polskie centrum bizarro

Archive for Listopad 2012|Monthly archive page

„O dziewczynce, która chciała mieć kolczyk w pępku” by Roman Aleksandrowicz

In Opowiadania on 30 listopada, 2012 at 6:00 am

Paskud, w glorii swojej paskudnej mordy jedyny i niepowtarzalny, ma przyjemność przedstawić Wam dzisiaj nowego autora z nieustannie powiększającej się stajenki bizarro. Nowy rekrut to Roman Aleksandrowicz, a pierwsze jego opko nosi stosunkowo długi tytuł „O dziewczynce, która chciała mieć kolczyk w pępku”. Samo opowiadanie długie już nie jest ;-). Powszechnie jednak wiadomo, że Paskud ma statystykę w pewnym paskudnym miejscu, liczy się dla niego bizarrowa, zakręcona, niegrzeczna, brutalna treść. I takiej właśnie poniżej doświadczycie!

A zatem, do czytaniaaaa… marsz. Spooooczniecie sobie później (jeśli zasłużycie, rzecz jasna!).

O dziewczynce, która chciała mieć kolczyk w pępku

Dla P.G.

Nie tak dawno temu i wcale nie tak daleko stąd, w wielkim mieście leżącym nieopodal kilku podłużnych jezior, mieszkała sobie dziewczynka o imieniu Gabrysia. Jej malutkie mieszkanie znajdowało się na piątym albo szóstym piętrze wysokiego bloku. Oprócz Gabrysi żyli w nim jej ojciec i matka, dwóch starszych braci i jeden młodszy oraz ich pies, który wabił się Lord.

Gabrysię bardzo denerwowało to, że w mieszkaniu zawsze ktoś był. Starsi bracia ustawicznie hałasowali w pokoju obok puszczając głośno muzykę, albo masakrując wrogów w grze komputerowej. Młodszy brat był jeszcze gorszy: łomotał do drzwi pokoju starszych braci albo rozrzucał rzeczy Gabrysi. Wieczorem wrzeszczał, żeby zgasiła światło i pozwoliła mu spać, a rano jęczał i marudził, gdyż nie chciał iść do szkoły. Jednak rodzice niespecjalnie się tym interesowali. Może nie słyszeli kłótni rodzeństwa – w ich pokoju telewizor gaworzył nieprzerwanie od świtu do zmroku i od zmroku do świtu. W kuchni matka również trzymała niewielki aparat ze szklanym okiem i wpatrywała się w niego, kiedy gotowała i prasowała. Czytaj resztę wpisu »

Zombie Hugz Day czyli przytul zgniłka w Krakowie

In Różne, różniste on 27 listopada, 2012 at 8:20 pm

Niby człek, a jednak już nie bardzo. Idzie toto, powłócząc nogami. Wzrok jakiś taki mętny, morda rozdziawiona, szczęki smutnie kłapią. Wygląda jakby z grobu go wyjęli – co dalekie od prawdy nie jest – a ciuchy ma też niezbyt modne, podarte takie i całe glebą utytłane. Jest niezbyt rozmowny, poza tęsknymi jękami i burknięciami, ale bardzo kontaktowy – tylko kogoś (żywego) zobaczy, to już leci się przywitać. I choć nie pachnie Chanel no. 5, ale jak się nos zatka to…

Aż chce się przytulić, nie?

Okej, dobra ludziska, nie każdy chciałby zombiaka w swe ramiona chwycić. Można założyć, że nawet zdesperowany nekrofil by się nie pokusił. Ciężko bowiem przejść do porządku dziennego nad faktem, że uścisk z zombie zakończy się niechybnie konsumpcją tkanki mózgowej przez sympatycznego ożywieńca. Ale już 1 grudnia mieszkańcy Krakowa oraz inni entuzjaści ekstremalnego okazywania czułości będą mieli okazję przekonać się, jak to naprawdę jest!

h

niedobre literki zapraszają:

ZOMBIE HUGZ DAY

h

Zawsze zachęcamy do brania udziału w różnych dziwnych aktywnościach – bez nich życie byłoby smutniejsze, nieprawdaż? Drużyna odpowiedzialna za organizację Zombie Walk Kraków, w której składzie znajduje się też dobrze wam znany z naszych łamów Rafał Christ, stanęła na wysokości zadania i oferuje wszelkim entuzjastom oraz miłośnikom kolejną okazję do wskoczenia w szaty nieboszczyka i zaaplikowania sobie bijącego zgnilizną po oczach make-upu. Dzięki ich staraniom na Krakowskim Rynku dojdzie do bezpośredniego kontaktu między zombie i wszystkimi, którzy chcieliby ich przytulić, ot tak, od serca (za ewentualne pogryzienia odpowiedzialności nikt nie bierze). Krótko mówiąc – żaden bizarrofil-horrorofil nie może takiej okazji przegapić. Czytaj resztę wpisu »

„Samłel Peregrynat nie jest herosem” by Kornelia Głowacka-Wolf

In Opowiadania on 24 listopada, 2012 at 6:00 am

Czasem jest tak, że we don’t need another hero. Innym razem zamiast herosa z prawdziwego zdarzenia potrzebny jest jakiś parszywiec-antyprotagonista lub ordynarny zabijaka, który zrobi to co robi najlepiej i zabije wszystko co się rusza. Niektóre zaś opowieści w ogóle nie mają bohatera, skacząc po uwikłanych w narrację biedakach jak pszczoła po kwiatkach (czy coś takiego).

To nie jest takie opowiadanie. Ale traktuje o byciu bohaterem, herosem, protagonistą nominowanym i namaszczonym. I, poniekąd, o trudach utrzymania się na tej pozycji.

Więcej zdradzać nie wypada, więc oddajmy głos znanej wam już Kornelii Głowackiej-Wolf, która to powie wam w wielce pokrętny i inteligenty sposób dlaczego Samłel Peregrynat nie jest herosem.  Zapraszamy do lektury, a wasze oczy ucieszy dodatkowo grafika autorstwa właściwie już niezastąpionego Tomka Woźniaka.

h

„Samłel Peregrynat nie jest herosem”

h

Samłel Peregrynat siąpił. Nosem, okiem i zaniedbaniem. Czuł niedowład i zwątpienie, całkowicie lekce sobie ważąc jasne strony egzystencji. Zakatarzoną dłonią zgarnął ołowiany kaszel z ustnika i przystawił wargi do gwizdałki.

Fiuuuu – zawyło cichaczem i pomknęło do stu diobłów.

Niezafajnie – burknął do siebie ponuro i wydłubał z kieszeni pot-z-wieczorek. Rozłożył posiłek na chusteczce kunsztownie ozdobioną srebrnymi swastyczkami i przygotował kute na cztery nogi sztućce oraz psałterz. Tak naprawdę psałterz składał się ze ścinków wędlin sprasowanych tak mistrzowsko, że udawały karty księgi i wielu postronnych obserwatorów, uczciwych obywateli i skorumpowanych policjantów nabrało się na ten przekręt.

Tymczasem Samłel przystąpił do pałaszowania. Biel chusteczki powoli rozpraszała się w półmroku. Cienki materiał tężał i zmieniał barwę na brudny karmin.

Psałterz rozkładał się błyskawicznie w obliczu nieubłagalnego tlenu, który to tlen Samłel postanowił przechytrzyć, aby psałterz, niechybnie już lekko nadpsuty nie stał się ciężko. Nadpsutym, rzecz oczywista. Przechytrzenie owe starannie obmyślane było. Pierwej należało odwrócić języczek uwagi lekko w lewo, a następnie, pod osłoną nocy, zakląć siarczyście na czym świat stoi. Etapem trzecim było odczynienie na-psa-uroku i wywołanie wilka z lasu. Czytaj resztę wpisu »

„Acne vulgaris” by Patryk Bogusz

In Opowiadania on 20 listopada, 2012 at 6:00 am

Niedobroliterkowy Paskud co prawda już dawno ma za sobą okres dojrzewania płciowego, mutacji i transmutacji (tudzież ogólnie rzecz biorąc: mutacji w znaczeniu raczej szerszym niż węższym), jednak do dziś z drżeniem serca wspomina czasy, kiedy jego twarz została zaatakowana przez pryszcze i moralną zgniliznę… Jeśli chcielibyście przekonać się jaką męką potrafią być podskórne gejzery ropy i jakie konsekwencje niosą one za sobą, zapraszamy do lektury naszego nowego autora. Patryk Bogusz i jego „Acne vulgaris” wstrząsną wami do głębi! A może i zmieszają.

Czytajcie, tylko nie mówcie później, że nie ostrzegaliśmy. Co? Że niby nie ostrzegliśmy? Hmm… no niby tak, ale między wierszami, sami rozumiecie. Nie rozumiecie? No dobra, niechaj będzie: OSTRZEGAMY! I git 😉


Acne Vulgaris

             – Cześć. Słuchaj, muszę odwołać dzisiejsze zdjęcia.

            – Co?! Możesz powtórzyć?

            – Kasia, nie wkurzaj się, wiem że wszystko było dogadane i trochę późno dzwonię…

            – Zgadza się. Trochę za późno. Za pięć godzin zaczynamy i chcę cię tu widzieć, inaczej będziesz skończony…

            – Kasiu..

            – Nie zaczynaj, żadne Kasiu, Gosiu nic ci nie pomoże. Jestem twoją promotorką baranie i jeśli dziś olejesz zdjęcia dla niego, to nieistotne jak śliczny i przystojny jesteś! Gwarantuję ci, że już nigdy nie zrobisz dużego spotu reklamowego. On wykańczał nie takich jak ty… Czytaj resztę wpisu »

„Dzieci to ja mam w dupie! – czyli gay fiction” by Sylwia Błach

In Opowiadania on 17 listopada, 2012 at 6:00 am

Do pewnych zagadnień podchodzi się od dupy strony. W literaturze też – choć zaraz znajdą się ci, którzy fikcją dupą stojącą obruszą się, oburzą i wymyślą powód, żeby ją zrugać.  Zapewne sama świadomość, że rzyć posiadają, przyprawia takowych ludzi o egzystencjalne bóle, ale to inna inszość i szkoda marnować czas na takie rozważania. Istotne jest, że autorzy bizarro wielokrotnie udowadniali, że nic co analne nie jest im obce. Od Dupogoblinów do fekaliów i zwykłego pierdzenia, tematyka krążąca wokół dwóch pośladów i rowka pojawiała się w naszym dziwnym poletku twórczym wielokrotnie.

Tak więc, nawiązując do chlubnej (?) tradycji, dziś prezentujemy wam tekst w klimatach okołoanusowych. Z całym dobrodziejstwem inwentarza, który ciągnie się za nim jak, ech, smród – będą bluźnierstwa, perwera, obleśności i sprośności.

A jeśli któryś z was – szanowni fanatycy Paskuda i bizarro klimatów – ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy kobiety potrafią pisać ultrahardkorowe teksty, zdecydowanie musi zapoznać się z opowiadaniem naszej nowej autorki (nowej na niedobrych literkach, rzecz jasna!) – Sylwii Błach. Sylwia bez zbędnych ceregieli udowodni niedowiarkom, że nawet w smutnym kraju nad Wisłą można z powodzeniem pobawić się tematami tabu. Zapraszamy do lektury!

h

„Dzieci to ja mam w dupie! – czyli gay fiction”

h

Rozdział I

h

Magda powiedziała wprost czego od niego oczekuje: „Weź mnie w końcu przeleć, wyruchaj i wygrzmoć tak, że mi ustami wyjdzie!”. I choć minął już tydzień, Michał wciąż słyszał jej pogardliwe prychnięcie, gdy odwrócił się i po prostu wyszedł.

Byli parą od ośmiu miesięcy. Wcześniej dziewczynie nie przeszkadzało, że uparł się, by zachowywać wstrzemięźliwość. Całowali się, czasem ją pomacał, ale nigdy nie doszło do niczego więcej. Zawsze tłumaczył się głęboką wiarą w Chrystusa, w naukę Kościoła, strachem przed chorobami wenerycznymi oraz brakiem sympatii do dzieci. Prawdziwy powód tkwił jednak w głębi jego zrozpaczonego umysłu.

„Gdyby tylko zgodziła się na anala!” – myślał wściekły, siedząc na kanapie w swym małym studenckim mieszkaniu i analizując po raz setny powód, przez który się rozstali.

Gdyby tylko… Wszedłby głęboko między pośladki, pchając aż zaczęłaby krzyczeć z rozkoszy! Rozchylałby je i ściskał, zwiększając doznania płynące z jego dużego członka ocierającego się o gorące tkanki odbytu… Zamknąłby oczy i może nawet udałoby mu się wyobrazić, że pieprzy tego przystojniaka Dawida… A potem, szarpiąc za włosy, spuściłby się prosto w jego rozpalone wnętrzności! Nie musiałaby wiedzieć czyje imię szepcze, czyj tyłek w myślach wypełnia… Czytaj resztę wpisu »

„Świr” by Darek Kuchniak + grafa Oli Zielińskiej

In Grafika, Opowiadania on 14 listopada, 2012 at 6:00 am

Witajcie czciciele Paskuda i Wy, którzy dopiero nimi zostaniecie. Paskud we własnej, przepaskudnej osobie, udostępnia Wam kolejny tekst ze swojego różka obfitości.

Dzisiaj padło na autora już po wielokroć sprawdzonego, czyli Darka Kuchniaka, zwanego też Darkiem-Od-Apacza. Pewnego Apacza, coby być precyzyjnym. Cóż to by jednak był za róg – czy choćby rożek – obfitości, gdybyśmy w imieniu Paskuda poprzestali zaledwie na jednym przejawie paskudnej szczodrości? Tak więc, do „Świra” dorzucamy jeszcze lekką ręką grafikę Aleksandry Zielińskiej, którą przecież też już powinniście znać. Olę, nie grafikę.

I stała się jasność. I możecie już czytać, bo przy świetle wygodniej!

„Świr” by Darek Kuchniak

Mój czteroletni syn rzuca różnymi przedmiotami w kierunku okna, a ciało podryguje w ekstatycznym tańcu. Jego brat bliźniak robi mi zdjęcia zepsutym telefonem komórkowym. Z namaszczeniem. Jak jakiś profesjonalny fotografik, albo inny złodziej powierzchowności. Co chwila szczerzę zęby w nieszczerym uśmiechu. Rutyna. Postanawiam więc wysilić wyobraźnię.

– Czego znowu chcesz? – słyszę nagle. Czytaj resztę wpisu »

„Kotlet schabowy” by Jakub Nojszewski

In Opowiadania on 11 listopada, 2012 at 6:00 am

Wśród znawców tematu od lat trwa zażarty spór o wyższość kotleta mielonego nad kotletem schabowym i odwrotnie. Zazwyczaj niedobroliterkowa ekipa wraz z Paskudem skłania się do przyznania palmy pierwszeństwa mielonemu, który z racji swej niejednorodnej zawartości z natury wydaje się tworem bizarropodobnym, tym razem jednak – za sprawą tekstu debiutującego na naszych łamach Jakuba Nojszewskiego – musimy posypać głowy popiołem i przyznać, że niekiedy schabowy jest treściwszy… Jeśli nie wierzycie, przekonajcie się sami!

h

Kotlet schabowy

h

Wstałem wcześnie rano. Dzień zapowiadał się tak jak zwykle, czyli nudno, jednak w mojej głowie pojawiło się dziwne, niewyjaśnione uczucie, sugerujące, że dziś będzie inaczej. Zarzuciłem na swoje ledwie żywe ciało kilka podartych łachów. Nic wymyślnego, nie należałem do bogaczy, więc moje ubrania były zwyczajne. Miały kilka dziur i różnobarwnych plam. Z pewnością nie dorastały do pięt starym, przedwojennym kurtkom, jakie były teraz modne oraz znoszonym bojówkom, które często przywdziewali inni mężczyźni. Na szczęście ja nie przywiązywałem wagi do swojego stroju, a mój wiek wcale ode mnie tego nie wymagał.

Szybko znalazłem się w kuchni, gdzie zastałem mamę. Natychmiast dostrzegłem, że znów ma problemy z cerą. Skóra nabrała kremowej, delikatnej barwy i tylko w nielicznych miejscach pozostały zielonkawe ślady. Pleśni i zgnilizny również niewiele dostrzegłem. Zęby zaledwie żółte. Włosy lśniące, można by rzec, że wręcz zdrowe. Nawet zapach był niepokojący, przypominał martwe zwierzę, ale zdecydowanie był zbyt lekki, z odległości dwóch metrów ledwie go wyczuwałem.

– Cześć – przywitałem się. W moim głosie zabrzmiała troska, choć wcale tego nie chciałem. – Wszystko w porządku?

Kiwnęła głową. Nie była zbyt rozmowną osobą. Może przez brak języka? Nigdy o tym nie myślałem.

Do kuchni wszedł tata. On wręcz emanował siłą, czułem to. Towarzyszył mu mocny zapach cmentarza. I to nie byle jakiej sterty kamieni, to był powiew prawdziwej nekropoli, w której świeże ciała rozwalają się pod wpływem licznego robactwa, a letnia, gorąca temperatura tylko wzmaga ten proces. Zęby jak zwykle smolisto czarne, włosy przetłuszczające się i płowe. Brak jednego oka tylko sprawiał, że wydawał się jeszcze groźniejszy, pusty oczodół zaś łypał na wszystkich wrogo, prezentując zawartość przeżartej przez robale czaszki. Kilka olbrzymich larw pełzało po jego zgniłej skórze.

Nic nie powiedział. Jak zwykle, mimo że on miał język. Po prostu nie lubił ani mnie, ani mamy. Trochę dziwne, nie? Czytaj resztę wpisu »

„Opowiadanie o duszy” by Rafał Christ + grafika Tomka Woźniaka

In Grafika, Opowiadania on 8 listopada, 2012 at 6:00 am

Miło nam powitać na niedobrych literkach, kolejny raz, Rafała Christa. Nasz gość ma do powiedzenia coś na temat duszy. Tak sobie myślimy, że warto się z jego zdaniem zapoznać. No bo – w imię Paskuda nieświętego – co my wszyscy właściwie wiemy o duszy?

 Co Wy na to? Zresztą, co za różnica. Paskud sprawę klepnął. I stało się bizarro: krótkie, zakręcone, celne i treściwe. Miłej lektury! Poniżej, pod tekstem – w ramach paskudnego gratisu – mocarna grafa Tomka Woźniaka.

„Opowiadanie o duszy”

– Dlaczego nie chcesz po prostu umrzeć? – krzyczałem, przyciskając poduszkę do jej twarzy. – No dlaczego? Przestań się w końcu wiercić!

Oddałem swoje serce, a teraz chciałem je z powrotem. Miałem zamiar dołożyć do niego jej duszę, tylko po to, żeby czuć się kompletnym. Tak, wiem. Słaby motyw jak na mordercę rodem z powieści Thomasa Harrisa, ale jestem w twórczości kogoś innego. Czytaj resztę wpisu »

Diablice w habitach rozstrzygnięcie konkursu Nihil Quest na niegrzecznego szorta o niegrzecznej zakonnicy!

In Konkurs, Opowiadania, Różne, różniste on 5 listopada, 2012 at 6:00 am

Pamiętacie jeszcze, że w Grabazinie Bizarro Special ogłoszono dwa konkursy wymagające od was zdolności świetnego pisania o całkiem porąbanych rzeczach? Wyniki jednego z nich już ogłaszaliśmy, ale pozostał jeszcze konkurs, który sprokurował dla was (i okrasił heavy metalowymi, a także bardzo bizartystycznymi nagrodami) Ian Giedrojć i jego hałaśliwa ekipa z Nihil Quest. Jak wiecie, w ich klipach promocyjnych pojawiła się pewna niezbyt grzeczna, tudzież bardzo grzeszna zakonnica. A zadaniem konkursowiczów było napisanie literackiego szorta, w którym pojawiłaby się podobna diablica w habicie.

Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, że na taki temat rzucą się autorzy, którzy może nie mają boga w sercu, ale za to rozkoszny bałagan pod kopułką. I nie zawiedliśmy się – poniżej prezentujemy trzy zwycięskie teksty, które w niezwykle szalony i przemyślny sposób rozwijają temat bad girls zza klasztornych murów.

Nie ma co deliberować – przed wami zwyyyyyyyyyyyyycięzcy!!!

h

Rozstrzygnięcie konkursu Nihil Quest
 na niegrzecznego szorta o niegrzecznej zakonnicy.

h

Zwycięstwo w konkursie oraz nagrodę główną – nadgryziony przez kanibala paluch USB z płytą”1.1 Splendid Isolation” i mnóstwem materiałów od Nihil Quest – wywalczył:

Przemek Morawski za tekst „Ekstaza Św. Teresy”.

Dodatkowo heavymetalowe jury przyznało dwa wyróżnienia wraz z nagrodą w postaci debiutanckiego albumu Nihil Quest, „1.1 Splendid Isolation” na nośniku CD dla:

Szymona Cieślińskiego za tekst „Kamedułka”

oraz

Agnieszki Pileckiej za tekst „Apetyt na grzech”.

Fanfary, szampan i w ogóle – a przede wszystkim oklaski!!!

A teraz, żeby napięcie wywołane fantastycznie pobudzającymi pokręcone wyobraźnie tytułami tekstów naszych zwycięzców nie opadło, prezentujemy je niezwłocznie. Zobaczcie sami, jak daleko posuwają się te świętobliwe inaczej panie w poszukiwaniu grzesznych przyjemnostek!!! Czytaj resztę wpisu »