polskie centrum bizarro

„Zabugowany” by Bartłomiej Dzik

In Opowiadania on Luty 15, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPaskud nigdy o tym nie wspominał, chyba że sam sobie, po kilku głębszych, że kiedyś, nim został Paskudem, był nałogowym graczem komputerowym. Pierwszy pośród złych nadmienia przy okazji, że grywał w same gry edukacyjne, ale my możemy się domyślić, że w – notabene – grę wchodziły zgoła inne produkcje.

Tak więc nie jest niczym dziwnym, że kiedy Paskud otrzymał do weryfikacji i akceptacji opowiadanie Zabugowany Bartłomieja Dzika, to po paskudnych jego włościach poniósł się rychło gromki, wilgotny śmiech istoty maltretowanej tak zwanym poczuciem humoru.

Publikując tekst sprawdziliśmy, czy rzeczywiście jest aż tak dowcipny (od Paskuda nie da się wydusić żadnej opinii – biedaczek ledwo przeżył zakrztuszenie własną śliną). Werdykt? Potwierdzamy. Jest śmiesznie. I na temat. Growy. Ale z przymrużeniem oka. Lub dwóch, jeśli macie pecha nie być Paskudem.

Zapraszamy do nostalgiczno-bizarrycznej lektury!

h

Zabugowany

h

Grumbrik z nostalgią wspominał stare czasy. Te nowe były bowiem cholernie frustrujące. Depresję wojownika dodatkowo pogłębiało poczucie osamotnienia, jako że towarzysze, z którymi Grumbrik spędził większy kawałek życia, odnajdowali się w nowej rzeczywistości znakomicie. Kto by pomyślał – westchnął w cichości ducha – że ja, półelf prosty, będę tęsknił za czasami, gdy świat był nieco bardziej… skomplikowany.

Wszystko zaczęło się miesiąc temu. Na początku niewinnie. Ot, gdy grzmociło się jakiegoś potwora, po trafnym ciosie w powietrzu poczęły unosić się cyferki. Im mocniejszy cios, tym więcej cyferek. Potem, gdy już ktoś zarąbał sporo potworów, to stawał się bardziej doświadczony. Ale nie tak jak dawnymi czasy – po prostu nieco sprawniejszy, tylko otwierało się przed nim okienko, nazywane „menu” (coś jak w lepszej karczmie, tylko nie z pergaminu, ale magiczne, pływające w powietrzu) i tam się wybierało, co się chce w sobie usprawnić. Na przykład „inteligencję”, gdyby wojownik miał taki kaprys. Oczywiście nie miał, wolał pakować w „siłę” bądź „wytrzymałość”. Niby fajna rzecz, było poniekąd łatwiej, przyrost tkanki mięśniowej w ciągu jednego dnia widoczny gołym okiem, ale co z tego, gdy…

No właśnie, Grumbrik nie uważał siebie za obsesyjnego jebakę, ale też nigdy nie ukrywał, że został poszukiwaczem przygód również po to, by mu dzierlatki pod kołdrę chętniej wskakiwały. Tymczasem dzierlatki niby wciąż plątały się po karczmach, nawet cyce miały jakieś takie krąglejsze, ale też stały się totalnie nieprzystępne. Nawet siłą się ich wziąć nie dało, po prostu nie było takiej – jak to się uczenie nazywało – opcji. Jakaś, kurwa, bardzo zaawansowana magia. Gdy Grumbrik pożalił się u pewnego pustelnika, ten popatrzył nań z politowaniem i wyjaśnił tonem, jakby tłumaczył coś wioskowemu głupkowi, że przecież na świecie obowiązuje nadreguła „PEGI-12” i o żadnym dymanku mowy być nie może.

Zmieniająca się rzeczywistość nie przestawała dziwić wojownika. Na przykład te przypadkowe spotkania na leśnych szlakach. Zdawało by się, że wszystkie tałatajstwa wybite do nogi, a jednak wciąż pojawia się jakaś nowa banda goblinów. Nie stanowiły co prawda większego zagrożenia, padały jak muchy, ale coś było z nimi nie tak. No bo jak to jest – zadręczał się Grumbrik – że szarżuje na mnie goblin z mieczem, ja go ubijam, a on zdychając zostawia dwuręczny topór?

Uczciwie należy dodać, że nowe realia miały parę dobrych stron. Na ten przykład, zniknęły kible. Ogólnie, to ile by człowiek nie wypił, to nie musiał latać się odlać, ile by się nie nażarł, nie trzeba było klocka stawiać. Głód również zniknął, jedzenie i picie służyły teraz tylko jako tani substytut czerwonych eliksirów – do regeneracji po walce.

*

Tydzień po tym, gdy świat zaczął się zmieniać, drużyna awanturników otrzymała to, o czym zawsze marzyła – „Questa” przez duże „Q”. W dymiących zgliszczach wioski, umierający starzec opowiedział im o potężnym nekromancie, planującym lada moment podbić świat za pomocą armii nieumarłych. Ratunkiem dla żyjących miała być magiczna halabarda, którą ktoś kiedyś podzielił na siedem części i poukrywał w różnych trudno dostępnych miejscach. Starzec udzielił wskazówek, jak znaleźć pierwszy segment zbawczej broni, po czym skonał. A tak właściwie, to jeszcze Grumbrik zdążył go dyskretnie zapytać, czy te wszystkie dziwne rzeczy, które dzieją się z rzeczywistością, to również sprawka nekromanty. Odpowiedź starca była zaskakująca – nie, wręcz przeciwnie, wszystko jest w porządku i tak musi być, a jeśli wojownik tego nie rozumie, to jest jakąś „zabugowaną postacią” i narobi problemów sobie i wszystkim wokół. Od tamtej pory Grumbrik już z nikim nie dzielił się swymi wątpliwościami.

*

Mieli już dwa segmenty włóczni, a po trzeci musieli zejść do podziemi Srumidoru – gigantycznego, wielopoziomowego, najeżonego monstrami i pułapkami labiryntu, wykutego po to, aby… no właściwie nie wiadomo po co. Żeby pięć wieków później ludziom życie utrudnić?

Grumbrik miał wszystkiego serdecznie dość. Rzygał od masakrowania nieprzeliczonych watah potworów, które na dodatek odradzały się, gdy trzeba było po coś wrócić na wcześniej „oczyszczony” poziom labiryntu. Wściekał się, że jego wypasiony mitrylowy młot nie daje rady rozbić jakiś nadpróchniałych drzwiczek i trzeba zapierdzielać korytarzami pół dnia, szukając kluczyka. Wreszcie, wkurwiała go niemiłosiernie świecąca czerwona kulka nad głową idącej obok łuczniczki Salimii – znak, że jeszcze nie rozdysponowała punktów umiejętności. Towarzyszka tłumaczyła to tym, że czeka na piętnasty level, a wtedy wpakuje wszystko w jakieś „lodowe strzały”. Na nic się zdało narzekanie wojownika, że przez takie durne ciułanie ona teraz wciąż ginie i muszą się wracać do ołtarza wskrzeszeń. Gdy mistyczne brzdąknięcie obwieściło, że zyskała kolejny punkt i wciąż nie chciała go wydać, Grumbrik miał serdeczną ochotę skopać jej tyłek. Niestety, było to podobnie niemożliwe jak dymanie panienek w karczmach.

Obok zejścia na kolejny poziom labiryntu, trafili na sklep. Normalnie, kurwa, sklep. Pulchny brodacz za ladą nic sobie nie robił z buszujących po okolicy potworów. Miał na sprzedaż potężne artefaktyczne bronie w przyprawiających o zawał cenach. Był też całkowicie odporny na targowanie.

Nie no, czegoś tu jednak nie rozumiem – nie wytrzymał Grumbrik. – Ja i moi przyjaciele ratujemy świat przed straaaaasznym nekromantą. Jeśli nam się nie uda, to będzie totalna rozjeboza i wszyscy skończą jako ghoule. Nieprawdaż?

Nooo, prawdaż – przyznał kupiec, patrząc z rosnącym zaniepokojeniem na wojownika.

W trosce o świat, no powiedzmy prościej, o własną dupę nawet, powinieneś nam dać te superbronie za darmo. Albo przynajmniej wypożyczyć, nieprawdaż?

Eeee, yyyy… – stęknął kupiec. – Nie mogę.

Jak to, do kurwy nędzy, nie możesz?

Nie mogę – padła mechanicznie powtórzona odpowiedź.

Grumbrik, daj spokój, co ci odjebało? – wtrąciła się Salima.

Nic mi nie odjebało – wysyczał przez zęby wojownik, usiłując zabrać jeden z mieczy z lady. Niestety, broń była jakby przyklejona. – To wam wszystkim odjebało…

Nie mogę – powtórzył, nieco od czapy, kupiec.

Grumbrik zaprał się nogami o posadzkę i pociągnął z całej siły za miecz. Ostrze lekko drgnęło, ale wraz nim drgnął, a właściwie dziwnie zafalował stół. Wszystko zresztą zafalowało, postać kupca, ściany labiryntu…

Ja pierdzielę! – wrzasnął czarodziej Xinth. – Kretynie, coś ty najlepszego narobił…

Przez labirynt przetoczył się odgłos podobny do grzmotu wody przewalającej się przez pękniętą tamę. Wszystko zaczęło się trząść i zmieniać w takie większe kolorowe kwadraciki. Rzeczywistość nagle ugrzęzła sama w sobie, by potem zanurzyć się we wszechogarniającej fali niebieskości. Niebieskość zalała świat i świat stał się niebieskością, wielkim blue screenem z inskrypcją „A problem has been detected and Windows has been shut down (…)”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: