polskie centrum bizarro

„Dzielny kogucik Karol” by Marcin Rojek

In Opowiadania on Styczeń 22, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMarcina Rojka wyznawcy jego eminencji Paskuda znają bardzo dobrze. I ponoć kochają, choć przyznaje się do tego tylko Paskud, mrugając dwuznacznie swoim jedynym, paskudnym okiem. Po co chodzą razem za parawan? Do tej pory nie chce nam wyjawić…

Ale my w sumie nie o tym. Jak dobrze wiecie, teksty Marcina ryją mózg jak penis seryjnego gwałciciela waginy nastoletnich dziewic. Niezapomniane wrażenia gwarantowane.

Tym razem Marcin wziął na warsztat motyw bohaterstwa. Ten tekst jest dogłębną analizą psychologiczną umysłu reproduktora, który stracił obiekty, pozwalające mu się reprodukować. Co z tego wyniknie? Jak potoczą się dalsze losy bohatera? Czy jako pierwszy zginie Murzyn? Sprawdźcie sami…

 

h

Dzielny kogucik Karol

h

Część I – poranek

Dzielny kogucik Karol, jak co rano obudził się skacowany. Wczorajsza biba pozbawiła go wszystkich wspomnień, które wrócą dopiero z litrami wody, wlanymi do żołądka wraz z robakami i drobnymi kamieniami. Tymczasem nasz dzielny kurczak rozejrzał się po swojej siedzibie i oprócz pustych żerdzi i parującej kupki ni to rzygowin, ni to gówna, nie spostrzegł nic. Nawet jedno pióro nie zostało na swojej grzędzie. Przerażony Karol złapał się za grzebień. Zajrzał pod każdą gałązkę słomy i każde uschnięte gówno, ale nic nie znalazł. Jeszcze bardziej przerażony wyszedł na zewnątrz. Na śmierć zapomniał, że słoneczko już od dawna świeciło w rogu kartki, więc padł na twarz oślepiony jego blaskiem. Po chwili podniósł i się i najszybciej jak mógł pobiegł szukać swoich kurek. Latał po podwórku jak pierdolnięty teletubiś, zaglądając w każdy kąt i penetrując każdą dziurę. Kolejny raz uderzyła go niesprawiedliwość losu i brak penisa. Pytał wszystkie zwierzęta w gospodarstwie, próbował nawet rozmawiać z gospodarzem, ale trzymana przez tamtego siekiera powodowała niemiłe swędzenie w okolicach karku. Kilka godzin później stracił już całą nadzieję. Siadł na ziemi i załamał skrzydła. Czując na sobie bezczelne spojrzenia wsiowych burków, począł wyrywać sobie pióra z ogona. Nie wszystkie, tylko tych kilka, które krzywo odstawały. Wtedy właśnie, kiedy wszystko wskazywało na to, że przyjdzie mu zemrzeć nie spłodziwszy ani jednego jajka, wpadł na pomysł. Przecież świat nie kończy się na podwórku. Tam, za potwornym stworzeniem zwanym płotem, też jest świat, inny, obcy, ale nadający się do dziobania. Wystrzelił jak kamień z procy i jednym susem przesadził nieruchomego potwora. Uśmiechnął się pod dziobem, usłyszawszy znajome gdakanie. Pobiegł co sił, by połączyć się ze swoim opierzonym haremem. Był już blisko, kiedy gdakanie przeszło w potworny skowyt. Głosy jego kur milkły jeden za drugim, a on wciąż był zbyt daleko, żeby to powstrzymać, cokolwiek mogło to być. Wypadł zza załomu stodoły i znieruchomiał. Odziana w rzeźniczy fartuch gospodyni w jednej dłoni trzymała okrwawioną siekierę, w drugiej bezgłowy zewłok jednej z jego kur. Zaskoczona widokiem nagle przybyłego ptaka kobieta upuściła świeże zwłoki, które zamiast grzecznie legnąć na piachu i krwawić na glebę, zaczęły uciekać. Jeszcze przez kilka długich chwil biegały bez sensu, obijając się o wszystko i chlapiąc dookoła krwią z rozciętej krtani. Sparaliżowany strachem Dzielny Kogucik Karol pisnął tylko, kiedy gospodyni-morderczyni złapała go za krztyk.

Część II – południe

Dziś na obiad był rosół.

koniec

h
h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: