polskie centrum bizarro

„Rewanż” by Rafał Christ

In Opowiadania on Grudzień 3, 2012 at 6:00 am

Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Tak jak lody waniliowe. Ale nie każdy rewanż niesie ze sobą posmak ulubionych lodów. Oj, nie każdy. Wygląda na to, że w temacie ma coś do powiedzenia Rafał Christ, niebezpieczny pan, którego wszyscy poznaliśmy już więcej niż dobrze dzięki jego zakręconym, bizarrowym tekstom, od których czupryna staje dęba. Lub płoży się po karku. Niepotrzebne skreślić.

Paskud kazał Christa eksploatować. Christ posłusznie eksploatuje swoją głowę. Pora byście Wy, drodzy czytelnicy, dokonali eksploatacji niniejszego postu. Miłej (powiedzmy) lektury!

„Rewanż”

Znowu była przy mnie. Już prawie zapomniałem jak przyjemny jest jej dotyk. A teraz szliśmy ramię w ramię tak jak kiedyś. Wydawało się, że wszystko wróciło do normy.

Justyna wsadziła ręce pod mój płaszcz. Uśmiechnęła się tym uśmiechem, który zawsze działał kojąco. Wiedziałem, że wszystko będzie dobrze, musiało być, skoro ona tego chciała.

Zaczęła grzebać w wewnętrznej kieszeni mojego płaszcza. Miałem świadomość, czego szuka i że nikt nie zwróci na to uwagi. Te bezduszne, beznadziejne, cyniczne i głupie istoty, które tego dnia tłumnie spacerowały po centrum, miały nas gdzieś. Równie dobrze mogliśmy stać tam nadzy, a nikogo by to nie obeszło.

W końcu znalazła metalowy kształt. Czułem jak go wyciąga i przykłada lufą do mojego serca. Wtedy mnie pocałowała. Bardzo namiętnie, a organ, dzięki któremu żyję próbował walczyć z kawałkiem bezdusznego żelastwa.

Językiem pieściła moje podniebienie i pociągnęła za spust. Trochę się odsunąłem. Ona śmiała się i patrzyła na mnie. Przystawiła pistolet do głowy, a te trupy spacerujące dookoła nawet nie mrugnęły okiem.

Obudziły mnie wibracje telefonu. Dziwne; po takiej ilości alkoholu powinienem spać bez względu na wszystko jeszcze przynajmniej kilka godzin.

Usiadłem na skraju łóżka i zwymiotowałem na podłogę. Wtedy zobaczyłem, że nie byłem sam. Kobiecy kształt leżący za mną zaczął głaskać mnie po plecach. Nie wiedziałem jak się nazywała, ani jak trafiliśmy do mojego mieszkania.

– Co się dzieje? – zapytała partnerka.

– Wypierdalaj… – wykrztusiłem.

Zignorowała mój rozkaz. Obróciła się tylko na drugi bok i spała dalej.

Spojrzałem na wyświetlacz, który ostrzegał, że dzwoni Justyna. Dwa miesiące, odkąd mnie zostawiła, nie odzywała się. Ciekawe o co mogło chodzić?

– Halo? – powiedziałem do słuchawki.

– Za trzy godziny… – odpowiedział mi najpiękniejszy znany głos.

– Ale co?

– Tam gdzie zwykle.

– Ale…

– O siódmej. Przy naszym drzewie. Nie bierz ze sobą telefonu.

– Czekaj…

Rozłączyła się.

Moja partnerka nie miała zamiaru opuścić mieszkania, a nie bardzo odpowiadało mi jej towarzystwo. Położyłem się delikatnie obok niej i przystawiłem usta do ucha.

– Wypierdalaj – wyszeptałem.

Zerwała się i usiadła na łóżku.

– Jak ja teraz wrócę?

– Nie interesuje mnie to. Idę pod prysznic, a jak wyjdę ma cię tu nie być.

Trochę chwiejnym krokiem poszedłem do łazienki. Spojrzałem na partnerkę, miała łzy w oczach. Cóż, kiedyś się nauczy, że nie należy tego robić z facetami poznanymi w spelunach.

Nagi wszedłem do kabiny. Odkręciłem ciepłą wodę i pozwoliłem jej zmyć z siebie pot, wstyd i sen. Zrobiło mi się lepiej, niewiele, ale zawsze. Nagle usłyszałem rozbijane szkło. Kobieta musiała się wyładować. Zawsze trafiałem na wariatki, tylko ta jedna, Justyna, była normalna. Jak mogłem to spierdolić?

Pieprząc się z innymi, nie dając znaku życia i pijąc na umór – odpowiedziałem sam sobie. Popełniłem kilka niewybaczalnych błędów. Nie miałem jej za złe, że mnie zostawiła. Rozumiałem. Bolało, dalej boli i pewnie długo jeszcze będzie boleć. Dobrze, że ona jest teraz szczęśliwa.

Z letargu myśli wyrwał mnie trzask drzwi. Moja partnerka w końcu opuściła mieszkanie. Teraz mogłem spokojnie wyjść.

Ze spodni wyciągnąłem Chesterfielda i go odpaliłem. Spojrzałem z nienawiścią w lustro.

– Jesteś debilem – rzuciłem w stronę odbicia i zaciągnąłem się.

Wychodząc z łazienki nadepnąłem na kawałki szkła, które pokryły się czerwoną mazią. Może kiedyś to posprzątam, teraz mi to nie przeszkadzało.

Usiadłem na łóżku, wyciągnąłem zbłąkane pod nim piwo i otworzyłem je. Myślałem o tym, czego może chcieć moja miłość i pociągnąłem łyk ambrozji. Tylko to trzymało mnie przy życiu, chociaż w takim tempie pewnie nie minie miesiąc, a i tak zejdę. Nie mogłem się już doczekać.

Kilka minut po siódmej byłem nad rzeką. Podszedłem do naszego drzewa. Szum wody zamiast uspokajać, denerwował jeszcze bardziej. Pomimo wczesnej pory słońce świeciło pełną siłą.

Ona już tam była. Stała oparta o drzewo. Miała na sobie obcisłe jeansy i czarną koszulkę. Bawiła się włosami, uśmiechając do mnie.

– Wyglądasz ślicznie – powiedziałem.

– A ty jak zawsze.

Miałem na sobie dziurawe spodnie, brudną bluzkę, byłem nieogolony, potrzebowałem fryzjera, a najbardziej zdobił mnie ewidentny kac. To nie mogło robić dobrego wrażenia.

Zauważyłem, że koło drzewa leżą liny.

– Po co to? – zapytałem wskazując na nie.

– Spokojnie. Lubisz dziwne rzeczy, przygotowałam dla ciebie małe przedstawienie.

Ręką przyciągnęła mnie do siebie i oparła o drzewo. Przywiązała mnie do niego, a ja nie miałem siły oponować. Nie mogłem się ruszyć i ona dobrze o tym wiedziała.

Stanęła przede mną i rozebrała się powoli. Podeszła bliżej i uklękła. Wsadziła swoją pierś w moją dłoń i poruszała nią.

– Podoba ci się? – zapytała.

Nie czekając na odpowiedź dotknęła mojego krocza, poznała prawdę. Byłem napalony i nie mogłem tego ukryć. Tak bardzo brakowało mi jej bliskości.

Nagle przestała i odeszła kawałek. Z leżącej na ubraniach torebki wyciągnęła dużą igłę. Podeszła do mnie i zaczęła gładzić nią po policzku. Bałem się tego, co mogło się stać.

– Pamiętasz – zaczęła. – Jak pierwszy raz się przy mnie upiłeś?

– Tak…

– Trzymałam ci głowę, żebyś nie zadławił się własnymi rzygami. Gdy skończyłeś poszedłeś pić dalej i dobierałeś się do mojej koleżanki. – Nacisk igły nieco się zwiększył. – To bolało… Bardzo bolało… Lubiłeś mnie męczyć, prawda? To ci się spodoba.

Zabrała narzędzie z mojej twarzy. Wsadziła rękę do kieszeni spodni, w których byłem i wyciągnęła zapalniczkę. Przypalała metal, patrząc na mnie.

– Gwarantuję, że ci się spodoba – obiecała.

Uśmiechnęła się delikatnie i przebiła sobie nos. Igła przeszła przez cały organ. Musiało boleć, ale ona nawet nie jęknęła. Zamiast grymasu agonii, na jej twarzy zagościł uśmiech. Po chwili śmiała się jak opętana.

– Nie! Przestań. Rozwiąż mnie! – krzyknąłem.

Podeszła do mnie i pocałowała namiętnie. Czułem jak metal wystający z jej nosa dotyka mojej twarzy. Wszystko było bezduszne, a jednocześnie w jakiś dziwny sposób podniecające.

Po chwili skończyła i odsunęła się podśpiewując. Wydawało się nawet, że tańczy ze szczęścia, brakowało jedynie podskoku.

– Fajnie wtedy było… Ale później było jeszcze fajniej – powiedziała.

Podeszła do torebki i wyciągnęła dwie, podobnej wielkości igły.

– Gdy moja koleżanka ci odmówiła, poszliśmy do łazienki. Bawiłeś się mną, a mi się to podobało. Pieprzyliśmy się wtedy jak króliki. Pieściłeś moje cycki…

Wtedy dotknęła swojej lewej piersi. Delikatnie ją masowała, a w moich spodniach robiło się coraz twardziej. Podniosła ją i chwyciła sutka zębami. Patrzyła na mnie uśmiechając się, aż w końcu odchyliła głowę do tyłu i przebiła czerwoną kropkę igłą.

Znowu żadnego okrzyku bólu. Jedynie ten opętańczy śmiech. Wydawało się, jakby to lubiła. Coś kazało mi nie odrywać od niej wzroku. Pomimo całej brutalności sytuacji, wciąż mnie podniecała.

Podniosła drugą igłę, która zalśniła w słońcu. Domyślałem się, co nastąpi. Podeszła bliżej. Przystawiła ostry koniec pod mój podbródek.

– Podobała ci się zabawa mną? – zapytała.

– Nie…

– No nie kłam… Powiedz…

– Rozwiąż mnie!

– Nie… Powiedz…

– Rozwiąż mnie i skończ tę masakrę!

– Jaką masakrę? Przecież lubisz takie rzeczy.

Wtedy przycisnęła igłę, a ja poczułem jak spływa po niej kropla krwi.

– Proszę… Rozwiąż mnie i wróćmy do domu! – poprosiłem.

– Nic z tego. Jeszcze nie skończyłam.

Zabrała narzędzie i oblizała. Teraz podniosła prawą pierś, a zębami chwyciła sutek. Zamknąłem oczy, podeszła bliżej i uderzyła mnie w twarz.

– Masz patrzeć! – krzyknęła.

Musiałem jej posłuchać, coś mi kazało.

Z prawą piersią zrobiła to samo co z lewą. Wszystko było bardzo nierealne.

Zbliżyła się i uklękła. Possała chwilę mojego palca, po czym wsadziła cycek w moją dłoń. Poruszała nim na różne strony, udając, że go pieszczę. Odwróciłem wzrok, ale ona już nie potrzebowała, żebym na nią patrzył. Jęczała z rozkoszy, a ja czułem ostrą igłę w ręce.

W jakiś sposób było to podniecające. Nie przestawała, najwyraźniej chciała dojść. Poruszała piersią coraz szybciej, aż w końcu nagle przestała i wstała.

Wyciągnęła nóż z torebki.

– Obiecałeś, że to się nie powtórzy… Ja ci uwierzyłam. Dałam ci palca, a ty odgryzłeś całą rękę.

Podeszła do mnie i ponownie wymierzyła policzek.

– Tak się nie robi. Ssie się palca, dopóki nie zacznie krwawić!

Wsadziła palec wskazujący w moje usta i szybkim ruchem ucięła go. Dłonią zatkała, żebym przypadkiem nie wypluł. Niestety, kac zrobił swoje. Zwymiotowałem, gdy tylko się odsunęła.

Podeszła do wymiocin i wyciągnęła część swojego ciała. Otrzepała ją z mojej żółci i wsadziła do kieszeni.

– To żebyś nie zapomniał – wyjaśniła.

Odwróciła się do mnie tyłem i ostentacyjnie nachyliła do torebki. Pogrzebała w niej trochę, aż w końcu wyciągnęła kombinerki. Znowu do mnie wróciła.

– A gdy już palec przestanie krwawić… – mówiła. – Zabierasz się za drugi!

Wsadziła środkowy palec w żelazną część narzędzia i nacisnęła na rączki z całej siły. Usłyszałem trzask kości. Zacząłem się szarpać.

– Przestań! Rozwiąż mnie! – krzyczałem.

– Nie…

– Czemu to robisz?

– Ból, który mi zadawałeś, był gorszy…

– Nie!

– A już wiem, co ci się nie podoba. Zapomniałam. Przecież jesteś egoistą. Za mało mówimy o tobie. Już to zmieniam, zajmę się tobą.

Odrzuciła kombinerki. Podeszła do mnie i przystawiła usta do ucha. Rozpięła i osunęła na ziemię moje spodnie.

– Zawsze to lubiłeś. Spodoba ci się – wyszeptała.

Uklękła i wzięła penisa w usta. Momentami jęczałem z rozkoszy. Robiłem to wbrew sobie, ale nie mogłem się powstrzymać. Tak bardzo mi tego brakowało.

Po chwili wstała i chwyciła członka w ręce.

– Podoba ci się? Już lepiej? – zapytała.

– Nie…

Złapała mnie za twarz i przysunęła do siebie. Poruszała dłonią coraz szybciej. Czuła, że niedługo dojdę, więc zaczęła mnie całować. W końcu skończyłem. Odsunęła się.

– No nareszcie! Możemy wrócić, do tego, co było?

– Wypuść mnie! – błagałem.

– Nie no… Przecież byłeś wniebowzięty.

– Nie…

– Nie kłam… Za długo mnie okłamywałeś. A teraz powiedz mi… Było ci z nią lepiej?

– Nie…

– Gdyby nie było, to byś mnie nie zdradzał.

Schyliła się i podciągnęła moje spodnie.

– Wiesz jak się czułam, gdy was nakryłam? – kontynuowała. – A nie wydaje mi się, żeby to był pierwszy raz. Już i tak z nami koniec, więc możesz się przyznać. Ile ich było?

– Tylko ta jedna…

– No proszę cię… Szanuj mnie chociaż teraz! Ile?

– Pięć…

– No ładnie… Super. Moja cipka była taka zła?

– Nie… Kocham cię…

– Za późno.

Wyciągnęła z torebki żyletkę.

– Nie rób tego!

– Nawet nie wiesz jakie mam zamiary…

Położyła się przede mną i rozchyliła nogi. Chwyciła za łechtaczkę i trochę pociągnęła. Zamknąłem oczy.

– Nie! – krzyknąłem.

Podejrzewałem, co robiła. Słyszałem tylko śmiech. Zupełnie jakby nic nie czuła.

– I jak ci się podoba? – zapytała.

Nie mogłem otworzyć oczu. Bałem się. Podeszła i podniosła moją głowę. Przytknęła połamany palec do mojego nosa.

– Już po wszystkim.

Z trudem i ze strachem otworzyłem oczy. Z krocza kapała jej krew. Nie mogłem uwierzyć w to, co sobie zrobiła.

– A pamiętasz jak raz wyszedłeś i obiecałeś, że zadzwonisz za dziesięć minut? – podniosła z ziemi nóż.

– Nie…

– Oj pamiętasz… Poszedłeś pić. Bawiłeś się jak nigdy.

– Nie!

Oblizała ostrze i podeszła przykładając je do mojego brzucha.

– Pamiętasz? Przyznaj się!

– Tak…

– Nie zadzwoniłeś. Czekałam jak głupia. Całą noc płakałam i patrzyłam na telefon licząc, że w końcu zadzwoni. Ale nie… A ty… – nacisk noża się zwiększył. – A ty nawet nie raczyłeś napisać smsa.

– Przestań.

– Spokojnie. Tobie nic nie grozi.

Nie bardzo mnie to uspokoiło. Bałem się o nią.

– Płakałam. Na drugi dzień to zignorowałeś. Nawet nie chciałeś o tym rozmawiać…

– Przepraszam… Nie wiedziałem, że to aż tak…

– Przecież ci powiedziałam! Wprost! Minął tydzień, a ty zrobiłeś to samo. Tylko wtedy nie było z tobą kontaktu przez dwa dni.

– Przepraszam…

– Gówno warte twoje „przepraszam”! Ciągle to samo! A ja wciąż miałam nadzieję, że będzie lepiej. Powiedz mi, która była najlepsza?

– Nie…

Znowu zwiększyła nacisk noża.

– Mów!

– Żadna ci nie dorównała.

– To czemu do nich wracałeś? Poprawka. Wracałeś przecież do mnie, gdy któraś nie chciała ci dać. Dobrze się bawiłeś, gdy ja płakałam?

– Nie…

– Nie kłam! Kurwa, proszę cię!

Przystawiła nóż do mojej szyi i znowu pocałowała. Najbardziej namiętny dotyk, złożony na ustach, jaki kiedykolwiek czułem.

– Przepraszam… – powtórzyłem.

– Byłam twoją zabawką. Powinieneś mnie oznaczyć! Służyłam ci tylko do pieprzenia, a czasami raczyłeś porozmawiać!

– To nie tak…

Wbiła nóż płytko w swój brzuch.

– Więc jak?

Zaczęła coś kreślić. Nie mogłem patrzeć. Krew spływała i kapała na ziemię, a ona tylko się uśmiechała. Nie miała zamiaru przestać, wiedziałem to, bo słyszałem jej opętańczy śmiech. Brzmiał coraz głośniej. Mogłem sobie tylko wyobrażać, jaki ból próbuje ukryć. Te zgrzyty były najgorszym, co w życiu słyszałem. Chciałem ją jakoś powstrzymać, ale nie byłem nawet w stanie otworzyć oczu.

Po kilku minutach poczułem dotyk na policzku.

– Spójrz… – wyszeptała.

Otworzyłem oczy. Na brzuchu miała wyryty i zakrwawiony napis: „Rżnij mnie”.

– Tak się czułam, gdy byliśmy razem. Miło, prawda?

– Przepraszam… – płakałem.

– Oj przestań. Wylałam łez za nas oboje! Daruj sobie.

– Ale bywało też dobrze… – powiedziałem, dławiąc się łzami.

– Tak… Owszem… Na początku… Później spierdoliłeś wszystko.

– Ja się naprawdę starałem…

– Masz rację… Może to moja wina…

– Nie…

– Teraz wiesz jak się czułam…

Podeszła do mnie i nożem przecięła linę. Gdy się uwolniłem, najpierw zabrałem jej ostrze.

– Czemu to zrobiłaś?

– Nie docierały do ciebie słowa…

Upuściłem nóż i wciąż płacząc przytuliłem ją do siebie.

– Przepraszam… – wyszeptałem jej do ucha. – Zależało mi na tobie… Dalej zależy. Nie chcę, żebyś się raniła.

– Ja nie chciałam być krzywdzona.

– Ubierz się…

– Nie… Nie ma sensu.

Odsunąłem się i zapaliłem papierosa.

– Poczęstujesz mnie? – zapytała.

– Przecież nie palisz…

– Teraz to bez znaczenia.

Dałem jej jednego i odpaliłem. Zaciągnęła się.

– Chodź za mną – powiedziała.

Ruszyliśmy ścieżką. Przeszliśmy kilkanaście metrów, a za zakrętem stał snop siana. Podbiegła i skoczyła na niego. Podszedłem spokojnie i położyłem się obok. Paliliśmy i patrzyliśmy w niebo. Chmury delikatnie przesuwały się po niebieskim tle.

– Naprawdę… Bywało dobrze… – powtórzyłem.

– Masz rację. Gdy nie piłeś, było cudownie.

– No właśnie.

– Miałeś wyobraźnię. Dużo pisałeś… Podobało mi się to. W końcu jednak zacząłeś spuszczać wszystko w kiblu.

– Trzeba było dać mi w mordę.

– Chciałam, ale nie potrafiłam. Myślałam, że sam się opamiętasz.

– Ale widzisz… Wciąż nam się dobrze rozmawia. Nie powinnaś tego robić.

– Rozmawia się normalnie. Bywało lepiej, częściej jednak gorzej. Nie mogłam znieść tego, co robiłeś.

– Wiem…

– Wybrałam siebie… W końcu okazało się, że tak się nie da, że żaden facet nie jest w stanie ci dorównać.

– Więc czemu nie chciałaś do mnie wrócić?

– Chciałam, ale wiedziałam, że będzie tak samo.

Odwróciła się na chwilę. Nie miała już papierosa w dłoni, lecz jakoś nie zwróciłem wtedy na to uwagi. Rozmowa była ważniejsza.

Strzeliłem niedopałkiem przed siebie i odpaliłem następnego. Wciąż byłem roztrzęsiony.

– A pamiętasz na początku? Jak śmialiśmy się z innych par? – zapytałem.

– Tak… Wierzyliśmy, że nigdy tacy nie będziemy.

– I nie byliśmy…

– A jak skończyliśmy?

Wtedy pojawił się jej śmiech. Znowu opętańczy do granic. Zastanawiałem się, co kombinuje i poczułem dym. Siano powoli zaczynało się palić, widać było płomień.

Zerwałem się i podniosłem ją ze snopka. Wyrywała się. Ciągnąłem do tyłu.

– Chodź! – krzyknąłem.

– Nie! To koniec!

– Przestań! Możemy to naprawić.

Siano płonęło, ogień robił się coraz większy.

Chwyciła mnie za głowę, przyciągnęła do siebie i pocałowała. Gdy skończyła kopnęła w brzuch, a ja odsunąłem się o kilka metrów. Wbiegła w ogień.

– Stój i patrz jak płonę! – zdążyła krzyknąć.

A ja tak zrobiłem. Nie odważyłem się wejść za nią. Widziałem tylko jak płonie i stałem tam sparaliżowany. To naprawdę był koniec. Usłyszałem syreny i postanowiłem uciekać.

Biegłem, dopóki nie zatrzymałem się przy swojej klatce. Gdy wszedłem na piętro, ściągnąłem buty i skarpetki i otworzyłem drzwi.

Mocno nadepnąłem na szkło. Ruszyłem w stronę pokoju, zbierając to, co leżało dookoła.

Stopy krwawiły coraz mocniej.

Wreszcie stanąłem nad łóżkiem i rozsypałem na nim resztki moich naczyń, które przed chwilą tak pieczołowicie podnosiłem. Wróciłem do przedpokoju po jeszcze trochę. Gdy już całe było w szkle, zdecydowanym ruchem położyłem się na nim. Czułem jak ostre krawędzie wbijają się w moje ciało.

Skoro tak bardzo polubiła ból, to ja też mogę. Ona wytrzymała, ja też dam radę. Uważała, że na to zasługuje… Ja zasługuję dużo bardziej.

Robiło mi się ciemno przed oczami. Miałem coraz mniej krwi, ale nie przejmowałem się tym. Śmiałem się tylko coraz głośniej.

Advertisements
  1. Romantyczne 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: