polskie centrum bizarro

„Pewien Apacz i smok” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Styczeń 29, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtSmoki to najbardziej lansiarskie z gadów, każdy to powie. Kolorowe łuski, ekstra płomienie wydobywające się z paszczy, nietoperze skrzydełka i rogate łby. Image mają co najmniej czadowy. W tradycji europejskiej (bowiem np. w Chinach smoki są raczej pod ochroną) przyjęło się, że szczytem lansu jest z kolei ubicie takiego potwora. Rycerz, któremu udało się zapisać na swoje konto taki wyczyn, mógł liczyć na sławę wiekuistą, bogactwo i dobre napitki oraz cnotę każdej (do tej pory cnej) dziewicy w promieniu paruset mil.

Pewnie dlatego smoków już nie ma.

Za dużo smoków nie znajdziecie też, wbrew tytułowi, w najnowszym literackim dokonaniu Darka Kuchniaka. Lecz na pewno wystąpi w nim powracający regularnie jak kac po sobotniej nocy Pewien Apacz. Który z właściwym sobie wdziękiem i unikalną inteligencją zabierze się za… zemstę. A jak Indianin się mści, to nie ma zmiłuj! Łatwo paść (chociaż przeważnie ze śmiechu).

h

Pewien Apacz i smok

h

W jeden z tych pięknych, letnich poranków, kiedy promieniowanie UV ma najwyższą wartość, Pewien Apacz na kamieniu siadł i napiął łuk. Jego kołczan był jednak pusty i czynność ta zdawała się nie mieć sensu. Tylko pozornie. Indianin przekazywał swojemu wiernemu łukowi negatywne napięcie, jakie nagromadziło się w jego ciele przez cały, poprzedni dzień. Trwało to, co prawda, bardzo krótko, ale było niezwykle efektywne. Czerwonoskóry poczuł błogi spokój rozlewający się po całym organizmie. Nagle zauważył dwóch mężczyzn w czarnym BMW, robiących mu zdjęcia. Gdy zorientowali się, że ich zobaczył, zakryli twarze i ruszyli z piskiem opon oraz panienek, które mieli ze sobą, w nieokreśloną dal. Indianin opisał szczegółowo zdarzenie w notatce, którą przekazał swemu bezpośredniemu przełożonemu, czyli wodzowi plemienia. Pominął tylko dal, gdyż w tak zwanym międzyczasie stopień jej określenia nie uległ zmianie.
Wódz zwołał natychmiast zebranie starszyzny. Notatka Pewnego Apacza nie mogła pozostać bez odpowiedzi.
– Synu swojej matki i kilku jej niezawodnych przyjaciół, zebraliśmy się tu, aby przeanalizować twoją notatkę. – Twarz starego wojownika obdarta była z jakichkolwiek emocji. Niestety skutkiem tego straciła dużo na atrakcyjności.
– Dziękuję wodzu. – W jego głosie czuć było ulgę, ale i dobrze przedestylowaną whisky.
– Co cię szczególnie zaniepokoiło? – zapytał wódz, podekscytowany wyziewami pochodzącymi z otworu gębowego rozmówcy.
– Kolor samochodu – odparł niespodziewanie Pewien Apacz.
– Niezbyt twarzowy?
– W tym rzecz.
– Mimo tego, że czarny wyszczupla?
– Pewnie dlatego ci ludzie mieli wszystko szczupłe.
– To znaczy?
– Przede wszystkim szczupły budżet. To BMW miało z piętnaście lat. Aparat nie posiadał optycznego zoomu, preselekcji przysłony, a liczba pikseli była niska niczym zarobki animatora kultury w województwie świętokrzyskim.
– To obraza dla wojownika.
– Rzekłeś.
– Podążysz drogą zemsty?
– Jutro wyruszam na wojenną ścieżkę.
– Rada starszych aprobuje twoją decyzję.
– Dziękuję wam światli mężowie. Idę pożegnać się z żoną. Permanentny Stres O Piątej Rano nie lubi kiedy odchodzę bez słowa.
Pewien Apacz udał się bez zwłoki do swojego wigwamu. Na jego progu czekała małżonka.
– Jesteś wreszcie! – Dobiegł go jej głos.
– Oczywiście, moje ty sto siedem kilo seksualnej frustracji.
– Miałeś mnie tak nie nazywać.
– Wyczuwam w twoim głosie agresję.
– Nie wyczułbyś agresji nawet gdyby usiadła ci na głowie i spenetrowała mózg za pomocą wieży wiertniczej.
– Nie traktuj mnie w ten sposób! To wbrew obowiązującym standardom w partnerskim związku.
– Stałeś się nagle odważny i elokwentny. Pewnie znowu przedawkowałeś siedzenie na kamieniu.
– Niedługo wszystko się zmieni!
– Cała jestem w strachu.
– Nie przytulamy się do siebie. W naszym związku nie ma już czułości. Jesteś taka cyniczna. Czy ty mnie jeszcze kochasz?
– Przestań gadać jak baba. Przypominam ci, że mamy zadanie do wykonania. Weź się w garść człowieku! Ściągaj mokasyny! Robimy dzisiaj dzidziusia. Nie chcesz chyba, żebym powiedziała twoim kumplom, że twój ojciec zdefraudował pieniądze przeznaczone na pióropusze.
– Tego bym nie przeżył.
– Czytałam w fachowym piśmie kobiecym, że niewykorzystane erekcje się mszczą. Musisz więc stanąć teraz na wysokości zadania. W całym tego słowa znaczeniu.
Pewien Apacz kochał swoją żonę. Potraktował więc jej prośbę bardzo poważnie. Upłynąć musiało dużo czasu, zanim udał się w pogoń za osobnikami z czarnego BMW. Czerwonoskóry należał jednak do najlepszych i najbardziej wytrwałych tropicieli w swoim plemieniu. Po miesiącu dotarł do Starogrodu. Miasta, gdzie zło i występek panowały niepodzielnie – jak seriale pani Łepkowskiej w TVP.
– Ty amatorze cudzych sutków! Mateczniku nieudanych erekcji! Fanie Daniel Steel!
Indianin, zaciekawiony, podążył w kierunku źródła wrzasków. Na placu miasteczka, pod szerokim, pomalowanym na różowo domem zebrała się duża grupa gapiów. Na, ukwieconym tarasie, tuż pod spadzistym okapem dachu, stała piękna, czarnowłosa kobieta w kreacji od Gianni’ego Versace i wygrażała pięścią komuś stojącemu w tłumie. Robiła to z dużą wprawą. Widać było, iż ma na tym polu niemałe doświadczenie i osiągnięcia.
– Kim jest ta lalunia? – Pewien Apacz zapytał najbliższego z gapiów.
– To Salma Pajek.
– Nie znam. Opowiedz mi o niej.
– Urodziła się w Rzepinie w województwie wielkopolskim. Debiutowała w telewizyjnym serialu „N jak nadnercze”, natomiast sławę i popularność przyniosła jej tytułowa rola w „telenoweli” zatytułowanej „Chata wuja znów się buja”. Za obie role otrzymała nagrody telewizji niepublicznej. U szczytu kariery w Polsce przeniosła się do Los Angeles, gdzie przez półtora roku doskonaliła swój angielski oraz przechodziła standardowe operacje plastyczne z wymianą twarzy włącznie. Jej pierwszy film na jankeskiej ziemi nosił tytuł „My Crazy Cake”. Następnie wystąpiła w nagrodzonym na festiwalu w Maskacie (Oman) obrazie pt.”Lord Vader Comeback” oraz serialach „Rhinoceros Street, South of Main” (pilot) i „Strażak Sam robi bam”. Dzięki współpracy z Robertem Chudym stała się gwiazdą pierwszej wielkości. Sukces przyniósł jej thriller w jego reżyserii, „Kawa nosi ślady przeżucia”, wystąpiła również w „Czterech pokojach, kuchni i naprawdę małym wejściu na strych” (nowela Roberta Chudego), „Gdzie są nasze kleje do protez zębowych?” (reżyseria Robert Chudy, scenariusz Jerzy Krzak), „Stringi na Giewoncie”, „Zrugać czy kupić bilet na PKS?”, „My, wy, oni i trochę stryjek Gienek”, „Co mi po dupie, gdy nie ma gdzie usiąść?”, „Wszyscy jesteśmy emulgatorami”, „Ekstrakcji” (głośnym horrorze dentystycznym), „Pail of Fools”. To tyle.
– Musi wystarczyć – odparł sarkastycznie wojownik.
Nagle jego uwagę przykuło kolejne źródło hałasu.
– Proszę cię, Salmo! – krzyknął mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze rodzimej firmy. – Nie wywołuj skandalu! Załatwmy to jak ludzie cywilizowani!
–  Męska, szowinistyczna bździno! Mateczniku nieudanych erekcji! Precz z mego życia! – wrzasnęła zmysłowa piękność i skryła się w głębi domu.
– Hej, Hiacynt – zawołał Indianin, idąc w kierunku osobnika w nienagannie skrojonym garniturze.
– Co się dzieje?
– Ciągle to samo – rzekł młodzian ze smutnym wyrazem twarzy. – Witaj, Pewny Apaczu. Człowiek urabia się po łokcie. Nie dosypia. Nie ma czasu na włożenie bielizny. Ale wystarczy jedna noc spędzona poza domem i straszna tragedia.
– Ładna była przynajmniej? – zapytał Pewien Apacz.
– Kto?
– Ta z którą spałeś.
– Żadne takie. Byłem w skateparku.
– Zdradziłeś ją z deskorolką?!
– Jesteś stuknięty.
– Co teraz? Będziesz ją błagał o przebaczenie?
– Prędzej wydepiluję niedźwiedzia. – Skrzywił się Hiacynt. – Nie wrócę do kobiety, która
uważa mnie za swoją wyłączną własność.
– Tylko, która kobieta nie uważa mężczyzny za własność!?
– Lepiej chodźmy stąd.
– Dokąd proponujesz?
– Może do „Małego Ekshibicjonisty”. Mają tam najlepsze koktajle owocowe w całym mieście.
Czerwonoskóry, nie protestując, podążył za Hiacyntem, który wyraźnie ucieszony tym, że spotkał Indianina, ruszył w kierunku wzmiankowanego lokalu.
– Co cię sprowadza do Starogrodu, Pewny Apaczu ?
– Zemsta.
– To pewnie trochę tu zabawisz?
– Pewnie tak.
– Jak ci się podoba Starogród?
– Słyszałem, że panują tu niepodzielnie zło i występek.
– Duża przesada. Tym razem narrator się myli. Starogród to bez mała stolica świata. Prawie dwieście tysięcy mieszkańców, Pewny Apaczu, nie licząc przyjezdnych, ich zwierząt domowych i wirusów, które ze sobą wożą! Estetyczna zabudowa, wszystkie ulice utwardzone, morski port, wielka liczba hurtowni, cztery młyny napędzane siłą wściekle krzepkich, arizońskich chomików, tartaki i cegielnie.
– Imponujące. Ale mnie potrzebni są tylko dwaj kolesie z BMW.
– Rozumiem.
– Gówno rozumiesz. No, gdzie ten bar, daleko jeszcze?
– Za rogiem. O, już jesteśmy na miejscu.
– Witam i pięknie się kłaniam! – Hiacynt wyszczerzył zęby do przedstawicielki personelu, która zamiatała schody. – Czy ktoś już pani mówił pani, że ma urodę modelki?
– Wielu.
– Być może i wielu, ale tylko ja mogę pani pomóc.
– Jak?
– Jestem Hiacynt Marcinków, najlepszy polski projektant mody.
– I co z tego?
– Żartuję sobie pani?
– Nie. Zamawiają panowie coś?
– Tak. Dwa duże koktajle malinowo-poziomkowe – zadysponował Pewien Apacz.
– Nie jesteś taki sławny jak myślałeś.
Hiacynt nie zamierzał jednak tracić rezonu. Wykrzywił więc twarz w beztroskim uśmiechu i rzucił beztrosko:
– Pewnie należy do Amiszów. Oni nie oglądają telewizji.
Szybko zajęli miejsca przy stole. Popijając koktajle kontynuowali konwersację i obserwowali otoczenie.
– Co zamierzasz teraz robić? – zapytał Pewien Apacz.
– Znajdę inną sponsorkę.
– Trudno nie będzie. Głupich bab nie brakuje.
– Złośliwy się zrobiłeś Indiańcu.
– Czytałem, że to immanentna cecha ludzi inteligentnych.
– Pozujesz na inteligenta?
– To nie jest żadna poza, zawodowy naciągaczu.
– O smok!
– Gdzie?
Tego się już Pewien Apacz nie dowiedział. Smok zionął bowiem ogniem i wszystko się dla nich skończyło, jak sen o tanich, ale dobrych jakościowo implantach piersi. To opowiadanie też dobiegło kresu, bo jakże tak bez głównego bohatera.

h
Advertisements
  1. Lekkie, błyskotliwe, zakręcone, elokwentne… Po prostu świetne pod każdym względem. Czytając o „107miu kilogramach seksualnej frustracji”, czy „mateczniku nieudanych erekcji”, nie mogę pozbyć się wrażenia, że to właśnie miewa wypisane na twarzy moja małżonka.:)

  2. Jak widać na załączonym obrazku świat wcale nie musi być nieskończenie ponurym miejscem…

  3. A”propos obrazka – żadnego tu nie widzę. Oj, bo będzie foch i powiem mamie. No chyba, że to wpływ kryzysu ekonomicznego.

  4. Bo ten obrazek jest narysowany atramentem sympatycznym 😉

  5. jak mogłem tego nie zauważyć? hańba mi!

  6. Pewien Apacz… Bez niego świat stałby się jałowy. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: