polskie centrum bizarro

„Idiokalipsa” by Norbert Góra

In Opowiadania on 29 grudnia, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtDla wielu z nas, ze zgryzotą obserwujących cyrk na szklanym ekranie (który to cyrk nigdy nie ustaje), z pewnością zgodziłaby się, że nazwą alternatywną (a może i obowiązującą) telewizora powinno być określenie „idiotpudło”. Tak, to by pasowało. Telewizyjni tytani kretynizmu nigdy nie przestaną nam dostarczać strumieni (a nawet fontann i gejzerów) głupoty. Nie powstrzyma ich żaden głos rozsądku, żaden strzępek nadziei, żadna drobinka wzruszenia, a nawet żadna masowa tragedia.

A Armageddon?

Tutaj wkracza Norbert Góra, który uzmysłowi nam, że może być tylko gorzej. I naprawdę nie ma co walczyć, a i próbować ignorować się nie uda, więc najlepiej wlepiać wzrok w idiotpudło w nadziei, że kiedyś eksploduje od krytycznego nagromadzenia imbecylizmu.

h

Idiokalipsa

h
h

Mętlik zupełny, paranoja, schizofrenia i co kto chce.

           Edward Stachura

           Siekierezada

h

Ten dzień nie mógł zacząć się inaczej. Właściwie kto by się spodziewał, że ostatni dzień świata, początek końca, szczyt szczytów – a, cholera jasna! – klimakterium Ziemi, chociaż nikt nie wiedział, dlaczego użyto akurat tej definicji, zaplanowano na teraz.

– Powiada pismo, że gdy wiewiórki zaczną machać ogonami z lewej na prawą stronę, a tęcza w mieście Warsa i Sawy rozbłyśnie ognistym światłem, pierwsza pieczęć rozwarta zostanie i krok w kierunku potępienia postąpim wszyscy – mówił dziennikarz w czarnym jak piekielne czeluści garniturze, wygrażając szponiastym palcem.

To, o ile dobrze liczyłem, dziesiąte takie wystąpienie w telewizji, kiedy sfrustrowani wynędzniałym, barbarzyńskim światem ludzie dostali swoje pięć minut.

Idiokalipsa, rzekłby pisarz… Gdyby tylko taki istniał.

Prezenter chodził od jednej, studyjnej ściany do drugiej, w zamyśleniu mamrocząc coś pod nosem. Kamera nagrywała każdy jego krok – co dziwne, skupiając się na wypastowanych, czarnych butach ze skóry.

– Gdy kordon złotoustych wyjdzie na ulice… – Nie mogłem już dłużej tego słuchać. Wyłączyłem telepudełko i postanowiłem sycić swoje uszy bezgraniczną ciszą, owijającą mnie niewidzialnym szalem.

Usłyszawszy nieokreślony stukot, spojrzałem na sufit. Sąsiedzi. Ich rozmów nie mogłoby zabraknąć w taki dzień. Chociaż ciężko byłoby nazwać rozmowami te dzikie, małpie wrzaski.

– No, kuźwa, od dzisiaj jestem ateistą! – krzyknął sąsiad, w akompaniamencie jęków swojej żony.

Nie zdążyłem nawet wstać z fotela, gdy postawił trzy szybkie kroki. Zerknąłem za okno. Coś przeleciało z prędkością światła. Zaintrygowany, poderwałem się i pobiegłem w stronę szyby. Odsłoniłem nie do końca zasłoniętą białą kotarę i wlepiłem wzrok w ulicę.

Szalony. Wyrzucił przez okno plazmę najnowszej generacji. Jakiś mężczyzna w długim, beżowym prochowcu podbiegł do resztek i przebierał je intensywnie.

– Dzięki ci, panie! – wykrzyczał uradowany i pozbierał to, co się dało. Zauważyłem stojący za nim dwukołowy wózek z ogromną stertą śmieci na wierzchu. – Chryste, Roman… A jak my teraz obejrzymy M jak Miłość? – zapytała zaniepokojona sąsiadka. Cóż za pełen seksapilu, romantyczny głos. Z powodzeniem mógłby tłuc szyby i żarówki w supermarkecie budowlanym.

– Niewierni lękają się nieuniknionego, albowiem ich członki poniewierać się po krzakach będą… – Znowu usłyszałem głos reportera, prowadzącego ten żenujący program publicystyczny.

Jakim cudem telewizor sam się włączył? – pomyślałem, obserwując promieniującą nienawiścią twarz dziennikarza.

– Cud to był nad Wisłą, człeku marny – rzucił zagniewany, najwyraźniej patrząc w moją stronę.

– Szkoda, że nie było cudownej likwidacji telewizji publicznej – odpowiedziałem, delikatnie się uśmiechając.

Prowadzący nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Zamyślony, zamilknął i przytknął kciuk do brody.

– A, pieprzę to! Za taką głodową stawkę na umowę-zlecenie, to niech sobie student pracuje – wyrzucił z siebie nagle i machnął ręką. W chwili, gdy skończył swoją wypowiedź, na ekranie ujrzałem frapujący napis:

                                                 PRZEPRASZAMY ZA PROBLEMY

                                               TECHNICZNE, ALE PISMO PRZEPOWIADA

                                               KONIEC. BIADA NAM, OJ BIADA.


Kto by pomyślał? Takie rzeczy tylko w naszym państwie świeckim.

Zanim zdążyłem zastanowić się nad sensem tego napisu, do moich drzwi ktoś zapukał.

Zaskoczony, nie spodziewając się niczyjej wizyty, podszedłem do juda… Tfu! Znowu mi się inicjuje ten biblijny język. Podszedłem do wizjera.

O, cholera. Sąsiedzi z góry.

Czy to już pora na M jak Miłość? Nie sądzę.

Żona patałacha trzymała w rękach czerwone róże. On z kolei – dumnie i majestatycznie – dzierżył w swoich spoconych łapskach program telewizyjny. Kobieta ubrana w melanżową garsonkę, nazbyt oficjalnie jak na sąsiedzką wizytę, a mężczyzna w błękitno-zielonej koszuli hawajskiej, w krótkich, dżinsowych spodenkach, chociaż na zewnątrz nieprzejednanie królował grudzień.

Otworzyłem drzwi z przyczepionym do ust sztucznym uśmiechem.

Roman wepchnął się do mojego mieszkania bez zaproszenia i rozglądał się, wypatrując telewizora.

–  No, sąsiedzie złoty, przyszliśmy zaczerpnąć dawki świata… – Zaniemówił, gdy czarny napis zaczął przesuwać się na białym tle. Odwróciwszy się do mnie, ściągnął brwi. – Nie płacisz pan abonamentu? Pismo wyraźnie powiada… – Miał zamiar rozpędzić się z podaniem oklepanej, niepotrzebnej mi formułki Litościwie Nas Miłujących, a zwłaszcza nasze ciężko zarobione pieniądze. – Daj pan spokój z tym pismem. Słyszałem pańskie słowa, które pan wypowiadał w trakcie wyrzucania swojego telewizora przez okno. Od teraz, jako ateista, nie powinien sąsiad poruszać żadnych spraw związanych z religią – Miałem nadzieje, że zrozumiał to, co powiedziałem. Raz na zawsze.

– Chodź Stefa, czuję się obrażony – rzucił z pogardą, patrząc na mnie z ogromną, niewypowiedzianą złością, ale żona nie posłuchała. Wręczyła mu kwiaty, zerkając w moją stronę porozumiewawczo.

 – Zamknij jadaczkę, stary pierniku. Trzeszczysz i trzeszczysz jak spróchniałe drewno. W obliczu końca świata trzeba sobie nawzajem pomagać, okazać zrozumienie, a nie wymachiwać szabelką jak jakiś wojak.

Idiokalipsa, rzekłby filozof… Gdyby tylko filozofii nie uprawiali Miłościwie Nam Panujący.

Sąsiad burczał pod nosem jak stary, ledwo działający blender, ale nie chciał spojrzeć mi w oczy. Może to i dobrze?

Gdy wszyscy staliśmy tak, podziwiając moje piękne, sosnowe klepki, z telewizora rozległ się kolejny głos. Przed kamerami stanął opasły biskup w czarnej sutannie i, wymachując różańcem, zaczął swoją przemowę.

– Cośmy się wyrzekli zła piekielnego, teraz Lucyfer w najczystszej postaci kusi, kusi i naród nienawiścią dusi. Powstaje mur, dzielący nas, a budowniczowie jego nieznani są. Poniewierają się wartości najwyższe… – Przerwał, gdy spostrzegł leżący na ciemnej podłodze plik banknotów. Otworzył usta i rozrywał swój wzrok między kamerę a pieniądze.

Wszyscy – Roman, jego żona i ja – wpatrywaliśmy się w ekran telewizora, nie rozumiejąc nic z nadawanego programu. Po chwili jednak odezwał się sąsiad.

– Patrz pan, co się wyprawia!

Nikt z nas nie dowiedział oczom. Biskup podbiegł do banknotów i chwycił je błyskawicznie. Trzymając je w rękach, śmiał się obrzydliwie.

– Posługa kosztuje – poinformował widzów, obserwujących każdy ruch sługi Bożego. Nie zdążył nawet wypuścić powietrza z ust, gdy asystent operatora kamery rzucił się w jego kierunku, próbując odebrać mu pieniądze.

– Puść, puść, bo ekskomunikę nałożę! – wrzeszczał biskup, bijąc mężczyznę po dłoniach.

Roman otworzył usta i stanął w bezruchu.

Nonsens. Absurd. Idiotyzm. Stefa parsknęła dzikim, nieokiełznanym śmiechem.

Dopiero po kilku minutach zaprzestano emitowania programu.

– No, tak… – zaczął sąsiad, a ja wpatrywałem się w niego jak w świeżo namalowany obraz.

Naszym oczom, ponownie zresztą, ukazał się ten sam dziennikarz, co poprzednio.

Był teraz ożywiony, promieniujący radością.

– Miło jest mi poinformować, że koniec świata został przełożony na rok 2075. Z wielkim żalem żegnamy samozwańczego Piewcę Zagłady, który popełnił samobójstwo kilka minut po zapoznaniu nas z nadchodzącą katastrofą. Stany Zjednoczone ogłosiły upadłość, nie mając pieniędzy na spłacanie specjalnego, wysokooprocentowanego kredytu, jaki zaciągnęły na satelitarny system informacyjny, monitorujący zagładę świata. Przyznam się szczerze, że nie wiadomo, w jakim celu miałby istnieć taki system, skoro nie zostałby z nas nawet najmniejszy atom. Dzisiejszy kurs funta wynosi trzy złote i siedemdziesiąt dwa grosze. Kurs dolara wzrósł do sześciu złotych i piętnastu groszy. Imieniny Stefy, Wacława i Kleofasa. Pozdrawiam serdecznie.

Imieniny Stefy. Chwyciłem bukiet róż, który Roman trzymał w rękach i – z uśmiechem na twarzy – przekazałem je jego żonie, życząc samych sukcesów na przyszłość.

Tym miłym gestem zakończyliśmy spotkanie, a sąsiedzi wrócili do siebie. Ten dzień nie mógł być bardziej zaskakujący.

h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: