polskie centrum bizarro

„O dziewczynce, która chodziła w kapturze na głowie” by Roman Aleksandrowicz

In Opowiadania on Sierpień 9, 2013 at 6:00 am

Powszechnieniedobreliterkitxt wiadomo, że typów nakryć na głowę można liczyć w dziesiątki, jeśli nie setki. W tym kontekście nie do końca wiadomo, czym jest kaptur – nakryciem czy też elementem maskowania? A może jeszcze czymś innym? Na te i wiele innych pytań na pewno nie znajdziecie odpowiedzi w poniższym tekście. Zaręczamy jednak, że warto poświecić mu chwilę, zarówno „w trakcie” jak i „po” lekturze.

PS. Nieuświadomionych uświadamiamy, że nowe opowiadanie Romana Aleksandrowicza należy do cyklu „dziewczyńskiego”, którego poprzednie odsłony znajdziecie: TU, TU, TU, TU i TU.

h

O dziewczynce,

która chodziła w kapturze na głowie

h

Dla P.G.

Nie tak dawno temu i wcale nie tak daleko stąd, w niewielkim mieście leżącym u stóp niskich, przysadzistych gór mieszkała sobie dziewczynka o imieniu Jola. Miała rodziców, którzy kochali ją tak jak zwykle rodzice kochają swoje dzieci: wymagali niewiele, krzyczeli na nią często, i równie często po prostu jej nie zauważali.

Kolejne dni upływały Joli według monotonnego schematu. Rano wychodziła z betonowego bloku i szła betonowym chodnikiem do betonowej szkoły. Spędzała kilka godzin w betonowej klasie, na przerwach przesiadywała pod betonową ścianą, a potem wracała do betonowego pokoju, którego ściany były oklejone wypłowiałymi tapetami. Kiedy tylko mogła, zamykała się w swoim pokoju, aby nie słyszeć narzekania bezrobotnej matki i powarkiwań zapracowanego ojca.

Całe dotychczasowe życie Jola spędziła na osiedlu. Nigdy nie przyszło jej nawet do głowy, żeby spróbować wybrać się na łąki, które rozpościerały się za drogą otaczającą osiedle szerokim pierścieniem. Nie wyjeżdżała nigdy na kolonie, bo nikt ich już nie organizował, ani nie odwiedzała rodziny, gdyż auto ojca ustawicznie się psuło, a samej nikt by jej nie puścił w podróż pociągiem. Raz tylko odwiedziła Kraków, ale to duszne, wielkie miasto tylko ją zmęczyło, a tłumy ludzi wystraszyły ją. Jola ucieszyła się z powrotu na swoje niewielkie, betonowe osiedle.

Kiedy nadeszła pora, by przejść do gimnazjum, w życiu Joli zmieniło się niewiele. Chodziła do tej samej szkoły, uczyli ją ci sami nauczyciele, otaczali ją ci sami koledzy i koleżanki. Jednak dopiero w gimnazjum Jola poczuła, że ona rośnie, a świat wokół niej się kurczy. Powolutku zacieśniały się wokół niej ściany, bloki zbliżały się do siebie, a samochody przemykały coraz bliżej. Jola chciała się odsunąć od tego napierającego świata i przeniosła się do ostatniej ławki, choć kosztowało ją to dwie szarpaniny w szatni z poprzednią właścicielką miejsca. Zapuściła też włosy i sczesywała je na twarz, aby choć trochę odgrodzić się od ludzi. Jednak to nie wystarczało…

Pewnego wiosennego dnia padał deszcz, więc Jola wybrała się do szkoły w bluzie z kapturem. Naciągnęła go mocno na głowę: niewiele widziała, lecz było jej z tym dobrze. W klasie nie ściągnęła kaptura i nauczycielka odruchowo nakrzyczała na nią, ale musiała zająć się innymi problemami i więcej się już dziewczyny nie czepiała.

Po pewnym czasie Jola uznała, że w domu też musi nosić kaptur. Początkowo matka tego nie zauważyła, lecz zachowanie Joli przy stole zderzyło się z matczynym rozdrażnieniem. Matka nawrzeszczała na córkę, córka nawrzeszczała na matkę. Skończyło się na trzaskaniu drzwiami, kaptur został na głowie Joli. W sobotę wrócił do domu ojciec i po rozmowie z matką pociął bluzę córki nożyczkami. Jola płakała pół nocy, a niedzielę przesiedziała przy komputerze zamknięta w swoim pokoju. Rodzice nie zwrócili na to uwagi.

W poniedziałek Jola nie wróciła do domu. Udała się na drugi koniec miasta, gdzie ulokowały się supermarkety i w jednym z nich ukradła bluzę z kapturem. W drodze powrotnej założyła ją na siebie, przysłoniła twarz i od razu poczuła się lepiej… Na klatce schodowej bluzę zdjęła i tak zaczęła się gra w ciuciubabkę z rodzicami.

W drugiej klasie gimnazjum Jola poznała chłopaka. Był od niej starszy o trzy lata, miał na imię Maciek i początkowo nie zwracał na nią uwagi. Posiedział kiedyś na ławce pod jej blokiem, zagadał do niej raz czy drugi na necie, potem zniknął, lecz Jola o nim pamiętała. Kiedy wracała ze szkoły, albo szła po zakupy do sklepu, zerkała spod kaptura, łudząc się, że może natknie się gdzieś na Maćka.

I natknęła się.

Maciek stał niedaleko jej bloku z grupą kolegów, pisząc na komórce i zaśmiewając się z czegoś głośno. Kiedy Jola siłowała niezauważalnie przemknąć się koło niego, złapał kątem oka charakterystyczny kaptur. Kierowany niezrozumiałym impulsem zostawił kolegów i pobiegł za dziewczyną. Dogonił ją tuż przed blokiem, złapał za ramię i odwrócił.

Kiedy zobaczył jej oczy, zakochał się w niej. A przynajmniej tak mu się wydawało. Jola kochała się w nim od dawna, więc zeszli razem do piwnicy. Początkowo Jola nie chciała zdjąć kaptura z głowy, lecz Maciek był silniejszy od niej. To co zobaczył, oszołomiło go – Jola miała piękną twarz, czarne włosy i ślicznie wykrojone usta, które Maciek miał ochotę całować. I tak też zrobił.

A po całowaniu zrobiło mu się nagle żal. Wiedział już, co kryje się pod kapturem Joli i nie chciał, aby inni to poznali. Wyciągnął więc nóż i pociął twarz dziewczyny równymi, mocnymi pociągnięciami. Kiedy Maciek wychodził z piwnicy, był szczęśliwy – wiedział, że już nikt nigdy nie zobaczy twarzy Joli.

Gdy rany się zagoiły, Jola nagle odkryła, że już nie musi chodzić w kapturze na głowie – nikt nie chciał na nią patrzyć i wreszcie wszyscy zostawiali ją w spokoju.

Bielsko-Biała

kwiecień 2012 – lipiec 2013

h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: