polskie centrum bizarro

„Dewiacje” by Rafał Christ

In Opowiadania on 28 stycznia, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtFilmowy fejm! To dopiero splendor przez duże Es. Taki rodzaj sławy, który jest dosyć ciężko osiągalny w wersji hollywoodzkiej, zwłaszcza w Polsce, gdzie dobre filmy zdarzają się równie rzadko, co tlen w próżni, a superprodukcje są super tylko w mniemaniu tych, którzy je produkują. Ale marzenia to marzenia. Można je mieć, a nawet trzeba. Higiena psychiczna.

A jak ktoś wymarzy sobie karierę w mniej hollywoodzkiej odnodze filmowej branży? Takiej, w której gra się całym sobą, zwłaszcza pewnym newralgicznymi częściami siebie?

O takich marzeniach opowie Rafał Christ. Bez cenzury i wyjątkowo ostro, dlatego radzimy zaopatrzyć się w środki znieczulające wrażliwość, choć momentami to i one nie pomogą. Zapraszamy do krainy dewiantów…

h

Dewiacje

h

Stojąc przed drzwiami jakiegoś hangaru odpaliłem papierosa. To samo zrobił mój brat, który mi towarzyszył.

– Stary… – zaczął. – Całkiem jej odbiło?

– Zawsze chciała być sławna.

– Ale żeby w ten sposób?

– No wiesz…

PLASK!

– Co to było? – Odwróciłem się w stronę drzwi.

Łukasz złapał mnie za ramię. Wydawał się bardziej opanowany ode mnie, chociaż to ja byłem starszy, a ona mu bliższa.

– Zostaw. Obiecaliśmy – powiedział.

– Racja.

– Mogliśmy ją wkręcić do normalnego filmu.

– Niby jak?

– A ten reżyser… Jak mu tam, co nam wisi przysługę?

– Cronenberg? Człowieku, przecież on jest pojebany, kazałby jej robić gorsze rzeczy.

– Ale nie musiałaby tak jęczeć, jak by ktoś wsadzał jej kutasa.

– Widziałeś jakiś jego film?

BACH!

Znowu się odwróciłem, wsadziłem rękę pod marynarkę i wyplułem papierosa. Czułem się jak jakiś cowboy.

– Co tam się dzieje? – zapytałem.

– Za sławę się płaci.

– Łukasz, kurwa, mówisz o swojej siostrze.

– Rafał, kurwa, przestań. Jest dorosła. Wie czego chce.

– A jeśli nie?

– Swoją drogą dobrze wiesz, że sami nie raz chcieliśmy być na miejscu jej chłopaków.

– Tylko nie wtedy, kiedy na nas trafiali.

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!

– Racja, cholerna racja.

Zapadła niezręczna cisza. Odpaliłem kolejnego papierosa i obserwowałem jak słońce zachodzi za horyzontem. Niebo miało piękny, krwisty kolor. Takie momenty powinno się przeżywać z piękną kobietą, a nie z bratem.

– Ech – westchnąłem.

– Twój romantyzm cię kiedyś zabije.

– Możliwe. Ale pomyśl, jakby to było mieć ją teraz w swoich ramionach.

– Ty chory zboczeńcu!

– Nie Kaśkę, debilu.

– Aaa… Dobra, idę się odlać.

Odwrócił się na pięcie i poszedł za hangar. Postałem trochę sam, przygasiłem stopą niedopałek, potrząsnąłem nogą i ruszyłem za nim. Oparłem się o kant budynku. Łukasz właśnie próbował coś wciągnąć.

Podszedłem do niego i klepnąłem go w tyłek.

– A dla mnie nie masz? – spytałem.

– Kurwa! Twoja działka właśnie leży na ziemi.

– To twoja też. – Wytrąciłem mu sreberko z dłoni.

– Wiesz, ile to kosztowało?

– Przecież sam ci to kupiłem… Patrz, okno.

Podeszliśmy do tego prostokąta wypełnionego szybą z nadzieją, że zobaczymy co się dzieje w środku. Niestety, okazało się, że okno zakryte jest czarną kotarą.

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAUUUUUUUUUUUUUUUU!

– Starczy tego – powiedziałem i wróciłem pod drzwi.

Łukasz zatrzymał mnie, stając w przejściu.

– Obiecaliśmy jej.

– Naszej matce obiecaliśmy, że będziemy ją chronić. Co jest ważniejsze?

– Nic jej nie będzie. Mówiłem ci, że jest dorosła.

– Dobra, niech ci będzie.

– Stary, a pamiętasz tę laskę w Hiszpanii?

– No, co z nią?

– Zapinaliśmy ją razem i ona poprosiła, żeby ją uderzyć.

– Nie zrobiłem tego.

– Dlatego teraz tak głośno oddychasz. Rozkwasiła ci nos, stary.

– Prawda. Do czego zmierzasz?

– Może Kaśka też jest z tych?

PLUSK! BULBULBULBUL…

– Co oni ją topią? – zdenerwowałem się.

– Nic jej nie będzie. Przestań się stresować.

– To samo mówiłeś przy tym grubasie w Rzymie.

– W końcu padł, nie?

– Prawie mnie zgniótł tym swoim cielskiem, bo ty poszedłeś się odlać.

– Gdyby nie to, pewnie zgniótłby nas obu.

– Skąd wiesz?

– Widziałeś jak się ruszał po trzech twoich kulkach?

– Oj dobra, spierdalaj…

– A ten szekspirowski drań?

– Gadający wierszem i jak to nazwał… uprawiający sodomię z mrówkojadem.

HAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!

– Ludzie to potrafią być popierdoleni.

– Błagał nas, żebyśmy mu pozwolili dojść.

– I ty mnie zabrałeś z pokoju.

– No, stary, to były jego ostatnie minuty…

– Nie pomyślałeś, że ten mrówkojad mógłby być kolejnym wcieleniem naszego dziadka?

– No nie gadaj, że wierzysz w reinkarnację. Wątpię nawet, czy znasz takie słowo.

– Żebyś się nie zdziwił.

– Był jeszcze ten rusek jedzący kobiece wymiociny…

– Ale jak on poznał, że to nasze, a nie jakiejś laski? Myślisz, że męskie rzygi smakują inaczej?

– Trzeba było się jego spytać.

– Nie chciałbyś spróbować rzygów? Dawaj stary, co ci szkodzi. Ja bym se bełtnął.

– Pojebany świat.

– Nie no, człowieku, najgorszy był ten karzeł zapaśnik.

– Co cię gonił z kolbą kukurydzy, żeby wsadzić ci ją w dupę?

– Dokładnie. Moje magnum się zacięło, co miałem robić? Swoją drogą, mogłeś zastrzelić go wcześniej.

– Gdybyś widział, jakie to było śmieszne, to czekałbyś jeszcze dłużej.

– Ale tutaj chodziło o moją dupę…

NIENIENIENIENIENIE aaaaaaaAAAAAAAAAAAAAAAAUUUUUUUUUUUU!

– Dosyć. Wchodzę – oznajmiłem.

– Walą ją od godziny, myślisz, że ile to jeszcze zajmie. Poczekaj, nic jej nie jest.

– Wchodzę za pięć minut.

Włączyłem stoper i czekałem. Odpaliłem papierosa, Łukasz zrobił to samo. Zaciągnęliśmy się może trzy razy i otworzyły się drzwi.

W progu stanęła Kasia. Cała fioletowa, posiniaczona i porozcinana. Mokre włosy opadały jej na ramiona, a krew z czoła zalewała oczy. Sukienkę miała potarganą, piersi na wierzchu. Skrzywiliśmy się z Łukaszem. Nie tylko ze względu na widok, ale również na zapach.

– Skurwysyny! – krzyknął mój brat i wyciągnął broń.

Zrobiłem to samo. Weszliśmy do środka. Przy monitorach stało dwóch mężczyzn. Z drugiej strony pomieszczenia znajdowała się wanna wypełniona czymś żółtym, łóżko, klatka i cała kolekcja pejczy.

Podeszliśmy do facetów, nawet nas nie zauważyli. Przystawiliśmy im gnaty do głowy i pociągnęliśmy za spusty. Poszło szybko. Na ekranie zobaczyłem, jak jeden z nich przydusza Kaśkę i wsadza jej głowę do wanny pełnej moczu. Na drugim monitorze był ten wyższy, robił kloca do jej ust.

Z Łukaszem chwyciliśmy jedno ciało i wrzuciliśmy je do wanny. To samo zrobiliśmy z drugim. Stanąłem nad nimi, rozpiąłem rozporek i dorzuciłem swoje szczochy do tych, w których leżeli.

Strzelaliśmy chwilę do kamer i monitorów. Wszystkie zapiski, jakie znaleźliśmy, zabraliśmy i wstawiliśmy do samochodu. Kaśkę nakryliśmy kocem i zawieźliśmy do szpitala.

 – Stary… – zaczął Łukasz, gdy siedzieliśmy w poczekalni. – Nie składajmy jej więcej obietnic.

h

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: