. Przypłacił ją nerwicami różnego gatunku i rasy. A jako że miało to destrukcyjny wpływ na CV wojownika, postanowił zmienić ów stan rzeczy i zabić smoka. Na wieść o tym żona Indianina zaczęła się gwałtownie śmiać. Niestety jej przepona nie wytrzymała napięcia i Szybka Decyzja wylądowała w przytułku dla osób z wadami mięśni oddechowych.

Tymczasem wioskowy Szaman zachęcił go do czynu intratną propozycją:

– Jeśli uda ci się zwyciężyć gada, to jego skórę sprzedamy w sieci. Za uzyskane pieniądze adoptuję siedemnastoletnią Wenezuelkę i oddam ci ją za żonę. Ty w międzyczasie uzyskasz rozwód i pogonisz swoją starą, tam gdzie rośnie ptasi rdest. Potem będziemy mogli w pełni korzystać z uroków andropauzy.

– Na taką propozycję czekałem całe moje życie – odparł podekscytowany Indianin i demonstracyjnie podarł kartę gwarancyjną depilatora Szybkiej Decyzji.

Dzielny Indianin z wielkim zaangażowaniem obszukał wszystkie dostępne jaskinie, ale niewiele wskórał. Znalazł jedynie, w jednej z pieczar w okolicach Ploeszti ślady mokasynów Szamana oraz kilka smoczych łusek. Tak dowiedział się, że został zdradzony i, że może zapomnieć o atrakcyjnej lasce z Wenezueli. „Przynajmniej tego, ten obmierzły, stary dziad, nie jest mi w stanie ukraść” – pomyślał Pewien Apacz, ściskając w palcach złoty pieniądz.

Indianin nie dał jednak za wygraną. I dlatego, w pewien marcowy poranek, ubrany w odświętny strój, z pióropuszem i mokasynami na czele, stanął przy biurku Szamana. Następnie z wyrzutem w oczach powiedział:

– Źle wyglądasz, a tam na zewnątrz odwilż czai się do skoku. Gdzie twa radość i ukontentowanie?

– Tak, wiem, miły panie, od czterdziestu lat ta sama historia, na początku przychodzi odwilż – odpowiedział ostro Szaman. – Na szczęście dzięki niej wszystkie problemy ludzkości pomaszerują w zwartym szyku do lamusa. Zaiste piękny mamy dziś dzień…

– Widzę, że obywatel w złym humorze. Wenezuelka nawiała i dziecko nie ma się z kim bawić.

– Co tam siedemnastolatka! Internet mi zabrali, kablówkę odcięli. Jestem cywilizacyjnym zerem. Czuję się odłożony ad ACTA

– Ciekawe kto zapomniał zapłacić rachunki, stary dziadu?

Po tym bezczelnym pytaniu Szaman nie wytrzymał i poprosił Pewnego Apacza, aby poszedł w cholerę. Sam, co prawda nie wiedział gdzie to jest, a z braku Internetu nie mógł tego sprawdzić.

Żądza nie czyni dla nikogo wyjątku. Zjawia się w najmniej oczekiwanych okolicznościach przyrody. Nie traci czasu na trawienie brokułów czy kontemplację twórczości laotańskich impresjonistów. Ona pojawia się znienacka, i w taki sam sposób odchodzi.

Pewien Apacz doświadczył tego na własnej skórze. Właśnie udało mu się pogodzić z Szamanem oraz splotem słonecznym. Kosztowało go to dwie zgrzewki płynu do płukania ust. Indianin uznał jednak, że było warto i był pozytywnie nastawiony do życia. Postanowił właśnie sięgnąć po jogurt truskawkowy uznanej firmy i oddać się konsumpcji. Podstępna żądza tylko na to czekała. I natychmiast wzięła go w swoje władanie. Kubki smakowe Pewnego Apacza znalazły się w zupełnej rozsypce. Wkrótce potem doszło do przerzutów na inne ważne dla życia organizmu części ciała.

– Czemu mi to robisz? – zapytał żądzę Indianin.

– Słodziutkie z ciebie ciasteczko – odparła głosem, przesiąkniętym niewymowną słodyczą.

– Są młodsi i przystojniejsi.

– Ale tylko ty potrafisz wnieść do swojego wigwamu, za pomocą fryzury, ożywczy postmodernizm.

Indianinowi pozostało więc tylko czekać i mieć nadzieję, że żądza szybko straci pożywkę dla swych niecnych działań. I tak też się stało. Po tygodniu żerowania żądza natknęła się na klatce piersiowej Pewnego Apacza na przeszczep włosów z okolic odbytu płetwala błękitnego. Tego było jej za wiele. Zdegustowana poszukała nowego żywiciela.

Po rozstaniu z żądzą, Indianin nie pozbył jednak swoich przyzwyczajeń. Nadal szuka nowych wyzwań. Przede wszystkim takich, gdzie adrenalina i limfa leją się tak gęsto, że wywołują tsunami. Jak widać przykre doświadczenia niczego go nie nauczyły. A może po prostu jest głupkiem.

Reklamy
  1. Nieźle pokręcone 🙂 Pośmiałem się jak nigdy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: