polskie centrum bizarro

„Biała śmierć, białe życie” by Maciej Kaźmierczak

In Opowiadania on Czerwiec 26, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtJak może zauważyliście, Maciej Kaźmierczak w swoich tekstach śmiało penetruje erotyczne relacje płci różniastych. A że bez pieprzu i innych przypraw życie potrafi być smętnie bezsmakowe, Paskud nie boczy się na opisywane zboczenia, lecz udostępnia je spragnionym nowości czytaczom… Oto przed państwem kolejna niemoralna opowieść z morałem.

Pytacie się zapewne jaki morał może być przymocowany do opowieści tego typu? I słusznie: pytajcie się. A odpowiedzi szukajcie poniżej. A więc, rączki na stół i do lektury. Endżoj!

h

Biała śmierć, białe życie by Maciej Kaźmierczak

h

Tomek miotał się po całym domu, wyrzucając z szafy ubrania, opróżniając wszystkie napotkane po drodze komody, półki z książkami, szafki kuchenne. Po każdym ruchu następował okrzyk, kolejne błagania, w końcu przeraźliwy płacz i szloch.

Ostatecznie nie znalazł tego, czego szukał.

Ta mała torebeczka, która przed chwilą opróżnili, musiała być już ostatnia.

– Szlag by to trafił! – zawył z bólu.

Jeszcze raz wywrócił na lewą stronę pokój po pokoju, tym razem szukając czegokolwiek, co tylko można by było wciągnąć nosem, a co dałoby chociaż lekkiego kopa: cukier, sól, mąka, w końcu kreda, jakiekolwiek kredki. Nic.  Spróbował nawet zdrapać odrobinę farby ze ściany, ta jednak nie chciała odpaść.

Zdruzgotany wrócił do salonu, gdzie na podłodze leżała naga, posiniaczona żona Tomka, Monika, trzęsąca się niczym na mrozie i obgryzająca aż do krwi paznokcie u stóp.

Tomek stał już na progu pomieszczenia, na drzwiach którego widniał napis „samobójstwo”. I nagle wpadł na genialny pomysł.

Doskoczył do Moniki, brutalnie rzucił ją na kanapę, jakby była workiem kartofli, i zaczął ją sadystycznie brać w ciemną, zarośniętą cipkę.

Dziewczyna próbowała się bronić, jednak w końcu dała za wygraną. Odgięła głowę do tyłu i sapała głośno, czasem tylko próbując powiedzieć, żeby przestał, albo chociaż zwolnił, bo kolczyk wczepiony w wargę sromową rozrywa jej skórę. Ale Tomek nie zwracał na to uwagi.

Czuł, jak penis twardnieje coraz bardziej i szykuje się do wytrysku. Po kilku długich minutach napłynął orgazm.

Wyciągnął członka z pochwy żony i wsadził go jej do ust tuż przed wytryskiem.

Przytrzymał szczękę Moniki, aby ta nie wypluła spermy, ostrzegając również, żeby jej nie połykała. Dotargał ją do stojącego pośrodku pomieszczenia stolika. Zgarnął z niego kilka butelek, które potoczyły się po podłodze.

Rozwarł usta kobiety tuż nad blatem, pozwalając, aby żółtawa ciecz wylała się na szkło. Potem uformował gęsto skumulowane plemniki w jak najbardziej prostą kreskę, przystawił do niej jedną dziurkę nosa, drugą zatykając palcem, i pociągnął zachłannie.

Lejące się gluty wdarły się do jego nozdrzy z cichym świstem, przyjemnie wypełniając zatoki.

Zadowolony z udanego eksperymentu, zachęcił Monikę, aby zrobiła to samo. Ta bez wahania wciągnęła dwa razy większą działkę spermy, której na stoliku pozostało już niewiele. Resztę podzielili między sobą po równo.

A gdy delirka nieco im przeszła, przystąpili do wytworzenia kolejnych dawek.

h

Dwa miesiące później

h

Monika wyglądała okropnie. Miała opuchniętą głowę. Włosy wypadały jej już od kilkunastu dni. Oczy wybałuszyły się, policzki napęczniały. Czaszka widocznie się rozszerzyła.

Lekarze nic nie mówili Tomkowi. Albo nie chcieli, albo nie wiedzieli, co dolega Monice. Nakazali tylko, aby brała leki przeciwbólowe, siedziała w domu i nigdzie nie wychodziła.

Wrócił więc z żoną do domu i zamknął ją w piwnicy. Gdy szamotała się i próbowała uciec, przykuwał ją do betonowego słupa. Wkrótce w ogóle już jej nie odpinał, przynosząc tylko na dół jedzenie i opróżniając szybko zapełniające się wiadro na odchody.

A głowa rosła z każdym tygodniem.

h

Siedem miesięcy później

h

Jej czaszka popękała. Monika zalewała się krwią, krzycząc w niebogłosy i rwąc skórę na głowie, która urosła do rozmiarów trzykrotnie większych niż być powinna.

Tomek nie miał wyboru.

Gdy Monika po raz kolejny straciła przytomność, wziął dłuto, młotek i uklęknął tuż przy głowie żony. Ze łzami w oczach przystawił ostre zakończenie narzędzia do pęknięcia na czole i uderzył młotkiem.

Czaszka rozpękła się na kilka części. Z środka wypłynął mocno już zgniły i nieco skurczony mózg. A zaraz po nim malutkie, czerwone ciało dziecka, któremu dłuto obcięło dwa palce u lewej ręki oraz fragment nosa i policzka.

h

***

h

– Tomek? Gdzie jesteś?

Do piwnicy powoli schodził wysoki mężczyzna, z dziwnym, zielonym cylindrem na głowie i zakręconymi wąsami. Miał na sobie niebieski frak o złotych guzikach, a dłonie okrywały białe rękawiczki. Wyglądał jak typowy bogaty alfons, który uwielbia się przebierać za klowna. I nim też właśnie był.

– Tomek, bracie? Monika? Gdzie jesteście?! To ja, Marek!

Nie doczekał się odpowiedzi, więc zszedł na dół. Obraz pozbawionej głowy kobiety, na wpół żywego dziecka, pływającego we krwi tuż obok, i powieszonego na pasku od spodni brata przyprawił go o mdłości.

Gdy zobaczył, że dziecko jest pokaleczone, a z ran wypływa biała, kleista ciecz, niemal się rozpłakał. Zabrał dziecko do domu, nakazując jednej ze swoich dziwek zająć się nim, i dopiero wtedy, z płaczem, zadzwonił na policję.

h

Osiemnaście lat później

h

Gdy weszli do zalanego czerwienią pokoju, chłopak siedział skulony na podłodze, ssąc własnego penisa. Jego twarz wykrzywiał głód i dzika determinacja.

– Mój drogi – odezwał się Marek do swojego gościa, którego obejmował ramieniem. – Ten chłopak to cudo. Naprawdę świetnie potrafi robić dobrze, a co najważniejsze – poklepał go delikatnie tuż nad schowanymi pod workowatymi spodniami genitaliami – nigdy nie zrezygnuje. Nawet, gdy będzie ci musiał walić do wieczora. Specjalnie dla ciebie nie karmiłem go przez ostatnie dwa dni. Obiecuję, zrobi to lepiej nie tylko od moich, ale i w ogóle od wszystkich dziwek w mieście.

Gość uśmiechnął się, rozpinając powoli rozporek.

– Widzę, że strasznie cię ciśnie. Michaś, obsłuż pana.

Chłopak w jednej sekundzie poderwał się z podłogi, a w drugiej klęczał już tuż przed gościem, zachłannie rozpinając spodnie, by z namaszczeniem wsadzić sobie jego penisa do ust.

Marek powoli wycofywał się z pokoju, przy akompaniamencie pomruków rozkoszy gościa.

– O Boże. Miałeś rację, jest wspaniały – rzucił przez ramię, z trudem przesuwając się w stronę łóżka, aby sobie wygodnie usiąść.

– No ba – zawołał Marek przez szparę między drzwiami a futryną. – W końcu nie na marne w jego żyłach płynie czysta sperma! Tylko dobrze go nakarm, to jedyny pokarm jaki przyswaja – zawołał, po czym odszedł, zastanawiając się już chyba po raz tysięczny, co jego brat musiał zrobić, żeby spłodzić tak wspaniałego syna.

h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: