polskie centrum bizarro

„Wielkie żarcie, czyli piknik na plaży” by Juliusz Wojciechowicz

In Opowiadania on Lipiec 30, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtOstatnio o porze upałowej sporo pisaliśmy, takoż o wypoczynku i takich tam. A jak aktywnie wypoczywać? ŻREĆ! Nasza cywilizacja latem kręci się wokół grilla, gdzie kiełbasa, komary i wódka. Albo w grę wchodzi opcja rozrywkowo-wyjazdowa, czyli bieganie wokół budy z kebsem, piwa i stoisk z frytami. Nie da się ukryć, nie da się zaprzeczyć. Apetyt na życie to dla nas jednak głównie sam apetyt.

Dobrze czasem wtranżolić ponad miarę. Ale, jak wiadomo, przynosi to konsekwencje różnorakiego rodzaju.

O wyżej nadmienionych napisał dla was krótką, ale dosadną impresję półpoetycką Juliusz Wojciechowicz. Zobaczcie sami, czy was przerazi.

h

Wielkie żarcie,

czyli piknik na plaży

h

Idę. Nie, nie, kroczę równym, marszowym, drobię, sunę. Szur, szur, niemal pełznę… Ślap, ślap… Fale tłuszczu na mym piwnym, rozdętym, kołyszą mną całym. Plask, plask, mokre odgłosy laczków oślizgłych smalcem stóp, paluchów salcesonem nabrzmiałych, rozepchanych, rozpłaszczonych.

Skwierczę, świszczę, zionę, sapię. Łup, łup… Wali, zacina się, znów zrywa się do sprintu ochłap tłusty, w klatce mojej dosłownie piersiowej.

Bujają się piersi oklapłe, obfite, oleistym włosem z rzadka porośnięte – do pary, białe, niechlujnie obwisłe, ciążowe.

Drżą pęta kolumn parówkowych, lękiem, niepewnością, kroku chwiejnością – dźwigary, łojem przerośnięte, niezdarne, powolne, obłe, słabe.

Z baleronu gracją, z pasztetowej szykiem, miarowo na przemian, zwisają obustronnie ramion wahadła – mięśniowo ujemne, szpekiem rozlazłe, tranowym potem skażone, bezradne, bezsilne.

Leżę. Nie, nie z gracją wygięty, z biodrem zalotnie wysuniętym. Rozlewam się szpetnie, rozpływam z galarety wdziękiem, rozpościeram. Chłonę, zagarniam, rabuję, zasysam przestrzeń ręcznika o żagla rozpiętości. Smażę się, wytapiam, grilluję…

Zgłodniałem.

Nie, nie skubię kęsów drobnych. Rozrywam, połykam, wchłaniam. Tranowym ślizgiem upycham piersi strukturę obwiśle delikatną, szpeku ramion dublet, nóg pęto parówkowe, smalcu stopę, salcesonu paluch…

Pożeram sam siebie. Jestem tym, co jem.

h
Advertisements
  1. mniamuśne, pyszniunie, smakowite.
    Jadłbym.

  2. Paranoicznie obrzydniaśne, a jednocześnie… jakże literacko, a nawet poetycko, piękne!

  3. Niewielki, ale smakowity i sycący kąsek.

  4. Słowo konsumpcjonizm nabiera nowego znaczenia;].

  5. Publikacja rzecz przyjemna, komentarze – równie miła, ale dopasowana do tekstu reklama… miodzio 🙂 „Piosenkarka schudła 18kg. Wiemy co jadła” Oj wiemy, wiemy… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: