polskie centrum bizarro

„Drag queen idzie na randkę” by Patryk Bogusz

In Opowiadania on Wrzesień 24, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtJeżeli ktoś w kinie jest bardziej bizarro niż John Waters, to pewnie tylko Troma, ale umówmy się: stajla od wąsikowego dżentelmena Kaufman mógłby pożyczać na procent, a Watersowi i tak starczyłoby go na długie stulecia bizarrycznej dominacji. A jeśli Waters, to zaraz przylecą różowe flamingi, a z nimi wieloryb w kiecy… No dobrze, nie bądźmy przykrzy. Divine to przecież legenda. W dodatku wgryźliwa.

Lecz mimo deklarowania w Pink Flamingos, że brud to jej życie, Divine to prawdziwa dama (nawet, jeśli płci męskiej), zasłużenie służąca Watersowi za muzę w tych najlepszych czasach jego działalności. Za ten jeden film zasługuje na miejsce w panteonie bizarro po wsze czasy, a przecież karierę medialną dziewucha ma bogatą.

Prędzej czy później, i w naszych skromnych (internetowych) progach musiał zawitać ktoś, kto odda Divine odpowiednio krwawy i obleśny hołd. Patryk Bogusz, bo o tym autorze mowa, zdołał przy okazji wpleść w fabułę innego bohatera popkultury, który gości w naszych domach co roku przy pewnej okazji… Dość. Przekonajcie się sami.

h

Drag queen idzie na randkę

h

DZIENNIK „CO ZA DZIEŃ” numer 1801:

Wczoraj znaleziono ciało kolejnego nastolatka. Ustalono, że zmarły to Ron M. , lat 16. Uczęszczał do liceum im. Jacksona, gdzie z powodzeniem uczył się gry na trójkącie.

Chłopiec został zmasakrowany i wielokrotnie zgwałcony. Przy denacie znaleziono liścik od zabójcy. Policja nie chce na razie upubliczniać jego treści.

Ron został znaleziony przez panią Bundy, która zgodziła się opowiedzieć nam o tym zdarzeniu:

 „Między godziną drugą a trzecią nad ranem usłyszałam hałas pod oknami mojej sypialni. To tłukły się kubły na śmieci. Myślałam, ze sąsiad znów w nich grzebie – wiecie, facet ma obsesję na moim punkcie. Niepotrzebnie dałam mu nadzieję, wyrzucając kiedyś majtki – od tamtej pory regularnie buszuje w moich śmieciach. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby sprzątał po sobie, ale on zostawia taki bałagan, jakiego nie robią nawet szopy pracze. Zbiegłam więc na dół, żeby go ochrzanić i zobaczyłam ciało tego chłopca. Był nagi, wszędzie pełno krwi, a na głowie miał zawiązana torebkę foliową – bardzo szczelnie – ktoś uciął mu genitalia, a z jego… hm, pupy wypływały jakieś wnętrzności, wie pan, nie znam się na tym – nie skończyłam medycyny, ale nie wyglądało to za ciekawie. Zawiadomiłam policję. Tyle.”

To była już czwarta ofiara nieznanego sprawcy. Seryjnego mordercę nazywano Romantykiem;  przy każdej z ofiar zostawiał czerwoną różę i liścik.

Policja przypomina: rodzice nastolatków z Virgin Hill, nie wypuszczajcie swych pociech z domu po zmroku oraz w miarę możliwości eskortujcie je w drodze do i ze szkoły.

h

Divine odłożył drugą kremówkę na gazetę. Wytarł ręce w t-shirt z logo zespołu Slayer i poszedł do łazienki. Wyciągnął wagę spod wanny. Specjalnie kupił taką z ograniczeniem do stu osiemdziesięciu kilo. Stanął na niej. Wskazówka zawahała się na chwilę, by zatrzymać się ostatecznie na sto pięćdziesiątym szóstym kilogramie.

„Nie jest źle, stary, dwa kilo zgubione”. Spojrzał na żółtą sukienkę i blond perukę leżące w wannie. Ta kreacja przypomniała mu jak dobrze się wczoraj zabawił.

„Proszę nie rób mi krzywdy…”

„Ron, chłopcze, jak mogłabym cię skrzywdzić? Jestem tylko dużą kobietą potrzebującą miłości”.

Nie mógł się powstrzymać. Te sceny wróciły jak żywe. Opuścił bokserki  i złapał  ogromną łapą sterczącego penisa. Wykonał kilka ruchów dłonią i trysnął do wanny. Krople spermy spadły na poplamioną krwią sukienkę.

„Szkoda jej trochę, naprawdę dobrze w niej wyglądałem”.

Mężczyzna wziął z kuchni worek na śmieci, do którego wrzucił sukienkę i perukę. Wyszedł przez garaż do ogródka na tyłach domu. Rozpalił ogień w miejscu przeznaczonym na ognisko. Zawartość torby rzucił w płomienie.

Nie mógł się już doczekać nocy. Miał polować tylko raz w tygodniu, ale nie zniósłby tak długiego oczekiwania. Wczorajszy gnojek zaostrzył mu apetyt.

Pierwszy z nich nie był za dobry. Zarozumiały małolat. Nie potrafił się bawić. Nie płakał, nie krzyczał – tylko stękał jak jakaś pieprzona starucha. Nie było z niego pożytku.

Ten drugi koleś zarzygał mu podłogę w piwnicy, a on nie mógł się skupić na porządnej rozrywce,  czując odór wymiocin. W ramach kary wytarł rzygi twarzą chłopaka, ale po tym nabrał do niego jeszcze większego obrzydzenia.

Trzeci był całkiem niezły. Miał fajny tyłeczek i słodkie usteczka. Niestety, także małą odporność na ból. Zanim rozpoczęło się porządne bzykanko, trzeba było cucić go kilka razy. Pieprzona śpiąca królewna.

Natomiast Ron… ten wiedział jak zabawić damę. Był naprawdę wartościowym chłopcem. Taką randkę można by powtarzać w nieskończoność. Niestety, emocje i namiętność wzięły górę.

Divine dogasił ognisko i wrócił do domu. Zabrał czteropak piwa z lodówki i rozsiadł się przed telewizorem. Miał jeszcze trochę czasu do przygotowań. Odpalił na dvd „Martwicę mózgu”. Kochał ten film, choć czasem zastanawiał się, czy nie jest jakimś świrem. W końcu normalny człowiek powinien być raczej zdegustowany takim obrazem.

Uwielbiał scenę z dzieckiem zombie. Jednak gdyby jemu urodził się taki paskudny dzieciak, wrzuciłby go do worka i spalił w ogródku. Co prawda jego własny ojciec próbował utopić go w miejscowym jeziorze, ale zabrał się za to za późno. Sześciolatek to nie pieprzony kociak, nie pójdzie spokojnie pod wodę.

Stary po pijaku nie potrafił zawiązać porządnych węzłów, więc wyswobodzenie się z więzów nie stanowiło problemu. Bez trudu zarżnął pijanego ojca. Podciął mu gardło  brzytwą – dumą staruszka, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. „Patrz tę brzytwę mam po swoim ojcu, twoim dziadku – zwykł mawiać tatko. – Dziadek, to dopiero był gość. Potrafił się nią golić z zamkniętymi oczyma. Był wojskowym, twardym facetem, ale uwierz, że poderżnąłby sobie nią gardło, gdyby zobaczył jakiego wnuka się doczekał. Małego pedała, który wieczorami przebiera się w dziewczęce ciuszki. Tak zboczku, wiem o wszystkim. Dzwoniła do mnie mama Sary i mówiła, ze ukradłeś jej pończochy i sukienkę.”

Punktualnie o osiemnastej Divine przyrządził tosty z jajkiem i bekonem. Jadał je codziennie, zawsze o tej samej porze. Bekon i tost to fundament pożywnej kolacji. Popijał je świeżo wyciśniętym sokiem pomarańczowym.

Po kolacji brał prysznic, nie chciał odstraszyć swojego wybranka nieprzyjemnym zapachem. Najbardziej nie lubił myć tyłka. Czasem musiał odrywać drobniutkie kawałeczki kupy, które zaplątały się we włosy. Po cholerę tam rosną włosy? Często się nad tym zastanawiał.

Po kąpieli brał kosmetyczkę i szedł do pokoju. Odpalał swój zestaw stereo. W domu znów rozbrzmiała piosenka „Goodbye Horses” w wykonaniu Q Lazzarusa. Depilował brwi i podkreślał je czarna kredką,  malował rzęsy,  nakładał puder na policzki.

Otworzył szafę, w której wisiało kilkanaście sukienek. Wybrał czarną. Naciągnął na nogi rajstopy. Niestety, często pękały, tworząc tak zwane oczka, ale zdążył się już przyzwyczaić. Usta zawsze szminkował na czerwono.

Przed wyruszeniem w podróż przeglądał się w lustrze i przesyłał sobie buziaka na szczęście.

h

Divine krążył już od godziny po obrzeżach Virgin Hill, ale nie mógł znaleźć odpowiedniego chłopca.  Zaparkował swojego plymouth fury z roku 1958 pod klubem nocnym „Szpikulec”.

W radio leciało: „You think you’re Man”, więc pogłośnił. Jego uwagę przykuła szczupła postać, opuszczająca klub. Dyskretnie ruszył za nią. W świetle latarni mógł się przyjrzeć obiektowi: młody chłopak, nie miał więcej niż osiemnaście lat, blondynek, wysoki i szczupły, miał zgrabny tyłek, który wyzywająco opinały jasne jeansy.

Chłopak od razu zorientował się, że Divine podąża za nim. Nie uciekał. Zatrzymał się, czekając, aż plymouth podjedzie bliżej. Drzwi samochodu otworzyły się i pijany nastolatek zobaczył ogromnego transwestytę  z trudem wysiadającego z auta. Pokręcił głową  z niedowierzaniem.

– Jesteś najbrzydszą kobietą, jaką w życiu widziałem. – Zdążył powiedzieć zanim zwymiotował. Cios w głowę pozbawił go przytomności. Upadł wprost w świeże wymiociny. Jak przez mgłę docierały do niego słowa piosenki: You think you’re a Man/You are only a toy…

h

Gdy otworzył oczy, siedział przy zastawionym stole. Biały obrus, srebrna zastawa. W jego nadgarstki wrzynały się kajdanki, a nogi były przykute do krzesła, na którym siedział. Solidne drewno, najprawdopodobniej dębina – nie dałby rady go roztrzaskać. Bolała go głowa.

Próbował się rozejrzeć, ale nie widział za dużo. W pomieszczeniu było ciemno – jedynie  dwie świece stojące na stole dawały trochę światła.

– Słońce już się obudziło? – Usłyszał za sobą zachrypnięty głos.

– Co tu się, kurwa, dzieje?! – Zdawał sobie sprawę, że został porwany, ale nic mądrzejszego nie przyszło mu do głowy.

–Czemu tak niekulturalnie? Nieładnie się tak wyrażać będąc w gościach – odparł Divine i usiadł przy stole przodem do chłopaka.

– Jesteś jakiś świr, nie?

– Jestem Divine, a ty młodzieńcze?

– Kevin.

– Kevin jak? Zresztą, co za różnica… – Divine wyciągnął zza siebie duży nóż. – Lepiej bądź dla mnie miły, blond dziwko!

– Spokojnie – chłopak musiał grać na czas – jestem Kevin McCallister.

– Dziwne, to nazwisko brzmi jakoś znajomo… – Transwestyta odłożył nóż i zamyślił się. Kevin nie miał zamiaru mu pomagać. Musiał zgrywać ofiarę, żeby jak najszybciej wyrwać się z łap tłustego zboka. Nie chciał przypominać porywaczowi nagłówków z gazet: „Kevin McCalister, dzielny ośmiolatek, doprowadza do aresztowania dwóch włamywaczy”. To mogło mu tylko zaszkodzić. Wzmogłoby czujność pedryla.

– Po co te kajdanki? – spytał Kevin.

– Żebyś ptaszyno nie popsuł nam randki.

– Randki? Zamierzasz tu siedzieć za stołem sącząc winiacza i rozmawiać o moich stopniach, czy chcesz się zabawić?

– Nie lubisz rozmawiać?

– Wolę się bzykać. Sorki, ale nie wyglądasz mi na ciekawego partnera do konwersacji, za to do bzykanka, hmm, nie robiłem jeszcze tego z tak wyrafinowaną kobietą. – Kevin przesłał mu czarujący uśmiech.

– Masz duże doświadczenie?

– Sam się przekonaj.

– Chciałeś powiedzieć sama.

– Właśnie, sama.

Ten blondasek nakręcił Divine. Pieprzyć rozmowę. Zabawi się z nim, jak z nikim innym do tej pory. Mała łajza myśli, że się z tego wywinie, ale nic z tego. Ten wieczór należy do niego.

– Muszę cię przeprosić na chwilę. – Divine wstał od stołu i wyszedł z piwnicy.

Dobra moja, pomyślał nastolatek. Z tym frajerem nie będzie problemu. Znowu się wywinę. Przecież jestem Kevin McCallister. Zawsze wychodzę cało z opresji. Ten dupek zasłużył na specjalne traktowanie – zanim wezwę policję, dobrze go stłukę. Tak, gruba dziwko, pęknie ci kilka kości.

Divine wrócił. Kevin go nie widział, ale usłyszał otwarcie drzwi i ciężki oddech. Pierwszym, co ujrzał, była ogromna ręka uzbrojoną w kastet.

– Słońce, no co ty…? – tyle zdążył powiedzieć, nim Divine wyprowadził prawy prosty. Raz i dwa. Nastolatek zalał się krwią. Wypadające zęby rozerwały skórę wokół ust. Krwawy otwór powstał na twarzy chłopca. Dokładnie taki, jakiego potrzebował Divine.

Transwestyta podwinął sukienkę do góry, rozerwał rajstopy w kroku i wcisnął nabrzmiałego penisa w coś, co kiedyś było ustami ofiary. Mokro i przyjemnie, pomyślał, szkoda tylko, ze chłopak stracił przytomność.

Tej nocy Divine wywąchał dwa gramy kokainy i rżnął Kevina do rana. Co jakiś czas oblewał chłopaka wiadrem wody, żeby ten odzyskiwał przytomność. Nad ranem odgryzł mu głowę. Zawsze był ciekaw, czy da się to zrobić. Trochę to potrwało, ale dostarczyło dużo przyjemności. Gdy wgryzał mu się w tętnice chłopak krzyczał:

– Jestem Kevin! Załatwię cię!

Nie załatwił.

h

DZIENNIK „CO ZA DZIEŃ” numer 1803:

Virgin Hill ogarnął smutek. Wczoraj, w godzinach porannych znaleziono zmasakrowane ciało miejscowego bohatera: Kevina McCallistera, który kilka lat temu przyczynił się do ujęcia dwóch włamywaczy. Niestety, stał się najprawdopodobniej kolejną ofiarą Romantyka. Szczegóły zbrodni na razie nie są znane. Policja nie udzieliła jeszcze oficjalnego oświadczenia.

h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: