polskie centrum bizarro

Diablice w habitach rozstrzygnięcie konkursu Nihil Quest na niegrzecznego szorta o niegrzecznej zakonnicy!

In Konkurs, Opowiadania, Różne, różniste on Listopad 5, 2012 at 6:00 am

Pamiętacie jeszcze, że w Grabazinie Bizarro Special ogłoszono dwa konkursy wymagające od was zdolności świetnego pisania o całkiem porąbanych rzeczach? Wyniki jednego z nich już ogłaszaliśmy, ale pozostał jeszcze konkurs, który sprokurował dla was (i okrasił heavy metalowymi, a także bardzo bizartystycznymi nagrodami) Ian Giedrojć i jego hałaśliwa ekipa z Nihil Quest. Jak wiecie, w ich klipach promocyjnych pojawiła się pewna niezbyt grzeczna, tudzież bardzo grzeszna zakonnica. A zadaniem konkursowiczów było napisanie literackiego szorta, w którym pojawiłaby się podobna diablica w habicie.

Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, że na taki temat rzucą się autorzy, którzy może nie mają boga w sercu, ale za to rozkoszny bałagan pod kopułką. I nie zawiedliśmy się – poniżej prezentujemy trzy zwycięskie teksty, które w niezwykle szalony i przemyślny sposób rozwijają temat bad girls zza klasztornych murów.

Nie ma co deliberować – przed wami zwyyyyyyyyyyyyycięzcy!!!

h

Rozstrzygnięcie konkursu Nihil Quest
 na niegrzecznego szorta o niegrzecznej zakonnicy.

h

Zwycięstwo w konkursie oraz nagrodę główną – nadgryziony przez kanibala paluch USB z płytą”1.1 Splendid Isolation” i mnóstwem materiałów od Nihil Quest – wywalczył:

Przemek Morawski za tekst „Ekstaza Św. Teresy”.

Dodatkowo heavymetalowe jury przyznało dwa wyróżnienia wraz z nagrodą w postaci debiutanckiego albumu Nihil Quest, „1.1 Splendid Isolation” na nośniku CD dla:

Szymona Cieślińskiego za tekst „Kamedułka”

oraz

Agnieszki Pileckiej za tekst „Apetyt na grzech”.

Fanfary, szampan i w ogóle – a przede wszystkim oklaski!!!

A teraz, żeby napięcie wywołane fantastycznie pobudzającymi pokręcone wyobraźnie tytułami tekstów naszych zwycięzców nie opadło, prezentujemy je niezwłocznie. Zobaczcie sami, jak daleko posuwają się te świętobliwe inaczej panie w poszukiwaniu grzesznych przyjemnostek!!!

h

„Ekstaza Św. Teresy” by Przemek Morawski

h

Autorem ilustracji jest Tomasz Woźniak.

Siostra Teresa znów śniła o Bogu.

Czuła jego obecność na całym ciele. Czuła Go w sobie. Jego jestestwo rozlewało się wokół i przenikając jej skórę, dotykało samego serca duszy.

Bóg był wszechobecny.

Jednak zawsze, kiedy Teresa zdawała sobie z tego sprawę, spadała z jego objęć na ziemię, prosto w śliskie uściski pokracznych stworzeń.

Istoty o dziecięcych twarzach, które zamiast oczu miały łzawiące odbyty, o głowach przyrośniętych do siebie, tworzących kształt serca, o skrzydłach upierzonych tysiącem zeschłych prąci, o ustach nabrzmiałych i dużych, śliniących się lepkim nasieniem, przystępowały do niej i wchodząc pod habit, zlizywały słodki zapach Pana.

Jej brzuch nabrzmiewał przy tym macierzyństwem, pęczniejąc nieustannie, aż rozrywał materiał ubrania.

Wtedy stworzenia zlewały się w trzygłową akuszerkę, o twarzach pozbawionych oczu i czołach skrywanych pod niemieckimi hełmami, straszącymi złowrogim znakiem odwróconej swastyki. Pochylając się nad Teresą, szykowały się, by odebrać poród.

Teresa, rozchylając uda, rodziła z trudem kamienne jaja, przyozdobione w korony cierniowe. Kiedy pękały okrwawione skorupki, wychodziły z nich ususzone płody, śmiejące się sino-bladymi ustami. Ich skóra był zmarszczona i woniała odorem rozkładu.

Niemowlęta, gaworząc radośnie, garnęły się do nóg wołającej je akuszerki.

Każda z jej twarzy przybierała wtedy twarz ojca Bernarda, aż stopniowo zlewając się w jedną, kobieta rzeczywiście stawała się biskupem, przybranym jedynie w długi sznur pereł.

Ojciec Bernard zbierał pieczołowicie wszystkie dzieci, by śpiewając radośnie, oddalić się po prowadzącej ku powale chmur tęczy.

Wtedy Teresa budziła się.

h

***

h

– To tylko zły sen, moje dziecko. Teraz już nic ci nie grozi. – Ojciec Bernard położył ciepłą dłoń na jej czole, po czym uczynił na nim znak krzyża i przeżegnał się.

– Czy znów widział ojciec we mnie diabła? – spytała.

Duchowny uśmiechnął się.

– Widziałem tylko, jak nasz Pan wygnał go z ciebie.

– Ale on wróci…

Ojciec Bernard ujął jej dłonie i spojrzał życzliwie w oczy.

– Zostałaś wybrana – powiedział. – Nie lękaj się tego. Pan toczy w twojej duszy bitwy i zawsze pozwala ci się odrodzić. Jego łaska jest wielka i nie grozi ci nic złego.

Teresa uśmiechnęła się.

– Ma ojciec rację – odparła. – Jeśli taka była jego wola…

Ojciec Bernard pogładził ją po włosach.

– Idź teraz i zażyj trochę słońca. Musisz odzyskać energię przed kolejnym snem.

Teresa popatrzyła na niego z wdzięcznością. Jej ciepły uśmiech sprawił mu radość.

– I pamiętaj, że będę przy tobie każdego poranka. Diabeł nie złamie naszej woli.

Teresa kiwnęła głową, po czym podwijając lekko sutannę wybiegła do ogrodu.

Ojciec Bernard w tym czasie wrócił do swojego gabinetu i nabił zdobioną fajkę. Siadając z nią w fotelu, zatopił się z błogością w skórzanym obiciu, wydając przy tym przeciągłe westchnienie.

Spod jego sutanny wpełzło tysiące pokracznych stworów, które rozpełzły się na wszystkie strony pokoju.

Duchowny sięgnął do dużej misy ustawionej na stoliku kawowym, wyciągnął z niej suszony płód i rozgryzł z rozkoszą jego drobną główkę.

– Po prostu boskie – powiedział zachwycony.

h

„Kamedułka” by Szymon Cieśliński

h

– Przypominam, że ktoś włamał się do celi, poucinał siostrze Rozalii palce u dłoni, powtykał stopy w jamę brzuszną, a głowę… – Kobieta wzdrygnęła się odruchowo. – Siostra zdaje sobie sprawę, że jeżeli sprawa wyjdzie na światło dzienne, to aż do dnia sądu ostatecznego będą się tu kręcić śledczy i kurator z kurii. A na to nie możemy sobie pozwolić.

– Rozumiem, siostro kustoszko, ale wiemy o tym tylko ja i siostra. Cela została posprzątana, a teraz siedzi w niej Franciszka.

– W oficjalnym oświadczeniu napiszę, że Rozalia uciekła z klasztoru, a siostra to poświadczy. Podwładna pokornie przytaknęła.

– W takim razie sprawa zamknięta… Czy ta nowa skorzystała z prawa zabrania ze sobą jednej rzeczy spoza klasztoru?

– Tak, przyniosła drewniane pudełko. Nie chciała pokazać, co jest w środku. Pewnie trzyma tam jakieś pamiątki rodzinne.

– Rozumiem. Siostra może odejść.

h

W kuchni Gałkowskiej ulatniał się gaz, a w mieszkaniu Franciszki opijano imieniny jej ojca. Wuj Marian zapytał, o której odjeżdża ostatni autobus spod ich domu, więc wyszła na chwilę przed kamienicę i wtedy…

Nie pamięta szczegółów. Usłyszała potworny hałas. Kikut czyjejś dłoni uderzył ją w twarz, a tułów jej matki roztrzaskał się o przystanek autobusowy. Niedługo potem cała pokryta była krwią i betonowym pyłem. Otępiałe zmysły przestały reagować na jakiekolwiek bodźce, ciało opanowały drgawki, nogi przestały stanowić stabilną podporę. Ostatnie, co pamięta sprzed pobytu w szpitalu, to krzyczącego strażaka. I leżące wokoło szczątki jej bliskich.

W przeciągu tygodnia odbyły się trzy pogrzeby. Każdy zbiorowy. W sumie szesnaście trumien. Wszystkie były zamknięte. Nikt nawet nie pomyślał o tym, by mogło być inaczej.

Choć na ceremonii pogrzebowej pojawiło się kilka osób, to już dzień później Franciszka pojęła, że została zupełnie sama. Nigdy nie miała zbyt wielu przyjaciół. I tak miała spędzić resztę życia w zakonie, więc nie przywiązywała większej roli do relacji międzyludzkich.

Firma ubezpieczeniowa zrobiła jej wodę z mózgu i zostawiła niemalże z niczym, a mieszkanie po rodzicach było tak zadłużone, że już po roku komornik kazał jej wyp… wyprowadzić się w trybie natychmiastowym. Wtedy po raz pierwszy ujrzała znak. I postanowiła złożyć śluby.

h

Nie od razu zdecydowała się na życie w klauzurze. Przez pięć lat zmagała się z migrenami, i stanami lękowymi. Wciąż też przeżywała kolejne objawienia. W końcu jednak postanowiła pójść o krok dalej i w pełni oddać się kontemplacji. Pomogła odrobinę losowi, by móc zamknąć się w celi i resztę życia spędzić w zupełnej izolacji. Tylko ona, brewiarz i jej paluszki.

O ile modlitewnik od lat tkwił nieużywany w kącie pomieszczenia, o tyle jej palce nie próżnowały. Psychiatra uparcie twierdził, że to skutek szoku, jakiego doznała. – Musi pani nauczyć się to kontrolować. – powtarzał, jednak Franciszka nie umiała nad tym zapanować. Poza tym nawet babcia mówiła, że każda kobieta ma swoje potrzeby.

Coraz częściej zdarzało jej się penetrować wszystkie otwory swojego ciała. Całymi godzinami wkładała sobie palce do ust, waginy i odbytu. Zaczynała od jednego, potem dochodziły kolejne. Dwa, trzy, cztery, pięć… Sięgała po następne i następne, aż w końcu traciła rachubę. Palce jej ojca, sióstr, wujka, babki, ciotki i wielu innych osób. Na początku potrafiła je rozróżnić, ale po tych wszystkich latach wszystkie wydawały się jednakowe. Duża ich część należała do jej krewnych. Nie mogła przecież pozwolić im tak po prostu odejść. Po prostu musiała coś po nich zatrzymać. A reszta? Nie pamięta dokładnie, skąd je wzięła. Czasem po prostu budziła się rano w zakrwawionej koszuli w różnych dziwnych miejscach, a obok niej znajdowała się ludzka dłoń. Doskonale wiedziała, że to nie był zwyczajny zbieg okoliczności.

– To znak. Znak od moich bliskich. – powtarzała, odcinając kolejne palce od nadgarstka. – A może nawet od samego Stwórcy. Wybrał mnie, niczym Hioba. Nie zawiodę go.

Przez lata często doświadczała podobnych objawień. Znaków było naprawdę wiele. Całe pudełko.

h

„Apetyt na Grzech” by Agnieszka Pilecka

h

Madzia wychowała się w katolickiej rodzinie. Od najmłodszych lat wpajane jej były najróżniejsze modlitwy, przykazania i inne, nikomu nie potrzebne do szczęścia historyjki. Od zawsze wiedziała jedną rzecz: seks to twór szatana. To okropna rzecz, którą trzeba zrobić, aby mieć takie coś, czym jest Madzia – dziecko. Tak mówili jej rodzice. Wymagali szacunku, wciąż wypominając, jak straszliwie musieli się poświęcić dla niej, aby dać jej życie. Nieustannie przypominali, ile im zawdzięcza. Niekiedy mówili, że żałują, że nie warto było się tak katować, tak strasznie grzeszyć, aby ona, niewdzięczna, mogła teraz łamać prawa boskie.

Madzia przez lata nauczyła się jednej rzeczy. Nie ma dowodu zbrodni – zbrodni nie było. Gdy niechcący rozbiła wazon babci, pośpiesznie wyrzuciła odłamki. Gdy ze sprawdzianu dostała zaledwie czwórkę z plusem – spaliła go. W taki sposób sobie radziła. Ukrywała wszystko, aby nikt, a przede wszystkim Bóg, się nie dowiedział.

Jak nietrudno się domyślić, w wieku kilkunastu lat wstąpiła do zakonu. Uważała, że to jedyne miejsce, które jest w stanie ją ochronić przed tym co najgorsze – seksem. Bała się go potwornie. Nawiedzał ją w snach, po których budziła się spocona i rozpalona, niemal tracąc przytomność. Był jej największym przekleństwem. Liczyła też na to, że inne siostry pomogą jej uporać się z tym problemem.

Pomogły. Jednak nie w sposób, jakiego oczekiwała. Widząc zakonnice zabawiające się ogórkami lub innymi warzywami, nie była pewna co myśleć. Wydawało jej się to w jakiś sposób podejrzane, a nawet złe! Opierała się temu przez dłuższy czas, jednak w końcu, pod presją otoczenia – uległa. Uległa tak bardzo, że w kuchni zaczęli się jej dziwnie przyglądać, tak dużo jadła. A „jadła” dużo, bo nadal stosowała swoją zasadę wymyśloną w dziecięcych latach. Po każdej zabawie z marchewką dręczyły ją takie wyrzuty sumienia, że pośpiesznie ją zjadała. Nie obierając, nie myjąc jej, nie krojąc. Gdy ją wykorzystała, gdy nie była już jej potrzebna, szybko ją pożerała. Poczucie winy ustępowało.

Funkcjonowała tak i na swój sposób była szczęśliwa, choć nie do końca spełniona. Mimo, iż do tej pory nie widziała nagiego faceta, cieszyła się życiem. Do czasu.

Pewnego dnia, podczas spaceru w parku, ktoś zasłonił jej usta potężną ręką i wciągnął ją w pobliskie krzaki. Nie mogła krzyczeć. Nie wiedziała co się dzieje. Mężczyzna rzucił ją na ziemię. Leżała jakby była ukrzyżowana. Sparaliżowana przez strach, z rozłożonymi na boki rękoma, przytrzymywanymi przez napastnika. Rozpiął spodnie, z których wypadło coś. Coś podłużnego, coś dziwnego. Siostra Magdalena była przerażona, ale i zafascynowana. Modliła się w myślach. Wiedziała, że w razie czego Bóg ją obroni. Oprawca rozerwał jej habit. Był trochę zaskoczony tym, że nie nosi bielizny, ale to ułatwiło sprawę. Wszedł w nią, gdy modliła się powtarzając w kółko „Boże, proszę, nie pozwól mnie skrzywdzić.”, „Jezu ufam Tobie” i inne tego typu zdania, które miały ją uchronić. Powtarzała je coraz szybciej, coraz głośniej. O dziwo, chyba zaczynały działać, gdyż lęk całkiem minął. Zaczęło pojawiać się inne, pozytywne uczucie, więc uznała, że formułki te można skrócić, pełne wersje nie są potrzebne. Po pewnym czasie, okroiła je do tego stopnia, że wykrzykiwała wyłącznie „O Boże!” głośniej i szybciej, by okazać wdzięczność i uwielbienie swemu Panu.

Mężczyzna wstał, by się ubrać, ale jego ofiara, nie pozwoliła mu na to. Podeszła i dotknęła narzędzie zbrodni – pierwszy raz w życiu. Był zaskoczony, jednak nie opierał się, gdy klęknęła przed nim, wkładając członka do ust. Jednak jego zaskoczenie przekroczyło wszelkie granice, gdy odgryzła go, myśląc, że to parówka z sosem. No, może wcale tak nie myślała, tylko udawała, że tak jest, aby zmylić tym Boga. Jednakże nim oprawca się zorientował, było już za późno, aby ratować swoją męskość. „Nie ma penisa – nie ma grzechu” – tak brzmi nowa zasada Madzi. Madzi, która wreszcie będzie mogła w pełni zaznać szczęścia.

h
h
h
Reklamy
  1. Niezłe szorciki. Mnie ujął zwłaszcza drugi, choć przydałaby mu się jeszcze szlifierka redakcyjna. Graty dla autorów. Fajne czytanie 🙂

  2. Cudownie złe szorty. \m/

  3. Heh, zawsze czułem, że te zakonnice… no, że coś z nimi jest nie tak… 😛

  4. Najwyraźniej nie tylko pija i palą, ale… khe khe… robią inne rzeczy 😉

  5. No cóż, prawda jest taka, że do zakonu chodzą albo kobiety nienormalne, albo lesbijki. U mężczyzn tak samo zresztą…

  6. Hmm… lesbijki w męskich zakonach? Idę w habit!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: