polskie centrum bizarro

„Deser” by Tomasz Czarny

In Opowiadania on Czerwiec 10, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtW życiu potrzeba nieco słodyczy. Nawet zwolennicy bizarro, dla których najlepsza zabawa to czytanie historii o różowych dinozaurach-gwałcicielach strzelających do siebie nawzajem z karabinów miotających ludzkie noworodki (jakby co, to ten pomysł zaklepujemy), czasem potrzebują osłodzenia. Zaś, jak powszechnie wiadomo, wszelkie potrzeby mają tendencję do zmieniania się w prawdziwe obsesje (ludzie to słabe zwierzęta są), a gdy jeszcze bywają wyrafinowane…

Tomasz Czarny – specjalista od krwi, flaków i psychopatów w ciemnych piwnicach, tym razem opowie wam o słodkościach. Dokładniej o człowieku, dla którego Deser to tak ważne zagadnienie, że szuka tego jednego, jedynego smaku w naprawdę dziwnych miejscach. Poniekąd zaserwuje nam też morał z gatunku „czy wiesz co jesz?”. I dlatego smacznego to my dziś raczej wam nie pożyczymy…

h

Deser

h

Wysoki mężczyzna w średnim wieku, ubrany we wręcz perfekcyjnie skrojony szary garnitur, wszedł do sutereny. Nikogo nie było w środku. Spojrzał na zegarek. Zostało piętnaście minut do umówionego terminy spotkania. W pomieszczeniu znajdował się stolik z jednym krzesłem, lodówka i wentylator. Pod ścianami walały się jakieś rupiecie, śmieci i nikomu niepotrzebne sprzęty. Odsunął krzesło i usiadł. Położył na ziemi czarną aktówkę. Rozparł się wygodnie. Nie śpieszyło mu się. Wyglądał na zrelaksowanego. Odchylił ciało do tyłu, zamknął oczy, a ręce splótł na brzuchu.

h

***

h

Pojawiła się o czasie. Ubrana w chiński szlafrok, z takich, jakie można dostać tylko tam, gdzie odzież kupuje się na wagę.
– Witaj, jak samopoczucie? – zagadnęła.
– Dziękuję, nie narzekam. Trochę tu gorąco, czy mogłabyś… – urwał zdanie.
Kobieta włączyła wiatrak.
– Właśnie. Dziękuję – powiedział.
– Co tym razem cię do mnie sprowadza? Czego chciałbyś doświadczyć? – zapytała, pochylając się nad nim tak, że zobaczył jej piersi wraz z brązowymi obwódkami sutków.
– Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? Mam ochotę właśnie na to. O niczym od dawna nie marzę. Chodzi to za mną od dłuższego czasu – odpowiedział.
– Pamiętam. I mam czego ci trzeba. – Uśmiechnęła się.
– Naprawdę? – Zaświeciły mu się oczy. Poluzował krawat.
– Mam wszystko czego ci trzeba… i wszystko, czego trzeba innym. Dbam o was. Już niedługo będziecie odwiedzać mnie w innym, lepszym miejscu. Bardziej komfortowym – wyartykułowała z uśmiechem.
– To wspaniale!
Wyciągnął z kieszeni marynarki kopertę i położył ją na stole.
– Tyle, na ile się umawialiśmy, proszę – powiedział zadowolony.
– Dziękuję. Ufam ci. Jesteś jednym z moich najlepszych klientów.
– Wiem. Postaram się jeszcze bardziej. Nikt inny nie ma takiego towaru, nic nie może się z nim równać. Ja też ci ufam.
Wsadziła rękę pod stół i zaczęła masować mu krocze. Patrzył jej prosto w oczy. Po chwili przestała i schowała kopertę do kieszeni szlafroka.
– Widzę, że się niecierpliwisz. Dobrze więc, przyniosę to, co obiecałam.
Kobieta podeszła do lodówki, zabezpieczonej grubym łańcuchem z kłódką. Z kieszeni wyciągnęła kluczyk i otworzyła zamek. Gdy buszowała we wnętrzu zamrażarki, schylona, podziwiał kształt jej pośladków rysujący się pod tkaniną. Wkrótce podała mu coś w małym, plastikowym pojemniczku. Z góry wystawał drewniany patyk, taki, na jakie nasadza się lody.
– Proszę. Zgodnie z umową. Smacznego – wyszeptała mu do ucha.
– Dziękuję. Jesteś boska. – Był wniebowzięty.
Wziął lodowy deser i łapczywie zaczął się zajadać. Wkrótce jego usta i część twarzy wokół nich zmieniły kolor na brązowy.
– Mmmm, pyszne… niesamowite. Naprawdę ! Było warto ! – oznajmił z ekscytacją w głosie.
– Zostawię cię więc samego i nie będę dłużej przeszkadzać – odparła.
– Gdy będziesz wychodził, zatrzaśnij drzwi, dobrze?
– Jasne, tak zrobię. Powiedz mi jeszcze komu mogę zawdzięczać tak oszołamiający deser.
– To dzieło mojej osiemnastoletniej siostrzenicy. Trochę trudno było ją namówić, ale w końcu pieniądze ją przekonały. Dobrze się odżywia i nie pali – wyjaśniła kobieta.
– Mmm, od razu czuć. –  Pałaszował w iście szaleńczym tempie.

h

***

h

Zostawiła go i weszła schodami na górę, do mieszkania. Otworzyła pokój i usiadła na łóżku, na którym wylegiwał się pies. Pogładziła go po łbie, po czym podeszła do szafki i wyciągnęła puszkę psiej karmy. Otworzyła ją, po czym wkruszyła do środka jakąś tabletkę. Wymieszała zawartość, następnie umieściła ją w misce i podała zwierzęciu.
– Cosmo, żryj i postaraj się szybko to oddać. Mama ma coraz większe zapotrzebowanie na lody – powiedziała i zaczęła obłąkańczo się śmiać.

h
Reklamy
  1. Aż mi się pewien de Sade Markiz przypomniał. Od tej chwili tiramisu maminej roboty zawsze będzie smakować inaczej. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: