polskie centrum bizarro

„I wszystko wróci do normy” by Juliusz Wojciechowicz

In Opowiadania on Styczeń 20, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtRelacje społeczne mają charakter wojny – czy to się podoba wszystkim uwikłanym w komplikacje dynamiki stadnej (czyli wszystkim), czy nie… A najbardziej wojenne są, bez wątpliwości, relacje pojawiające się, kiedy dwójka śliniących się do siebie i pałającym miłością gorącą jak deszcz lawy osobników postanowi brnąć przez życie razem, w (nie)świętym związku małżeńskim.

Symfonia krzyków, wymówek, epitetów. Z byle powodu. Niekończąca się. A potem, czasami, wyłania się strona dominująca. I tej drugiej biada. Bo gdy już jedna z połówek przejmie pełną władzę w związku, ta druga zostania sprowadzona do poziomu…

Zresztą, obczajcie sami. Nadaje Juliusz Wojciechowicz, przypominając przy okazji, że punkt widzenia zależy od tego, w którym punkcie usadziliśmy z kolei ten punkt, w którym kończy się układ pokarmowy.

h

I wszystko wróci do normy

h

Jak dotąd jedyne szczęście, jakie spotkało Piotra, polegało na tym, że nie został starym kawalerem. Niestety, wiązało się to z marną egzystencją u boku prawdziwego potwora. Kiedy tylko lękliwie uniósł powiekę, by sprawdzić, czy będzie miał szansę na chwilę porannego wylegiwania się na tej dużo węższej połowie łóżka, obuch rzeczywistości trafił go prosto w ciemię. To coś, co niegdyś było boginią piękna i seksu, a teraz nijak nie przypominało jego ukochanej małżonki – właściwie nawet nie do końca wyglądało na kobietę – chrapało przeraźliwie i przy każdym świszczącym wydechu parskało śliną na wszystkie strony. Nieśmiało próbował schować stopy pod wolny skrawek kołdry, lecz gniewne wierzgnięcie i głośne, jakby zniecierpliwione pierdnięcie natychmiast ostudziły jego chęci. Piotr leżał, rozmyślając o tym jak doszło do tego, że znalazł się w tak fatalnej sytuacji. Zaraz będzie musiał wstać, zrobić obojgu śniadanie, wysłuchać jazgotania grubej wiedźmy, a potem, z przyklejonym do twarzy urzędowym uśmiechem, pojawić się w pracy, by po dziesięciu godzinach wrócić do jaskini lwa objuczony siatkami z zakupami i znowu wysłuchiwać gniewnych pomruków wiecznie nienażartej i niezadowolonej bestii. Najgorsze były wspólne posiłki, kiedy musiał patrzyć na wylewające się spomiędzy mięsistych warg jajka na boczku, na wpół zmielone przerzedzonymi zębami, jednocześnie wysłuchując jakim to jest niedorobionym nieudacznikiem. Że za mało pracuje, za mało zarabia i jak to ona czuje się niedopieszczona i egzystencjalne zagrożona. Istny koszmar, który nigdy się nie kończy, w którym zawsze wszystko jest źle, a on jest jedynym winowajcą. Potem jeszcze tylko odkurzyć (zrób coś z tym odkurzaczem! Dlaczego on tak wyje? Łeb mi pęka!), pozmywać (znowu zachlapiesz całą podłogę! Mniej płynu bierz!), nastawić pralkę (tylko nie na trzeci program! Potem w niedopranych gaciach muszę chodzić! – w tym miejscu zawsze wtrącał: „chyba leżeć”, ale jedynie w myślach), by wreszcie dostąpić zaszczytu wymasowania królowej łoju niegdyś zgrabnych stópek. To było zdecydowanie najgorsze zakończenie pracowitego dnia. Czerwono-sine, usiane setkami wystających żyłek ochłapy mięsa, zakończone karykaturami palców przypominających rząd parówek ustawionych w szeregu – od najmniejszej do największej, zakończony olbrzymią pasztetową z wrośniętym, zrogowaciałym paznokciem na czele. Dotykanie tego czegoś przypominało ugniatanie surowego kurczaka nabitego smalcem. Piotr znowu zadumał się nad swoim losem i nieprawdopodobnym wręcz pechem. W chwili, gdy rozbudzony rozmyślaniami zabierał się do wstania, celem zaparzenia filiżanki kawy dla siebie i „wiaderka” latte z potrójnym cukrem dla małżonki, ciężka ręka z impetem młota kowalskiego opadła na jego rachityczną pierś.

– Rozbieraj się! – zacharczał potwór. – Zrób to językiem. Nie mam ochoty, żebyś po mnie skakał!

W tym momencie Piotr uświadomił sobie, że jeśli masaż stóp jest najgorszym zakończeniem dnia, to akt czekający go za chwilę zdecydowanie nie jest idealnym jego rozpoczęciem.

W przypływie nagłej furii chwycił poduszkę i, z całej siły przyciskając ją do twarzy małżonki, wył wściekle, miotając najbardziej wulgarne ze znanych mu przekleństwa. Nie wiedział jak długo walczył z wierzgającą kupą tłuszczu, gdyż nagły atak gruźliczego kaszlu wyrwał go z objęć Morfeusza.

Wciąż sapał z wysiłku i emocji, nie do końca wierząc, że obudził się jedynie ze strasznego koszmaru.  Gapił się z obłędem w oczach na biały sufit. Zatroskana, niewiarygodnie piękna twarz o wiernopoddańczym, pełnym miłości spojrzeniu pojawiła się w zasięgu jego spojrzenia. Chłodne usta musnęły spocone czoło, zgrabna sylwetka ledwie mignęła nad nim, lekko i z wdziękiem nastolatki wyskakując z łóżka. To był tylko sen, tylko cholerny sen… – płynęło przez głowę Piotra. Kichnął głośno i wypluwając żółto-zielonkawą flegmę wprost na podłogę, wykaszlał w kierunku krzątającej się w kuchni małżonki:

– Z potrójnym cukrem! Pamiętaj!

Z trudem obrócił się na bok, przyjmując pozycję do picia kawy, i sięgnął po papierosa. Wypróżnił się wprost w pampersa, chociaż jak zwykle strużka moczu wysączyła się bokiem, korzystając z niecki między fałdami tłuszczu. (Pampers to był naprawdę dobry pomysł. Teraz nie musiał już wstawać do toalety. Zresztą, przy jego stu osiemdziesięciu kilogramach nagły spacer do wychodka mógł się skończyć zawałem, a ona i tak wszystko posprząta i wypierze. I niech lepiej się pospieszy bo do roboty nie zdąży).

Gdy tak na nią patrzył, jak stała z filiżanką kawy w dłoni, oświetlona lękliwie muskającymi jej łabędzią szyję porannymi promieniami słońca – na jej odsłonięte ramiona, krągłości piersi – poczuł coś, czego dawno już nie doświadczył. Mrowienie w kroczu.

– Kochanie, miałeś zły sen? Strasznie stękałeś i wierciłeś się w nocy. – Stała, patrząc na niego troskliwymi modrymi oczami.

– Gówno cię obchodzi, co mi się śniło! – wyrzęził Piotr, dmuchając jej w twarz dymem z papierosa. – Ważne, że wszystko wróciło do normy – wysapał, uśmiechając się lubieżnie. Potężna erekcja niemal rozsadzała pełną pieluchę.

h
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: