polskie centrum bizarro

„Pryszcz” by Istvan Vizvary

In Opowiadania, Różne, różniste on Grudzień 9, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtWieść gminna niesie, że dolegliwości skórne są wdzięcznym tematem twórczości artystycznej od zarania dziejów. Czy to prawda, trudno ocenić, bo niedobroliterkowa ekipa dopiero od niedawna zaczęła uczyć się aramejskiego tudzież staroegipskiego. Materiały obrazkowe i inne, co to je można organem wzroku badać, są natomiast jakieś takie pokruszone, niewyraźne, zatarte. A może czas na okulary, kto wie?

Tym niemniej… hmm, chyba, cholera straciliśmy wątek. Tak czy siak zapraszamy do lektury nieprawo, a nawet nielewomyślnego tekstu nowego na niedobrych literkach autora – Istvana Vizvary. Oto przed państwem…

h

Pryszcz

h

Pryszcz, którego Grzegorz Pakuła wycisnął tego ranka, nie był zwykłym pryszczem. Nie chodziło ani o wygląd (prezentował się tak samo odrażająco, jak wszystkie inne), ani nawet o intensywność swędzenia, o jakie przyprawiał właściciela. Liczyło się to, co po tej nieprzyjemnej operacji Grzegorz zwykł z obrzydzeniem zmywać z palców. Miał właśnie wsunąć dłoń pod silny strumień gorącej wody, kiedy na opuszku palca ujrzał niewielką, bez wątpienia ludzką twarz.

– Wzywam cię, Grzegorzu, nie spłukuj mnie! – rzekła twarz, wyraźnie modulując zaskakująco donośny głos.

Pakuła przełknął głośno ślinę i zacisnął oczy (zwariowałem, Mamusiu, znowu zwariowałem!), ale cofnął dłoń.

– Kim jesteś, o twarzy? – szepnął, nie otwierając oczu.

– Spójrz na mnie i przekonaj się sam – zachęcił go głos, jednak Grzegorz nie zaufał mu na tyle, by spełnić polecenie.

Potrząsnął tylko głową w przerażeniu (obiecuję, Mamusiu, już nigdy nie wypluwać tabletek za okno!).

– Zaklinam cię! – Tym razem ton nie był już łagodny, lecz władczy i zdecydowany. Pakuła nie miał wyjścia, nigdy nie potrafił oprzeć się tak przekonującej asertywności. Rozchylił powieki, odrobinę tylko, wystarczająco jednak, by zobaczyć białawą kroplę na palcu wskazującym.

I twarz, rzecz jasna.

– Pan Rysio? – szepnął i znów zacisnął oczy. – Z warzywniaka?

– Jaki znowu Rysio!? – Łazienkę wypełnił donośny, niemal wściekły ryk. – To ja, twój Pan!

– Pan od czego? – Grzegorz miał tylko dwóch mężczyzn-nauczycieli. – Od wuefu?

– Pan, głupcze! Bóg! – Pnące się po ścianach rury zadudniły donośnym echem, a Pakuła aż wyprostował się w pozycji na baczność, żegnając się odruchowo. – Nie poznajesz mnie? To do mnie modlisz się co Wielkanoc!

– To nie ja podbieram pieniądze Mamusi, słowo daję! – wypiszczał beznadziejnie żałosnym głosikiem, o którym zdążył już zapomnieć od czasów mutacji.

­Pryszcz uśmiechnął się dobrotliwie, ale nic nie powiedział. Jak gdyby na coś czekał, pomyślał Grzegorz.

Podejrzliwie rozejrzał się, spojrzał na niewytartą, mokrą jak zwykle po prysznicu podłogę, zerknął ze wstydem na pełne smug i zacieków lustro. Przypomniał sobie niemytą od dawna muszlę i wilgotne ręczniki rzucone na pralkę.

– Chcesz żebym sprzątnął łazienkę?

Pryszcz pokręcił przecząco żółtawą twarzą.

– Wysprzątał całe mieszkanie i nawet pawlacz?

– Nie, Grzegorzu. Chcę, abyś mnie przyjął do serca.

Wyraz nieopanowanego zdumienia i obrzydzenia rozlał się po twarzy Pakuły.  Miałby zlizać swojego własnego pryszcza?

– Prędzej bym zjadł salceson! – krzyknął i zdecydowanym ruchem wsunął dłoń pod strumień gorącej wody. Żółtawa kropla zniknęła z rozpaczliwym wrzaskiem w otworze odpływowym, a Grzegorz jeszcze długo stał bez ruchu, zastanawiając się, czy dobrze zrobił i czy Bóg zemści się na nim, jeśli go jeszcze kiedyś spotka.

Na wszelki wypadek już nigdy nie wyciskał pryszczy.

h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: