polskie centrum bizarro

„Opowiadanie o duszy” by Rafał Christ + grafika Tomka Woźniaka

In Grafika, Opowiadania on Listopad 8, 2012 at 6:00 am

Miło nam powitać na niedobrych literkach, kolejny raz, Rafała Christa. Nasz gość ma do powiedzenia coś na temat duszy. Tak sobie myślimy, że warto się z jego zdaniem zapoznać. No bo – w imię Paskuda nieświętego – co my wszyscy właściwie wiemy o duszy?

 Co Wy na to? Zresztą, co za różnica. Paskud sprawę klepnął. I stało się bizarro: krótkie, zakręcone, celne i treściwe. Miłej lektury! Poniżej, pod tekstem – w ramach paskudnego gratisu – mocarna grafa Tomka Woźniaka.

„Opowiadanie o duszy”

– Dlaczego nie chcesz po prostu umrzeć? – krzyczałem, przyciskając poduszkę do jej twarzy. – No dlaczego? Przestań się w końcu wiercić!

Oddałem swoje serce, a teraz chciałem je z powrotem. Miałem zamiar dołożyć do niego jej duszę, tylko po to, żeby czuć się kompletnym. Tak, wiem. Słaby motyw jak na mordercę rodem z powieści Thomasa Harrisa, ale jestem w twórczości kogoś innego.

Moja ofiara, czyli jak się potem okaże obiad, to Marta. Eks, która przyłapała mnie na zdradzie. Słabe? No tak… Jesteśmy w horrorze. Była dziewczyna lubiąca jadać ze mną nóżki, serca i mózgi innych osób, dzisiaj rano oznajmiła, że dłużej tak nie może i pójdzie oddać się w ręce policji. Przecież nie mogłem na to pozwolić. Chwyciłem więc poduszkę i od około pięciu minut walczyłem z jej oddechem. Szarpała się tragicznie, ale powoli zaczynałem czuć, jak uchodzi z niej życie. Najwyższa pora.

Musiałem dostać jej duszę. Ciało już dawno posiadłem – teraz wypadałoby jakoś wynagrodzić sobie stracony na nią czas. W końcu wydała ostatnie tchnienie. Opadłem po krawędzi łóżka na podłogę.

Wyciągnąłem z kieszeni marynarki papierosa i zapaliłem. Po pierwszym zaciągnięciu, zastanowiłem się nad swoim życiem. Siedziałem koło trupa ubrany w garnitur, ćmiłem fajkę, ale wciąż jakby czegoś mi brakowało. Powinienem mieć jakąś ciekawą pracę, nie? No i mam. Jestem grabarzem, a dokładniej facetem, który zajmuje się, jak lubię to nazywać, odnawianiem trupów. Oznacza to mniej więcej tyle, że przywożą mi ciało, ja wypompowuję z niego krew, smaruję balsamami, maluję, układam fryzurę, a gdy ma jakiś ubytek, na przykład dziurę w głowie, to ją likwiduję. Spytacie jak? To już tajemnica mojego fachu. Obejrzyjcie „Sześć stóp pod ziemią”, wtedy zrozumiecie. I dla tych, którzy widzieli: nie jestem gejem, ani meksykańcem, czy kimś w ten deseń. Moje zajęcie nie będzie miało wpływu na dalszy rozwój akcji. Wspomniałem o nim tylko po to, żebyście mogli odnieść się emocjonalnie do tego, kim jestem, albo chociaż trochę mnie zrozumieć.

Zgasiłem niedopałek na stopie mojej dawnej miłości i wrzuciłem go do jej ust. Gdy robiłem to wcześniej, najczęściej narzekała. Najpierw, że boli, potem że niesmaczne. Ciągle coś było nie tak. Pocałowałem ją w wargi. Smakowała nieziemsko, chociaż większość czerwonej szminki znajdowała się na poduszce. Co prawda ogólne wrażenie psuł zapach filtra. Zawsze powtarzam, że kobieta nie powinna palić, bo facet czuje jakby miział się z popielniczką; w tym momencie główny bohater, czyli ja, to jest alter-ego autora, zaśmiał się z własnego żartu, dlatego pozwala sobie zakończyć zdanie wykrzyknikiem!

Przejdźmy jednak do rzeczy. Z szuflady wyciągnąłem mały, medyczny skalpel. Co za ironia: należał do Marty, a za chwilę posłuży mi do całkowitego zniszczenia jej ciała.

Ściągnąłem z niej bluzkę i rozpiąłem stanik zapinany z przodu. Uwielbiam to cudo, trochę praktyki i można zrywać go zębami, co za ułatwienie dla niepełnosprawnych. Spojrzałem na jej cudowne, młode, jędrne piersi, które teraz nieznacznie opadły i westchnąłem. Przystawiłem ostrze do klatki piersiowej, zrobiłem trzy nacięcia, aż w końcu stanęła przede mną otworem.

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Pod lewą piersią, w miejscu, w którym powinno być serce, znajdowały się dwa. Najpierw przypomniałem sobie, kiedy ostatnio piłem; zbyt dawno, żeby widzieć podwójnie. Z narkotykami eksperymentowałem na studiach ze trzy lata temu, może któryś ma jakieś opóźnione działanie, ale nie, to niemożliwe. Dotknąłem swojej klatki piersiowej i nie czułem bicia. Wszystko stało się jasne. Naprawdę oddałem jej moje serce.

Chwyciłem organ po prawej stronie, bił mi w ręce. Ściągnąłem marynarkę i białą koszulę. Zrobiłem nacięcie podobne do tego u Marty i wsadziłem go do mojego ciała. Zaaklimatyzował się od razu, pompował krew dokładnie tak, jak powinien. Czułem się lepiej niż kiedykolwiek, jakbym dopiero się narodził. Wróciłem do kobiety.

Pod lewym sercem zobaczyłem jakiś biały kształt. Coś jak dziecko w prześcieradle. Chyba chował się przede mną. Kiedy podniosłem organ to „coś” wyfrunęło przez okno. Czyli właśnie znalazłem rzecz, która powinna należeć do mnie, jej duszę.

Zaczyna się zawiązanie akcji. Przez dosłownie chwilę będę chodził po pięknym mieście, którego nazwy nie wymienię, żeby opowieść była bardziej uniwersalna, i szukał jej ducha. Znajdę go dość szybko, ale obiecuję kogoś zabić. Jeśli ktoś uważa, że mu się to nie spodoba, radzę przerwać czytanie.

Jak najszybciej założyłem buty i wybiegłem z mieszkania. Na klatce doszedł mnie zapach moczu wymieszanego z wymiocinami. Sąsiedzi pewnie znowu mieli imprezę. Przypomniałem sobie, że sam nieraz się tak zachowywałem. Starsi musieli mnie nienawidzić.

Wszedłem na ulicę i rozejrzałem się. Dusza właśnie zbliżała się do pewnej brunetki. Nie będę nadawał jej imienia, bo to tylko postać epizodyczna. Kobieta była nieświadoma tego, co za moment miało się stać. Podbiegłem do niej i próbowałem złapać biały kształt niczym irytującą muchę. Niestety, zdążył uciec i podleciał do innego przechodnia. Taka trochę dziwka z tej duszy, choć zwykle mówię w ten sposób tylko o sercu.

Tym razem zatrzymała się przy blondynce, naprawdę pięknej i ubranej w stylu pin-up. Zanim dobiegłem do nieznajomej, duch zdążył już w nią wniknąć. Musiałem coś zrobić, przecież należał do mnie. Zatrzymałem kobietę, łapiąc ją za ramię. Taki już ze mnie mistrz podrywu.

– Cześć – zacząłem.

Spojrzała na mnie jakoś dziwnie, inaczej niż normalny człowiek. Tak samo patrzyła na mnie Marta. Niby martwo, ale jednocześnie chwaląc życie, pożądając mojego ciała w każdej postaci, chcąc czegoś nauczyć i pragnąc dać się zdominować.

– Cześć przystojniaku – powiedziała.

Nie tracąc czasu przysunęła się i delikatnie masowała moje krocze. Po chwili wsadziła mi język w gardło. Wiedziałem, czemu ją zaczepiłem, jednak na chwilę o tym zapomniałem.

– To idziemy do ciebie? – zapytała.

No przecież nie mogliśmy. Na łóżku leżało rozcięte ciało kobiety, a jej dusza właśnie chciała mnie przelecieć.

– Nie mo… – zacząłem.

– Przecież znam twoją tajemnicę. Jestem nią. – Podała mi dłoń, oddałem uścisk.

Objęła mnie i patrzyła błagalnym wzrokiem. Przez moment poczułem strach, miałem wrażenie, że chce wyrządzić mi krzywdę. Na szczęście dość szybko krew przepłynęła mi z głowy do innego organu. Gdyby nie to, w tym momencie pewnie kończyłbym swoją opowieść.

Odsunąłem ją i pocałowałem ponownie. Ruszyliśmy do mnie. Niosło to ze sobą ryzyko zostania martwym, ale było w pewnym stopniu podniecające, a z drugiej strony każdy seks to jakby okruch śmierci, przynajmniej orgazm, podczas którego umysł wyłącza się na ułamek sekundy, powodując ekstazę.

Weszliśmy do pokoju stołowego. Nowa Marta zauważyła ciało leżące na łóżku. Wzruszyła ramionami i położyła się obok, jednocześnie rozbierając i przyciągając mnie do siebie.

Wchodziłem w nią, a było to dość specyficzne uczucie, robić to i wiedzieć, że trup mojej byłej mnie obserwuje.

– Nie bój się! Przecież to ja.

Odwróciłem głowę eks i poczułem się jakoś lepiej. Nagle prawa ręka mojej partnerki powędrowała pod łóżko. Zastanawiałem się po jaką cholerę. Mózg wyłączył się na ten ułamek sekundy, opadłem zmęczony i nagle do mnie dotarło. Skalpel!

Ostrze błysnęło nad moimi plecami i spadło z impetem na dół. Na szczęście zdążyłem się sturlać z nowej Marty, przez co nóż przebił jej pierś. Krwawiła. Dławiła się. Brakowało jej powietrza, ale zadawała sobie coraz więcej ran.

– Widzisz co mi zrobiłeś?! – krzyczała.

Skąd mogłem wiedzieć, że dusza ma nad nami taką moc? Oglądałem show, czekając na zakończenie.

– To przez ciebie! Naśladuj mnie teraz! Też masz umrzeć! – kontynuowała.

W końcu padła, a biała, mała kulka uleciała z niej. Wydawało mi się, że spogląda na mnie. W końcu rzuciłem się na nią. Tym razem nie zdążyła uciec. Przyciskałem ją do piersi i czekałem na kolejny ruch. Próbowała się wyrwać, ale nie pozwoliłem na to.

Właśnie nadchodzi zakończenie. Spróbuję napisać coś, czego się nie spodziewacie. Mianowicie dusza teraz należy do mnie i mogę robić z nią, co zechcę, a jestem w destrukcyjnym nastroju. Tylko czy da się skrzywdzić coś niematerialnego?

Przywiązałem białą kulkę do krzesła, nie mogła się ruszyć. Wydawało się jakby co jakiś czas spoglądała w stronę trupów leżących na łóżku. Ja za to patrzyłem na nią, obgryzając usmażone udko starej Marty. Smakowało dość dobrze, prawie jak kurczak, ale taki bezstresowy, dorastający na fermie wolnowybiegowej.

Po chwili w ręku trzymałem już tylko kość. Podszedłem do duszy i uderzyłem ją w – nazwijmy to – twarz. Nie jęknęła. Wymierzyłem cios trochę niżej. Wciąż cisza. Robiłem to tylko po to, żeby usłyszeć jak piszczy i krzyczy z bólu, ale nie chciała.

Podniosłem z podłogi skalpel i wbiłem w sam środek tego białego czegoś. Przeszło na wylot. Musiałem stać się bardziej twórczy. Wyszedłem z pokoju.

Wróciłem ze składziku z wiertarką elektryczną. Akumulator był pełny, więc energii mi nie zabraknie. Zbliżyłem się, a dusza nawet nie drgnęła. Włączyłem urządzenie. Wiertło przechodziło przez moją ofiarę, lecz ona nic sobie z tego nie robiła.

– Ciekawe jak zareagujesz na to! – krzyknąłem w końcu.

Zabrałem wiertarkę i podszedłem do łóżka.

– Jesteś na to gotowa? – zapytałem i nacisnąłem przycisk.

O to chodziło! Ciało nowej Marty reagowało tak jak powinno. Było już wystarczająco podziurawione, ale i tak krew bryzgała na wszystkie strony, a dzięki wiertłu mieszała się z kawałkami ciała i wyglądało to przecudnie. Szczególnie, gdy taka substancja lądowała na ścianach, na mnie, czy gdziekolwiek.

Kości nie stanowiły problemu. Już po paru sekundach był z nich proszek i mogłem nim doprawiać moje kolejne dania. Czułem się pięknie. Zęby pokrywały kawałki ciała, krwi i innych wnętrzności. Jelito wybuchło od razu, przy lekkim dotknięciu. Trochę śmierdziało, ale nie przeszkadzało mi to.

Przez sentyment starą Martę zostawiłem w spokoju i postanowiłem oszczędzić ją na kolację. Teraz podszedłem do duszy. Wiertarka pojękiwała mi w ręce, a ja uśmiechałem się niczym Herbert West, gdy ożył jego pierwszy trup.

A teraz coś, co musi nastąpić w każdej opowieści. Ściągnięte od starożytnych Greków katharsis, czyli oczyszczenie, które prawie zawsze jest nijakie, często nie wiadomo, dlaczego w ogóle się pojawia i czytelnik wcale go nie chce.

Biała kulka… Ona jakby płakała. Zgięła się wpół i liny wbijały się w jej… nie wiem, brzuch. Słysząc łkanie, skrzywiłem się i odłożyłem narzędzie.

– Co się stało? – zapytałem.

Pamiętałem jak chciała mnie zabić, stosunkowo niedawno, a teraz wyglądało jakbym próbował się z nią zaprzyjaźnić. Zdjąłem jej z głowy kawałek skóry pokrytej krwią.

– Przepraszam… – powiedziałem.

Rozwiązałem liny. Mała, biała kulka rozrosła się do ludzkich rozmiarów, z pleców zaś wystawały jej skrzydła. Wyglądała jak stara Marta… Tylko nie miała prawej nogi, którą zjadłem.

Unosiła się w powietrzu i patrzyła na mnie z politowaniem, na to czym się stałem. Po chwili uśmiechnęła się i wyleciała przez okno. Spoglądałem jak odlatuje ku niebu. To było nasze ostatnie spotkanie, chociaż jej ciało wciąż leżało na łóżko. Postanowiłem zrobić to, co zrobiłby każdy facet.

Rozpiąłem rozporek. Co prawda nie miała tej nogi, ale jakby powiedział pewien reżyser: „Łatwiejszy dostęp”. Położyłem…

Wystarczy. Czas na przesłanie, a dokładniej wyznanie, z którego każdy sam wyciągnie wnioski. Cały tekst powstał, aby przeprosić osobę, która pozwoliła mi wierzyć w anioły, nie dlatego, że wyrosły jej skrzydła, ale ponieważ nie znienawidziła otaczającego ją świata. Przepraszam za całą wyrządzoną krzywdę i za to, że nie mogłem być tym, na kogo zasługiwała, mimo że bardzo chciałem. Mam nadzieję, że teraz jest szczęśliwsza oraz wie, że zawsze będzie miała moje serce obok swojego, a ja nie zechcę go z powrotem i odnosząc się do zakończenia nawet, gdy będzie martwa, wciąż będę ją kochał.

Advertisements
  1. Dobre opko nie jest złe 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: