polskie centrum bizarro

„Niekochanie” by Sylwia Błach

In Opowiadania on Czerwiec 19, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxt Quady, konsole, kucyki, smartfony, komputery, bajery, rowery, zabawki droższe od niejednego samochodu… coraz bardziej rozpieszczamy nasze dzieciątka, nie ważne, czy w okolicznościach komunijnych, urodzinowych, świątecznych czy jakichkolwiek innych. Niewiele brakuje do popadnięcia w totalne skrajności, Paskud przewiduje, że niedługo pociechy będą dostawały broń palną (np. zestaw Moja Pierwsza Strzelba na Słonie), miękkie narkotyki czy niewolników złapanych w krajach Trzeciego Świata… o tempora, o mores!

Cóż, z Paskuda nie jest dobry futurysta (ciężko widzieć wyraźnie przyszłość, jak się ma jedno oko), ale czasem warto się zastanowić, co tam roi się w główce malucha obrzucanego ultracennymi podarkami. Jedną z możliwości przedstawi dziś znana i lubiana Sylwia Błach, mrożąc krew w żyłach rodziców opowiadaniem Niekochanie. Jest nawet mocno podrasowane przesłanie – w wersji z dużą ilością tryskającej krwi…

h

Niekochanie

h

Mężczyzna i kobieta trzymali małe różowe pudełko. Ich wygląd silnie kontrastował z wnętrzem, w którym się znajdowali: szare ubrania i zmęczone twarze nie pasowały do urządzonego z przepychem pokoju dziecięcego. Różowe ściany ozdobiono autentycznymi dziełami sztuki, biurko zastawiono najdroższym sprzętem elektronicznym, a łóżko okryto jedwabną pościelą wyszywaną złotą nicią.

– Księżniczko! – zawołał mężczyzna. Po chwili do pokoju wbiegła jego właścicielka. Na oko dziesięcioletnia dziewczynka, uroczo potykająca się na dwunastocentymetrowych obcasach.

– Mamusiu, tatusiu! – Przytuliła ich z udawaną radością. Wiedziała, że lubią, gdy jest miła. I wiedziała, jaki jest dziś dzień.

– Marysiu. – Matce zakręciła się łza wzruszenia w oku. – Dziś jest…

– Dzień dziecka! – skończyła mała, potrząsając uroczo blond lokami ujarzmionymi szpilkami z drogocennymi kryształami. – Co dla mnie macie? – W oku pomalowanym kosmetykami od Yves Saint Laurent pojawił się błysk chciwości.

– Sama zobacz – powiedział z dumą ojciec i wyciągnął w stronę dziecka pudełko.

Marysia chwyciła różowy pakunek i, drżąc z emocji, usiadła na łóżku, zarzucając nogę na nogę niczym mała dama. Spojrzała na rodziców i z niesmakiem pokręciła główką. Tacy duzi, a takie bezguście sobą reprezentują! – pomyślała.

Dziewczynka rozerwała pudełko i z wrażenia wstrzymała oddech – najnowszy model telefonu wydany przez ugryzioną gruszkę! Tak, dokładnie o tym marzyła!

Podskoczyła z radości i szybko uścisnęła rodziców, by po chwili zanurzyć się w cyfrowym świecie dostępnym za pośrednictwem nowego gadżetu.

Wizytacja zakończyła się, rodzice zobaczyli radość w oczach dziecka i mogli opuścić jego królestwo.

h

***

h

Głos Asi rozległ się w słuchawce. Dźwięk był krystalicznie czysty, dzięki czemu dziewczynki czuły się, jakby rozmawiały twarzą w twarz. Zresztą tak właśnie było: obie dostały dziś ten sam prezent, a wbudowane w iGruszkę kamerki pozwalały im prowadzić wideorozmowę.

Nagle Marysia zauważyła kątem oka, że na ekranie sześćdziesięciocalowego telewizora, który dostała rok temu, pojawił się dziwny napis: Uwaga, kampania społeczna. Przyzwyczajona do jaskrawych reklam z tańczącymi lalkami i najlepszymi kosmetykami, prędko pożegnała się z przyjaciółką i pogłośniła. Szarobury przekaz przykuł jej uwagę.

Zobaczyła na ekranie rodzinę bardzo podobną do swojej: dwoje dorosłych w nieciekawych strojach i dziewczynkę w drogiej sukni balowej. Coś jednak wzbudziło jej niepokój. Scena sprawiała wrażenie wypranej z koloru, niebezpiecznie przejmującej. Nie rozumiała tego co widzi, czemu szarość wkradła się w świat drogich zabawek. Obraz zniknął, by po chwili przedstawić tę samą rodzinę. Tym razem uśmiechniętą, schludnie ubraną. Jasne kolory napełniały serce spokojem, daleko im było do krzykliwych barw reklamy.

Nagle dziewczynka z ekranu odwróciła się w stronę Marysi i powiedziała: Moi rodzice dali mi najcenniejszy prezent. Miłość płynącą prosto z serca. Wszystko zniknęło. Marysia znów zachłysnęła się feerią barw. Prezentowano Kena realnych rozmiarów, z wbudowanym dildo, by każde dziecko mogło przez chwilę czuć się jak dorosłe.

Marysia przestała zwracać uwagę na ekran. Tę zabawkę już miała. W jej głowie wciąż odbijały się echem słowa prezent oraz miłość. Nie rozumiała przekazu. Jedno wiedziała: została oszukana!

h

***

h

Jan z Kasią siedzieli w kuchni z pochylonymi nad stołem głowami. Jak co roku zastanawiali się, gdzie popełnili błąd. Ich córka miała wszystko, a jednak… Niewypowiedziane zarzuty wisiały w powietrzu.

– Co zjemy? – odezwała się Kasia. Mężczyzna wzruszył ramionami, wiedząc, że jest to pytanie retoryczne. W lodówce stały piękne lodowe desery, przeznaczone jednak wyłącznie dla córeczki. Oni musieli wytrzymać kilka dni, do wypłaty.

Nagle do pomieszczenia wbiegła wściekła Marysia. Rozejrzała się i prychnęła swym zwyczajem, jak zwykle, gdy musiała przebywać w pokoju nie tak luksusowym jak jej własny.

– Oszukaliście mnie! – wrzasnęła, rzucając najnowszym telefonem w stronę rodziców. Trafiła. Z rany na głowie matki trysnęła krew, a zszokowana kobieta osunęła się na ścianę.

– Uspokój się. – Chwilowo stanowczy ton głosu ojca przerodził się w histeryczny pisk, kiedy zobaczył, że kochana córeczka ściska w ręku ogromny nóż, a spod jej sukienki wystają elektryczne zwoje, fragmenty robopancerza, który dostała na urodziny. Gadżet zwiększał siłę dziecka, by mogło poczuć się jak dorosły mężczyzna.

– Kłamaliście, idioci! Kretyni! Imbecyle! Myśleliście, że się nie zorientuję?! – krzyczała, tupiąc nóżkami. Jan zerkał to na nią, to na krwawiącą żonę, która teraz płytko oddychała. Od dawna była osłabiona, a współczesne telefony cechował spory ciężar i ostre krawędzie. Doskonałe narzędzie zbrodni.

– Kochanie, księżniczko, co się stało?

– Miałam dostać najlepszy prezent! Najcenniejszy!

– Dostałaś…

– Gówno prawda!

W tym momencie mała rzuciła się z nożem w stronę matki. Dźgnęła ją prosto w klatkę piersiową. Przerażony ojciec spróbował powstrzymać córkę, ta jednak odepchnęła go tak mocno, że wpadł na szafki i zemdlał.

h

***

h

– Tatusiu, tatusiu, obudź się. – Głos dochodził jakby z wnętrza eksplodującej bólem czaszki. Z trudem uchylił powieki. Musiał chwilę poczekać, zanim obraz przestał wirować. – Tatusiu, nic ci nie jest?

I wtedy ją zobaczył. Marysia siedziała na krześle, w zakrwawionej sukience. A obok leżała kobieta jego życia, z rozciętą klatką piersiową.

– Już mam co chciałam, już mam najlepszy prezent. Już się nie bój. – Dziewczynka uśmiechnęła się słodko. A potem wyciągnęła do niego dłoń. Ściskała w niej jakąś czerwoną bryłę. – Miłość, tatusiu, mam miłość. Miłość prosto z serca! To najlepszy prezent, jaki mogliście mi ofiarować!

Jego wrzask wymieszał się z radosnym śmiechem dziecka, gdy mała przytuliła go z nieudawaną wdzięcznością.

h
Reklamy
  1. Pozwolę sobie na jedną uwagę, ponieważ ten – w moim pojęciu błąd – pojawia się rozpaczliwie często w publikowanych tu tekstach. Podam przykład, sam początek tekstu: „Ich wygląd silnie kontrastował z wnętrzem, w którym się znajdowali: szare ubrania i zmęczone twarze nie pasowały do urządzonego z przepychem pokoju dziecięcego.”
    Stosujecie opis historii, którą opowiadacie, zamiast tę historię napisać. Albo uważacie, że czytelnik jest tak durny, że nie zrozumie, jeśli zamiast streszczenia będzie np. opis postaci kontra opis wnętrza, albo wam się nie chce, albo nie potraficie tego zrobić.
    To ma być literatura, a nie relacja z meczu piłkarskiego, a ja mam zbyt często wrażenie, że oglądam film opowiadany przez lektora zza kadru.

  2. Różowe ściany ozdobiono autentycznymi dziełami sztuki – czyli czym? Van Gogh, Rembrandt…?
    Pomysł jest, ale nad przekazem trzeba jeszcze popracować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: