polskie centrum bizarro

„Miasto żywych i (nie)umarłych” by Kamila Czaja

In Opowiadania on Sierpień 29, 2012 at 10:23 pm

Dobry wampiór nie jest zły. To znaczy powinien być. Choć akurat ostatnimi czasy panny, dziewoje i dziewice miast spierniczać, gdzie pieprz rośnie przed upirami, wolą ślepić na ich perfekcyjnie wyrzeźbione klaty, a i ugryźć dadzą bez oporów (nie mówiąc o tym, że panowie też nie mają nic naprzeciwko przygarnięcia jakowejść wyuzdanej wampirzycy w lateksie). My jednak kultywujemy tradycyjny wizerunek Dzieci Nocy. No, powiedzmy. Wszak Dzieci Nocy, jak nauczał sam Mel Brooks, strasznie śmiecą… sorry, dygresja schizofreniczna.

W każdym razie dzisiaj padło na wampiry. A jak one, to i zaraz znajdzie się i łowca wampirów. Na każdego Draculę statystycznie przypada przynajmniej jeden przecinek trzynaście Van Helsing’ów… Tak przynajmniej twierdzą znani z nieomylności amerykańscy naukowcy.

O upiorach i ich pogromcach, a także o trudnej sytuacji obu stron odwiecznej wojny w czasach cywilizacji konsumpcyjnej opowie wam ze swadą i odrobiną goryczy Kamila Czaja, którą jednocześnie serdecznie witamy na literkach. Zapraszamy do (alarm! masakrycznie kiepski dowcip!) wgryzienia się w temat, ha ha.

h

„Miasto żywych i (nie)umarłych” by Kamila Czaja

h

„Trzeba było przeprowadzić się na wieś” – pomyślał wampir, uskakując przed kolejną srebrną kulą. „Ładna okolica…”. Piruet. Następny nabój przeleciał mu nad uchem. „A kobiece szyje nie gorsze niż tutaj…”. Rzucił się na ziemię, by uniknąć nisko lecącego pocisku. „Szkoda, że tak bardzo…”

„…kocham to cholerne miasto” – pomyślał łowca, przeładowując broń. „Mógłbym kupić mały domek…”. Strzał. „Ożenić się…”. Jeszcze jeden. „A nie ganiać za wampirami”.
I kolejny. „Za stary…”

„… jestem na to” – po raz setny tego wieczora pomyślał wampir, wbiegł  za róg ulicy i  do najbliższego baru. „No, udało…”

– …mu się. Ma szczęście, krwiopijca – mruknął łowca, dorzucił do tego parę przekleństwa i zawrócił.

Odszedł kilka kroków, zastanawiając się, czy burmistrz mocno uderzył się w głowę, zanim wydał prawo zakazujące zabijania wampirów w barach, restauracjach, klubach nocnych i zakładowych stołówkach. Tylko czekać, aż nie będzie można dorwać nieumarłego nawet przy budce z kebabem. Lobby wampirów w Metropolii miało się stanowczo za dobrze. A tam, gdzie lobby wampirów ma się dobrze, cech łowców wprost proporcjonalnie ma się do kitu.

„Pieprzone miasto” – pomyślał łowca, którego dla odróżnienia od pozostałych (chociaż zostało ich niewielu) koledzy nazywali Alkołowcą. Nikt już nie pamiętał, że przydomek wywodził się od niebywałego talentu do zdobywania kobiecych alków. Właściciel pseudonimu zestarzał się, roztył, włosy mu się przerzedziły. I teraz wszyscy sądzili, że zawdzięcza ksywę swojej skłonności do alkoholu.

– Żeby ta Metropolia była chociaż ładna – mruknął pod nosem.

– Faktycznie nie za pięknie tutaj – zauważyła stojąca w pobliżu prostytutka.

Miała długie blond włosy i skąpy ubiór, a to wystarczało, by klienci nie zadawali dodatkowych pytań. Łowca nie należał do jej klientów, więc zauważył też sińce pod oczami
i długie blizny na nadgarstkach.

– Czemu ktoś nazwał to miasto Metropolią?!

Łowca poczęstował dziewczynę papierosem, sam też zapalił i po chwili namysłu zdecydował, że warto odpowiedzieć:

– Podobno nazwę „Metropolia” nadano miastu na zasadzie myślenia życzeniowego. Ale w myśleniu życzeniowym jak zwykle było dużo życzeniowości a mało myślenia. I teraz przeważa opinia, że od początku chodziło tylko to, żeby perfidnie zakpić z tego piekła na ziemi.

– No proszę, jaki mądrala – posłała mu ironiczny uśmiech i odwróciła się, sądząc, że na łowcy dziś nie zarobi.

Myliła się.

– Pomożesz mi, mała? Jak u ciebie z aktorstwem?

Spojrzała na niego niewinnie i wyszeptała:

– Chyba jesteś mężczyzną mojego życia.

– O, całkiem nieźle – parsknął śmiechem łowca. – Marnujesz się tu. Masz tu stówę. Wejdź do tego baru i znajdź wampira. Czarna kurtka, niebieska koszula, ciemne okulary. Stań blisko niego i zacznij komuś głośno opowiadać, że właśnie próbował cię wynająć jakiś stary łowca wampirów, ale masz wyższe standardy, więc poszedł do diabła szukać dziwek w Zachodniej Dzielnicy. Zapamiętasz?

Kiwnęła głową i zniknęła w drzwiach do baru.

Łowca schował się za rogiem. Gdy wampir – uspokojony oscarową kreacją aktorską blondynki – wyszedł z baru, został ogłuszony stalowym prętem. Ocknął się po kilku minutach, leżący w rynsztoku i związany. Łowca mierzył do niego z pistoletu.

– Jak stoją moje akcje w waszej gildii? – spytał zrezygnowany wampir. – Żywy lub martwy? Czy tylko to drugie?

– Raczej powinieneś zapytać: „nieumarły czy przeciwnie”. A co do odpowiedzi… przykro mi – mruknął łowca.

I faktycznie było mu przykro. Chyba rzeczywiście był już zmęczony. Czas na emeryturę.

– Wybacz, kolego. Taka praca. Ale sam jesteś sobie winien. Trzeba było przeprowadzić się na wieś. Tam byś może jeszcze trochę „pożył”.

– Wiem – wampir wzruszył ramionami na tyle, na ile pozwalał mu srebrny łańcuch. – Tylko co by to było za życie? Cały problem w tym, że kocham to cholerne miasto.

Łowca na chwilę przymknął oczy. Tak, zdecydowanie czas rzucić tę robotę. Zaczyna się utożsamiać ze zwierzyną, na którą poluje. Zaczyna ją rozumieć. Zaczyna jej współczuć. Coraz lepiej. Wziął się w garść i spojrzał wampirowi prosto w oczy.

– Nawet cię rozumiem. Też kocham tę dziurę. Problem w tym, że czasem…

Szybko wystrzelił dwie srebrne kule w serce wampira:

– … miłość boli.

h
h
Advertisements
  1. Przyjemne opowiadanko, ale czy bizarro?

  2. Też mam wątpliwości, co do bizarrowości. Z drugiej strony, czasami zapytuję ściany, „czym bizarro nie jest”? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: