polskie centrum bizarro

„Miasto strachu i stali” by Andrzej Biedroń

In Opowiadania on Grudzień 16, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtTak wygląda moje miasto nocą – śpiewał kiedyś zespół DeMony czy inne plugastwo – i było tam coś jeszcze jakoś o świecących wskazówkach czy innych alarmach samochodowych wyjących na dzielni. Ale kij, chrzanić chałturników, ważne, że miasta bywają złe i przerażające. Nie tylko nocą. Częściej nawet w dzień. W dzień lepiej widać.

Tak, życie w miejskiej zawierusze może być paskudne, a skoro trend ten się utrzymuje, to co przyniesie przyszłość?

O takiej futurystyczno-miejskiej przykrej rzeczywistości napisał nam ładnie Andrzej Biedroń w dzisiejszym tekście, a że strach zwielokrotnia się, jeżeli wiąże się z bliskimi, to zaobserwowany w urbanistycznym horrorze bohater tego tekstu ma naprawdę nie do pozazdroszczenia rozterki…

h

Miasto strachu i stali

h

Dostrzegłem go w tłumie, zupełnie przypadkiem. Stał, niczym wbity w ziemię, przed sklepową witryną. Obserwował trwożliwie półki zapełnione rozmaitymi towarami. Zabawkowe rozjechane kotki (Kwilą, jakby naprawdę umierały! – głosiło hasło reklamowe), Barbie- prostytutki  czy opakowania ciastoliny z dodatkiem odłamków szkła. Na sam widok tych nowoczesnych wymysłów serce podjeżdżało mu do gardła.

Dokładnie widziałem jego obawy. Od samego początku unosiła się nad nim mgła strachu, gęsta i połyskliwa niczym rtęć po ucieczce z termometru – i podobnej barwy. Ta mgła zdawała się być całym światem. W oddali majaczyły niewyraźne szczyty wieżowców, daremnie próbowały lśnić dachy pomniejszych budynków. Las stali, cegieł i szkła sięgał aż po horyzont. Miałem pewność, że gdybym przeszedł się między tymi urbanistycznymi potworami, poczułbym podmuch lodowatego wiatru. Zimny dreszcz wstrząsnąłby moim ciałem, uświadamiając mi najbardziej przerażający w takiej sytuacji fakt.

W tym mieście byłbym sam. Zupełnie sam.

Tak jak ten mężczyzna, który utkwiwszy w nieprzeniknionej mgle strachu i stali, został uwięziony naprzeciw upiornej witryny. Zdaje się, że mamrotał coś pod nosem, że poprawiał  wiszący na sobie stary skórzany płaszcz, jakby próbując osłonić się od mroźnego wichru. To była wina sklepu, z pewnością nie czułby się tak źle, gdyby nie musiał tu przychodzić, nie musiał kupować pięcioletniemu synkowi prezentu urodzinowego AKURAT produkcji tego koncernu. Lecz cóż, jeżeli mały czegoś żądał, małżonka o to błagała – więc poszedł.

Nie rozumiał dzisiejszych czasów, nie pojmował, dlaczego dzieci pragną dostawać na rocznice narodzin atrapy rozjechanych zwierzątek czy miniaturowe, plastikowe wersje ladacznic z Ukrainy. Za jego młodości było zupełnie inaczej, jakoś tak… normalniej? A jeśli na przestrzeni lat zachodzi tendencja spadkowa, przemknęło mu przez głowę, to jakie będą zabawki jego wnuków?

Miasto strachu zaczęło się rozrastać. Potwór mrozu i stali zapragnął pochłonąć go całego, zalać maleńkiego ojczulka oceanem rtęci i płynnego szkła. Zostaw to, uciekaj! – krzyczały falujące, wyrastające znikąd bloki. Przechodnie, jakby podświadomie odczuwali zagrożenie, czmychali na drugą stronę ulicy. Nie chcieli mieć nic wspólnego z dziwnym mężczyzną, który od dobrych kilkunastu minut stał przed sklepem, z przerażeniem obserwując zwykłe zabawki. Pewno pedofil lub inny satanista, pomyślało wielu z nich.

W tym samym czasie okręt ORP „Ojciec chłopca” toczył heroiczną walkę z miejskim żywiołem. Lawirował między asfaltowymi rafami koralowymi, strzelał seriami z dział prosto w stalowe macki krakenów-budynków. To zwijał, to rozwijał żagle, próbując wygrać z lodowatym sztormem, smagającym bezlitośnie obite w znoszoną skórę burty. Miotany wątpliwościami, drżący z niepewności kapitan ostatkiem sił wydobył z kieszeni płaszcza monetę. Powoli obrócił ją w palcach. Chłód bilonowego stopu, chropowata faktura krawędzi uświadomiły mu, że najrozsądniej będzie zrzucić wszystko na karb losu.

– Od monet się zaczęło i na monecie się skończy – mruknął pod nosem, wystrzeliwując złoty pocisk w niebo. Ostatnia salwa tonącego okrętu.

Mimo to obydwaj wiedzieliśmy, że wynik próby nie miał znaczenia. Chcąc spełnić jedno z pierwszych chorych marzeń syna, musiał kupić tę zabawkę. I chociaż czuł się źle, zdając sobie sprawę, jak bardzo skrzywdzi swoje dziecko, efekt był przesądzony.

Statek zatonął w powodzi betonu, stalowe pręty zniszczyły kadłub, szkło i rtęć wgryzły się w płócienne dachy.

Wrzód miasta strachu i stali znalazł sobie nową pożywkę.

h

 *

h

Mężczyzna zniknął w sklepowych odmętach. Jeszcze przez parę chwil nie ruszałem się z miejsca, licząc, że kiedy w końcu wyjdzie na zewnątrz z foliową reklamówką w dłoni, odczytam – z jego kroku, z jego rozbieganego, przegranego spojrzenia – ostateczne rozwiązanie zagadki. Jakiego dokona wyboru, zdając sobie sprawę z konsekwencji?

Nie doczekałem się.

Powoli odwróciłem się na pięcie i poszedłem w swoją stronę. Wróciłem do mojego życia, moich nieprzebytych, rtęciowych miast i zabawek.

A tak między nami, Drogi Czytelniku, to te pluszowe rozjechane kotki naprawdę kwilą jak prawdziwe…

h
Reklamy
  1. Fajny tekst 😀
    A poza tematem: Paskud ma u mnie nominację do LBA, jakby mu się kiedy nudziło 😉
    http://sylwiablach.blogspot.com/2013/12/liebster-blog-awards-po-raz-kolejny.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: