polskie centrum bizarro

„Sea-man” by Artur „Dzikowy” Olchowy

In Opowiadania on Maj 28, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtRaz, dwa, trzy… Trzeci tekst Artura „Dzikowego” Olchowego trafia właśnie do paskudnego królestwa zboczeń, złoczyńców i czarnego, by nie powiedzieć mega czarnego humoru.

Tych, którzy poznali poprzednie opowiadania wyżej wymienionego, z pewnością do lektury nie musimy zachęcać. Pozostałym natomiast gwarantulemy świetną rozrywkę i asumpt do lekkiej zadumy nad losem (nie)człowieczym.

Zapraszamy do czytania, komentowania i wspierania na wszelkie możliwe sposoby!

h

    Sea-man

h

Mężczyzna w niebieskim ceratowym fartuchu wyciągnął ręce z worka i wytarł z cuchnącego skrzeku wymieszanego z krwią. Był wściekły.

– Panowie – zwrócił się do stojących po drugiej stronie stołu prosektoryjnego mężczyzn – miałem nadzieję, że się dogadaliśmy. Że pracuję z profesjonalistami. Co… – wskazał na ścierwo w worku – co ja mam z tym, kurwa, zrobić?!

Zebrani, aby uniknąć spojrzenia zleceniodawcy z udawanym zainteresowaniem przypatrywali się leżącemu obok odciętemu ramieniu. Pokryte  niebieską skórą, lśniącą w zimnym świetle lampy sodowej, z dłonią zakończoną pięcioma całkiem ludzkimi palcami, ale złączonymi błoną. Lekarz zauważył wzrok i z satysfakcją sięgnął po obserwowaną przez nich kończynę.

– Zacznijmy od tego. Ile razy podkreślałem, że ma być w jednym kawałku? Ile! – krzyknął. Przez chwilę trwała cisza, tylko ostatnia sylaba wybrzmiewała jeszcze, rezonując w zamontowanej pod ścianą aluminiowej wannie.

– To ja – Indianin podniósł rękę, jakby zgłaszał się do tablicy. – Zapomniałem, że trzymam tomahawk i tak go tylko troszkę pacnąłem.

– Pacnąłem… – Mężczyzna w fartuchu wyglądał na zbitego odpowiedzią z tropu. Zawahał się i wyjął z worka oko. – A czemu to nie jest w czaszce?

– No, jak się wydostał z sieci, chciał bikerowi rozszarpać gardło… – wyjaśnił policjant. – Więc przyłożyłem mu pałą w potylicę i… oczko wypadło.

– No przecież, że wypadło! Czaszkę ma całkiem wgniecioną! Uszy naderwane – zleceniodawca odzyskał kontrolę nad rozmową. – I jak ja to sprzedam? Komu? Przecież moimi klientami są prestiżowe placówki badawcze, instytuty, szanowane osoby prywatne. Nie dam im garmażerii w formalinie, prawda? Zdarta skóra na szyi…

– To chyba moje lasso – przerwał kowboj, podnosząc palec.

– …przebita komora serca.

– Dźgnąłem go śrubokrętem – przyznał się elektromonter.

– I cała powierzchnia ciała poocierana od sieci.

– To nie ja – bronił się marynarz, bo tylko on nie brał bezpośredniego udziału w polowaniu. – Ja stałem za sterem.

Lekarz wrzucił wszystko z powrotem do wora i zapiął suwak.

– Gratuluję, panowie. Najbardziej spierdolone zlecenie na wodnika, odkąd pamiętam. Dam wam po pięć dolarów, niech stracę.

Podniósł się harmider, ale mężczyzna uciął okrzyki protestu, waląc pięścią w stalowy blat stołu.

– Za to truchło nie dostanę nawet centa. Rozdam za darmo, jako bonus dla stałych klientów – wytłumaczył, gdy ucichli. – A wy macie nauczkę. Następnym razem przygotujcie się lepiej.

– To jak mamy go złapać? – spytał ubrany w skórę biker, chowając pięciodolarowy banknot do kieszeni.

– Prądem – Lekarz był zupełnie zrezygnowany.

Mężczyźni wyszli bez pożegnania. Zaraz za drzwiami chłodni przeliczyli pieniądze.

– Na browara starczy – rzucił marynarz.

– Cieszcie się, że mu dupy nie zbadał – zażartował Indianin. Trafił z dowcipem i po korytarzu rozległo się basowe dudnienie bardzo, ale to bardzo złego śmiechu.

– Chodźmy wreszcie na piwo – zaproponował marynarz i cała grupa poszła w stronę wpadającego przez drzwi słońca.

h
Reklamy
  1. Jako, że jestem spod znaku Wodnika powinienem się obrazić 🙂
    Kolejne świetne opowiadanko tegoż autora.

  2. Za mało. To jakby fragment fragmentu. Dobrze się czyta, aż tu nagle… koniec. W każdym razie pomyśl, czy by tego nie rozbudować jakoś, bo warto.
    Pierwsze zdanie proponuję przeredagować, żeby nie było: z worka… z cuchnącego… z krwią (pozbądź się choćby jednego „z”).
    Pokryte niebieską skórą, lśniącą w zimnym świetle lampy sodowej, (…) – to równoważnik zdania ni w pięć ni w dziewięć. Wystarczy połączyć przecinkiem z poprzednim zdaniem i będzie ok.

    • Dzięki za uwagi. Mam całą kupę tekstów, które warto rozbudować, które czekają w kolejce. Czasami wolę wypuścić krótki tekst i dać czytelnikowi możliwość dopowiedzenia reszty, zamiast zakopać gdzieś na dysku, żeby później rozbudować. A ze wskazanym fragmentem bujałem się strasznie. Wychodzi, że najprostsze rozwiązanie było najlepsze. 😉

  3. Takie zdanie jest ok…?

    Zebrani, aby uniknąć spojrzenia zleceniodawcy z udawanym zainteresowaniem przypatrywali się leżącemu obok odciętemu ramieniu, pokryte niebieską skórą, lśniącą w zimnym świetle lampy sodowej, z dłonią zakończoną pięcioma całkiem ludzkimi palcami, ale złączonymi błoną.

    Jakoś mi się nie widzi.
    Inna sprawa, że uważam, że czasem lepiej zostawić niedosyt niż przesyt 😉

    • „pokryte” trzeba by było zmienić na „pokrytemu”. Fakt, że w dalszym ciągu szału nie ma z tym zdaniem. Ale to już problem autora 😛 Umie pisać, to coś wymyśli.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: