polskie centrum bizarro

Bizarro TV – Szalona stylówa azjatyckich raperów

In Ciekawostki znalezione w Internecie, Różne, różniste on 25 października, 2012 at 6:00 am

Yo! A może joł! To kiepskie powitanie to zapowiedź kolejnej odsłony jedynej w swoim rodzaju bizarro telewizji niedobrych literek. I po nim widać, że dziś będzie trochę inaczej. Nie bawiąc się w owijanie w bawełnę (bo potem ciężko odwinąć) – dziś będzie hip hopowo. Naprawdę.

No, ale zwykły hip hop spod bloku i o bloku, tudzież gangsterka-pozerka obwieszonych złotem Afroamerykanów to nie jest temat dla Pokraka. Na szczęście w innych rejonach świata do muzyki rapowanej mają trochę inne podejście. Zwłaszcza od strony wizualnej, czyli teledyskowo-wizerunkowej. A skoro w poprzednim odcinku wędrówki przez krainę dziwacznych filmików zahaczyliśmy o Daleki Wschód, to można jeszcze pociągnąć temat. Raperzy z Azji poruszają się często po iście surrealistycznych rejonach estetycznych. Wiadomo, w Stanach wystarczy fura, skóra, komóra, grube skręty i wypinające się panienki – wariacje na ten temat dominują. A u nas w Polsce, jeśli nikt akurat nie chce nam pożyczyć wypasionej beemki albo nie ma okazji do udawania, że zabytkowe liceum to nasza willa ( to fujstwo –> to), zawsze można usiąść w kapturach pod trzepakiem, puścić w ruch kamerę cyfrową i zgrywać blokersów rodem z Blokersów.

Wykonawcy muzyki hip-hopowej z Japonii, Korei Południowej i innych krajów Orientu owszem, korzystają z wielu tych elementów, ale często przy okazji zabierają przypadkowych oglądaczy ich teledysków w podróż w kolorowy kosmos i z powrotem. Jeśli nie jesteś fanatykiem tamtejszych kultur, to możesz doznać szoku, no, kulturowego (my na szczęście mamy człowieka Grzywaczem zwanego, który mógłby oglądać azjatyckie teledyski 25 godzin na dobę i chętnie wam ten szok zafunduje). A dlaczego hip-hop? Bo szczerze mówiąc, to bardzo, bardzo dużo wytworów azjatyckich popkultur, także teledysków, znajdzie się w rejonie zainteresowań bizarrolubów. Ale, wstyd przyznać, próbujemy podczepić się pod trendy. Nie, nie sprzedaliśmy się (pewnie dlatego, że choć jesteśmy przymilni, ułożeni, wdzięczymy się i robimy oczy Kota ze Shreka, to kupować nikt nie chce), lecz odrobina gonienia za modą nie zaszkodzi. O czym zaraz.

h

Szalona stylówa azjatyckich raperów

h

Dobra, sorry, musimy zacząć od tego:

h

h

Tak, wszyscy mają już pewnie tego po uszu, bo nawet konserwy z mielonką zaczynają dukać oppan Gangnam style przy otwieraniu. Ale nie da się ukryć – koreański raper Psy zrobił ostatnio wiele dla promowania totalnego dziwactwa. No bo każdy, kto zmusza miliony ludzi do udawania, że jeżdżą na koniu i hmm… pulsowania kroczem nad robiącym pompki partnerem w miejscach publicznych, na ulicach, w biurach i na konwentach fantastyki, powinien być kanonizowany, niezależnie jak irytujący robi się po nadmiernym kontakcie. W każdym razie teledysk jest obecnie, wedle Księgi Rekordów Guinnessa, najczęściej „lubianym” filmem na YouTube, międzynarodowym hitem wirusowym i przez to można mieć wrażenie, że to najdziwniejsze co wydali na świat azjatyccy raperzy. Błąd. To nie jest nawet najbardziej odjechana choreografia. Żeby to wykazać, przeskoczmy przez morze do Japonii…

… a tam działa grupa Teriyaki Boyz. Mało ogarniętym miłośnikom palenia gumy pstrokatymi autami może być znany z bardzo dobrego soundtracku do bardzo głupiego (jak cała seria) filmu  Szybcy i Wściekli: Tokyo Drift. Onegdaj stworzyli oni też utwór Zock On, którego teledysk warto obejrzeć nawet mimo słabej jakości dostępnej wersji. Pod względem układu tanecznego przeskoczyli oni bowiem każdą istniejącą choreografię świata. Jest… chaotyczna? Ekspresyjna? Epileptyczna? Odważne użycie manewru imprezowego typu „ciuchcia” imponuje… a fakt, że panowie cały czas mają na sobie kaptury wyglądające jak głowa rekina… och… no właśnie. Warto zwrócić uwagę na scenografię nawiązującą do Pee Wee Hermana, cenionego przez twórców bizarro. I jedno pytanie – czy głaskanie kaczuszki stało się po tym wideo popularna aktywnością?

h

h

Szaleństwo powyższego teledysku nie dziwi, gdy dowiemy się, że jeden z ich pierwszych fabułę opierał na krowie porwanej przez UFO i… adorowanej przez naszych raperów, w jakiejś koneksji do pięknej łamaczki serc… w krowiej sukience (nie wiem, ale możliwe, że feministki w tym momencie powinny wyciągać działa antymizoginistyczne). Fakt, że hip-hopowe chłopak nie wiedzieć czemu występują tu jako The Beatles przy mućkowej tematyce już mało zaskakuje.

h

h

Żeby zrozumieć sytuację, trzeba powiedzieć, że wizja kultury hip-hopowej oczyma Japończyków wygląda tak:

h

h

No dobra, to żart (choć w PaRappa The Rapper powinien grać absolutnie każdy) i w Kraju Kwitnącej Wiśni, o ile nam wiadomo, nie wybuchają rapowe bitwy o miejsce w kolejce do toalety.  Ale coś w tym jest, bo estetyka produkcji wideo wielu raperzystów z Nipponu zahacza o te rejony psychodelii/absurdu. Weźmy RIP SLYME, skład dzielący cześć składu z poprzednim ziomalbandem, który na przykład nie wstydzi się zalać swojego wideo taką ilością palców i konstrukcji używających palców, samemu wcielając się w kukiełki na palcach osadzone, że każdy fetyszysta palców dostałby odpalcowego orgazmu stulecia. Całe dłonie także występują masowo.

h

h

Jeśli zaś nie wierzycie, że RIP SLYME to pierwsza liga wizualnego świra, obejrzyjcie teledysk w którym grupa wciela się w marionetki-plażowiczów, atakujących… części erotyczne pewnej hawajskiej piękności. Z początku z miernym skutkiem, więc lądowanie w wulkanie czy paszczy wieloryba zaliczą. A filmik reklamuje markę AXE, o czym przypomną… kraby pustelniki uprawiające gorący seks.

h

h

RIP SLYME mają też koleżanki, które najnormalniejsze też nie są… przynajmniej jeśli chodzi o dobór kostiumów.

h

h

Trzeba powiedzieć, że nawet jeśli raperzy z Japonii decydują się na komentarz, powiedzmy, społeczny, to robią to w bardzo schizowy sposób. Piosenka grupy Policeman krytykuje i wyśmiewa się ze specyficznej subkultury ich ojczyzny (tak, tam potrafią zaistnieć naprawdę szurnięte ich rodzaje) – czyli panienek zwanych gyaru i przede wszystkim facetów zwanych gyaruo. Na czym polega przynależność do tych niej? Na opalaniu się do maksymalnej brązowości, farbowaniu włosów na blond i noszeniu ubrań poziomem różowości oraz kiczu wybijającym się ponad wszelkie normy. Wychodzi taka krzyżówka Jersey Shore z przypieczonymi jak przetrzymany w piekarniku kurczak zombie. Wypunktować trzeba, bo subkultura rzeczywiście idiotyczna, ale jak robi się to czyniąc jej członków postaciami wzorowanymi na popularnym Dragon Ball? Wychodzą niespełna cztery minuty skomasowanego „o sso chodzi” w formie animowanej. Ale… to jest nawet interesujące. Jakiś twórca bizarro chętny do napisania o opaleniźnie dającej supermoce?

h

h

Chociaż może nie zagłębiajmy się w świat animowanych wizualizacji japońskiego rapu… dla bezpieczeństwa psychiki (psychodela! kolorki! tańczące delfiny! za późno!!!)

h

h

Żeby nie było, że dyskryminujemy inne rejony Azji. Korea – kraina taśmowo produkowanych grup żeńskich i męskich oraz najbardziej pstrokatej mody młodzieżowej – też uraczy nas dziwnymi kreacjami. Przykładem niech będzie nowy teledysk popularnego pop-rapera G-Dragona, którego… no, jednym zdaniem nie opiszecie. Niuanse takie jak Pinokio walący w bębenki jak nie przymierzając w powieści Güntera Grassa, steampunkowa dj-ka, sztuczne muskuły czy twarz Jokera z Mrocznego Rycerza wymalowana na torbach zakładanych na głowę (powiedzonko Why so serious? tego przeuroczego pana jest wplecione non-stop w piosenkę) dostrzeżecie pod warunkiem, że nie przepali wam mózgownicy porażająca mieszanka frenetycznego techno i zaśpiewów stadionowych, ale warto się przyjrzeć. Oczopląs gwarantowany.

h

h

Zresztą Koreańczycy nawet jak klasycznie „wożą się”, jak na raperów przystało, to bokiem wkrada się dziwaczność. Tu mamy i śliczną brykę, i piękne panie w liczbie bardzo mnogiej, ale, wyliczajmy… kąpiel w filiżance kawy, małpa z gitara, zabawy sztuczną szczęką, pozowanie na Ostatnią Wieczerzę przy umywalkach, czapka-uszatka. Nie mówiąc o nakreślonych skojarzeniach z mniej standardową erotyką – fetyszowe nutki to jeszcze miły dodatek, ale czemu ta pani ma (trendy) kaganiec? Lans po koreańsku to szalona sprawa.

h

h

Dla pełni zamotania dodajmy, że obaj powyżsi wykonawcy należą do boysbandu, któremu zdarza się wyglądać jak pięć Lady Gag w wersji anime i używać wstawek typu „bumszakalaka” w swoich hitach.

Z klimatów bardziej w stronę Kraju Środka wybraliśmy dla was zaś teledysk superpopularnego artysty z Tajwanu, który na pierwszy rzut oka wydaje się być typowym produktem kultury urban. Ot, są chętne i ponętne „niunie”, bryka, lanserka i tancerze zasuwający w stylu hip-hop. Nic to, że piosenka opowiada o starochińskim poradniku zielarskim i mamy w niej chińską muzykę pentatoniczną zagraną na techno-syntezatorach. Dwa momenty są warte grzechu. Pierwszy to ten, w którym tancerze nagle zamieniają się w… długowłose upiory z azjatyckich horrorów rodem. Drugi to występowanie w klipie Jiang Shi. A co to? Jedne z najbardziej bizarro wampirów świata. Są to, z grubsza, ożywione zwłoki, najczęściej w postaci dzieci. To jeszcze mniej więcej norma… ale co powiecie, że poruszają się one jedynie podskakując z ramionami ułożonymi w pozycję a la potwór Frankensteina, i to tylko w linii prostej, a atakują ludzi gdy usłyszą ich oddech (wstrzymaj wdechy i wydechy, a wykiwasz upiora). Po więcej zapraszamy do kina z Hong Kongu, a w teledysku zobaczymy, jak starożytne upiory nawiązują dialog kulturowy z obwieszonymi łańcuchami miłośnikami mocnych beatów. Tradycja i nowoczesność, he, i to z odrobiną horroru.

h

h

***

h

Cóż, pora przerwać. Zarzucanie was zbyt dużą ilością egzotyki byłoby niewskazane, bo nawet jeśli po nią przybywacie, to od przybytku klepki w mózgu tańczą. Ale mamy nadzieję, że taka orientalna odskocznia zostawi wam trwałe zmiany w psychice… znaczy się niezapomniane wspomnienia. Jak zwykle – za efekty uboczne i pragnienie więcej nie odpowiadamy. Teraz przynajmniej wiecie, że katowany wszędzie Gangnam Style nie jest aż tak wyjątkowy w swym absurdalnym, radosnym szaleństwie. Azja i jej popkultura to po prostu uroczo dziwna rzeczywistość. Nie ważne, czy z rapowaniem czy bez.

h
h
h
  1. Azjatycka kultura jest dla nas, Europejczyków nie do pojęcia. Oni tam mają wszystko inne. Tak popierniczonych i kiczowatych teledysków, filmów, teleturniejów to chyba nikt inny nie potrafiłby wymyślić. I właśnie dlatego ich kochamy. A w szczególności Azjatki 😀

  2. czemu piszecie „Afroamerykanie”? nie lepiej jest napisać po swojsku „Murzyni”? to będzie bardziej zrozumiałe…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: