polskie centrum bizarro

„Pierwsze spotkanie niewiadomego stopnia” by Norbert Góra

In Opowiadania on Kwiecień 7, 2014 at 6:00 am

niedobreliterkitxtPaskud i podległe mu organizmy redaktorskie robią co mogą, aby dbać o niedobroliterkową różnorodność literacką (tudzież nieliteracką), ale czego by się nie tknęli, to zawsze im z tego jakowe bizarro wychodzi. Co, notabene, jest akceptowalnym zbiegiem okoliczności, skoro niedobre literki są kuźnią talentów bizarro.

Dzisiaj wspomniani stachanowcy czynu bizarrystycznego mają przyjemność zaprosić Was do lektury bardzo przyjemnego, bardzo bizarrowego, a przy tym bardzo-niemalże-prawie science fictionowego tekstu Norberta Góry. Tego pana zapewne już kojarzycie z kilku rozmaitych występów. Skorzystajcie zatem z okazji, aby poznać go bardziej.

Zapraszamy do lektury!

h

Pierwsze spotkanie niewiadomego stopnia

h

Życie jest wrzodem na ciele wszechświata.

Jerzy Vetulani

Siedemnasty lipca 2064 roku. Tego dnia – kiedy swoje imieniny hucznie, lub nieco mniej wystrzałowo świętują Dzierżykraj, Januaria, Marcelina i Konstancja – w odległej od Ziemi części wszechświata zlokalizowano życie. Księżyc Stuka Buga w układzie C51232. To siedlisko Obcych zostało nazwane na cześć uznanego w Polsce astronoma, Franciszka Bugi. Według niepotwierdzonych jeszcze informacji, naukowiec po odkryciu księżyca otworzył plik tekstowy i na klawiaturze służbowego komputera wystukał na klawiaturze tylko swoje imię i nazwisko. Kiedy pochwalił się o wiekopomnym odkryciu koledze po fachu, powiedział: „Wystukałem Franciszek Buga”. Ludzkość czekała na tę rewelację wieki. Upadł program SETI, a wkrótce po nim Unia Europejska, która została zmuszona oddać cały, wypracowywany przez lata majątek, na rzecz komór kriogenicznych, umożliwiających astronautom lot w bezkresne czeluście kosmosu. Stany Zjednoczone nie mogły zadłużyć się bardziej – wszyscy Amerykanie do dziś mają obowiązek spłacania kredytu za ożywienie po raz trzeci Baracka Obamy.

Prawo do pierwszej relacji na żywo kupiła jedyna na świecie, interaktywna, prywatno-publiczna – posiadacze poszczególnych w niej udziałów nigdy nie mogli rozstrzygnąć tej kwestii, zatem ustalono rozporządzenie, zgodnie z którym nazwano ją „prywatno-publiczną” – telewizja „YouNoob”*. Wszyscy Ziemianie oglądający wiadomości widzieli w prawym, górnym rogu logo stacji. Czarny kształt na białym tle, przypominający twarz człowieka z strabismus deorsum vergens hypotropia**, z wystającymi dwoma zębami i włosami w nieładzie. Jedyne w swoim rodzaju wiadomości miał poprowadzić dziennikarz Kleofas Wyrwichłam. Ubrany w różowy garnitur z nie pasującymi do niego czarnymi, wypastowanymi lakierkami, uśmiechał się do siebie i chodził tam i z powrotem, w tę i we w tę. Kamery studyjne podążały jego śladem cały czas, doprowadzając go do furii.

– Przestańcie tak za mną podążać, do jasnego licha! Mam chyba prawo do odrobiny prywatności – warknął i odwrócił się plecami do kamer.

– Dobra, mamy transmisję za trzy… dwa… jeden… już! – Po studiu przetoczył się donośny, męski głos. Kleofas otworzył szerzej oczy, obrócił się w lewo, westchnął i uśmiechnął się, kiedy setki miniaturowych kamer zwróciło się w jego stronę, nagrywając każde słowo.

– Kleofas Wyrwichłam, witam serdecznie. To pierwsza taka informacja dla całego globu. Oto my, Ziemianie, stajemy w obliczu kontaktu z pozaziemską, inteligentną cywilizacją. Na orbicie okołoksiężycowej Stuka Buga znajduje się sonda, na pokładzie której przebywa dwóch Polaków, astronautów. Poznajmy panów inżynierów, Zenona Listka i Stanisława Drzewko. Czy panowie mnie słyszą? – zapytał, kierując oczy ku dołowi i delikatnie uśmiechając się.

– Tak, panie redaktorze. Głośno i wyraźnie – odpowiedział jeden z astronautów. Ekrany telewidzów błyskawicznie podzieliły się na pół. Z lewej strony widniała sylwetka dziennikarza Wyrwichłama, z prawej – dwóch, wysokich mężczyzn w kombinezonach, jakie – dawno temu – kojarzono z misją Apollo. Zenon Listek miał na sobie zielony kombinezon, a Stanisław Drzewko – brązowy.

– Panowie, nie trzymajmy świata w niepewności. Jak oni wyglądają?

– No, to znaczy… oni są tacy… eeee… duzi, no, duzi – odparł inżynier Listek, rozkładając szeroko ręce, jakby mierzył belę drewna. Kleofas Wyrwichłam zmarszczył brwi i ściągnął usta. To nie była informacja, jakiej oczekiwali.

– A może więcej szczegółów? – zapytał dziennikarz, wykonując nieokreślony gest ręką.

– No, wie pan, panie redaktorze… no takie, o… duże stworzenia, no… – Styl wypowiedzi inżyniera – INŻYNIERA! – Listka pozostawiał wiele do życzenia. Nie potrafił w najprostszy sposób opisać wagi, wzrostu, koloru przedstawicieli obcej cywilizacji. Kleofas poczuł, jak jego czoło zalewa fala potu.

– Powiedz im, że mają zieloną dupy i fioletowe mordy – szepnął Drzewko na ucho Listkowi. – Mają zielone dupy… nie, zaraz, inżynierze! – warknął Zenon Listek, mierząc go gniewnym spojrzeniem, po czym kontynuował, nie odwracając się twarzą do kamery. – Mają fioletowe dupy i zielone mordy, o!

To się nie dzieje naprawdę, błagał w myślach dziennikarz, widząc tych nieokrzesanych prostaków, którym przypadł zaszczyt nawiązania pierwszego kontaktu z kosmitami.

– Panowie, przypominam, że jesteśmy na wizji! – jęknął, kręcąc głową. Tymi słowami od razu zwrócił uwagę inżynierów. – Dobrze, pomińmy ich wygląd, wrócimy jeszcze do tego tematu.

– Czy udało się panom inżynierom poznać strukturę społeczną tych osobników, medycynę, być może przewyższającą naszą o całe wieki? – Wyrwichłam silił się na cierpliwość. Miał ochotę przerwać ten beznadziejny – niby to ekskluzywny – wywiad.

– Że co? – zapytał Listek i spojrzał na inżyniera Drzewko.

Jajco, odpowiedział mu w myślach Kleofas i ciężko westchnął.

– No, pan redaktor pyta się, czy ich dobrze poznaliśmy – powiedział w stronę Listka mężczyzna w brązowym kombinezonie. – Panie, jak mamy rozmawiać z kimś, kto nie mówi po polsku, tylko powtarza „klik, klak, klik, klak, klik, klik”? No, przecież tam każdy nazywa się Klik Klak.

– Każdy, co do jednego – zapewniał Listek, głosem przepełnionym emocjami.

Wyrwichłam przymknął powieki. W międzyczasie na pierwszy plan wysunął się Drzewko, machając entuzjastycznie do kamery.

– Ja chciałem jeszcze tylko powiedzieć, że u nich jest takie… no, dziwne powietrze.

Dziennikarz otworzył oczy.

– Dziwne? Co pan inżynier rozumie pod pojęciem „dziwne”?

– No, bo niby da się oddychać, ale tak, no… nie do końca – ciągnął tą wypowiedź w nieskończoność, przechylając głowę na bok.

O co mu chodzi, do cholery? – zastanawiał się Wyrwichłam, nie rozumiejąc przymiotnika „dziwne” dla określenia powietrza.

– To… da się oddychać, czy nie?

– No, ja nie próbowałem. Zenek też, ale tutaj byli tacy odważni. Dwaj Amerykanie, to się samo przez się rozumie. Bohaterowie zafajdani, ale… dzięki temu mamy więcej alkoholu dla siebie. – Drzewko spochmurniał. Powiedział o parę słów za dużo.

– Przepraszam bardzo… czy ja dobrze usłyszałem? Więcej alkoholu dla panów inżynierów? Panowie… piliście? – Kleofas zmrużył oczy. Co za wstyd. Co za kompromitacja.

– Nieee… – stwierdzili jednogłośnie. Zdradzały ich twarze. Czerwone z przepicia.

– Kończymy, kończymy – szepnął Wyrwichłam w stronę kamer, wykonując gwałtowny ruch ręką.

– Jeszcze Polska nie skończyła, póki my pijemy! – krzyknęli inżynierowie w tym samym momencie, a transmisja została zakończona.

– Polska i Stany Zjednoczone w kosmosie. Więcej chwały dla Ameryki, więcej wódki dla Polaków. Tym niezbyt optymistycznym akcentem, kończymy dzisiejsze wydanie wiadomości. Kleofas Wyrwichłam, pozdrawiam serdecznie.

Po tych słowach nastała ciemność.

*Noob – termin używany pośród komputerowców, obraźliwe określenie dla ćwierć-inteligenta

*łacińska nazwa zeza towarzyszącego, skierowanego ku dołowi

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: