polskie centrum bizarro

„Posiedzenie” by Juliusz Wojciechowicz

In Opowiadania on Kwiecień 8, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtZ czym się wam kojarzy tytuł Posiedzenie? Z pewnością nie z tym, co Juliuszowi Wojciechowiczowi. A przynajmniej… nie do czasu zapoznania się z tekstem, bowiem później… cóż… powiedzmy, że zostaliście ostrzeżeni ;-).

Paskudowi Posiedzenie spodobało się. Rzucił na nie okiem i zaseplenił, że paskudne jak się zowie. Przeczytajcie także i wy, aby upewnić się, czy lider polskiego bizarro miał rację! Oczywiście wszyscy wiemy, że inaczej być nie może, bowiem Paskud myli się tylko raz (jeszcze nie wiemy kiedy).

Miłej lektury!

h

Posiedzenie by Juliusz Wojciechowicz

h

– Mamo! Czy my naprawdę musimy to robić wspólnie?

Pytanie Roberta zaskoczyło Małgorzatę. Patrzyła teraz na swojego siedemnastoletniego syna z owym szczególnym wyrazem, jaki maluje się na twarzach ludzi, którzy przez okno jadącego samochodu spoglądają na straszliwie zmasakrowany wrak innego auta. Uczestnicy rodzinnego posiedzenia patrzyli w milczeniu przed siebie. Czas wziął głęboki oddech, a w pomieszczeniu nie było słychać ani jednego dźwięku.

– Przecież robimy to od zawsze, co ci nagle strzeliło do głowy? – Małgorzata niepewnie spojrzała na męża i zaraz dodała. – To przecież powszechna tradycja, tak budujemy więzy rodzinne.

– Masz całkowitą rację, kochanie – Andrzej zaczerpnął powietrza i jego czerwona, nabrzmiała twarz nieco zbladła. – Dzisiejsza młodzież po prostu nie rozumie podstawowych zasad budowania więzi rodzinno-społecznych.

Robert omiótł wzrokiem zatroskane twarze rodziców i poprawił pozycję na swoim siedzisku.

– Najzwyczajniej w świecie uważam, że spotykanie się o konkretnej godzinie, tylko po to, by wspólnie oddawać się czynnościom fizjologicznym i podnosić to do rangi celebrum jest po prostu śmieszne – zawyrokował, dumny z tego, że użył łacińskiego wyrażenia.

– Nieważne, co o tym sądzisz młodzieńcze, niedzielne spotkanie o trzynastej obowiązuje wszystkich domowników, bez wyjątków. Koniec, kropka. Czy wszyscy już są po pierwszym akcie?

Małgosia szybko skinęła głową, Robert zaś ostentacyjnie milczał mając nadzieję, że nikt nie usłyszał cichego ciurkania. Po chwili jednak przerwał milczenie.

– Ale ja nie mam ochoty na drugi akt. Dlaczego musimy to robić o konkretnej porze, a nie wtedy, kiedy mamy ochotę?

– Bo tak nakazuje tradycja i dobre wychowanie! – zagrzmiała Małgosia. – Zobacz jak ojciec się poświęca. Pomimo problemów z prostatą i hemoro…

– Już dobrze – Robert łyknął niebieską tabletkę i za chwilę dołączył do reszty szybko finiszując i nie czekając na jak zwykle ociągającego się ojca, który sprawiał wrażenie, że specjalnie przedłuża posiedzenie, rozciągając je do granic wytrzymałości.

– No to jeszcze zwieńczenie – przypomniał Andrzej, rozwijając szarfę różowego papieru.

Chór głośnych dźwięków przypominających rozdzieranie mokrej szmaty splatał się z cichym, jakby zawodzącym kwiczeniem i miarowym sykiem.

– Niedzielne posiedzenie uznaję za zakończone – ogłosił Andrzej uroczystym głosem.

Teraz wszyscy sięgnęli do kolorowych rolek, a po chwili zbiorowy szum miniwodospadów oficjalnie zakończył wspólne spotkanie.

– Robercie, dzisiaj twoja kolej zmywania sedesów – oznajmiła z nieukrywaną satysfakcją Małgosia.

Robert spuścił głowę i zrezygnowany podciągał spodnie. Od tych niedzielnych nasiadówek znowu będzie miał sine pręgi po desce.

Po raz ostatni spróbował przekazać rodzicom bezsens ich pseudotradycji.

– Chyba się ze mną zgodzicie, że to, co robimy, to najzwyklejsza czynność fizjologiczna?

Rodzice spojrzeli po sobie i Małgosia podnosząc spłuczkę odwróciła się w stronę Roberta.

– Nooo, jeśli spojrzeć na to z tej perspektywy… to niejako masz rację.

– To dlaczego by nie wprowadzić wspólnego jedzenia? Zamiast posiedzeń, wspólne posiłki bez chowania się w domowych jadalniach czy ulicznych foodtoiach? Przecież jedzenie to taka sama czynność fizjologiczna, jak…

– No, no! Nie rozpędzaj się młody człowieku! – ryknął Andrzej, widząc wyraz twarzy Małgosi.

– Jesteś obrzydliwy, nie spodziewałam się tego po tobie, Robciu – dodała Małgorzata, odwracając z pogardą wzrok od syna. – Jak możesz te rzeczy porównywać?!

Robert wyszedł zrezygnowany z pokoju posiedzeń i skierował kroki w stronę malutkiej jadalni, by w ciszy i intymnym skupieniu oddać się wstydliwej czynności przyjmowania pokarmu.

Z salonu dobiegał głos telewizyjnego spikera: „pamiętajcie, badania naukowe potwierdzają, że pięć małych wypróżnień jest dużo zdrowsze niż zwyczajowe trzy duże, nie mówiąc już o możliwościach częstszego spędzania wspólnego czasu z rodziną…”

Usiadł na małym krzesełku i starając się za głośno nie szeleścić, zabrał się za odwijanie batonika z folii.

Advertisements
  1. „Paskud myli się tylko raz…”:) Rzeczywiście. Wybaczam niniejszym „Wojciechowskiego” Waszej Niegodziwości.:)

  2. … i nadal pozostaje nieomylny.:) dzięki:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: