polskie centrum bizarro

„Hotel Psychiatryczny” by Sylwia Błach

In Opowiadania on Październik 15, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtAch, kurorty! Esencja wypoczywania, której clou jest hoteling. Wypasiony pokoik z wypasionym telewizorkiem i wypasionym barkiem, wszystko, naturalnie, na wypasie. All inclusive, full exclusive – co przelicza się na nieograniczoną wódę, więc więcej nie potrzeba, no, chyba, że ktoś po takim spożyciu ma jeszcze siłę na seksualne podboje… Ale my, Polacy, możemy kolektywnie uznać, że alko w cenie wynagradza brak innych uciech.

Niemniej, nas do hoteli ekskluzywnych (i tych mniej też, a i do pensjonatów często) nie wpuszczają. Nawet, jak założymy Paskudowi kaganiec.

Okazuje się jednak, że istnieją hotele, które ugoszczą takich jak my. Cynk dała nam Sylwia Błach – rzecz jasna, w formie literackiej – więc nie widzimy powodu, by i z wami się tą radosną nowiną nie podzielić.

h

Hotel Psychiatryczny

h

Mariusz opadł ciężko na rozklekotany fotel. Poczuł jak stare, wysłużone sprężyny wbijają mu się w spasiony tyłek, a po chwili ziewnął przeciągle. Była dopiero szósta rano, godzina do rozpoczęcia praktyki, a już musiał wkradać się do gabinetu tylnym wejściem. Czuł się jak jakaś cholerna gwiazda rocka! Tylko zamiast cycatych, gotowych na wszystko fanek, użerał się z psychicznie skrzywionymi małolatami.

Najchętniej wysłałby ich wszystkich do piekła! Lecz nie o piekło tu się rozchodziło, wręcz przeciwnie – o istny raj. Musiał więc cierpliwie przebierać w przypadkach, oddzielać ziarno od plew, a właściwie gówno od betonu. Kręcić się jak gówno w betoniarce – to przysłowie zyskało dla niego nowy wymiar: metafizyczny, niemalże duchowy. Czuł się niczym ta szlachetna betoniarka, której bęben wypełniany jest nieustannym bełkotem. Jeeestem chooory, daaaj mi skieeerowanie. Skierowanie-sranie. Po każdym dniu i obcowaniu z taką ilością psycholi powtarzał sobie, że wyryje te słowa nad drzwiami głównymi. Na obietnicach się kończyło, jak zawsze w jego życiu.

Rozejrzał się wokoło nieobecnym wzrokiem, poprawił przekrzywiony krawat i wrzasnął:

– Kaaaawy!

Przez krótką chwilę nasłuchiwał, a następnie walnął się otwartą dłonią w pusty czerep. Nie będzie kawy, przecież jego asystentka uciekła, gdy któryś z pacjentów zaczął się do niej dobierać przy użyciu pluszowego zająca. Co on chciał nim zrobić? Tego nie wiedział nikt. Natomiast blond Alina presji nie wytrzymała i zostawiła Mariusza samego w tym przybytku chorób nie tyle psychicznych, co wenerycznych.

Bo taki był główny problem z pacjentami, którzy do Mariusza przychodzili. Większość z nich cierpiała na zdrowie, a tego, niestety, psychiatra nie jest w stanie wyleczyć. Odsyłał ich więc do ginekologów czy urologów wszelakich, zgodnie z zasadą, że każdy nastolatek jakiegoś syfa między nogami ma, i wzywał następnych. I następnych. I tak bez końca.

W końcu ruszył swe ogromne cielsko i, potrząsając uroczo fałdami w rytm lecących z radia dźwięków Macareny, sam przygotował sobie kawę. A potem po raz kolejny ciężko opadł na fotel i zaczął żłopać w rytm jego buńczucznego skrzypienia. Cicho syknął, gdy złośliwa Mała Czarna poparzyła mu język, ale odgryzł się i wypił resztę jednym haustem

Pod nagłym wpływem wszechogarniającego niepokoju, który towarzyszył mu odkąd zamiast pięciu pacjentów dziennie zaczął przyjmować pięćdziesięciu, zlustrował gabinet. Czasem śmiał się, że dopada go mania prześladowcza.

Na ścianach wisiały krzywo dyplomy. Lekarz psychiatra! Ukończony Uniwersytet Medyczny w Krakowie! Najlepsze oceny! –  krzyczało czarnymi literami ze wściekle różowych kartek świadectwo ukończenia przez Mariusza niezbędnych studiów. Początkowo trochę drażnił go kolor papieru, fatalnie komponujący się z burą tapetą, ostatecznie pogodził się jednak z faktem, że gdy drukował dyplom ze strony dyplomy-lekarskie-dla-ciołków.pl, skończyły mu się kartki i musiał się poratować podkładając ręczniki toaletowe Velvet. Ważna była jakość wydruku, a ten wyglądał jak ta lala! Tak, dokładnie ta, która uśmiechała się półnaga z dyplomu wiszącego tuż obok: Puchar świata! Nagroda dla posiadacza największego ptaka! Z tego osiągnięcia Mariusz był wyjątkowo dumny, nie każdy zajmuje się hodowlą tak dorodnych papug. Pozwolił więc, by cycata szczerzyła zęby tuż obok dowodu jego wyższego wykształcenia. Zresztą, sznurek między jej nogami, będący zapewne oczywistym symbolem majtek, na równi z oczywistością symboliki romantyzmu – gdzie ptak to kraj, a kraj to sraczka – kolorystycznie zgrywał się z ręcznikiem toaletowym. Jeszcze donica ze zwiędniętym kwiatem pod oknem i to na tyle w kwestii dekoracji gabinetu.

Meble najzwyklejsze: szarobure o tradycyjnych formach. Na środku pokoju stał mały fotel, następnie biurko, a przy biurku drugi fotel, aktualnie dzielnie utrzymujący właściciela. Mariusz cenił sobie minimalizm, powtarzając, że cechuje on ludzi inteligentnych.

Wszystko na miejscu! Można zacząć kolejny dzień pracy! Kurtyna w górę!

***

Rozległo się pukanie, a po chwili młody mężczyzna scenicznym-obscenicznym ruchem wszedł do gabinetu. Właściwie najpierw próg przekroczyły jego biodra, którymi bezustannie wykonywał ruchy kopulacyjne, a dopiero potem Mariusz ujrzał resztę pacjenta. Młoda twarz, tak niecharakterystyczna, że nie rozpoznałby jej w tłumie.

– Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – Oklepana jak grzbiet rumaka formułka zawisła w powietrzu.

– Hej ziąąą, jestem Edzio-Pedzio! – odrzekł młodzieniec.

– Dzień dobry. Proszę usiąść. Co panu dolega?

– Grzybica pochwy.

– Pan nie ma pochwy.

– Ale mam kutasa! Alaaa nie waaali mu paa… – Chłopak zaczął śpiewać. Mariusz spojrzał na niego z politowaniem. Czubkiem to może i był, ale jednocześnie całkiem zdrowym…

Psychiatra pomyślał o leżącej w szufladzie jego biurka broszurce i zacmokał z niesmakiem. Hotel psychiatryczny! Jedyne takie miejsce, w którym wszystko Ci wolno! Zapewniamy całodzienną opiekę lekarską i pielęgniarki, które wiedzą, jak zadbać o Twoje choroby! – cytował w myślach po raz setny, odkąd zgodził się być jednym z lekarzy współpracujących z tym przybytkiem. Wpakował się w szambo? Tylko my wiemy, jak wyleczyć Twe najgorsze urojenia! W naszym hotelu poznasz smak prawdziwej przygody, próbując chorób swych przyjaciół! Luksusowe śniadania, spa, seks bez ograniczeń i całkowita dowolność w perwersji to nasze podstawowe założenia! Bo wiemy, że lekarstwem na wszystko jest szczęście! Wystarczy zaświadczenie o nieuleczalnej chorobie psychicznej od któregoś ze współpracujących z nami psychiatrów, a świat rozkoszy stanie przed Tobą otworem, niczym dupa luksusowej dziwki! Tak, wpakował się w szambo.

Mariusz zaśmiał się nerwowo. Nie spodziewał się tego, cholera, nie spodziewał się! Fakt, w umowie wspomniano, że może skierować do hotelu tylko trzech pacjentów dziennie. Nikt jednak nie uprzedził go, że wygłodniałe wrażeń i emocji, znudzone życiem, dekadenckie gówniarze będą walić drzwiami i oknami, by odkryć cholerny, pierdolony świat rozkoszy Hotelu Psychiatrycznego.

– Cztery razy po dwa razy, osiem razy srał ciał szał! – Nieprzerwany świergot chłopaka wyrwał lekarza z rozmyślań. Spojrzał na młodego i zastygł w zdziwieniu. Ten bowiem zdjął gacie i wypierdywał melodię pod śpiewane słowa.

– Przestań! – krzyknął psychiatra, ale to jedynie rozochociło małolata. Ostatni akord wypierdział tak intensywnie, że brązowa strużka kału pociekła na podłogę.

Mariusz skrzywił się z obrzydzeniem, a widząc, że chłopak zaczyna połykać swe fekalia, zamknął oczy. Gorsze rzeczy ludzie tu robili! Nigdy nie zapomni wiecznie masturbującej się szesnastolatki… To nawet było ciekawe, ale przepustki do raju nie dostała. Raj miała w swych małych zwinnych paluszkach… Oj, tak, miał ochotę jej pomóc, pokazać jak się bawią dorośli, gdy jednak zaczął rozpinać spodnie, uciekła z krzykiem. Małolaty cholerne, nigdy nie wiedzą czego chcą, a ty się potem tłumacz przed rodzicami!

Po chwili odgłosy mlaskania ucichły, więc mężczyzna pozwolił sobie najpierw sprawdzić teren, uchylając lekko powieki, a następnie otwarł je na całą szerokość zaskoczenia. Chłopak tańczył teraz Gangnam Style, miaucząc przy tym przeraźliwie.

– Nie dostaniesz przepustki – powiedział psychiatra, ubawiony niczym rottweiler na widok yorka.

– Co?!

– Nie dostaniesz. Jesteś zdrowy. Nie pajacuj mi tu więcej.

– Jak to kurwa zdrowy!? Zeżarłem własne gówno!

– Smacznego – odpowiedział Mariusz ze stoickim spokojem.

I wtedy chłopak rzucił się na niego z pięściami. Choć wyglądał na chucherko, to jednak siła ciosu w szczękę obaliła spasionego lekarza na podłogę.

– Jestem walnięty, szurnięty, jebnięty, dawaj papier! – krzyczał małolat, potrząsając psychiatrą, gdy ten nieudolnie próbował się bronić.

Pod powiekami, pośród tysiąca gwiazd oszołomienia, Mariusz dostrzegł zdjęcie luksusowego apartamentu z broszurki leżącej w szufladzie. Przez moment wydawało mu się, że wypoczywa nad basenem, a wiedzące jak go obsłużyć panienki krzątają się wokół… W oszołomieniu otworzył oczy i odkrył, że chłopak już go nie bije, tylko stoi obok, ciężko sapiąc. Mariusz pomyślał jeszcze o kolejce jemu podobnych oszołomów stojących za drzwiami.. Już słyszał jak skandują, jak wołają jego imię. Oczami wyobraźni widział kolejnych gwałcących się, masturbujących, krzyczących, śpiewających, tańczących, tnących się…

I zrozumiał! Poderwał się błyskawicznie i uderzył chłopaka z całej siły. Złapał go za ramiona, wepchnął na ścianę. Dyplom upadł na podłogę z hukiem tłuczonego szkła, a Mariusz chwycił odłamek szybki i z furią godną tajnych wojsk Hitlera zaczął szatkować małolata. Najpierw odciął mu ucho, śmiejąc się, że gnojek ma dobry głos na artystę, więc Van Goghiem zostanie. Następnie urżnął mu palce, chłepcząc krew tryskającą z ran. Podciął gardło tak, jak robił to jako dziecko żabom i wróblom…

***

Tłum coraz bardziej się niecierpliwił. Część młodzieży nerwowo wymiotowała, obryzgując swe kolorowe stroje jeszcze barwniejszymi pawiami. Inni oddawali się  w krzakach przyjemności, której król tylko z piechotą (czasem jeszcze z kawalerią) się oddaje. Cała reszta dzielnie dreptała w miejscu, skandując:

– Wpuść nas, wpuść nas!

Wtem z gabinetu wytoczył się ogromny mężczyzna. Ci stojący najdalej przepychali się do przodu, by zobaczyć kto tak przeraźliwie krzyczy. Ci stojący najbliżej próbowali się wydostać z kotłowaniny, zrozumiawszy, że jednak ich życie nie jest takie nudne. Jednym słowem: zrobił się młyn jak pod sceną na Woodstocku, w którym każdy, kto nie zdążył wdrapać się na drzewo czy latarnię, został zadeptany.

A Mariusz stał w drzwiach rozwartych tak szeroko, jak hoży rumak rozwiera uda dziewicy. Stał, spływając krwią niewinności i dzierżąc w ręku dokument. Dokument, o którym wszyscy marzyli. Potwierdzenie choroby psychicznej. Wystawił go dziś po raz pierwszy i po raz ostatni. Wystawił go na siebie.

h
Reklamy
  1. Nie ma to jak zadbać o święty spokój ^^

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: