polskie centrum bizarro

„Testimonium” wylądowało!!!

In Książka, Patronat on Styczeń 25, 2013 at 6:00 am

Testimonium coverKto wyczekiwał kompilacji wykręconego science fiction prosto z pieca kreatywnego należącego do niejakiego Jana Maszczyszyna? Mamy nadzieję, że wszyscy… a jak nie, to strzeżcie się, bo jak pokracznemu Paskudowi się uwidzi, to może zweryfikować wasz entuzjazm z iście ubeckim zapałem. Metody też może mieć podobne, w końcu chowaliśmy go tylko na surowym mięsie, drinkach na bazie denaturatu i tanim porno! Po takich przeżyciach sadyzm to naturalny modus operandi…

Ale tak serio serio – nikogo nie trzeba szantażować. Proza Jana broni się sama, a czasem nawet atakuje pierwsza.

Przekonać się o tym możecie już od dziś, bo antologia właśnie – czyli 25.01 – pojawiła się w obiegu komercyjnym. Czyli, że kupić ją można. A nawet trzeba. Na pewno nabędziecie ją w księgarni Warszawskiej Firmy Wydawniczej lub też w punktach rozprowadzania literatury wymienionych TU. Wydobyć pieniądz z portfeli naprawdę warto. Zwłaszcza jeżeli lubicie dziwaczne wojaże po surrealistycznych galaktykach wyobraźni (ładnie powiedziane, co nie?) Poza tym pranie mózgu z rana jak śmietana, a ta książka pierze lepiej niż zwyczajny proszek… okej, załącza się bełkot, więc zostawimy was z czymś zgoła bardziej interesującym. Czyli z drugim fragmentem Testimonium!

h

Nieboski Księżyc (fragment)

by Jan Maszczyszyn

h

3.

h

– Ta dziwka miała to coś rozciągnięte na pół dupy – powiedział z głęboką nienawiścią Tom. Przypomniał sobie ten wielki, przytłaczający organ rodny. Tkwił w tej kobiecie jak kleszcz, jak rozlany robak psujący ciało. Wyżerający mózg macierzyństwem, bolesny jak comiesięczny cierń. Odchrząknął i dodał po chwili: – A teraz zobacz! Dziurka jak guziczek.

Ojciec Tom mówił do Nedo, który stał tuż obok otwartych drzwi rzężącej maszyny. Inne maszyny stały w długim rzędzie wzdłuż odrapanej ściany. Tylko dwie działały. Całe pomieszczenie przypominało laboratorium średniowiecznego alchemika. Na domiar złego śmierdziało gotowaną cebulą.

– Guziczek… Dobre sobie – mruczał przez chwilę do siebie Tom.

Słowa nie miały sensu. Raczej wygrywały melodię, hipnotyzowały spokojną barwą głosu. Dziewczynka nie poruszyła się nawet na cal. Tkwiła o krok od drzwi maszyny. Właśnie z niej wyszła. Wyglądała jak duża, plastikowa lalka.

Na sam widok Tom rozpiął guziki tuż przy koloratce. To kurewstwo niemiłosiernie uciskało na Księżycu. Nie przypominał sobie, żeby miał z tym jakiekolwiek problemy na Ziemi. Tutaj nawet ubranie płatało figle. Zresztą sama robota to marsz na krawędzi ryzyka. Liczyła się nie tylko wybitna zdolność biologiczna organizmu, ale również zwykłe doświadczenie, którego ciągle było mało. Tom miał wyjątkowo wypacykowane paznokcie. Palce wydawały się woskowo białe. Oślepiające światło nadbiegające od strony małego piecyka elektrycznego robiło je niemal przeźroczystymi, jakby mistrz ukształtował je w materii bursztynu i tylko przypadkiem zatknął w nich siateczki żył. Te dłonie były niezwykle ważne. Delikatnie gładziły nagie ciało dziewczynki. Kto mógłby sobie pozwolić na więcej czułości niż osoba duchowna? Kto bardziej potrafił docenić czystość, niewinność i doskonałą ufność serca tej

ludzkiej istoty? Biednej, nieświadomej swego położenia i wynikających z tego zagrożeń. Dotknął jej. Malutkie sutki, będące zawiązkiem przyszłych piersi, ich przyszłych brudnych intencji, zachęcających, bujnych wezwań, rozigranych stwardnień wielkiego sutka. Jakże cudownie czyste są teraz.

– I co nią zrobisz? – zapytał Nedo. Z tonu jego głosu wypełzło szyderstwo.

– Będzie żyła w czystości do końca życia.

Tom patrzył pogodnie. Ten młody człowiek miał niezwykłą misję, a zachowywał się jak pospolity cham. Przyprowadzili go tu rano i od tego czasu bez przerwy się kłócił. Teraz opadał już z sił. Miał wrażliwość i delikatność ukrytą pod przybraną maską ironii. Wykazał się wyjątkowym poświęceniem i wszyscy skrycie go za to podziwiali.

– To znaczy, że pozostanie małą dziewczynką? – pytał Nedo.

– Regograf jest pewnego rodzaju maszyną czasu pozwalającą organizmowi na przejście do wcześniejszej fazy rozwojowej. Osobowość, zapis pamięci pozostają bez zmian. Tak, aby pacjent mógł zdać sobie sprawę z własnych błędów i tym sposobem żałować za swój grzech. To jedyna droga do przebaczenia.

– Powiedziałeś „pacjent”? Ale pomimo że dokonałeś tego cudu, nie jesteś w swej pracy pewny sukcesu? Nie wiesz, czy autentycznie Bóg będzie przekonany o jej czystości.

– Tylko On wie wszystko.

– To jaki jest cel logiczny twojej pracy, skoro on wie wszystko, w czym ty go wyręczasz?

– Pomagam tym biednym istotom znaleźć się bliżej celu. Ona umrze za jakieś osiemdziesiąt lat, ale nigdy się nie zestarzeje. Pozostanie na etapie piaskownicy.

– Ty chcesz wyleczyć cielesność? Nie dopuścić do progu seksualności? Czy tak?

– Tak. Ten okres budzi w człowieku prymitywne instynkty i niezaspokojone żądze. Wtedy czuje się najbardziej nieszczęśliwy i zagubiony. Dokładnie taki jak ty. – Tom potrząsnął głową. – Ale przerwijmy to wreszcie! – powiedział rozeźlony. – Wiesz, kto jest po tak zwanej ciemnej stronie Księżyca? – Patrzył przenikliwie. – Tam są ślepi, którzy na nowo widzą, głusi, którzy na powrót słyszą. I ci bez nóg, których niosą naturalne skrzydła. I jeszcze tacy, których zżarł rak, a odbudował implant. Dlaczego mam się przejmować kilkoma malkontentami, kiedy miliony dają mi powód do dumy z mocy Ojca? Dlaczego nie mam pozostawić w sejsmicznym piekle na Ziemi tych, którzy uparcie nie dają się ratować?

Nedo milczał wściekły. Przecież żądał tylko prawa wyboru dla siebie i dla niej.

– A wiesz, kogo mam w drugiej maszynie? – powiedział z zabawną nutką w głosie ojciec Tom. – Twoją Sammy! Ledwo się zmieściła z tymi obrzydliwymi cyckami.

Nie! Tego było za wiele. Nedo rozejrzał się dookoła. Szukał. Najlepiej ostrego pogrzebacza. Mogło być cokolwiek. Nóż, butelka, sznur. Na stole leżał stary rewolwer. Bębenek ledwo się trzymał. Zdawało się, że cały mechanizm się rozleci, jak tylko go weźmie do ręki. Ale wyglądał kusząco na metalowym blacie i wydawało się, że był tu umieszczony celowo. Ten ktoś chciał, żeby pokusił się na sięgnięcie po środki ostateczne. Żeby zbrudził duszę zbrodnią

i splamił czystość uczucia krwią.

– Nie wierzę. – Chciał go tylko sprawdzić.

– A pamiętasz te ordynarne majtki z różowym pomponem?

Ojciec Tom przycisnął czerwony guzik startu. Maszyna zarzęziła okropnie. Ona też potrzebowała zaistnienia cudu w kilku punktach całego procesu. Wkrótce z przenikliwym piskiem otworzyły się żeliwne drzwi i w skomplikowanym boku urządzenia pojawiła się Sammy. Naga i przestraszona przytuliła się do nogi Toma.

– No i zobacz, jak się poprawiła. Te ohydne stringi leżą już nikomu niepotrzebne na podłodze.

Nedo porwał leżący rewolwer. Wiedział, że broń może być nienabita, popsuta, zatkana nawet regolitem po sam wylot zimnej lufy. Ale on też mógł dokonać cudu. Wydał na to wszystkie oszczędności. Odsłonił nonszalancko brzuch, tak, aby Czarny mógł dobrze się napatrzyć na wystający z lewego boku cudowny implant strzelca. Kula uderzyła ojca Toma w piersi i powaliła jak cios młotem. Sammy, krzycząc i płacząc na przemian, podbiegła i uchwyciła się kolan Nedo. Teraz już oboje zanosili się szlochem. Druga dziewczynka z piskiem uciekła pod stół.

h

***

h

Księżycowi księża odnowią cię duchowo poprzez radykalną odnowę cielesną? Tylko Jan Maszczyszyn mógł na to wpaść. Jeżeli zafascynował cię ten fragment i chcesz poznać więcej wynaturzonych przyszłości, to z kolei wpadnięcie do księgarni byłoby wskazane. Znak jakości niedobrych literek mówi sam za siebie :D. A my na pewno jeszcze wrócimy do Testimonium, także wypatrujcie następnych wejść.

h
Reklamy
  1. Są teksty (tu mam na myśli te „chore”) które czytam tylko dla samego pomysłu, przymykając oko na „toporny warsztat”(patrz. Roland – a jakże Topor:), są pozycje (tu ogólnie), którymi delektuję się tylko pod względem piękna i „poetyckości” języka (choćby twórczość Andrzeja Stasiuka), lecz gdy natykam się literaturę, która łączy warsztat literacki z najwyższej półki, równocześnie siejąc terror wśród moich biednych szarych komórek pomysłami tak pokręconymi, że czuję się jak uboczny produkt przemiany materii umysłu szaleńca, to jestem w siódmym niebie.
    Niewątpliwie właśnie takiego „spełnienia” można oczekiwać po tej pozycji.
    Nazwisko Maszczyszyn na pewno znajdzie sobie miejsce w elitarnej loży na mojej półce z książkami, obok nie tyle mistrzów pokręconej prozy „znanej i lubianej”, co odkrytych niedawno przeze mnie talentów aspirujących do tego miana. Do Kaina, Czartoryskiego i Kyrcza jr dostawiam Jana Maszczyszyna. (Wszystkich geniuszy pióra pominiętych, a czujących się niedocenianymi przepraszam. Nie daliście mi się jeszcze odkryć:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: