polskie centrum bizarro

„D” by Rafał Christ

In Opowiadania on 23 kwietnia, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtJego Wysokość Paskud ma zaszczyt zaprosić Was dzisiaj do lektury opowiadania o bardzo długim tytule, a mianowicie D, które sprokurował znany Wam już Rafał Christ.

Co takiego jest niezwykłego – czy też paskudnego – w D, że sam Pierwszy Pośród Paskudnych zdecydował się osobiście przydać temuż tekstowi swój certyfikat uznania? Długo by wymieniać, ale w formie zachęty wspomnimy tylko o jednym detalu, naszym zdaniem kluczowym. D jest opkiem oscylującym w klimatach kryminalnych. Zaczyna się prawie klasyczną sceną z detektywem, a kończy się… klasycznym bizarro ;-).

Rodacy – Paskudacy! Do lektury… marsz!

h

D

h

Przetarłem oczy. Widziałem w czerni i bieli, jakbym znalazł się w jakimś dziwnym filmie noir. Jej krew była szara, wszystko takie było, tylko w różnych odcieniach. Chyba wariuję. Za dużo gorzały, albo oglądania trupów.

Robaki wypełzały z ust Anki. Jej włosy wyglądały na lśniące i należące do żywej osoby, za to w oczach widziałem mrok śmierci.

Usłyszałem syreny policyjne. Widomy znak, żeby się ulotnić. Skacowany, a może wciąż pijany detektyw zastany w domu swojej martwej klientki, u której bawił dość często, byłby pierwszym podejrzanym. I tak pewnie najpierw przyjdą do mnie. Znamy się z komisarzem policji.

Wyszedłem nie zamknąwszy drzwi, co chyba nie było dobrym pomysłem. Czułem na sobie wzrok sąsiadów. Zanim się tym przejąłem, byłem już na ulicy i biegłem ile sił w nogach. Dopiero po kilkuset metrach zatrzymałem się.

Anka, co za głupi skurwiel mógł ci to zrobić? Byłaś dziwką i chciałaś tylko odzyskać, co twoje. Nie powinienem się na to godzić, wiedziałem, że będą kłopoty. Kolejny raz myślałem główką zamiast głową.

Po kilku minutach dotarłem do swego biura. Niedługo po tym jak się w nim zamknąłem i wyciągnąłem butelkę z szuflady biurka, rozległo się pukanie.

– Jutro zapłacę – obiecałem.

– Chcę mojej kasy! – krzyknął właściciel lokalu, któemu zalegałem z czynszem.

– Jutro. Jestem w trakcie poufnej sprawy.

– Ani dnia dłużej.

W sumie już mogłem wynosić się. Dobrze wiedziałem, że mnie nie stać i nie trafi się sprawa, która pozwoliłaby mi na spłacenie długu. Niech to szlag! Przywiązałem się do tego miejsca.

Ponowne pukanie. Tym razem wkurzyłem się. Spodziewałem się go z powrotem, ale nie tak szybko. Chwyciłem mojego sześciostrzałowego Wessona, wiem, że trochę staroświecki, i podszedłem do drzwi. Przekręciłem klucz, wycelowałem w miejsce, gdzie za chwilę powinna znaleźć się głowa dozorcy.

Klamka poruszyła się, drzwi uchyliły, a przed lufą było pusto. Spuściłem lekko wzrok i ujrzałem niską kobietę. Przetarłem oczy. To było dziwne. Jej sukienka miała kolor czerwony, włosy były czarne, a w dłoni połyskiwał papieros na końcu lufki. Reszta była szara, zupełnie jak cały otaczający mnie świat.

– Zawsze tak pan wita klientów? – zapytała kobieta.

– Zawsze – odpowiedziałem i schowałem broń. – Proszę wejść.

Usiadłem za biurkiem, nalałem sobie trochę whisky do szklanki, a butelkę schowałem. Piękność spoczęła na krześle naprzeciwko mnie. Założyła nogę na nogę. Byłem ciekaw jakiego koloru miała majtki.

– Słucham panią – zacząłem.

– Nazywam się Katarzyna Hapowska.

Nazwisko rozbawiło mnie.

– Czym się pani zajmuje? – zapytałem.

– Jestem kompanką… Dla mężczyzn.

– Dziwka? – nigdy nie byłem taktowny.

– Tak. I jestem z tego dumna.

– Też bym był. Doceniam co pani robi dla świata. Po co pani przyszła?

– Dawno temu straciłam coś, co było dla mnie ważne…

Pięknie. Tak samo było z Anką.

– Niech zgadnę. Chodzi o pani d…

– Cicho. Ściany mają uszy, ale tak. Dokładnie o to chodzi.

– Wie pani…

– Kasia.

Chyba na mnie leci.

– Wiesz Kasiu, zajmowałem się już taką sprawą. To nie skończy się dobrze.

– Mam pieniądze.

Wtedy wyciągnęła z torebki zwitek banknotów i rzuciła na biurko. To było bardziej niż kuszące. Musiałem wziąć tę robotę.

– Połowa teraz, a połowa po znalezieniu tego, co moje – powiedziała.

Schowałem pieniądze do kieszeni, z której od razu wyciągnąłem papierosa i odpaliłem go zapałką, żeby pasowało do klimatu.

– Czy ma pani jakieś informacje, gdzie mogę zacząć poszukiwania? – zapytałem.

– Mam więcej – rzuciła na biurko zdjęcie wyciągnięte z torebki. – To on mi to zabrał.

Obrazek przedstawiał starego mężczyznę z wąsem, siedzącego na wózku, a jego kończyny dolne przykryte były kocem. Skądś znałem tę twarz.

 – Tak, to on – powiedziała.

Czułem, że powinienem wiedzieć kim jest ten facet. Niestety nie mogłem go skojarzyć, alkohol skutecznie zagłuszał wspomnienia. Musiałem jednak blefować i liczyć, że Kasia nie zorientuje się.

– Odwiedzę go.

– Będę bardzo wdzięczna.

Wtedy wstała i podeszła do mnie. Również podniosłem się. Przytuliła się do mnie, nie mam pojęcia jak te krótkie ręce zdołały objąć mój bandzioch.

– Wiem jak okazywać wdzięczność – powiedziała.

Odchyliła głowę i spojrzała mi w oczy. Lekko rozchyliła wargi, wiedziałem do czego to zmierza. Moje usta powoli zbliżały się do jej i wtedy znowu rozległo się pukanie. Akurat w takim momencie.

– Przepraszam – powiedziałem.

– Nic się nie stało.

Położyłem dłoń na moim pistolecie, podszedłem do drzwi i otworzyłem je.

– Komisarz Punto. Cóż za niespodzianka – nie była to niespodzianka.

– Ryśku. Możemy wejść?

Wtedy zobaczyłem za nim dwójkę, dużych policjantów.

 – To nie najlepszy moment, bo stoi…

– Nie ma problemu. I tak wychodziłam – przerwała mi Kasia.

 Otworzyłem szerzej drzwi i wypuściłem kobietę. Policjanci skinęli głowami, gdy pokręciła koło nich swoim jędrnym tyłkiem. W korytarzu odwróciła się, puściła mi oczko.

Wróciłem za biurko, a moi goście stanęli naprzeciwko mnie.

– Proszę usiąść – powiedziałem i odpaliłem kolejnego papierosa.

– Oj Ryszardzie, Ryszardzie… – zaczął komisarz. – Wciąż chlejesz.

– A po co innego wstawać rano?

– Dla pracy… Albo dla niej – skinął głową w kierunku drzwi.

– To dziwka. Jak cię nie stać, to ci pożyczę.

– Jestem tu służbowo.

– O co chodzi?

 – Kojarzysz tę panią? – rzucił zdjęcie Anki na biurko.

– Nie.

Po chwili sprzeczki ustaliliśmy, że była moją klientką, znaliśmy się i u niej bywałem. Cholerni sąsiedzi. Trochę czasu minęło zanim mój przyjaciel uznał, że jestem niewinny. Stało się to z tego powodu, że dostał wiadomość przez radio o złapaniu mordercy.

– Będę mógł z nim pogadać? – zapytałem.

– Jutro. Teraz się pożegnamy.

Wyszli. Jeszcze długo słyszałem ich kroki i byłem pewien, że Punto zostawił kogoś do pilnowania mnie. Na szczęście szybko odgoniłem te myśli, dokańczając butelkę whisky z szuflady.

Rano obudziłem się we własnych rzygach doprawionych łzami. Musiałem sprawdzić kim był dziadek ze zdjęcia.

Ruszyłem do mojego przyjaciela, który w tym zapyziałym mieście dziwek i alfonsów znał wszystkich. Alfons… Właśnie. Już wiedziałem, skąd znałem staruszka. Nazywał się Sam Szpada i był najbardziej bezwzględnym dziwkarzem w mieście. Jego rodzice przeprowadzili się tu z Ameryki. Co za idioci. Bywałem już u niego w burdelu.

Wychodząc z biura założyłem kapelusz, aby wyglądać jak na prawdziwego detektywa przystało. Z ust jechało mi nieprzetrawionym alkoholem, czyli dokładnie tak, jak powinno.

Otworzyłem drzwi, a policjant, którego Punto zostawił do pilnowania mnie, rozmawiał z dozorcą. Postanowiłem wyjść przez okno. Na szczęście moje biuro było na parterze i nic sobie nie złamałem, chociaż mój brzuch prawie przeważył równowagę przy lądowaniu.

Z kieszeni marynarki wyciągnąłem papierosa i odpaliłem go. Ruszyłem do burdelu staruszka, czyli „Ogrodu rozkoszy”. Zawsze zastanawiało mnie, jakim trzeba być ekshibicjonistą, żeby chodzić właśnie do tego przybytku, aby uprawiać seks.

 W końcu stanąłem przed wielkim gotyckim zamkiem… A może był romański? Z czasów renesansu? Tak, to był idealny moment, żeby poddać się takim rozważaniom. W każdym razie obszedłem go i postawiłem nogę w wielkim ogrodzie, na środku którego znajdowała się szklarnia.

Rozejrzałem się. Zwykle bywało tu więcej ludzi. Osobliwą cechą tego miejsca, był fakt, że nie uprawiano seksu w pokojach, tylko albo we wspomnianej szklarni, albo w ogrodzie po krzakach.

Wszedłem do szklanego domku. Wiedziałem, że zastanę tam właściciela. Nie poznał mnie, ale podjechał na wózku, aby przywitać.

– Witam pana. Co pan sobie życzy? – zapytał gospodarz.

– Whisky i cygaro – sam pytał.

Poszedłem za staruszkiem do drewnianej szafki stojącej w kącie. Wyciągnął z niej butelkę whisky, szklankę i pudełko cygar. Podał mi szkło napełnione do połowy złocistym płynem.

– A pan nie pije? – zapytałem.

– Nie mogę. Tak samo jak nie mogę się kochać – zaczyna się, słyszałem tę historię już kilka razy, dziadek miał sklerozę. – Dlatego powstał ten przybytek. Zapach pitego alkoholu, dymu cygar i widok ludzi cieszących się cielesnością pozwala mi na przeżycie bez tych rzeczy.

– Współczuję – łykiem opróżniłem całą szklankę.

Rozejrzałem się po szklarni. Tutaj był tłum pieprzących się ludzi. Niektórzy poukrywani, a inni nie. Oddychałem spoconymi po seksie ciałami i wyłem do słońca o penisa kilka centymetrów większego, abym mógł go zobaczyć spod mojego piwnego maćka.

– To skoro uprzejmości mamy za sobą, proszę mi powiedzieć, co pan wie o Katarzynie Hapowskiej? – zapytałem.

– Niewiele. To jedna z moich dziewczyn.

– A o Annie Latale?

– To była jedna z moich dziewczyn. Zabiłbym skurczybyka, który ją zamordował.

– Obie dawno temu straciły coś bardzo cennego. Jedna z nich wskazała pana jako winnego.

– A co takiego utraciły?

– Swoje d…

– Cicho! Nikt nie może tutaj o tym wiedzieć. To bluźnierstwo!

– Przepraszam. Proszę mi powiedzieć co ma pan do powiedzenia na ten temat?

– To są pomówienia.

Gadaliśmy, a rozmowa nie miała końca. Po pół godzinie byłem po trzech drinkach i nie zdobyłem żadnej nowej informacji, poza tym, że penis staruszka odpadł, został dobrze zakonserwowany i teraz znajduje się w słoiku w specjalnym pokoju.

Wiedziałem, że gospodarz coś przede mną ukrywał, ale nie wiedziałem co. Postanowiłem wrócić w nocy do jego posiadłości i przeszukać ją. Teraz musiałem odwiedzić jeszcze jedną osobę.

Poszedłem na komisariat. Przywitał mnie Punto i od razu zaprowadził do interesującego mnie więźnia.

– Dziękuję komisarzu – powiedziałem.

– Oby udało ci się coś z niego wyciągnąć. Od wczoraj nie odzywa się – odpowiedział Punto. – Nazywa się Donald Birman, pseudonim Blizna.

– Czemu Blizna?

– Jego zapytaj.

Usiadłem w pokoju przesłuchań. Po chwili przyszedł Donald i zajął miejsce naprzeciwko mnie. Chciałem odegrać dobrego i złego glinę, ale nie miałem schizofrenii i mogłoby to być ciężkie.

– Dobra Blizna. Powiedz mi czemu zabiłeś Ankę? – zacząłem.

Odpowiedziała mi cisza. Wyciągnąłem rewolwer z kabury, nie miałem czasu na gierki.

– Słuchaj. Nie mam czasu na gierki. Pomogę ci, jeśli ty pomożesz mnie.

Cisza. Przystawiłem broń do jego skroni.

– Nie masz pojęcia w co się wpakowałeś – odezwał się w końcu.

– To może mi powiesz.

Wystawił język i uśmiechnął się do mnie. Zacisnął zęby, a po chwili uderzył podbródkiem w stół, co spowodowało, że stracił możliwość mówienia. Jego język wylądował na stole, a on nie przestawał się uśmiechać. Do pokoju wpadł Punto.

– Co tu się stało? – krzyknął.

– Kot mu język odgryzł, za pomocą stołu.

Policjanci zabrali zatrzymanego do szpitala, a ja uciąłem sobie pogawędkę z komisarzem. Powiedziałem mu wszystko co wiedziałem, a on kazał mi trzymać się od tej sprawy z daleka. Dałem mu słowo, wiedząc, że za kilka godzin je złamię.

Do północy miałem trochę czasu. Wróciłem do siebie, po drodze kupiłem butelkę whisky, którą miałem zamiar wypić w najbliższych chwilach.

Na korytarzu przywitałem się z pilnującym mnie policjantem. Miał lekko zdziwiony wyraz twarzy, nie winiłem go za to. Młody jeszcze był. Zapłaciłem dozorcy czynsz z pieniędzy, które dostałem od Kasi i wszedłem do biura.

Rozsiadłem się spokojnie za biurkiem i rozkoszowałem smakiem czystej whisky. Po chwili zacząłem myśleć o Ance, o jej piersiach, o wszystkim co było z nią związane, a potem o Bliźnie. Dlaczego miałby to robić? Jaki był motyw? Usnąłem.

 Obudziłem się akurat o północy ze wzwodem w majtkach. Kiedy wstałem, trochę się zatoczyłem, ale byłem już przyzwyczajony do takich pobudek. Założyłem płaszcz i kapelusz, po czym udałem się do zamku.

 Stanąłem przed przybytkiem. Wciąż byłem ciekaw z jakiej epoki pochodził. To chyba gotyk, ale głowy nie dałbym za to. Może jednak styl romański. Albo renesans. Mniejsza z tym.

Wszedłem do środka przez okno na parterze, które było wyjątkowo nisko. Powoli i spokojnie spacerowałem po olbrzymim korytarzu. To dziwne, że nie było żadnej ochrony. Na ścianach wisiały zdjęcia przedstawiające klientów Sama uprawiających seks. Zatrzymałem się przy tym z Anką. Minęła bardzo miła chwila i ruszyłem dalej.

Po minucie natknąłem się na drzwi, które wyglądały jakby kryły coś ważnego. Użyłem wytrychu i stanęły przede mną otworem.

Była tam mała sala, gdzie na półkach stały słoiki z nie wiadomo czym. Trochę zajęło znalezienie tego najważniejszego z penisem. Pobawiłem się nim trochę, ale wypadł mi z ręki i roztrzaskał o podłogę. To mogło kogoś zaalarmować, musiałem się zwijać.

Wybiegłem czym prędzej i wyskoczyłem przez otwarte okno, które sobie zostawiłem. Po kilkunastu minutach byłem w biurze.

Nie chciało mi się spać, więc chwyciłem telefon. Obrazy w domu staruszka bardzo mnie podnieciły. Wybiłem numer na dziwki. Po chwili odezwał się rozochocony, kobiecy głos.

– Cześć misiu – powiedziała kobieta.

– Nie jestem włochaty.

– Ale nie ma się czego wstydzić.

– Naprawdę nie jestem.

– Co byś chciał, żebym ci zrobiła?

– Kanapkę.

– A może coś innego?

– Co proponujesz?

– Może zajmę się tym.

– Czym?

– No spójrz w dół. Co widzisz?

– Bandzioch.

– A pod nim?

– Grube nogi.

– Misiu. Jestem taka napalona na ciebie.

– Muszę do kibla.

– Chyba wiem dlaczego. Mogłabym ci pomóc.

– Dziękuję, potrafię szczać samodzielnie.

Postawiłem słuchawkę na biurku i poszedłem do toalety. Gdy sikałem zastanawiałem się, czemu tak potraktowałem kobietę, która chciała mi ulżyć. Ten dialog był strasznie szmirowaty. Po chwili ogarnęła mnie ciemność.

Ocknąłem się w zamku. Byłem przywiązany do krzesła, a spodnie miałem opuszczone. Świeciłem moim skarbem po oczach staruszka i jego ochroniarzy. Prawdopodobnie tych, którzy zabrali mnie z biura.

– Sam Szpada – zacząłem.

– Witam detektywie. Nie mogłeś zostawić tej sprawy co?

– Skąd wiesz, że u ciebie byłem?

– Popatrz.

Na stoliku przede mną stał telewizor i magnetowid. Jeden z ochroniarzy nacisnął przycisk odtwarzania.

 Wtedy zacząłem oglądać moją niezapowiedzianą wizytę. Wyglądała trochę inaczej niż ją zapamiętałem. Na początek spadłem z parapetu na podłogę. Idąc przez korytarz chwiałem się od ściany do ściany. Zatrzymałem się przy zdjęciu Anki, zdjąłem spodnie i… masturbowałem się. Jaki wstyd. Po chwili oglądałem siebie w tajemnym pokoju. Tam ściągnąłem słoik z penisem staruszka, strącając trzy inne, w których nie wiadomo co było. Szkło z męskim organem przystawiłem do krocza i wygłupiałem się. Gdy chciałem zrobić piruet mając fant na głowie, rozbił się o podłogę. Potem uciekłem rozbijając jeszcze trzy inne słoiki.

– Zbezcześciłeś mój dom! – krzyknął Sam.

– Przepraszam. Byłem trochę pijany.

– Nic cię nie usprawiedliwi. Przez kilka dni będę odcinał różne twoje kończyny, wypatroszę twój brzuch, utnę kutasa, wsadzę ci go do ust, a potem pozwolę zdechnąć! Duży.

Jeden z ochroniarzy podał mu nóż. Ten zbliżył się do mnie i przystawił ostrze do krocza.

– Czekaj – przerwałem mu. – Jedna rzecz mnie zastanawia.

– Słucham?

– Z jakiej epoki pochodzi ten zamek?

– Został wybudowany trzydzieści lat temu.

Lata osiemdziesiąte, na to bym nie wpadł.

– Jeszcze coś? – kontynuował staruszek.

– Właściwie tak. Co jest w tych słoikach?

– Dokładnie to czego tak intensywnie szukałeś. Najcenniejsze skarby świata! D…

Wtedy zza rogu wyszła Kasia, w prawej dłoni trzymała pistolet, a w lewej słoik z czymś różowym. Mimo tego koloru wciąż otaczała mnie szarość.

– Wystarczy! – powiedziała. – Mam już co chciałam. A teraz Szpado rozwiąż detektywa.

– No chyba nie – odgryzł się staruszek.

Jakiś ochroniarz ogłuszył Kasię. W porę złapał słoik z jej skarbem, ratując go przed rozbiciem.

Po krótkiej rozmowie, którą uciąłem sobie z właścicielem zamku, kobieta ocknęła się.

– Świetny plan – wyszeptałem do niej.

– Chciałam dobrze.

– Zginiecie razem – zaczął Sam. – Patrz co zrobię z twoim najcenniejszym skarbem!

Podniósł słoik nad głowę i już miał nim cisnąć, gdy do pokoju wpadł Punto z oddziałem policji.

– Rzuć to – krzyknął komisarz.

– Z przyjemnością.

Wtedy słoik roztrzaskał się.

– Moje dziewictwo – krzyknęła Kasia.

Cienki fałd błony śluzowej skakał po podłodze. Widziałem łzy w oczach kobiety.

– Rozwiążcie ją – krzyknąłem.

Jeden z policjantów posłuchał mnie. Kobieta od razu rzuciła się na ziemię. Złapała swoje dziewictwo, podwinęła sukienkę i wsadziła tam, gdzie powinno być. Wszystkich nas oślepił blask, który od niej bił. Nie mogliśmy oderwać od niej wzroku. W szczególności Sam, który nagle podniósł się z wózka, na kolanach podszedł do kobiety, złapał ją za suknie i wydłubał sobie oczy. Gałki wsadził jej w ręce, a ona zgniotła je, jak jajka jakiegoś nieszczęśnika.

– Przegrałem – zajęczał staruszek. – Ale dla tego widoku było warto.

Policja zatrzymała inwalidę i jego ochroniarzy. Za kradzież tylu dziewictw, pewnie posiedzą ładnych kilka lat.

Stanąłem naprzeciwko Kasi, podciągnąłem spodnie i przytuliłem ją. Chciałem ją pocałować, ale zamiast tego wymierzyłem jej policzek.

– Gdzie moja kasa? – zapytałem.

– Odwdzięczę się w inny sposób – powiedziała i pocałowała mnie.

Ciekawe jak znajdzie mojego penisa pod tą moją zgniataczką do jajek, którą obejmowała niesamowicie krótkimi rękoma.

  1. 🙂 🙂 Trochę w duchu „pulp”, klimat jak w kryminalnym „noir”, a końcówka… widać „problem dziewictwa” nurtuje kolejnych twórców, wręcz zdaje się ostatnio tematem „misyjnym” na NL. 🙂

  2. I know right. Taki tajny kod maniaków mmorpg ;P

  3. Pomysłowe. Dzięki krótkim zdaniom szybko się czyta. Nieźle napisane, ale interpunkcja taka, że tylko jaja uciąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: