polskie centrum bizarro

Tydzień Świadomości Bizarro # 3 – „Strategie szokowania czyli po co bizarro epatowanie?” by Marek Grzywacz

In Artykuły i felietony o BIZARRO, Różne, różniste on Wrzesień 14, 2012 at 6:00 am

Nauka jest ciężka, ale chłonny umysł w każdym przedmiocie znajdzie coś bardziej interesującego niż formułki i tony tekstu do wykucia. Niegrzeczne dzieci z historii zapamiętają opisy średniowiecznych tortur i ludzi zabijających się na 101 sposobów; z biologi… wiadomo, pszczółki i kwiatuszki; z polskiego zacne porady jak przez zapijanie się, dogadzanie sobie i kosmiczny bełkot dojść do wieczystej literacko-poetyckiej sławy; a z chemii nauczą się które substancje robią porządne BOOM. Nawet religia dostarczy uciesznych opisów brodatych gości z supermocami (made in Heaven), gromiących Filistynów czy innych pogan i produkujących wino na weselach.

W bizarro takich uciech pilny student znajdzie bez porównania więcej. Takich, o jakich się belfrom nie śniło.

Aby strzelić pogadankę o różnych sprawach, które powodują wytrzeszcz oczu i dziwne (czytaj: przyjemnie chore) myśli, do klasy wpełzła szara eminencja pokoju nauczycielskiego, niejaki Marek Grzywacz. Przygotujcie się na najgorsze (czyli najlepsze, ma się rozumieć).

h

„Strategie szokowania czyli po co bizarro epatowanie?” by Marek Grzywacz

h

Nie da się ukryć – jeśli gatunek-niegatunek zwany bizarro fiction z czymś się komuś kojarzy (w naszym pięknym kraju mogą być z tym jeszcze problemy), to jednym z najczęstszych skojarzeń będzie epatowanie treścią. Wulgarność, turpizm, ekstremalna przemoc, fekalia, zwyrodniały i wydziwaczony seks, brak poszanowania dla tabu i świętości – bizarrowcy w swojej radosnej twórczości nie wahają się sięgać po elementy, których większość ludzi uprawiających inne rodzaje literackiego poletka raczej nie sięgnie. Zapewne nie chcąc odstraszyć czytelnika. Tymczasem autorzy bizarro dumnie obnoszą się ze swoim zamiłowaniem do szokujących tematów, uwypuklając je wykręconymi tytułami książek i z chęcią wykładając wszystkie „smaczki” z wnętrza w opisach i okładkowych blurbach swoich dzieł. Tak, bizarro uwielbia epatować. Dziwne książki, dziwni pisarze – można się spodziewać niezbyt rozwiniętej (auto)cenzury i ogólnego braku ograniczeń co do pomysłów, jakie trafiają na strony książek. Jednak sama wiedza, że obliczone na zszokowanie czytelnika elementy w gatunku się pojawiają, nie daje nam odpowiedzi na podstawowe pytanie – po co? Chyba, że samo „byleby było dziwaczniej” wystarczy.

Najprostszą odpowiedzią byłoby pewnie „dla marketingu”. Bo uczciwie przyznając – jeśli ktoś wystawia na sprzedaż swoją twórczość pod tytułami Korek Analny Dzieciątka Jezus, Dupo-Gobliny z Auschwitz (pewnie się już nasłuchaliście/naczytaliście o tej pozycji, ale w przypadku tego tematu to raczej mus) czy, łapię oddech, Siejący Zniszczenie Jebacze Wszystkiego na Szalonej Srającej Planecie o Wymiocinowej Atmosferze; musi liczyć na to, że tak gwałcący oczy i obiecujący chore treści tytuł wywoła w potencjalnym odbiorcy szok, a potem ciekawość lub fascynację. Na tyle, by ten kliknął „dodaj do koszyka” lub poszedł z książką do kasy. Streszczenia pozycji ze stajni Eraserhead i podobnych, często zmieniające się w wyliczankę dziwaczno-szokujących rzeczy, które pisarz wrzucił do swojej noweli, mają podobne zadanie. Takie podejście nie dziwi. Podkreślanie kontrowersyjności zawsze pozwalało liczyć na profity, a w dzisiejszych czasach, gdy granice tego co można przesunęły się znacząco, wykazywanie, że da się z całym tym wulgarno-obleśno-obrazoburczym cyrkiem pójść odrobinę dalej może przesądzać o zdobyciu znudzonego czytelnika. Poza tym jest to nawiązanie do tradycji szczególnie bliskiej uprawiającym bizarro – kultowe kino grindhouse czy exploitation też przecież reklamowało się głównie podkreślaniem, że w produkcjach tego typu znajdziemy cycki, flaki i tematy zdecydowanie „niszowe” (wiecie, nieludzkie eksperymenty nazistów, sadystyczne sexy zakonnice, sceny kanibalistycznych masakr… dla każdego coś miłego). Oczywiście ten miecz może mieć dwa ostrza – ktoś sięgnie po The Haunted Vagina Carlona Mellicka III dlatego, że to napisana całkiem z wyczuciem słodko-gorzka historia o współczesnych związkach (a to, uwierzycie czy nie, prawda)? Nie, stuprocentowo odbiorcę przyciągnie absurdalna w swoim potencjale kontrowersyjności idea nawiedzonych genitaliów, tudzież obietnica scen typu cały rozdział opisujący przeciskanie się dorosłego faceta w górę układu rozrodczego jego ukochanej.

Jednak ciężko powiedzieć, żeby ostentacyjne wykorzystanie elementów szokujących było jedynym celem bizarrowców. Owszem, jest w tym wspomniany marketing, ale to, co robią pisarze wiadomego nurtu różni się od wykalkulowanego, pragmatycznego operowania kontrowersją w popkulturze, typu kolejna przekraczająca granice dobrego smaku reklama Benettona czy Madonna wisząca sobie na krzyżu. Takie zabiegi można uznać za szok beztreściowy – wymieniona piosenkarka ozdabia krucyfiks nie dlatego, że ma to jakieś znaczenie, tylko dlatego, że wypada zrobić coś, co da pożywkę obrońcom moralności i w efekcie nakręci promocję. Szok w bizarro natomiast służy także innym celom. Przede wszystkim, w lepszych dziełach gatunku, może służyć jako fundament, na którym postawiono całą konstrukcję fabuły. Bo twórczość bizarro ma to do siebie, że najgłupsze i najbardziej niesmaczne pomysły próbuje rozwinąć w logiczną intrygę, a nawet znaleźć w nich niespodziewanie pewnego rodzaju przesłanie. The Travelling Dildo Salesman Kevina L. Donihe od nośnie perwersyjnej idei akwizytora, który sprzedaje samoświadome zabawki rodem z sex shopu dochodzi do historii o wędrówce człowieka nie mogącego uwolnić się z reżimu, który narzuca szalejący kapitalizm i konsumeryzm. Razor Wire Pubic Hair Mellicka III w paradzie BDSM-freaków typu domina o włosach łonowych z żyletek, kobieta pokryta od stóp do głów waginami czy hermafrodytyczny protagonista-niewolnik potrafi zawrzeć opowieść o konsekwencjach skrajnego uprzedmiotowienia i poszukiwaniu miłości. Wywodzi się zresztą takie podejście z początków gatunku, a dokładnie buntowniczego jego charakteru. Bo fakt, bizarro to głównie dobra zabawa, ale u jego podstaw (zdecydowanie mroczniejszych i może nieco ambitniejszych – patrz D. Harlan Wilson czy Jeremy Robert Johnson) istnieje pewien sprzeciw podziemnych, odrzuconych twórców przeciwko mainstreamowi. Zarówno estetyczny (celowe eksponowanie obsceny, szaleństwa), jak i kontestacyjny – choćby wczesna twórczość Carltona Mellicka III opiera się przede wszystkim na przesyconym nonsensem i groteską komentowaniu współczesnej Ameryki. Szok jest w tym wypadku narzędziem nadawania wyrazistości zajadłej satyrze i uzupełniania jej w celu uzyskania mocnego przekazu.

Ale bizarro fiction nawet jako czysta rozrywka różni się trochę od czegoś, co nazwalibyśmy epatowaniem dla samego epatowania. Głównie właśnie dlatego, że jak w żadnym innym nurcie dostrzeżemy tu, że autor po prostu dobrze się bawi. Kiepski argument? Niekoniecznie. Subtelną różnicę pozwolę sobie wyjaśnić na przykładzie kina grozy. Jakie pytanie zadajemy sobie idąc na współczesny film typu torture porn? „Jak daleko posuną się w pokazywaniu ludzkiego upodlenia oraz drastycznych, realistycznych scen torturowania i zabijania”? Jakie pytanie zadawaliśmy sobie oglądając grozę lat 80-tych w typie Koszmaru z Ulicy Wiązów lub Martwego Zła czy klasyczne gore? „Co oni jeszcze wymyślą? Jak wykręconą, pomysłową, niedorzeczną w swej fajności scenę uśmiercenia kolejnego protagonisty zdołają stworzyć”? Mam nadzieję, że rozumiecie tą małą różnicę jakościową. Otóż twórcy bizarro uwielbiają przebijać swój każdy pomysł następnym, jeszcze bardziej absurdalnym. Także w przypadku elementów szokowych. Nie bez powodu duża część pozycji z gatunku na pierwszy rzut oka przypomina konkurs w dyscyplinie „co tu jeszcze da się upchnąć bez spowodowania rozejścia się fabuły w szwach”. Barokowa przemoc, ekstremalny seks, obraźliwe elementy? Kolejne środki w tej konkurencji. Za przykład może tu posłużyć twórczość Camerona Pierce’a. Nowelka No Children jest skonstruowana tak, że od bardzo szokującej wizji, pełniącej rolę punktu wyjścia – obozów zagłady, w których zombie hodują zezwierzęconych ludzi, dobierają im partnerów na zasadzie loterii, a mężczyzn po wymuszonym stosunku mordują i karmią ich ciałami resztę niewolników – wędruje w rosnącym natężeniu obleśno-krwawych nonsensów do całkowicie zwariowanej mieszanki wybuchowej. Wygląda to tak, jakby w miarę pisania Pierce sprawdzał jak bardzo da się przesycić tekst niesmacznymi, acz uciesznymi absurdami. Coś, co zaczynało się jak mroczny horror, przeistacza się w gore komedię z odciętymi piersiami używanymi jako przyssawki i domów zombie, które same są gigantycznymi zombie zbudowanymi z ludzkich mózgów. Metoda eskalacji szoku sprawia, że w efekcie obcujemy z niezwykle unikalną opowieścią, a radość tworzenia aż udziela się czytelnikowi. Podobne zabiegi „ile jeszcze da się wrzucić” oferują pełne coraz to bardziej odrażających, ale pokrętnie zabawnych w swej grotesce pomysłów słynne Dupo-Gobliny. Szok jest w tym ujęciu narzędziem zabawy w brawurowy przesadyzm. Bizarro często porównuje się do literatury dziecięcej – i można powiedzieć, że wielu autorów odnajduje dziecięcą wręcz radość w zasypywaniu czytelnika nie tylko absurdalnymi, ale i kontrowersyjnymi scenkami.

Kolejną ważną funkcją szoku w literaturze bizarro jest budowanie za jego pomocą pożądanego, surrealistycznego nastroju. Większość pozycji z tego nurtu proponuje nam przerysowane, oderwane od rzeczywistości i mroczne światy przedstawione. Wprowadzenie odpowiednio podanej wulgarności, obsceniczności czy perwersji może być skutecznym środkiem w budowaniu właśnie takich realiów. Zwłaszcza, jeżeli w jakiś sposób wywodzą się one z naszej szarej codzienności, przetworzonej w różnych celach w kompletnie dziwaczną jej mutację. Wprowadzenie szokujących elementów w miejsce sytuacji i układów społecznych, które są nam znane, świetnie nadaje się do wywołania uczucia niepokoju, obcości, przewrócenia do góry nogami logiki. Przykładem z naszego rodzimego poletka może być powieść Dawida Kaina Za pięć rewolta. Zasadniczo realia w niej przedstawione dałoby się uznać za odmalowaną mroczną paletą barw, ale niespecjalnie oddaloną od prawdy wersję konsumpcjonistycznej współczesności, z przepaścią dzielącą biednych i bogatych, parszywą klasą nastawionych na szybki sukces pustych menadżerów, medialnym chaosem i brakiem nadziei dla wrażliwców bądź ideowców. Ale celem autora było przerysowanie wszystkiego do granic możliwości – i tu z pomocą przyszedł szok. Tak groteskowe wstawki jak burdele dla nekrofili, restauracje dla koprofagów, przypominające safari polowania klasy panującej na biedotę czy opisy awangardowej kinematografii ze snu schizofrenika rodem, doprowadziły do odrealnienia świata, dzięki czemu stał się on unikalną wizją Piekła na Ziemi w stylu bizarro. Operowanie szokiem w celu przeistoczenia znanego w odmienny i dziwaczny jego obraz to środek znany zresztą nie tylko twórcom omawianego tu nurtu. Motywów obrzydliwych i kontrowersyjnych używają by „dociążyć” obraz świata i skierować go na groteskowe bądź lekko schizofreniczne tory choćby pisarze mainstreamowi (oczywiście ci z bardziej zbuntowanej strony mainstreamu). Zwariowanego, pełnego jadowitej satyry i wykrzywionych bohaterów oblicza własnym powieściom niefantastycznym, jak Udław Się czy Podziemny Krąg, Chuck Palahniuk nadaje właśnie używając szokujących wątków czy wstawek w typie chronicznej masturbacji, klonowania z napletka Jezusa, nałogu w postaci uczęszczania na grupy wsparcia śmiertelnie chorych czy domowego terroryzmu pamiętnego Tylera. Irvine Welsh, wybitny szkocki autor znany bardziej z w miarę realistycznych historii zagubionych i zdegenerowanych młodocianych (Trainspotting, Klej), w niektórych powieściach podkręca skalę użycia odrażających i prawdziwie chorych elementów, by uzyskać efekt nieco odmienny. Świetnym przykładem jest powieść Ohyda, niedługo mająca doczekać się ekranizacji. Perypetie zdemoralizowanego policjanta miast realizmu posiłkują się estetyką groteskowego, ociekającego płynami ustrojowymi koszmaru, a pomagają w tym tak „smaczne elementy” jak symboliczna (!) wysypka na kroczu, tasiemiec żerujący w bohaterze jako jeden z bohaterów i zahaczające o kicz zwroty fabuły. Zauważmy, że nie bez powodu pojawiają się tu twórcy mające pewne konotacje z bizarro – Palahniuk ciepło wypowiada się o gatunku, a Marabou Stork Nightmares Welsha nie bez powodu jest inspiracją uprawiających go, a czasem i bywa retroaktywnie do niego włączany. Bizarrowcy co prawda, poprzez dużo bardziej absurdalne pomysły, ciągną postmodernistyczny obraz świata „zepsutego” jeszcze dalej w kierunku narkotycznego surrealizmu, ale podobieństwa w czerpaniu korzyści z takich literackich manewrów są widoczne gołym okiem.

Ostatnim ważnym sposobem wykorzystania szokujących czytelnika motywów w bizarro jest użytkowanie ich do zabawy z gatunkiem. Nie da się ukryć, że spora część dziwacznego powieściopisarstwa żywi się tradycyjnymi konwencjami, rzecz jasna przemielając je najpierw z dawką nonsensu i pokrętnej logiki, której można się w tym wypadku spodziewać. W bizarro fiction zaobserwujemy mnóstwo pozycji będących pastiszem jakiegoś gatunku (lub konkretnego filmu/powieści) albo kilku, zderzonych ze sobą z dużą prędkością. Większa część późniejszej bibliografii Carltona Mellicka III to tego typu rzeczy, a wtórują mu między innymi Jordan Krall i Jeff Burk. Szokujące elementy mogą tu służyć za kontrast z oryginałem wyzyskiwany w celach (czarno)humorystycznych i parodystycznych. Ale przede wszystkim pozwalają rozbić daną estetykę i skonstruować na nowo, tym samym uzyskując efekt oryginalności oraz świeżości. Zabiegi te są nieco podobne do opisywanych w poprzednim akapicie, ale połączone są z żonglerką pożyczonymi elementami w celu nadania im zupełnie innej wymowy. Weźmy bajki – popularny cel bizarro-przerabiaczy. Wystarczy doprawić znaną historię poprzez dodanie do niej kilku obliczonych na szokowanie założeń, a zupełnie pokręcona wersja dla „starszych dzieci” zaczyna snuć się sama. Hitler lądujący w Krainie Czarów (Adolf in Wonderland Mellicka III)? Ultrakrwawa wojna w sekretnie odwiedzanej przez współczesnych Amerykanów krainie Oz (Emerald Burrito of Oz Johna Skippa i Marca Levinthala)? Świąteczna opowieść z fetyszem Bożego Narodzenia, zboczonymi elfami i nazistowskim bałwanem ze śniegu jako antagonistą (Sausagey Santa Mellicka III)? Tematy-samograje, wystarczy podążać od obrazoburczego pomysłu startowego w stronę całkowitego szaleństwa. I można być pewnym, że takich wariantów ogranych opowieści nikt jeszcze nie przedstawił. Różnymi wątkami, które raczej nie spodobałyby się statecznym moralistom, można jednak przenicować każdy gatunek. Na przykład perwersja bardzo pomaga ze stereotypowego zalążka fabuły zrobić coś zupełnie niespotykanego w swym dziwactwie. Jordan Krall festiwalem fetyszy seksualnych popchnął western w kierunku czegoś ciężkiego do sklasyfikowania w Fistful of Feet, a dzięki między innymi kobiecie romansującej (dosłownie) z bombą wodorową i fetyszowi promieniowania nie znajdziecie drugiej takiej postapokalipsy jak Crab Town Carltona Mellicka III.

Powyższe dywagacje, rzecz oczywista, nie wyczerpują tematu, bo bizarrowcy uwielbiają świntuszyć i topić sceny swoich nowel we krwi na setki różnych sposobów. Indywidualne podejście jest bardzo ważne w gatunku, więc każdy z autorów stara się szokować na swój sposób. Strategie są różne, ale umiłowanie do kontrowersyjnych pomysłów oraz prezentowania wytworów niezbyt zdrowego umysłu to, jak oznajmiłem we wstępie, jedna z cech unifikujących bizarro fiction jako ruch literacki. Nie znaczy to oczywiście, że różne strategie epatowania są czymś zupełnie niespotykanym poza nim. Można stwierdzić pobratymstwo dusz bizarro i co najmniej kilku innych gatunków. Na przykład splatterpunk, ekstremalny horror nowoczesny, w przypadku paru znanych autorów prezentuje podobne strategie szokowania, a i tam akurat bliskie bywa one do sensu fabuły samej w sobie. Nie bez powodu Eraserhead Press przygarnia z chęcią takich tuzów splatteru jak Edward Lee. Sama skłonność do bawienia się z szokiem, czy to humorystycznego, czy groteskowego, czy służącego mrocznej wizji świata, nie świadczy o unikalności lub odrębności bizarro fiction, na które składa się wiele innych cech składowych (także pozaliterackich, jeżeli spojrzymy na to środowisko twórcze). Nie da się ukryć, że lubość w wędrowaniu na terytoria szeroko rozumianego „hardkoru” jest ważna dla tego nurtu. I mam nadzieję, że po lekturze tego krótkiego wywodu jesteście już uświadomieni, że dobre bizarro fiction, podobnie jak nie jest dziwne dla samej dziwności, nie epatuje też dla samego epatowania.

h
h
Advertisements
  1. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że bizarro = literacki punk rock. Wiele elementów się zgadza: szokowanie, atak na główny nurt kultury, programowa „niszowość”, niezależne wydawanie itp.

  2. Coś w tym jest… Nawet mamy internetową wersję komuny 😉

  3. Dawid, patrząc także na wykręcone życiorysy i poglądy niektórych autorów, to chyba nie jesteś daleki od prawdy Buddy.

    No, i nawet na niektórych okładkach Carltona są laski z irokezem. Czasem nawet zrobionym z ich mózgu 😀

  4. Naprawdę doskonały artykuł. Przeczytałem dwa razy i chyba jeszcze skuszę się na raz. Myślę, że najlepsze w bizzaro jest zachłyśnięcie się wolnością. Autentyczniy punk —-nieograniczonego pola wyobraźni. Tym można zarażać….. I stawać się najchorszym w dobrym tego słowa znaczeniu. Po co? Aby zdrowym okiem krytycznie spojrzeć na rzeczywistość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: