polskie centrum bizarro

„Magazyn” by Andrzej Trybuła

In Opowiadania on Maj 24, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMagazynować można różne rzeczy. Chińskie podróbki markowej odzieży, uchodźców z krajów Ósmego Świata, kości przodków, kozy z nosa, artefakty kolekcjonowane w pocie czoła przez Indianę Jonesa czy choćby dobre wspomnienia. Dosłownie wszystko – jedynym ograniczeniem jest pojemność magazynu. No i czasem litera prawa.

Magazyn, który dzisiaj przedstawimy, ma trochę wspólnego z rzeźnią, trochę z Matriksem, trochę ze służbą w kamaszach. Dziwna kombinacja?

Pewnie, że tak. Autor Andrzej Trybuła mocno się o to postarał. A przy okazji mamy tu do czynienia z precedensem występującym chyba (o ile nas krótka pamięć nie myli) pierwszy raz w pasqdnej historii. Otóż mamy do czynienia z trybutem jednego autora literkowego dla drugiego autora literkowego. Niby nic, a rusza za serce.

h

Magazyn

h

– Odjebało wam! Kto, kurwa, zezwolił na przełączenie kanałów?! – wrzasnął nadzorca Perth.

Jego skrzekliwy głos zabrzmiał w pomieszczeniu magazynu części zamiennych V Armii Powietrznej Generała Rippera niczym odgłos pękającego ropnia. Wszystkie wiszące na hakach Półtusze odwróciły się jednocześnie do tyłu, robiąc synchroniczny zwrot przez prawe ramię. Zwisające im dotąd dość luźno kable przyłącza – spajające przysadki z głównym serwerem – teraz naciągnęły się niebezpiecznie, co groziło zerwaniem połączenia. Przeciążenie spowodowało spadek napięcia, więc setki monitorów przygasły nagle, niby ognie świec w pomieszczeniu pozbawionym dopływu powietrza. Półtusze posiadające jelita zaczęły wypuszczać głośne, bulgotliwe bąki.

– Tylko mi się, kurwa, nie wypróżniać! – pieklił się Perth. – Człowiek wraca spokojnie z kibla, a tu co? Rewolucja w obiekcie wojskowym?! Regulamin mówi wyraźnie: własność armii ma wisieć w spokoju i cierpliwie czekać na swoją kolej do rozdziału narządów. Jedyny dopuszczalny program rozrywkowy to kanał wojskowy. Więc pytam się jeszcze raz… kto i jakim cudem zmienił program?

– Ale to nie my. – Wiszący najbliżej Półtusz zdecydował się na odpowiedź. Perth wymierzył mu kopniaka w bok. Wojskowy but wbił się w rozlazłe, galaretowate ciało prawie do połowy cholewy. Nadzorca z zadowoleniem odnotował charakterystyczny trzask łamanych żeber. Ogłuszony Półtusz dyndał teraz pociesznie na boki, wprawiając w ruch wahadłowy rząd wiszących obok korpusów. Kilkorgu z nich puściły zwieracze, uruchamiając głośno pracujące urządzenia ssąco-oczyszczające. W magazynie zrobiło się naprawdę wesoło.

– Powiedziałem, nie srać mi tu! – warknął Perth, łapiąc pod boki.

– Ale to naprawdę nie my. – Pozostałe Półtusze postanowiły poprzeć kolegę. – To program specjalny, nadawany przez wszystkie ośrodki wojskowe świata. Podobno go zlokalizowali.

– Kogo znowu, do kurwy nędzy, zlokalizowali?

– Pisarza… ojca – wyjaśniły zgodnym chórem.

– Jak to możliwe? – Perth podrapał się w krocze, kolejny raz łapiąc się na zazdrosnym gapieniu się w wiszące po lewej stronie korpusy wyposażone w organy płciowe. Podniecenie bijące z rozmowy wywołało u nich bezwstydną erekcję. Tuż pod bokiem wyrósł mu teraz las działających na niego jak płachta na byka wielkich, czerwonych, sterczących kutasów.

– Podobno sprawił to cud oczyszczenia. – Półtusze wyglądały na wniebowzięte. – Podobno chmura ustąpiła sama z siebie. Australia jest wolna. Powietrze na antypodach czyste jak woda oligoceńska. Zresztą, niech nadzorca sam zobaczy.

Perth przyjrzał się przekazowi odbieranemu przez satelity. Faktycznie, to była jakby Australia. Cała powierzchnia dużej wyspy, widoczna jak na dłoni. Zniknęły miasta i wszelkie inne przejawy ludzkiej aktywności. Cały kontynent przypominał teraz jedno wielkie pole obsiane włoszczyzną. Z tą różnicą, że zamiast zielonymi główkami kapusty, równe bruzdy grządek ciągnące się po horyzont obsadzono w całości głowami ludzkimi. A w zasadzie to jedną, zunifikowaną – tyle, że w różnych rozmiarach. Kamera satelity dała zbliżenie. Niektóre głowy były już wyraźnie dojrzałe. Pękały z hukiem, uwalniając w energetycznej erupcji różowe chmury lotnego metalu.

– Wiadomo kto to jest?

– Jakiś gość z Melbourne. Jean Mascyzywyyzs. – Jeden z Półtuszy próbował wymówić obco brzmiące nazwisko, jednak szybko dał sobie spokój. – Mówią, że facet musiał być pierwszy. Nici weszły z nim w interakcję, przepoczwarzyły się, a potem potraktowały go jak całościową matrycę do zmian. Podobno wszystkie dotychczasowe anomalie to tylko i wyłącznie jego chore imaginacje. Pisarz był nieźle pokręcony. Mówią, że armia rozsyła jego książki gdzie tylko się da. Wszyscy będą wiedzieć co jeszcze może się zdarzyć.

Perth zbliżył się do stolika. Leżało tam pudło z porannej poczty. W środku faktycznie znalazł książki. Stare i papierowe. Wziął do ręki jedną z nich. Na okładce narysowany był facet o dziwnych uszach, jakby wyrywający się płynnym ruchem wprost z ziemi. Głowa gościa z okładki dziwnym trafem przypominała te wyrastające z grządek pokrywających Australię. Perth zerknął na pierwszą stronę, próbując wczytać się w zawarte na niej słowa.

– Dżizas, po jakiemu to napisane?

– Mówią, że po polsku. Był kiedyś taki kraj, gdzieś w Europie – odpowiedziały Półtusze.

– No to dupa. – Perth przypomniał sobie morze gotującej się magmy, które kiedyś było Starym Kontynentem. Może jakiś dupek z jajami, gdzieś tam w dowództwie, zna ten obsrany język. Tyle, że kogo to, kurwa, teraz obchodzi. Na pewno nie jego. Jego broszka to hodować debilne Półtusze i czekać na regulaminowy przydział jąder. Na szczęście dla nadzorcy wszystko powoli zaczęło się kończyć. Australię ponownie zasnuł dym. Obraz zamigotał i zniknął z monitorów. Program Hodowli Wizyjnej Półtuszy przełączył się z powrotem na kanał wojskowy.

– Uuuuuuuuuu! – Półtusze zawyły zgodnie w ekstazie. Na wszystkich ekranach wielka włochata stopa oderwała się od nieboskłonu, miażdżąc pod swym ciężarem Empire State Building.

– Stulić ryje, ścierwa! – wrzasnął Perth po swojemu.

W magazynie wszystko wróciło do normy.

h
Advertisements
  1. Zaiste „tribute to” , do tego udany. Jest bizarro jest impreza. 🙂 No i wspomnienia z woja wróciły… tyle, że „nam wisieć nie kazano” 😉
    Smakowity kąsek śniadaniową porą. 🙂

  2. Jego skrzekliwy głos zabrzmiał (…) niczym odgłos pękającego ropnia – kto słyszał odgłos pękającego ropnia?
    Jego broszka to hodować debilne Półtusze – coś za inteligentne jednak te Półtusze – ich wiedza była niebotycznie większa niż wiedza Pertha. I to mi zgrzyta w opowiadaniu.
    Poza tym jak dla mnie jest git

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: