polskie centrum bizarro

„O dziewczynce, która lubiła patrzeć w mgłę” by Roman Aleksandrowicz

In Opowiadania on Październik 4, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMgła z zasady jest mlecznobiała, nadciąga pozornie znikąd i, no cóż, cechuje się gęstością. Z tego powodu we mgle można znaleźć (lub bardziej namacać) różne-różniaste rzeczy. Na przykład wilgoć, czyhające na macaczy przeszkody terenowe albo szkieletowate duchy piratów (hello, Carpenter!). Skoro zaś mgła nieprzeniknioną bywa, to można się w niej też zgubić. Albo zgubić coś istotnego. Takie to bywa życie w oparze.

Roman Aleksandrowicz dobrze o tym wie i wie o tym jedna z jego dziewczynek, która przekonała się o tym… no, tego dowiecie się już sami.

A przy okazji – wiecie czy nie wiecie? Jak nie wiecie, to się dowiecie… Roman Aleksandrowicz, oprócz parania się dziewczyńskimi miniaturami prezentowanymi na niedobrych, bierze się także za bary z dłuższymi formami i bierze się za nie skutecznie. Serdecznie polecamy między innymi jego opowiadanie Skafander, wyróżnione w konkursie Otuleni Natchnieniem 2013, które można pobrać wraz z innymi tekstami, które przypadły do gustu jury, ze strony magazynu QFANT.

h

O dziewczynce, która lubiła patrzeć w mgłę

h

Dla P.G.

Nie tak dawno temu i wcale nie tak daleko stąd, w malutkiej wiosce leżącej nieopodal gęstego lasu mieszkała sobie dziewczynka o imieniu Florentyna. Jej imię nie było wynikiem decyzji podjętej przez pijanego ojca, ani tym bardziej złośliwości czy przekory matki chrzestnej. Rodzice obdarzyli ją imieniem Florentyna, gdyż w ten sposób chcieli uczcić pamięć jednej z prababek, której wiele zawdzięczali.

Florentyna dorastała w normalnej, kochającej rodzinie. Miała ojca, który prowadził niewielką stację benzynową w pobliskim miasteczku. Jej matka pracowała w urzędzie powiatowym. Starszy brat ignorował ją ustawicznie, zaś młodsza siostra bezustannie się za nią włóczyła. Na szczęście dla swego zdrowia psychicznego, Florentyna posiadała własny pokój, w którym mogła zamykać się i marzyć.

Marzyła więc o odległych krajach i wielomiesięcznych podróżach do nich. Marzyła o tym, by znać wiele języków obcych – nawet zakupiła w tym celu przez internet różnorodne podręczniki. Marzyła o tym, by zostać lekarką i wyjechać do Afryki, gdzie leczyłaby chore dzieci. Florentyna nie mogła się tylko zdecydować, czy w Afryce miała zachorować na egzotyczną chorobę i umrzeć, czy też raczej powinna zakochać się w przystojnym lekarzu z Australii bądź Ameryki i wyjechać z nim na drugi koniec świata.

W szkole Florentyna uczyła się dobrze. Ponieważ była dziewczynką żywą i rozgarniętą, nauczyciele wysyłali ją na różnorakie konkursy, angażowali do występów i przedstawień, zachęcali też do woluntariatu. Co piątek odwiedzała więc Florentyna świetlicę parafialną i tam przez godzinę czytała dzieciom bajki.

Domek, w którym mieszkała Florentyna, ulokowano w płytkiej dolinie, w pewnym oddaleniu od innych zabudowań. Po prawdzie, trzeba było dojść do głównej drogi, wzdłuż której ciągnęła się wioska, żeby zobaczyć inne gospodarstwa. Do przydomowego sadu podchodził za to Las.

Florentyna nigdy nie mogła zdecydować, czy to jest las, czy zagajnik. Próbowała pytać o to panią od biologii, ale ta w odpowiedzi kazała jej siedzieć prosto i zająć się lekturą zadanego rozdziału. Kilkakrotnie Florentyna próbowała też wymierzyć obwód lasu krokami, lecz gubiła się zawsze przy szóstej setce, kiedy wspinała się po skarpie, idąc w kierunku południowym lub przy ósmej setce, kiedy przeskakiwała po rzecznych kamieniach, zmierzając w kierunku północnym. Próby wyszukania nazwy na mapach również spełzły na niczym. Florentyna uznała, że Las chyba nie chce, aby wiedziała, czym on naprawdę jest.

Pewnego wieczoru Florentyna siedziała w oknie swojego pokoju, rozmyślając o kolejnej wyprawie. Okna jej pokoju wychodziły na zachód, czyli w stronę Lasu. Florentyna siedziała rozmarzona, więc dopiero po jakimś czasie zauważyła, że pod lasem gromadzi się Mgła. Widziała wielokrotnie to zjawisko, lecz dopiero teraz zwróciła na nie uwagę.

Mgła była przepiękna. Florentyna uznała, że chce ją zobaczyć z bliska, toteż ubrała się i po cichu zeszła po schodach. Rodzice na szczęście oglądali program w nastawionym głośno telewizorze, więc bezszelestnie naciągnęła buty i wymknęła się tylnymi drzwiami do sadu. Mgła zastygła w odległości kilkunastu metrów od ogrodzenia. Florentyna oparła się o pień jednego z drzew i wpatrywała się w nią przez kilkanaście minut. Kiedy napatrzyła się już, wróciła niepostrzeżenie do domu.

Kilka tygodni później sytuacja powtórzyła się. Co prawda tym razem Mgła pochłonęła Las, lecz nie wypełzła na przydomowe pole. Florentyna musiała skorzystać z furtki w ogrodzeniu. Wyszła z sadu i podeszła na skraj Lasu. Przysunęła się do mlecznobiałej ściany. Stała tak w absolutnej ciszy i patrzyła w Mgłę, nie słysząc nawet własnego oddechu.

Któregoś dnia Florentyna poczuła dziwną chęć wejścia w Mgłę. Weszła powoli, powolutku między drzewa i zaczęła kroczyć wśród białomatowych kłębów. Szła tak i szła, aż napotkała Drzewo i wtedy uznała, że nie chce już iść dalej. Przytuliła się do jego kory, wczepiła się w Drzewo mocno i słuchała, jak oddycha. Dopiero we Mgle udało jej się to usłyszeć.

Gdy Florentyna obudziła się, odkryła, że Mgła już odeszła. Zwykłe odgłosy lasu zagłuszały oddech Drzewa, a poranna rosa szczypała ją w policzki. Florentyna nie wiedziała, czy to Mgła odurzyła ją tak mocno, że usnęła, czy też uśpił ją oddech Drzewa. Wstała szybko, otrzepała się i pobiegła do domu, żeby się przebrać.

Kiedy weszła do łazienki i spojrzała w lustro, wystraszyła się. Jej twarz była pokryta krwią, a wargi miała zapuchnięte. Umyła się szybko i zerwała z siebie nabiegnięte wilgocią ubranie. Potem weszła pod prysznic i myła się tak długo, aż zmyła krew. Co chwilę zwiększała temperaturę wody, aż wreszcie lał się na nią czysty ukrop. Florentyna nie czuła nic.

Florentyna zakręciła wodę i wycierała świeżym, puchatym ręcznikiem swoje zaczerwienione ciało, gdy zauważyła, że jej serce nie bije. Wstrzymała oddech i wsłuchiwała się przez pewien czas. Odpowiedziała jej cisza. Florentyna chwyciła się za nadgarstek i sprawdziła puls. Nic. Przycisnęła rękę do żeber i macała w poszukiwaniu znajomego dudnienia. Jej serce jednak nie biło. Florentyna zaczęła płakać.

Od tej pory Florentyna żyła w ustawicznym strachu. Kiedy jej młodsza siostra bawiła się z nią, Florentyna nagle odbiegała w obawie, że mała przytuli się do niej i odkryje, że jej serce nie bije. Kiedy starszy brat objął ją nagle od tyłu, Florentyna dostała napadu histerii, biła go i drapała. Trzeba było wzywać pogotowie i Florentyna dostała zastrzyk na uspokojenie. Ojciec i matka coraz bardziej martwili się jej zachowaniem i szeptali między sobą. Florentyna zauważyła to i nauczyła się kontrolować swoje odruchy. Kiedy ktoś dotykał ją lub obejmował, sztywniała jak Drzewo.

Kilka lat później – może była to końcówka liceum, może początek studiów – Florentyna poznała Michała. Chłopak uczepił się jej, chodził za nią, niekiedy biegał. Próbował z nią rozmawiać i nie zrażał się niepowodzeniami. Stopniowo Florentyna odkryła, że cieszy się z jego towarzystwa i niekiedy nawet nie cofała ręki, kiedy Michał usiłował ją pogłaskać.

Michał nie dawał za wygraną i usiłował zbliżyć się do Florentyny. Pewnego wieczoru odwiedził ją niespodziewanie z butelką francuskiego wina. Kiedy Florentyna wypiła trochę, zaczęła się śmiać, a wtedy Michał przyciągnął ją do siebie i objął. Próbował pocałować. Florentynę ogarnęła panika. Bała się ogromnie, że już za chwilę wyda się jej tajemnica. Przypomniała więc sobie, co zrobiło Drzewo i postąpiła tak samo. Zarzuciła ręce wokół szyi Michała, przycisnęła mocno swoje wargi do jego ust, weszła do środka i wyciągnęła mu serce z ciała. Michał stał się taki sam, jak ona.

Kiedy Florentyna obudziła się rano, Michał nadal leżał w jej ramionach. Przycisnęła rękę do jego piersi, lecz serce chłopca nie biło. Florentyna ucieszyła się, gdyż Michał stał się podobny do niej. Może teraz będzie w stanie ją zrozumieć? Pochyliła się nad nim i pocałowała go mocno w zakrwawione usta. Michał nadal spał. Florentyna przytuliła go do siebie i pocałowała jeszcze mocniej. Nic się nie stało, Michał był martwy.

Florentyna zadygotała, jej ciałem wstrząsnęły spazmy i po raz pierwszy od wielu, wielu miesięcy zrobiło jej się smutno. Łzy nabiegły jej do oczu. Florentyna zgięła się z bólu w pół, lecz nie stało się nic.

Przecież osoba bez serca nie może płakać.

Bielsko-Biała

marzec 2012

h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: