polskie centrum bizarro

„Historia to nie wszystko” by Maciej Rogoziński

In Opowiadania on Październik 29, 2013 at 6:00 am

Dzisiaj mamy dla Was coś niezwykłego. Opowiadanie – nazwijmy ten tekst opowiadaniem! – Macieja Rogozińskiego pod tytułem Historia to nie wszystko. Zapewne przyzwyczailiście się już, że bizarrowość literatury przejawia się przede wszystkim odpowiednio poskręcaną fabułą. Maciej nie pogardził i takimi nierównościami, ale oprócz tego dość ostro podziałał na poziomie formy.

W efekcie, Historia to nie wszystko przyprawi Was o przyjemny ból głowy czy też tego, co przy ewentualnym jej braku za głowę służy (i tutaj możecie sobie sami dopowiedzieć o co może chodzić, my natomiast dyskretnie nie zaprzeczamy i nie potwierdzamy). Dodajmy jeszcze, że Paskudowi tak się rzecz poniższa spodobała, że z wrażenia „X” mu się przekręcił. Na szczęście mieliśmy jeszcze w zapasie ikonkę archiwalną, bo tej nowej, obscenicznej, nie zdzierżyłoby nawet MTV!

Dosyć dygresji. Do lektury… przystąp!

Historia to nie wszystko

Samochody, które od blisko osiemdziesięciu sekund stały w przeliczalnym na kilometry korku, ruszyły, wydając z siebie przeciągłe

WRRRRRRRRR!!!!

Podarowały miastu nową porcję spalin, a miasto odwdzięczyło im się kakofonicznymi odgłosami życia, czyli:

  • Ulicą przechodził mężczyzna, który rozmawiał ze swoją dziewczyną przez telefon. Wracał z pracy, i chciał się zapytać czy kupić coś na obiad.
  • Gdzieś w parku stado gołębi wzbiło się w powietrze, wystraszone klaskaniem jakiegoś dziecka.
  • Fontanna, która od dłuższego czasu pozostawała niema i głucha, wystrzeliła strumieniami przeźroczystej, zimnej wody.
  • Niemłody już, otyły kawaler podniósł się z łóżka, poszedł do kuchni, zaparzył sobie kawę, a następnie zasiadł przed telewizorem gdzie rozkoszował się popołudniowymi wiadomościami.

Słońce wyglądnęło zza białej, postrzępionej chmury, i obficie zalało zgiełk, ruch,

krzątaninę i akcję, które to zdały się nie zauważyć jasnych, prostych, gorących promieni. Ich rytm, tj. szybkie i skoczne allegro, przyćmiło dostojne i złote adagio Płonącej Gwiazdy.

I co z tego?

W nowo otwartym centrum handlowym im. Bohaterów Wyzwolenia Świata, którego powierzchnia byłaby wystarczająca dla dwustutysięczno miejscowego cmentarza, ISTNIAŁY promocję zdolne wywołać

Wszystko.

Wszędzie.

Zawsze.

Tłumy zadowolonych z życia konsumentów maszerowały, prowadzeni mantrą obietnicy, że jeżeli kupią spodnie, pralkę, albo noże myśliwskie do jak najszybszego zdzierania ze swoich ofiar skóry, zbliżą się do Niego.

Niego = spełnienia wszystkich potrzeb = szczęścia.

Szczęścia = stabilnego źródła pieniędzy.

Presto possibile, albo po prostu ich własny, dobrowolny, przez nich wybrany spacer życia, zmierzał w jednym kierunku.

Ale co z tego?

Gdzieś na samotnym rogu, w okolicy którego znajdował się jedynie sklep, stał chudy, blady, zły na wszystko mężczyzna. Paląc papierosa rozmyślał o tym, co uczynił, a powiedzieć należy, że uczynił coś bardzo, bardzo, bardzo złego.

Proces jego rozmyślania został przerwany przez przejeżdżający samochód. Zdawało się, że sytuacja ta składała się z kilku etapów, które można przedstawić tak:

wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwWWWWRRRRRrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr

Cisza nie nastąpiła. Zastąpiona została następnymi samochodami.

KLAKSON wystraszył psa, ostrożnie i uważnie przyczepionego do smyczy trzymanej przez starszą, cukierkowo miłą, schowaną za ogromnymi okularami kobietę. Była ona matką, jej syn pracował w prestiżowym, dającym kilogramy dumy biurowcu, oraz babcią, jej wnuczka chodziła do drugiej klasy gimnazjum, a jej wnuk popełnił w wieku ośmiu lat samobójstwo.

W Centrum Handlowym istniały pocieszające promocje. Korzystali z nich wszyscy.

Równi wobec śmierci = równi wobec handlu.

Pewna pani, pracownica transkontynentalnej firmy, wypuściła swoją małą córeczkę, aby ta pobawiła się w piaskownicy. Trudno sobie wyobrazić jej zdziwienie, gdy dowiedziała się, że jej pociecha została zgwałcona

Przez psa

emerytowanego żołnierza, listonosz boi się i nie przynosi listów. Spółdzielnia mieszkaniowa jest zbulwersowana.

Gdyby mogli…gdyby tylko…mogli…

Niepocieszony faktem, że lodówka od dwóch dni zieje złowrogą pustką zwiastującą głód, miłośnik taniego, cudzego jedzenia wybrał się do Centrum.

Tam bowiem jest wszystko.

Gdy wszedł do środka, skierował się do sekcji, w której znajdowały się ekskluzywne restauracje typu fast food. Udał się do swojej ulubionej. Tej na literkę znaną wszystkim.

Wybrawszy ulubiony, ukochany, pożądany (a więc i piękny, bowiem pięknym jest to, co pożądane) zestaw, zasiadł przy brudnym stoliku, który wykorzystywany jest średnio tysiąc razy dziennie. Rozpakował jedzenie.

I zaczął żreć.

Przypatrywał się młodej parze zasiadającej właśnie na ławce, której jedynym przeznaczeniem jest dawać ukojenie strudzonym poszukiwaczom rzeczy pięknych. Przyglądał się starszemu, śliniącemu się mężczyźnie wchodzącego do sklepu z bielizną dla niemowlaków. Zobaczył biegnącą do toalety nastoletnią dziewczynę i kropelki krwi za nią, które starała się wycierać jej matka. Kątem oka spostrzegł szczęśliwą, nuklearną rodzinę udającą się do sklepu z biżuterią.

Z głośników sączyła się muzyka, którą zapisać można słowami, a mianowicie: PuCyBuTyPuCyBuTyPuCyBuTyHejHejHej PuCyBuTyPuCyBuTyPuCyBuTyHej.

Nagle

Nieoczekiwanie

Nagle

Ziemia zaczęła się trząść, pękając przy tym w losowych miejscach. Jakieś nieznane źródło nieznanego gazu wytrysnęło w samym środku Centrum. Pech chciał, że zabójczy strumień skierowany został na starszego mężczyznę wąchającego akurat malutkie majteczki znalezione w przebieralni. Jego skóra zaczęła puchnąć, pojawiły się na niej ropiejące bąble, które niedługo potem eksplodowały zalewając niewielką kabinę żółto-czerwonym płynem.

Wielki fragment dachu oderwał się, i spadł na siedzącą, niewinną parę. Najpierw zginęła ona, gdyż jej mózgu wystąpił z czaszki, a później zginął on, gdyż jego żołądek uciekł przez odbyt.

Nastolatka przewróciła się i została zadeptana przez panikujący, uciekający we wszystkich kierunkach tłum. Ciekawostką jest, że ostatni, decydujący cios zadała jej matka, wbijając jej obcas w prawe oko.

Rodzina w sklepie z biżuterią skryła się we własnych ramionach, jednak pod wpływem nieznanej siły, wszystkie szklane gablotki wybuchły, sprawiając, że kryształowe odłamki wpadły do ich ust, uszu, oczu i nosów.

Miłośnik jedzenia zadławił się źle przeżutym kawałkiem mięsa.

Równi wobec handlu.

Głośniki z błotnistą, nic nie wartą muzyką spadły ze ścian zabijając przy tym jakieś dziecko, ostrożnie i uważnie wsadzone do wózka, prowadzonego przez starszą, pomarszczoną kobietę i starszego, pomarszczonego mężczyznę. Oni też zginęli. Zabiła ich rozpacz.

Gdy muzyka przestała grać, słychać było jedynie krzyki śmierci. Przybierały one różne formy; od wysokiego, dramatycznego falsetu, do niskiego, brzęczącego barytonu.

Mijał czas, a wraz z nim i dźwięki.

Centrum Handlowe zamieniło się w czerwone, dymiące gruzowisko.

Tak jak i cały Świat.

Spłoszone klaskaniem gołębie wróciły na swoje miejsce. Gdy usiadły na miękkiej, nieporuszonej niczym, zielonej trawie, rozkoszowały się życiem.

Robiło się coraz ciszej, ciszej, ciszej, ciszej.

Aż w nieskończoność od chwili rozproszenia się stojących w korku samochodów, nastąpiła całkowita

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: