polskie centrum bizarro

„Pewien Apacz i Trendy” by Darek Kuchniak

In Opowiadania on Lipiec 5, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtDawno, dawno, dawno… nie zaglądał do nas już Pewien Apacz. Złośliwi mogliby pomyśleć, że wpadł czołowo na rozpędzonego Komancza czy innego Siuksa, ale nie! Apacz żyje i ma się dobrze. To znaczy: dobrze jak na kogoś takiego jak on. Kto czytał, ten wie. Kto nie czytał, ten ma możliwość dowiedzieć się o Pewnym Apaczu tego i owego właśnie teraz.

W imieniu Paskuda, Manitou i Darka Kuchniaka zapraszamy do Pewnej lektury. Howgh i takie tam!

h

Pewien Apacz i Trendy

h

Pewien Apacz nienawidzi podatków. Co prawda wie, że jego pieniądze są wydawane na drogi, szkoły, akademiki i wiele innych potrzebnych rzeczy. Tyle że dotąd było tak, że ci, którzy zabierali masom szmal, nie mieli zamiaru dawać niczego w zamian. Teraz jest inaczej, i to wbrew odwiecznej tradycji. Indianin zatracił, gdzieś w tych wszystkich oddolnych inicjatywach, własne ja. Roztopił się w asfalcie stanowiącym drogę powiatową, a w przyszłości, kto wie, może nawet wojewódzką. Nowe budynki szkół, czy zadbane chodniki odstraszały swym estetycznym wyglądem i funkcjonalnością. Pewien Apacz wcisnął swe myśli do odpowiednich przegródek w mózgu, wziął głęboki oddech i postanowił walczyć z obowiązującymi trendami.

Zaczął od spełnienia marzenia z dzieciństwa. W bardzo krótkim czasie zmienił płeć, kraj oraz rodziców i został wybitną, radziecką łyżwiarką figurową. Co prawda trwało to tylko godzinę, ale zostawiło trwały ślad w jego podświadomości. Byli rosyjscy „rodzice” wojownika dzwonią do niego w rocznice zakończenia II wojny światowej w Europie. W tle słychać długie serie z pepeszy, rzewne pieśni żołnierskie przy radosnym akompaniamencie harmonii oraz zażarty pojedynek ogniowy miedzy T-34 a „Tygrysem”.

Pewien Apacz nie poprzestał na tym. Sięgnął po argument ostateczny: po dobrze wypielęgnowaną pleśń. Chciał nadać temu słowu pozytywne brzmienie, więc głosił wszem i wobec: „Zielone, niebieskie i białe pleśni wzbogacają smak wielu wykwintnych serów. Pozbądźmy się bagażu doczesności i głośmy jej chwałę!”. Nikt jednak nie poszedł za tym wezwaniem. Obojętność rodaków uderzyła wojownika w samo serce. Indianin poczuł się zmęczony. Kolejna próba rozszyfrowania zagadki: ”Dlaczego rzeczywistość pluje mi jadem prosto w twarz, i do tego tak namiętnie?” zakończyła się fiaskiem.

Na szczęście następnego dnia wojownik doznał iluminacji. W sobie tylko znany sposób doszedł do wniosku, że wyłącznie Wilhelm Tell jest w stanie mu pomóc. Jak powszechnie wiadomo szwajcarski bohater narodowy nie traktował jabłek z należną atencją. A przecież to nie lada owoce – pełne witamin i różnych innych zdrowych rzeczy. Bez ulepszaczy, spulchniaczy i efektownych etykietek. Jednym słowem nie poddał się ogólnym tendencjom, wręcz szedł im na przekór. Indianin postanowił, że dowie się, co działo się w mózgu górala, kiedy mierzył do owoców z kuszy. Zapukał więc do drzwi jego chaty, po czym wszystko odbyło się według określonej procedury. Pewien Apacz poczekał na „proszę” i wszedł do środka. Następnie pochwalił urodę pani domu oraz przymioty dziecięcia, biegającego, natenczas, swobodnie poza wybiegiem. Po dwóch godzinach bezsensownej paplaniny gość wreszcie zapytał:

– Wilhelmie, dlaczego nienawidzisz jabłek?

– Ze względu na nieszczęście, jakie spadło na mnie w dniu dwunastych urodzin. Szedłem właśnie przez sad mojego sąsiada Johana, kiedy poczułem jak ogromne jabłko ląduje na mojej czaszce. Oprócz bólu poczułem olśnienie. Odkryłem wtedy pierwsze prawo dynamiki Tella. Niestety, w następnej chwili oberwałem innym owocem, jeszcze większego kalibru. I wszystko zapomniałem. W moim umyśle pojawiła się dziura wielkości alpejskiego lodowca. Wiedziałem tylko, że jabłka miały z tym jakiś związek. Od tej pory każdej nocy budzę się z krzykiem: „Izaaku Newtonie! To jeszcze nie koniec!”.

– Szkoda, że Johan nie skupił się na uprawie aronii albo czarnej porzeczki. Stałbyś się sławny w prestiżowym świecie nauki. A tak przeszedłeś do historii małego kraju jako zwykły bohater narodowy.

– To prawda… Moi sąsiedzi zanadto kochają tradycję. Bóg jeden wie, ile genialnych odkryć zostało przez nich zaprzepaszczonych.

Pewien Apacz współczuł Wilhelmowi. Wiedział jednak, że rozpamiętując jego nieszczęście nic nie wskóra w swojej sprawie. Wojownik uświadomił sobie z przykrością, że przegrał walkę z trendami i to z kretesem. Usiadł więc na skraju drogi gminnej i nurzając się w chmurze kurzu czeka na kolejne opowiadanie ze swoim udziałem.

Advertisements
  1. Kolejna odsłona Pewnego Apacza, udana jak zawsze. Psychofanatycznie oddany ww. postaci żąda więcej… 🙂

  2. Bardzo relaksujące. 🙂

  3. Apacza nigdy dość!!!

  4. chłopaki dajcie spokój, bo się popłaczę, a i tak żona patrzy na mnie podejrzliwie.

  5. i niech tak zostanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: