polskie centrum bizarro

„Meat Rodzinny” by Zuzanna Popiel

In Opowiadania on 16 stycznia, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtNa niedobrych literkach trudno o teksty, które można by odczytywać przy kominku w trakcie wigilijnej wieczerzy na łonie rodzinnym. Nie wiemy jak się ma sprawa z innymi łonami, ale zakładamy, że ogólnie lektura  bizarro nie powinna być łączona z żadnymi łonami. Paskud, w swojej niegodziwości doskonały, selekcjonuje jednak czasami historie, które szczególnie nie nadają się na powyżej wymienione imprezy.

Przykładem niechaj będzie dzisiejsza propozycja. Meat Rodzinny Zuzanny Popiel to dość ekstremalna podróż przez rodzinne tradycje w bardzo bizarrowym tego słowa znaczeniu. Ostrzegamy zatem lojalnie: nie konsumujcie niniejszego szorta w trakcie rodzinnych me(a)tingów. I to mimo faktu, iż łona pojawiają się w nim kilkakrotnie.

Tradycyjnie: niedobrej lektury!

h

Meat Rodzinny

h

Rodowód

Moja rodzina jest wybrana.

 W roku sześćdziesiątym szóstym pradziadek, elektryk, zamordował pierwszą prostytutkę, a jej ciało włożył do wanny w nadziei, że pewnego dnia się rozłoży. W ciągu dwóch lat zabił kolejne trzy kobiety, a jedną zgwałcił. Ta zgwałcona zdołała uciec. Pradziadek został skazany na karę śmierci i stracono go w sześćdziesiątym ósmym, a kobieta urodziła mu dziecko, chociaż bezskutecznie usiłowała poddać się aborcji. Dziadek chorował na porfirię, był bity i wykorzystywany przez konkubenta matki, a w wieku lat siedemnastu nie potrafił już powstrzymać drżenia rąk bez kieliszka wódki. Spotykał się z prostytutkami, które upuszczały sobie dla niego krew, a on zlizywał ją z najwyższą czcią z ich nadgarstków, upajając się dodatkowo kolejnymi litrami wódki. Nie zauważył więc, kiedy zapłodnił jedną z prostytutek. Wkrótce wprowadziła się do niego razem z córką. Babcia również była bita przez dziadka, wykrwawiała się regularnie, aż pewnego dnia umarła. Poszukując pocieszenia, dziadek gwałcił swoją córkę. Urodził się syn, mój ojciec, który, dojrzewając, również nie potrafił oprzeć się mojej matce. Piękno stało się jej przekleństwem.

Mój dziadek ciało miał posiniałe, dłonie wielkie, a pachy pachniały mu jak rozkładające się zwłoki. Skóra pokryta ropnymi zmianami pękała przy każdym najmniejszym tarciu. Spuszczał się w moją matkę spermą i ropą. Matka – dziewica o nieskazitelnej urodzie, drobnym, kruchym ciele, czystych dłoniach i przejmującym płaczu. Ojciec – potwór obdarzony ludzkimi uczuciami, z równie wielkimi dłońmi, co dziadek, o oczach czerniejszych niż najdziksze zwierzę.

Najlepsza z matek

Ojciec był chłopcem drobnym i kruchym, ponadto może zbyt wrażliwym jak na rodzinę wybraną. Wraz z wiekiem pogłębiała się jego miłość do własnej matki, aż wreszcie przemieniła się ona w silne, zwierzęce pożądanie. Matka prawie nigdy nie płakała, była gruboskórna. On potrzebował pocieszycielki. Matka chętnie dopuszczała go do siebie i wcale nie protestowała, gdy po raz pierwszy przewrócił ją na podłogę i zgwałcił. Stałem się ja. Robactwo pełzało po ich nagich ciałach, ojciec bardzo płakał i przepraszał. Jego słowa były pierwszymi, które usłyszałem – „Przepraszam, że jestem potworem”. Matka milczała długo.

Ukochana matka, która na zawsze pozostała dziewicą, od tej pory w swej łaskawości rozkładała nogi już nie tylko przed swoim ojcem, ale też przed synem i bratem. Jej ciepłe, wilgotne łono wchłaniało ich obu i wysysało z nich całe cierpienie. Dziadek zawsze charczał jak wieprz, ojciec płakał cicho. Swoimi nabrzmiałymi penisami, choć nieświadomie, uderzali o moje nierozwinięte jeszcze ciało – miękka czaszka odgniatała się i powracała do stanu poprzedniego, arterie zrywały się, kończyny odpadały… Lecz łaskawa matka nie tylko potrafiła uleczyć moje rany, ale także pocieszyć swoim bezwzruszeniem. W jej macicy wciąż czułem się bezpiecznie.

Wciąż pamiętam tamto popołudnie: matka wyrzyguje do talerza pokłady pomarańczowej treści żołądkowej; wymiociny wylewają się na stół, na podłogę, na kolana drżącego ze złości ojca i obojętnego dziadka, który już wtedy chyba nie żył.

„Czemu rzygasz?”, pyta ojciec.

„Bo jestem w ciąży”, odpowiada matka.

„Z kim?”

„Z tobą.”

Ojciec zrywa się, trzyma w dłoni widelec – „Potwór, potwór!” – wykrzykuje, wskazując na mnie, ukrytego głęboko w jej łonie. Jego twarz czerwienieje, sieci żył pojawiają się na skroniach, szyi, rękach… Czuję lęk, rzygowiny wsiąkają w materiał białej sukienki i wpływają pomiędzy fugi – morze, morze wymiocin, pomarańczowy świat pachnący wnętrznościami najwspanialszej z matek… A ojciec krzyczy: „Usuń to, zabij to, zniszcz to!”.

Czuję niesamowity ból, prawe ramię odrywa się razem z nerwami i żyłami. Nie krwawię, nie rozpadam się, jestem całością w kawałkach. Oderwane członki mają zrosnąć się przez matczyną miłość. Widelec znika i pojawia się znów. Matka upada, wije się w spazmach bólu, krwawi. Widelec wbity w jej łono pulsuje jak prącie kochanka, drażni rozkosznie jej zaczerwienione wargi sromowe, łechtaczka przysysa się do chłodnego metalu, a strużka przeźroczystej wydzieliny wylewa się na podłogę. Ojciec nachylony nad matką, patrzy w Otchłań, w moje czarne, niewidzące jeszcze oczy. I ja patrzę. Drwię z niego. Gdyby tylko mógł usłyszeć mój głos! W ojcowskich tęczówkach widzę strach.

„Nigdy nie zabijesz siebie!”, słyszę kobiecy śmiech. Droga matko, wtedy pierwszy raz się zaśmiałaś.

Nagle, cudowny sen o raju miał się skończyć. Moja głowa, wielka i włochata, podobna do najdojrzalszego jabłka, napiera na szyjkę macicy. Wody płodowe wylewają się. Czuję coś niepokojącego – jakieś drżenie, przyspieszony puls, lęk. Matka oddycha ciężko, krzyczy z bólu, zaciska srom z najwyższym wysiłkiem. Moja droga, kochana matka, próbując uchronić mnie od cierpień tego świata, chce wchłonąć mnie z powrotem do swojego gorącego wnętrza, jednak skurcze paraliżują ją całkowicie. W końcu wydaje mnie na świat wraz z kałem, rodzę się niczym gówno, wypełzam spomiędzy jej nóg. 

Nie zrywa nawet pępowiny, lecz podnosi się, na czworakach podpełza do ojca, przerażonego, osłaniającego się przed nią rękami. Matka ciągnie mnie po podłodze, na której krew, mocz i kał mieszają się ze sobą.

„Popatrz, popatrz, co mi zrobiłeś!” – krzyczy, pokazując na mnie palcem. On płacze, kiedy przeszywam go wzrokiem i wrzeszczę, obwieszczając mu swoje nadejście.

Męczennik

Jedyne, czego w życiu pragnąłem to miłość mojej najdroższej matki… Wiedziałem, że choć urodziłem się upośledzony, bez prawego ramienia, z licznymi zniekształceniami czaszki, porfirią odziedziczoną po dziadku i, zapewne, ze znacznym niedorozwojem umysłowym, ona będzie potrafiła mnie nią obdarzyć, że być może pewnego dnia i przede mną rozłoży nogi, a ja znów zatopię się w jej pachnącym oszałamiająco łonie. Przyszło mi jednak umrzeć śmiercią męczeńską, zanim jeszcze zdołałem zdać sobie z tego sprawę, zanim moje płuca zdążyły nasycić się toksycznym powietrzem.

Ojciec wbił siekierę w jej białą szyję. Z napuchniętą od płaczu twarzą wyglądał dziecinnie i śmiesznie – gęsta wydzielina z nosa ściekała mu po brodzie. Głowa matki upadła z mlaśnięciem na podłogę. Jej jasne włosy stały się czarne od ekskrementów, a nozdrza ojca rozwarły się, gdy dyszał jak dzikie zwierzę.

Wyjął mnie i głowę ukochanej matki z bagażnika. Poczułem bryzę, ptaki krążyły nad naszymi ciałami. Ojciec otworzył kanister, uniósł w górę, przymknął oczy, otworzył usta. Kiedy polewał się benzyną, wyglądał jakby przeżywał najwyższe rozkosze życia ziemskiego. Resztę wylał na nas. Spojrzał na mnie z góry – w jego oczach nie widziałem już strachu, stał się zimny i nieludzki. Nagle uśmiechnął się do mnie, przymknął powieki, a jego oczy wydawały się czarniejsze niż zwykle. Splunął wprost na moje czoło. Uniósł nagą stopę ponad nie i ogromną siłą zmiażdżył mi czaszkę.

Miękkie kości natychmiast pękły, wszystkie organy i wydzieliny niczym jedna substancja wylały się ze mnie wprost do morza. Białe ptaki pożarły każdy najmniejszy kawałek.

Ojciec krzyknął po raz ostatni. Potem wyciągnął zapalniczkę. Spłonęliśmy.

Ach, za czyje grzechy umarłem, tatusiu?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: