polskie centrum bizarro

„Muzyka świata” by Maciej Rogoziński

In Opowiadania on Marzec 14, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtMjuzik makes the people come together, śpiewała kiedyś pewna Madonna, co jej w żadnej kapliczce pewnie nie ustawią. Potem było coś o remiksowaniu burżujstwa z buntem czy inne dyrdymały, które Paskud właśnie podpatrzył na stronie z lirykami, bo nie miał pomysłu na wstęp. Anyway, muzyka, people together. No właśnie, czy tylko people?

Niektórzy przy muzyce co prawda dostają niezłego zezwierzęcenia, objawiającego się pogo w ekstremalnym wydaniu i młóceniu łbem tudzież gestykulacji improwizowanej. Pewne gatunki muzyki też brzmią jak coś, co może wyjść ze zwierzęcego otworu gębowego… i nie tylko (elo, bulgoczący grindcorze).

Ale mogą zaistnieć różne konfiguracje muzyki ze światem fauny… I nie mamy tu wcale na myśli wielorybów czy delfiny. Maciej Rogoziński opowie wam o… przekonajcie się sami. Uwaga, czeka was dużo teorii, teoretyzowania i światłych idei. Rozpuszcza mózgowie aż miło.

h

Muzyka świata

h

Istnieje pewna teoria mówiąca o tym, że gdzieś tam jest świat, w którym krążą Idee. Owe Idee stanowią odzwierciedlenie tego, co hipotetycznie można zrobić na Ziemi, np. osoba, która jako pierwsza wynalazła koło, a której nazwisko zaginęło w pomrokach dziejów, została nawiedzona przez Ideę Koła. Nie było tu miejsca na kreatywność czy pomysłowość, po prostu odkryła – i to słowo doskonale tu pasuje – czym jest koło i do czego mogłoby posłużyć. Teoria ta, choć obalana przez racjonalnych zwolenników potęgi rozumu, po głębszym zastanowieniu ma w sobie bardzo dużo sensu, jednak jej ogólny wydźwięk jest raczej pesymistyczny. Nasz świat bowiem, wedle tego poglądu, to zaledwie odbicie, cień Prawdziwego Świata, który dla większości ludzi jest nieosiągalnym ideałem.

Istnieje też inna teoria, traktująca zgoła o czymś innym, która mówi, że tak zwana cywilizacja w destruktywny sposób wpłynęła na rozwój ludzkiego umysłu. Ludzie „cywilizowani” to trwające w ułudzie produkty produkcji dóbr i wyświechtanych wartości, które i tak nie mają pokrycia w rzeczywistości. Zwolennicy tego poglądu twierdzą, że dzikus, który przez wielu nazywany jest prymitywem i… dzikusem, jest bardziej wartościowy niż jakikolwiek mieszkaniec metropolii. Kontrowersyjny pogląd, jednak nie pozbawiony sensu.

Jonathan Wroński, polski antropolog, filozof i historyk, który wyemigrował dawno temu do Stanów Zjednoczonych, był zwolennikiem obu tych teorii. Uważał, że ludzie nie wynajdują niczego ze względu na swe potrzeby czy uwarunkowania ewolucyjne, lecz czerpią ze źródeł Idei. Jednak, na drodze rozwoju cywilizacyjnego, Idee stają się dla człowieka coraz bardziej rozmyte, nakładany jest na nie filtr kulturowy, który rozmywa pierwotny Sens. Na drodze eksperymentów, które przeprowadzał we wszystkich niemal amerykańskich ogrodach zoologicznych oraz w założonym przez siebie Instytucie Rozwoju Pojęcia Nauki, uznał, że człowiek nie jest już w stanie poznać Sensu Idei, gdyż poziom cywilizacji zbyt go przytłoczył, a jedynym ratunkiem, aby dotrzeć do najpierwotniejszych i najczystszych znaczeń wszystkiego, co się dzieje, będzie zapoznanie z nimi szympansów i orangutanów. Małpy te bowiem są nam tak bliskie, że pokusić się można o stwierdzenie, że w zasadzie są nami. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że „są dla nas takimi dzikimi zwierzętami, jakimi my jesteśmy dla nich”. Wroński uznał, że w przyszłości to one zdominują Błękitną Planetę i to one będą na nowo odkrywać Idee. Przy okazji dopowiedzieć jeszcze należy, że Wroński był niezwykłym fanem muzyki i to właśnie w tym kierunku chciał przeprowadzić eksperyment, konkretniej planował założyć zespół składający się z małpich muzyków, gdyż tylko taki skład miał natrafić i odkryć – tak, to słowo bardzo pasuje – Sens Muzyki.

h

***

h

William Mendello, pan i władca albo po prostu dyrektor generalny Fender Musical Instrument Corporation, wpatrywał się swymi zielonkawymi oczyma w uśmiechniętą twarz Jonathana Wrońskiego.

– Czy ja dobrze pana zrozumiałem? – Prezes delikatnie podrapał się po brodzie – mamy panu zbudować gitarę z kawałka jesionowego drewna, ze strunami z preparowanych zwierzęcych jelit i po prostu ją panu dać?

– Z całym szacunkiem, zapomniał szanowny pan o gitarze basowej.

Antropolog uśmiechnął się, a na twarzy Williama pojawił się zagadkowy blask, który rzucony na jakąś czarną powierzchnię, przybrałby kształt liter WTF.

– Ach, przepraszam. Mamy zrobić gitarę, o której powiedziałem przed chwilą oraz akustyczny bas, którego, cytuję, brzmienie ma przypominać pomruki burzy i rozbijanie fal oceanu o poszarpane, dalmatyńskie wybrzeża, a następnie, z uśmiechem na twarzy, wręczyć ją panu, by mogło na nich zagrać stado małpiszonów?

– Tak.

William Mendello westchnął.

– Ze względu na stanowisko, które zajmuję, nie będę używał wulgaryzmów. Zapytam się jedynie: czy z panem wszystko w porządku?

– Proszę pana – Wroński odchrząknął i położył dłonie na stoliku, gdyż mężczyźni siedzieli w gabinecie dyrektora Fendera, a ułożył je w kształt piramidki – czy potrafi pan zdefiniować człowieka?

– Słucham?

– Istnieje wiele koncepcji na ten temat. Jedni twierdzą, że ludzie odróżniają się od innych zwierząt tym, że posługują się językiem, jednak po niedawnych badaniach stwierdzono, że język jest czymś, co w świecie przyrody występuje bardzo powszechnie. To, że nie potrafimy zrozumieć szczekania psa nie oznacza, że te ssaki nie posługują się jakąś formą języka, prawda?

– Prawda…

– A zatem posługiwanie się mową, nieważne jak skomplikowaną, nie kwalifikuje nas do roszczenia sobie prawa do bycia wyjątkowymi. Inne koncepcje mówią o sposobie zorganizowania sobie życia. Ludzie żyją w niezwykle zawiłych systemach społecznych, jednak nie istnieje zwierzę, które nie ma własnego systemu. Pszczoły, lwy, ryby czy po prostu zwierzęta posiadają własne struktury społeczne. Więc i to nie daje nam „wyjątkowości”.

– Dobrze. Do czego pan zmierza?

– Człowiek, szanowny panie, jest zwierzęciem, i nie różni się od innych zwierząt. Nawet wytwarzanie przedmiotów nie jest jego domeną. Polecam lekturę jakiejkolwiek książki Felipe Fernandeza Armesto. Tak czy inaczej – Wroński zrobił poważną minę – na drodze wykorzystywania własnych wynalazków, ludzie zamknęli się w świecie materii. Jak pan zapewne wie, świat się zmniejszył, a za owe zmniejszenie odpowiedzialne jest zjawisko globalizacji. Globalizacji, czyli swobodnego przepływu przeróżnych rzeczy. Ludzie zapomnieli o najważniejszym: o duchowości. Istoty te, nazwane przez pana małpiszonami, są dla nas jedynym ratunkiem. Kilka milionów lat temu byliśmy jak one. One mogą nam pokazać prawdziwy świat!

Mendello przetarł czoło i sięgnął po paczkę papierosów.

– I chce pan, by małpi zespół pokazał nam, jak się naprawdę gra?

– Oczywiście! Muzyka nie jest naszym wynalazkiem. To zjawisko, które istniało na długo przed powstaniem naszego gatunku. Na drodze w zasadzie to nawet nie wiem czego, zaszufladkowaliśmy je i nadaliśmy mu konkretną nazwę. Nie ma nic bardziej ograniczającego niż wymyślanie nazw dla muzyki!

– Śmiem twierdzić, że mowa tu o gatunkach.

Na twarzy Williama pojawił się uśmiech politowania.

– Tak. Cywilizacja wraz z jej osiągnięciami stworzyła pewne kanony, poza które wybiegają tylko nieliczni. Obecnie jednak coraz o to trudniej, dlatego potrzeba nam muzyka, który nie zna teorii, nie zna historii i czegokolwiek, co związane jest z muzyką… Muzyką, która funkcjonuje w naszej świadomości.

Dyrektor Fendera zaciągnął się papierosem.

– Tak dla pana informacji – antropolog oblizał wargi – rozmawiałem już z prezesem Pearla. Zgodził się, by jego firma wykonała dla nas specjalny zestaw perkusyjny z materiałów, które mogłyby posłużyć do jego wytworzenia tysiąc lat temu.

– A właśnie – William jakby sobie o czymś przypomniał – dlaczego instrumenty akustyczne?

– Och, prąd to wynalazek stworzony przez ludzi! Znaczy, Idea prądu może funkcjonować, gdy funkcjonują inne Idee, a inne Idee funkcjonują, gdy osiągnie się pewien stopień w rozwoju cywilizacji. Prąd jest elementem, bez którego z powodzeniem można sobie poradzić. To pewne urozmaicenie. Prąd nie ma wiele wspólnego z muzyką. Jest jedynie jej wspomagaczem. Nie można powiedzieć, że elektryczność świadczy o poziomie muzyki, ba, elektryczność zakrzywia poziom muzyki! Eksperymenty z instrumentami elektrycznymi zostawię sobie na później…

William Mendello westchnął.

– I Pearl się zgodził, by wykonać instrument?

– Tak. Nawet nie musiałem ich długo namawiać. Niech pan pomyśli o reklamie!

– Ha! – dyrektor parsknął. – Albo o czymś zupełnie przeciwnym! Szanowana firma wręcza instrumenty obłąkanemu naukowcowi, który chce zorganizować małpi koncert… ech, na kiedy pan ich potrzebuje?

h

***

h

Instytut Rozwoju Pojęcia Nauki zorganizował konferencję prasową w przeddzień koncertu. Przybyło na nią mnóstwo dziennikarzy z najbardziej szanowanych i najważniejszych opiniotwórczych pism i serwisów. Po wstępnym wykładzie, którego sens zmieścić można w słowach „co i jak”, nastąpiła kolej na pytania. Pierwsze zadał rudy chłopak, który przedstawił się jako Arthur Hardwater, dziennikarz The Times:

– Panie Wroński, dlaczego małpy mają grać na instrumentach akustycznych? Czyżby obawia się pan, że „prawdziwą muzyką”, o której pan wspominał, może okazać się death black blood motherfucker metal?

Sala parsknęła śmiechem, a Wroński, nieczuły na sarkazm dziennikarza, powtórzył słowo w słowo to, co powiedział na spotkaniu z Williamem Mendello.

Kolejne pytanie należało do otyłego okularnika ze stacji Fox:

– Panie Wroński, czy nie uważa pan, że zorganizowanie małpiego koncertu, na którym okazać się ma, co to znaczy prawdziwa muzyka, jest obrazą ludzkiej inteligencji?

– Słucham? – odparł Jonathan.

– No, wie pan, małpy pokazują ludziom jak powinno się grać. Coś tu chyba jest nie w porządku.

– Ach, szanowny panie! Małpy, a zwłaszcza szympansy i orangutany, są bardzo nam podobne. Jak powiedziałem wcześniej, nasza cywilizacja wytworzyła swoiste filtry, przez które przepuszczane jest wszystko, także muzyka. Konkluzja jest prosta: jeśli nie ma cywilizacji, a przynajmniej jeżeli nie jest ona tak rozbudowana jak nasza, nie ma filtrów zniekształcających percepcję rzeczywistości. Życie społeczne wyżej wymienionych małp poziomem zawiłości nawet nie zbliża się do naszego. Jasne, w dalszym ciągu jest to jakaś forma cywilizacji, jednak nie wypacza ona postrzegania świata. Czystość muzyki polega na braku istnienia teorii, która stara się ją opisać. Muzyka jest zjawiskiem niewidzialnym, które opisane może zostać na wiele sposób. Nasze sposoby opisania jej są dobre jak każde inne.

– Ale nie uważa pan, że skoro zdołaliśmy określić poszczególne dźwięki, to znaczy nadaliśmy im konkretne nazwy, i skoro zapisując te dźwięki na kartce, nie grając przy tym na żadnym instrumencie, możemy je potem odtworzyć w postaci utworu, nasza teoria nie tylko ma ręce i nogi, ale także jest jedynym możliwym ogarnięciem muzyki?

– Rozumiem, że utwór, który miałby być odtworzony z zapisu nutowego, byłby melodyjny, rytmiczny i tak dalej, tak? Krótko mówiąc, spełniałby pewne wymagania do bycia utworem. Bo cóż pan rozumie przez słowo „utwór”? Świadomie napisane dzieło muzyczne nie zawiera fałszów, a jeżeli nawet, są one użyte z pełną odpowiedzialnością, spełnia określone kryteria notacji muzycznej i trzyma się zasad szeroko pojętej rytmiki. Oczywiście, w dzisiejszych czasach nie jest to takie oczywiste, jednak muzyka, od czasów powstania prób jej opisania, nie zmieniła się ani trochę. To organizacje dźwięków w jakiejś przestrzeni czasowej. Najważniejsze jest jednak to, że owa organizacja nie musi, powtarzam, nie musi być konkretnie określana. Stukanie patykiem o patyk też jest organizacją dźwięków w czasie, a zatem to także muzyka. Kultura nauczyła nas, że muzyka ma pewną strukturę, strukturę, która zapewnia nam rytmikę, harmonie i symetrie, choć to słowo chyba nie jest do końca na miejscu. W każdym razie, gdy rozpoczął się proces odcinania ludzi od natury, w psychice człowieka wykształciła się pewna informacja, która mówiła, że asymetria, nieregularność, przypadkowość i chaos, czyli zjawiska pozornie występujące w świecie Natury, są złe. A są złe, ponieważ występują w świecie Natury. Poza tym, rzeczy regularne i geometryczne są bardziej funkcjonalne, ozdoby są piękniejsze, gdy są symetryczne i uporządkowane. To samo tyczy się ludzi. Nie lubimy osób asymetrycznych, z zakrzywieniami i odejściami od szeroko pojętych norm. Piękno to symetria, brzydota to chaos. Tak czy inaczej, podobne myślenie zostało przełożone na świat muzyki. Dźwięki uporządkowane, dające się zapisać, dające się potem odtworzyć, dźwięki nieprzypadkowe, zagrane świadomie i celowo, dźwięki o strukturze geometrycznej są piękniejsze. Muzyka bez ram ją trzymających jest hałasem, z którego nie jesteśmy w stanie nic wydobyć. Kultura nauczyła nas, że jeżeli mowa o muzyce, owa muzyka musi być możliwa do zrozumienia, musi spełniać pewne normy. Uważam, że zjawiska obecnie funkcjonujące w świecie są wynikiem rozwoju cywilizacji, a mają miejsce, gdyż funkcjonują na mocy pewnej umowy. Na mocy umowy stwierdziliśmy co jest dobre, a co złe. Na mocy umowy kilka milionów ludzi wierzy, że istnieje niebo albo piekło. Na mocy umowy muzyka jest uporządkowaną strukturą dźwięków.

– Dobrze – gruby dziennikarz odchrząknął – a więc wszystko to, co zrobią zwierzęta jest prawdziwe i czyste. Czy byłoby możliwym, by przeprowadzić podobny eksperyment z religią? Wie pan, podstawić im pod nos figurki odpowiednich bogów i obserwować którego wybiorą?

– Och – Wroński się roześmiał – mam nadzieję, że zdaje pan sobie sprawę z absurdu takiego eksperymentu. Podstawianie pod nos figurek jest narzuceniem jakiegoś wyboru z góry. Zwierzęta same musiałby dojść do odpowiednich prawd. Zresztą, skoro szympansy różnią się od nas w kilku zaledwie procentach i w porównaniu z innymi zwierzętami są naprawdę inteligentne, a jeszcze się nad kwestią religii nie zastanawiają, jeszcze nie zakładają kultów, kościołów i całej reszty, myślę, że jest to wymowniejsze od jakiegokolwiek eksperymentu. Są jeszcze jakieś pytania?

Na sali zauważyć się dało poruszenie, a z miejsca wstał smukły, wyprostowany i dostojny mężczyzna.

– Tak. Milton Davies. CNN. Panie profesorze, czy pan w to wszystko wierzy?

– To znaczy? – zdziwił się Wroński.

– To znaczy, czy nie jest tak, że poszczególne osiągnięcia, czy to fizyczne i namacalne, czy to produkty umysłu, są determinowanie uwarunkowaniami ewolucyjnymi? Czy osiągnięcia cywilizacyjne, wraz z samą cywilizacją, nie są przejawami konkretnej potrzeby?

Antropolog serdecznie się uśmiechnął.

–Ależ szanowny panie, to właśnie jest podstawowe założenie mojego eksperymentu. Osiągnięcia i wynalazki, owszem, są wynikiem konkretnych potrzeb, mających na celu ułatwienie sobie życia, jednak nie są one produktami umysłu. Ludzki umysł służy wyłącznie do postrzegania i rejestrowania. Dzięki rejestracji stwierdza on, co jest nam potrzebne, by zaspokoić w sposób efektywniejszy jakąś potrzebę. Na przykład koło. Wynalazek ów jest postrzegany jako jeden z najważniejszych w historii ludzkości. Koło daje transport, podnosi efektywność prac ręcznych, pomaga przy przygotowaniach posiłków. A jednak Majowie koła nie znali. Być może nie mieli takiej potrzeby, bądź nie dotarli do Idei koła, co jednak jest raczej wątpliwe, zważywszy na fakt, że czcili słońce. Tak czy inaczej to, że ludzie coś wynajdują,  jest wynikiem ich aktualnych potrzeb, jednak kształt owego wynalazku, czy w ogóle kształt tej potrzeby, jest definiowany przez Idee, nieśmiertelne moce sprawcze ziemskich poczynań. Mówiąc „czy osiągnięcia cywilizacyjne nie są przejawami konkretnej potrzeby?”, miał pan na myśli to, że mając przed sobą jakiś problem, możemy go w rewolucyjny sposób rozwiązać korzystając z naszego umysłu. To jest błąd! Umysł służy nam do życia, do reagowania na bodźce otrzymywane z zewnątrz, Idee natomiast pozwalają nam nadać kształt rozwiązaniom naszych problemów. Są one uniwersalne, każda nacja, w każdym czasie, na każdym kontynencie może z nich korzystać. Założenie uniwersalizacji Idei jest podstawą do odbycia się koncertu. Idee bowiem nie są przeznaczone wyłącznie dla ludzi, lecz dla wszystkich.

Milton Davies pokręcił chwilę nosem, gdyż odpowiedź nie była dla niego satysfakcjonująca, po czym usiadł i się więcej nie odzywał.

– Czy ktoś jeszcze?

– Robert Santadler, z Scientific Papers, miło mi. Panie Wroński, wspomniał pan, że podstawą do zagrania obiektywnej, prawdziwej muzyki jest nieznajomość teorii, gdyż teoria ogranicza pewien rodzaj twórczej energii. Czy zatem nie byłoby prościej wręczyć instrumenty ludziom, którzy nie mają pojęcia o muzyce, i kazać im coś wybrząkać?

Na sali znów pojawił się szmer.

– Wielokrotnie analizowaliśmy ten problem, panie Santadler – odparł uprzejmie Jonathan – jednak doszliśmy do wniosku, a proszę mi wierzyć, że rada składała się z naprawdę wybitnych umysłów, że ludzie od maleńkości indoktrynowani są w kierunku życia w społeczeństwie. Cywilizacja nie jest pewną organizacją jednostek w przestrzeni, lecz stanem umysłu, pewną postawą wobec świata. Cywilizacja i jej najbardziej zaufana agentka, czyli kultura, w niewyobrażalny, a co gorsza, w niezauważalny sposób wpływają na rozwój naszego umysłu. Gdy ktoś nie posiada jakiejś umiejętności, dajmy na to gotowania, nie jest tak, że nie posiada jej w ogóle, lecz nie posiada jej w obrębie cywilizacji, która mówi mu, że nie potrafi gotować. Jak powiedziałem wcześniej, muzyka, jakkolwiek szeroko rozumieć to pojęcie, jest zbiorem pewnych aksjomatów, to ukuty termin, który aby zaistnieć, musi spełniać pewne kryteria. Oczywiście w obrębie cywilizacji. Mogłoby tak być jak pan mówi, panie Santadler, jednak człowiek, który miałby zagrać prawdziwą muzykę, musiałby wychowywać się z dala od kultury, cywilizacji, ludzi i w zasadzie wszystkiego. Musiałby wraz z, posługując się nomenklaturą ignorantów, innymi dzikusami dorastać na łonie natury, tak jak nasi praprzodkowie. Sam pan wie, że taki eksperyment nie byłby możliwy, gdyż obrońcy praw człowieka najprawdopodobniej zadrżeliby ze zgrozą na samą myśl o takim pomyśle.

– Niech pan pozwoli, że zadam kolejne pytanie. – Robert poprawił druciane okulary i dostojnie chrząknął. – Co ludzkości da taki eksperyment? Co z niego wyniknie?

– Wielokrotnie o tym wspominałem, szanowny panie, poznamy prawdziwą, nieskażoną niczym muzykę.

– Dobrze, jednak co dalej? Co się stanie, jeżeli małpy zagrają melodię, która należy do gatunku nam znanego? Co się stanie, jeżeli zagrają cokolwiek?

– Wątpi pan w ich umiejętności?

Sala parsknęła śmiechem.

– Panie Santadler – ciągnął Wroński – małpy przeszły króciutki etap zapoznawczy z instrumentami. Było to konieczne, aby wiedziały, że to instrumenty, a nie na przykład jedzenie. Wiedzą, do czego służą, i zapewniam pana, że będą potrafiły coś zagrać. Jeżeli zaś chodzi o jakość ich muzyki, to nikt nie ma pewności co do tego, czym owa muzyka będzie. Wątpię jednak, by należała ona do gatunku określonego przez ludzi. Może jednak tak się okazać. A może nie. Generalnie jednak twórczość małp będzie przedmiotem badań i analiz naukowców oraz muzyków. Materiał zostanie nagrany i być może będzie puszczany w radiu. Głęboko wierzę, że w strukturze, jakakolwiek by ona nie była, muzyki zagranej przez małpy pod szyldem zespołu Flora de Natura Exo, ukryta będzie najpierwsza informacja o rozumie. Być może uda nam się zbadać pochodzenie inteligencji i zaczątki świadomości. Pyta więc pan, co da nam przeprowadzenie takiego eksperymentu? Dostarczy nam odpowiedzi na pytanie czym jest życie!

h

***

h

Sala była wielka. W zasadzie była tak wielka, że ktoś z zewnątrz pomyślałby, że odbywa się w niej wiec prezydentów największych światowych mocarstw, a nie koncert zespołu, w skład którego wchodził szympans, szympans karłowaty i dwa orangutany.

Widownia składała się z największych umysłów ludzkości. Znalazło się miejsce dla antropologów, historyków, filozofów, a nawet dla matematyków, chemików i fizyków. Oczywiście siedzieli tam również muzycy, zarówno teoretyczni, jak i czynnie grający, oraz prezesi największych muzycznych koncernów. Honorowe miejsca zajmowali władcy Pearla oraz Fendera.

W porównaniu z całą resztą, scena przypominała malutkie poletko, na którym stały misternie wykonane, choć na pierwszy rzut oka sprawiające wrażenie mających się za chwile rozlecieć instrumenty. Gitara wyglądała jak kawał kory niedbale zerwany z jakiegoś gigantycznego drzewa, do którego przyczepiono sprężyste, popielate włosie. Bas w zasadzie był identyczny, z tą różnicą, że zamiast włosia, przymocowano do niego poskręcaną i jakimś magicznym sposobem utwardzoną trawę. Perkusja stanowiła siermiężnie ociosane, wydrążone kawały drzewa z bydlęcą skórą na wierzchu. Czwartym instrumentem było coś, co przypominało flet, jednak nikt, nawet Jonathan Wroński, nie chciał zdradzić, skąd to cudo się tam wzięło. W rzeczywistości owe instrumenty stanowiły ciężką pracę wybitnych inżynierów, którzy tygodniami projektowali je w największym skupieniu. No, choć w przypadku piszczałki nie było to wiadome.

Część świateł wygaszono, na sali zaległ półmrok. Na scenę wyszedł ekscentryczny antropolog.

– Szanowni państwo – mówił do mikrofonu, który wedle jego zapewnień, miał zaraz po przemówieniu zniknąć – jest mi niezwykle przyjemnie powitać was w tym niezwykłym miejscu. Znaczy, miejsce to jest jak każde inne, jednak po dzisiejszym wieczorze zmieni się nie do poznania! Będziecie mieli zaszczyt usłyszeć muzykę, i to nie taką, która funkcjonuje w naszym przekonaniu, lecz prawdziwe dźwięki stworzone przez Matkę Naturę! My, ludzie otumanieni cywilizacją i technologiami, zapomnieliśmy, co to znaczy czystość! Wspaniali muzycy, którzy są naszymi niedalekimi kuzynami, zagrają muzykę niczym nie skażoną, niczym nie ograniczoną, muzykę, która jest tą jedyną i prawdziwą! Przy okazji, dziękuję bardzo prezesom Fender Musicial Instrument Corporation oraz Pearl Drums za wyrażenie zgody na wzięcie udziału w tym niezwykle ważnym dla całej ludzkości eksperymencie i za dostarczenie wspaniałej jakości instrumentów. Gdyby nie wy panowie, stracilibyśmy coś bardzo ważnego. Cóż – Jonathan westchnął – nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić na scenę zespół Flora de Natura Exo! Proszę państwa, oto prawdziwa muzyka!

Rozległy się brawa, mikrofon został zabrany przez niewiadomo kogo, a na scenę przyprowadzono szympansa, który momentalnie dorwał się do gitary, bonobo będącego flecistą oraz dwa orangutany, z czego jeden dumnie podniósł bas, a drugi zasiadł za perkusją.

Zaległa cisza. Potworna, ciężka i gęsta cisza.

Nagle Jonathan Wroński wydał z siebie coś w stylu podwójnego gwizdnięcia.

Zespół zaczął grać.

Publiczność wytężyła słuch; dziennikarze włączyli kamery i mikrofony, naukowcy poczęli sporządzać obfite notatki, a muzycy uważnie studiowali wszystkie ruchy małpich artystów. Zespół Flora de Natura Exo uraczył ich subtelnym, przyjemnym, kojącym, spokojnym, czasem nerwowym, wysublimowanym, niekiedy dzikim, aksamitnie lekkim, kwiecistym, dostojnym, porywającym, wirującym, wesołym, choć nie pozbawionym goryczy, tanecznym, egzotycznym, świeżym, szczerym, miłym, niemal transcendentnym, przyjemnym, skocznym, od czasu do czasu przygnębiającym, nowoczesnym, wcześniej niesłyszanym, unikatowym, progresywnym, nieskomplikowanym, owocnym, zadziwiającym, godnym podziwu, lekko ekscentrycznym, miejscami szokującym, niesamowitym, wyrażającym wszystkie niemal emocje, oryginalnym, prawdziwym, zabawnym, przejmującym, budzącym zachwyt, uduchowionym, barwnym, ekspresywnym, niepodrabialnym, w pewnych momentach tajemniczym, ciekawym, interesującym, godnym zapamiętania, wybornym, niekiedy impulsywnym, mistycznym, elektryzującym, lekkim, fascynującym, wspaniałym, ambitnym, melodyjnym, klimatycznym, finezyjnym, wykwintnym, wyszukanym, wyjątkowym, znakomitym, osobliwym, zajmującym, nietuzinkowym, niewybrednym, wymyślnym, niezwyczajnym, fantazyjnym, zrównoważonym, udatnym, nowatorskim, pomysłowym, niekonwencjonalnym, nieszablonowym, odkrywczym, śmiałym, innowacyjnym, ożywczym, twórczym, pionierskim, krzepiącym, relaksacyjnym, kojącym, niezwykłym, ponadprzeciętnym, melodyjnie zakręconym, pogmatwanym, dracznym, pierwszorzędnym, wybornym, zjawiskowym, bezprzykładnym, setnym, nadzwyczajnym, doskonałym, popisowym, upojnym, przepysznym, kunsztownym, czarującym, dającym do myślenia, zwracającym uwagę, frapującym, bezkonkurencyjnym, popisowym, przednim, rozbrajająco szczerym, zmyślnym, pokręconym, świetnym, prześlicznym, nieziemskim, urodnym, krasnym, niewąskim, nie byle jakim, niesłychanie dokładnym, nietuzinkowo rozbitym, niespotykanym, cieszącym zmysł słuchu, pociesznym, wybitnie prostym, awangardowym, światłym, zdolnym do wywoływania przeżyć pozazmysłowych, przewspaniałym, rewelacyjnym, bezbłędnym, prawidłowym, uroczo prawdziwym, nienagannym, pokazowym, idealnym, wielkim, wirtuozerskim, arcywciągającym, kapitalnie zgranym, choć niekiedy rozstrojonym, niezwykle uczuciowym, ckliwym, czasami szorstkim, melancholijnym, sentymentalnym, przeważnie jednak ożywczym, zaskakującym, nieoczekiwanym, najprzyjemniejszym, dostojnym, trafiającym w każdy gust, wybitnie udanym chuj-wie-czym.

h
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: