polskie centrum bizarro

„Kolacja” by Andrzej Trybuła

In Opowiadania on Czerwiec 12, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtŚwiat kulinarnych rarytasów rządzi się własnymi, egzotycznymi prawami. Potrawa, która dla jednego będzie bizarro albo zwyczajnie ohydna, dla innego (snoba) może być eksplozją blichtru na podniebieniu. Czy czymś takim (nie wiemy jak to dokładnie nazwać, bo za konotacje z Paskudem nie wpuszczają nas do ładnych i drogich restauracji).

Raczej jesteśmy przyzwyczajeni, że głowonoga, ślimaka czy jajka wyprute z brzucha ryby można uznawać za szczyt kulinarnej wykwintności. Są też potrawy spoza naszych kulturowych kręgów, które wzbudzą większe wątpliwości… bo to, że w Japonii zajadają się śmiertelnie trującą bez odpowiedniego przyrządzenia rybą, a Inuici na Grenladnii uważają za rarytas ptaka fermentującego kilka miesięcy w truchle foki przykrytym kamieniem (sprawdźcie hasło kiviak), to raczej nas o pukanie się w czoło tudzież odruch zwrotny przyprawi.

A co z tymi, którzy poszukiwania smaku godnego bogów zajdą jeszcze dalej? A o tym opowie nam Andrzej Trybuła, który zaprasza na Kolację tyleż luksusową, co makabryczną.

h

Kolacja

h

Zbudowana na dużej wydmie restauracja musiała robić niesamowite wrażenie, nawet na tych najbardziej wybrednych z gości. Przepych wystroju w najlepszym, imperialno-karnawałowym stylu. Odpowiednio stonowane oświetlenie zapewniające dyskrecję. Subtelna, nastrojowa muzyka kwartetu smyczkowego. Wytworne wieczorowe stroje klientów. Oraz maski, przy których najlepsze weneckie modele wyglądałyby niczym bardzo ubogi krewny. Wszystko to, przynajmniej jak na razie, warte było pięciu miesięcy oczekiwań, szalonej podróży przez trzy kontynenty i dwóch milionów sześciuset sześćdziesięciu ośmiu tysięcy dolarów za rezerwację stolika. Do tego ten unoszący się wszędzie duch dekadencji i narastająca huśtawka emocji, towarzysząca uczestniczeniu w zdarzeniu zdecydowanie niecodziennym. Moja ukochana, Maria, była po prostu zachwycona.

Ubrany w smoking i białe rękawiczki kelner-Azjata okazał się mistrzem w swoim fachu. Na początek, operując swobodnie wyrafinowanym francuskim, zaproponował nam kosz owoców morza, zwracając przy tym szczególną uwagę na długie nogi syberyjskich krabów, koniecznie zroszone świeżą limonką. Do tego krewetki królewskie z Madagaskaru oraz tradycyjny kawior z Siewrugi, serwowany jednak nie w postaci saute, lecz jako sushi z dodatkiem homarów i białych trufli. Zastępujące białe pieczywo arabskie kulki z ciecierzycy, podane na czarnych płatach szynki Iberico, miały za zadanie równoważyć smaki. Z win do przystawek polecił nam doskonałe Penfolds Grange Hermitage z 1951 roku, natomiast do dania głównego zdecydowanie osiemnastowieczne Chateau Lafite, który jego zdaniem najlepiej dopełniało delikatny, słodkawy smak mięsa. Wszystko brzmiało niesamowicie wykwintnie.

– Przepraszam – zapytała Maria, gdy wszystkie przekąski znalazły się już na stole – czy narkotyki są naprawdę konieczne?

– Niestety, Madame – odpowiedział. – Z doświadczenia wiemy, że zachowania podczas konsumpcji mogą być bardzo różne. Nawet skrajne. Dla niektórych gości jest to jednak zbyt duży szok, dlatego drobne wspomaganie chemiczne wydaje się niezbędne. Proszę się jednak nie martwić, dawki są tak dobrane, by w żaden sposób nie mogły zaszkodzić zdrowiu naszych szanownych klientów.

– Ale mięso będzie naprawdę świeże? – dodałem od siebie.

– Ależ Monsieur! – Tym razem kelner wydawał się szczerze oburzony. – Niedaleko stąd zbudowaliśmy specjalną wylęgarnię. Zapewniam, że mięso jest tak świeże, jak tylko możliwe. Zresztą, w tej chwili już jest przygotowywane. Cały proces musi trwać… co najmniej kilka godzin.

Kelner miał rację. Samo wspomnienie o wylęgarni podziałało na zmysły. Zdecydowanym ruchem sięgnąłem po „doprawione” przystawki.

Kolacja trwała w najlepsze.

Kolejne dawki narkotyku wchłaniane przez organizmy gości sprawiały, że atmosfera stawała się z każdą minutą coraz bardziej luźna, bardziej beztroska. Niektóre z pań wyraźnie przejawiały ochotę wyjścia na parkiet i rozpoczęcia tańców. Wszyscy nie mogli doczekać się dania głównego.

Wreszcie nadeszła długo oczekiwana chwila.

Oświetlenie przy stolikach przygasło. Zabłysły specjalne reflektory punktowe. Orkiestra zagrała tusz, a na środek restauracji wyprowadzono osiem dużych, zakrytych kopulastymi przykrywami półmisków. Na parkiecie stanął mistrz ceremonii.

Z jego krótkiej, pełnej patosu przemowy nie zarejestrowałem ani jednego słowa. Pamiętam tylko oprawę. Obrazy i odczucia. Narastającą gorączkę pragnienia, oklaski. Dziki, spazmatyczny śmiech Marii. I twarze ludzi. Ich nabrzmiałe usta, uniesione złowieszczo wargi, błyszczące zęby, roziskrzone zwierzęco oczy.

Potem kelnerzy podnieśli pokrywy.

W tym momencie narastające we mnie euforyczne napięcie osiągnęło stan krytyczny. Percepcja zwiększyła się do maksimum, jakby wydłużając każdą chwilę w nieskończoność. Dopadły mnie obrazy splecione w jedno z zapachami. Te drgające u wszystkich nozdrza. Na półmiskach osiem maleńkich ciał. Podobnych do siebie. Prawie nie dało się dostrzec różnic anatomicznych. Głowy… jakieś takie zwierzęce. Przypominały upieczone świnie, tylko, że zamiast jabłka w ryju miały winogrona i jakaś afrykańską kapustę. No i „mięso” leżało na plecach. Wszyscy zamarli, gdy przejęty rolą kelner wbił dwuzębny widelec w małe udo. Syk przebijanej skóry wypełnił przestrzeń. Z uciskanej rany wyciekły krople tłuszczu, spływając wolno na półmisek. Kelner podniósł nóż. Wyuczonymi ruchami odkroił pierwszy kawałek. Jakaś kobieta upadła na ziemię. Zemdlała? Nie, tarzała się po podłodze. Była w transie. Wszyscy wokół parsknęli śmiechem. Kilkoro słabszych gości z uśmiechem zwymiotowało wprost na podłogę. Wkroczył personel sprzątający. Plamy szybko zniknęły, na szczęście nie wywołując u innych reakcji łańcuchowej. Dwóch nalanych Amerykanów w kapeluszach o dużych rondach ściskało się ze sobą, podskakując przy tym jakby właśnie wygrali główną nagrodę w Vegas. Maria piła Chateau Lafite wprost z butelki. Kolejne sto tysięcy dolarów do rachunku.

Zamknąłem oczy, koncentrując się na zapachu. Kompletna kakofonia doznań na receptorach nabłonka. Eklektyzm odczuć. Dziecięcina w ośmiu odsłonach. Ciekawe, czy faktycznie smakują inaczej? Czy mięso Azjaty jest bardziej kruche? Murzyna krwiste, a białego Europejczyka bardziej żylaste? Czy mózg to faktycznie taki rarytas, jak powiadają? Czy smakuje jak kurczak?

Czas wrócił do akceptowanej przez umysł normy. Kelnerzy roznosił przygotowane porcje do stolików. Napięcie opadło, ustępując miejsca zwykłej, ludzkiej ciekawości. Wracają maniery i to swoiste wyrachowanie, przynależne tylko ludziom posiadającym prawdziwą władzę oraz, oczywiście, pieniądze. Skupiłem się na potrawie, próbując wybrać najładniejszy kawałek. Rozdrobniłem mięso, rwąc je wzdłuż włókien. Nabiłem na widelec z namaszczeniem. Koniecznie bez żadnych dodatków. Ten jeden, jedyny raz chciałem poczuć pierwotną siłę naszych przodków.

Podniosłem widelec do ust.

W tym momencie Maria złapała mnie za rękaw. W jej oczach widziałem paniczny strach, spotęgowany jeszcze działaniem narkotyku.

– Zapomniałam – powiedziała łamiącym się głosem. Prawie płakała.

– Ale o czym? – spytałem

– Powinnam była… powinnam była do niej zadzwonić.

Spojrzałem na nią bez zrozumienia. Nabity na koniec sztućca kawałek ludzkiego mięsa zawisł mi tuż pod nosem, drażniąc słodkawym zapachem. Wybity z rytmu, wziąłem go do ust. Przeżułem automatycznie, w sposób pozbawiony należnej refleksji.

– Przecież wiesz, że Justynka nie zaśnie bez bajki na dobranoc – wyjaśniła wreszcie.

– Jest już dużą dziewczynką – uspokoiłem Marię, gładząc ją czule po ramieniu . – Będzie musiała sobie jakoś poradzić. Smacznego, kochanie!

h
Advertisements
  1. Pomysł stary i zużyty, ale styl i klimat miodzio.

  2. Do tego jeszcze ten kivak… Gdzie Paskud wykopuje takie smaczne nowinki. Chcę znać sekret!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: