polskie centrum bizarro

„Mikołaj” by Agnieszka Pilecka

In Opowiadania on Grudzień 31, 2013 at 6:00 am

niedobreliterkitxtŚwięta za pasem (albo w pasie, zależy od tego, co dzieło się przy świątecznym stole!), denna pogoda nie odpuszcza, a na niedobrych literkach gości spóźniony nieco Mikołaj. A raczej Agnieszka Pilecka z opowiadaniem pod tym właśnie tytułem. Choć tytuł sugeruje pojedynczego osobnika, zapewniamy, że poruszane tematy dotyczą wielu obywateli, o ile nie wszystkich…

Zapraszamy! Bon Apetit!

h

Mikołaj  

h

Gruby, tłusty, spasiony, obleśny… Wszystkich tych określeń spokojnie można użyć, patrząc na tę czerwono-białą, zarośniętą kluchę, która pałęta się co roku po dachach. Toczy się ten zarośnięty menel i uważa się za nie wiadomo kogo. Turla się, udając, że jest w stanie zmieścić się do komina i roznieść dzieciakom prezenty. Prawda jest taka, że od lat Mikołaj, który paradoksalnie nazywany jest „świętym”, nie robi tego, co należy do jego obowiązków.

Dawniej może faktycznie udawało mu się robić to, co do niego należy. Chodził od domu do domu, wdrapywał się żwawo na dach, wślizgiwał przez komin. Gdy już znalazł się w środku, zakradał się do choinkę i pod nią zostawiał prezenty dla najmłodszych. Jego magiczny worek był zawsze pełen niespodzianek. Teraz ma więcej worów: te pod oczami oraz smutno dyndający w kroczu. Czy są równie zachwycające dla dzieci? Szczerze w to wątpię…

Dawniej latał magicznymi saniami, które ciągnęły jego ukochane renifery. Teraz to on ciągnie. Ale nie na niebie, tylko na dworcu. I nie sanie, tylko… No cóż, prawda jest taka, że Mikołaj się sprzedał, a jakoś zarobić musi. Może nie jest to najlepszy sposób, ale mówią, że żadna praca nie hańbi. Tak więc stoi w różnych dziwnych miejscach, gdzie odwiedzają go zdesperowani mężczyźni, szukający pocieszenia. Szczególnie w okresie przedświątecznym, ma pełne ręce roboty, że tak powiem…

Dawniej obdarowywał innych. Lubił dawać, nie żądając niczego w zamian. Teraz też daje, niestety, nie tak bezinteresownie. Stał się największą konkurencją dla galerianek. One chcą nowe jeansy, jemu wystarczą używane dresy z pobliskiego lumpeksu. Najlepiej takie z dużymi, rozciągniętymi kieszeniami, do których będzie mógł upchnąć jakąś płynną lekturę, jak chociażby Pana Tadeusza, którego będzie sączyć, aby przepłukać swe głębokie gardło, między jednym a drugim klientem…

Dawniej miał w zwyczaju uśmiechać się, wykrzykiwać wesołe: „Ho, ho, ho!”. Teraz też wykrzykuje. Jednakże owe „ho ho ho” nie jest już wesołe i jest spowodowane czymsś innym. Gdy zbiera na coś droższego niż dresik z lumpa, zdarza się, że zajdzie go ktoś od tyłu i bez zbędnych wstępów czy innych udogodnień zerżnie go tak, że biedaczek nie może siedzieć przez najbliższe kilka dni…

Dawniej, gdy nadchodził, sypał śnieg. Było pięknie, biało. Teraz biało jest tylko pod jego nosem. U niego w kiblu. W pokoju. W zasadzie w całym jego malutkim mieszkanku. Bez pięknej, bielutkiej ściechy na dzień dobry w ogóle nie ma opcji, aby wstał i wyruszył do pracy. Potrzebuje tego, aby móc funkcjonować. Słabo co prawda funkcjonuje, ale zawsze to lepiej, jak przynajmniej się podniesie i będzie udawać, że coś robi, nie?

Dawniej jego obecność wywoływała radość na twarzach dzieci. Teraz te emocje zostały wyparte przez przerażenie, obrzydzenie i smutek. Brzydzą się do niego zbliżyć. Boją się podejść i złożyć życzenia świąteczne. Jest im smutno, bo uświadamiają sobie, że Mikołaj tak naprawdę nie istnieje. Że był kiedyś, ale stoczył się na samo dno, nie pozostawiając swojego następcy.

Ale czy aby na pewno Mikołaj kiedyś istniał? Może chodzi o to, że teraz się roztył, zachlał i zaćpał, bo nie mógł już znieść tej radości, uprzejmości? Prawda jest taka, że nigdy go nie było. To my w czasie świąt byliśmy tacy wspaniałomyślni, uprzejmi, nasiąknięci optymizmem. Te cholerne ucieszone mordy, te świecidełka gdziekolwiek się nie spojrzało, „Wesołych świąt!” wykrzykiwane na każdym kroku. Na pewnym etapie tego świątecznego szaleństwa przychodzi taki moment, że zatrzymujesz się, patrzysz na ten cały chłam i krzyczysz: „DOŚĆ!”. Musisz od tego odpocząć. Musisz odreagować to wszystko. Wyrzygać ten cały pozytywny nastrój, którego dostarczają ci w nadmiarze. Zaczynasz chlać, idziesz na dziwki, niuchasz sobie ładną kreskę, czy co tam chcesz zrobić, aby się zrelaksować. Stajesz się chamskim, aroganckim hedonistą, któremu na niczym nie zależy i ma wszystkich gdzieś. I wiesz co? To właśnie wtedy jesteś szczęśliwy. To są twoje wesołe święta, których ci życzyli. To ty zawsze byłeś i jesteś świętym Mikołajem. Bo prawda jest taka, że święty Mikołaj jest w każdym z nas. Każdy z nas nim jest. A to, którą jego wersją będziemy, zależy wyłącznie od nas. Dlatego odłóż już te lampki, zostaw tę choinkę w spokoju i skocz do sklepu po pół litra. Czas zmienić tradycję, bo w tym roku Mikołaj i tak nie przyjdzie, bo już wiesz, że to ja nim jestem. I ty też. I on. I oni. Czy wyglądamy, jakbyśmy mieli dać ci prezent? Nie sądzę… Zatem wesołych świąt i na zdrowie!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: