polskie centrum bizarro

333, czyli „już się można zacząć bać” albo „to jeszcze nie koniec”

In Różne, różniste on 17 kwietnia, 2014 at 6:00 am

niedobreliterki2Jako, że nie jesteśmy całkiem normalni… Hola, hola – mówcie za siebie! (dopisek Paskuda) W każdym razie, jako osobnicy na wskroś oryginalni, na ogół nie celebrujemy okrągłych jubileuszów. A te nieokrągłe? Cóż, z tym bywa różnie. Jeśli chcecie przekonać się, co mamy na myśli pod określeniem „różnie”, przeczytajcie sobie w jaki sposób trzysta trzydziesty trzeci wpis na niedobrych literkach będą świętować poszczególni członkowie… tfu, tfu, sorry! współtwórcy biz-strony…

W ramach rekompensaty za straty moralne możecie nacieszyć oczęta nową grafiką Tomka Woźniaka.

Oczywiście lojalnie ostrzegamy, że poniższe wynurzenia nie są tak do końca na serio, bo i czemu miałoby być? Grunt to dobrze się bawić! O!

h

333

h

333

h

Darek Barczewski vel Onibe

h

Obudzi się z tego Wiekopomnego Dnia (zwanego dalej WD, zdrobniale i po przyjacielsku: wódzia) z nie do końca określonym przekonaniem będącym płynną potrzebą dokonania czegoś niepłynnego. Jakkolwiek dziwnie (i mętnie) to brzmi, doprowadzi do zwarcia ostatnich obwodów mózgowych (pamięć masowa flash – czym by bez niej był ten świat), w rezultacie Redaktor ów postanowi podjąć dawno odkładaną lekturę Dywizjonu 333. Jako że taka książka jeszcze nie powstała, skończy się tak jak zwykle: szukaniem winnych, rozrachunkiem z własnym sumieniem, głębszym kontaktem z WD oraz będącym rezultatem tego mega bólem głowy. Próbując go uleczyć domowymi środkami (likierki, nalewki, ja wszystkie was polewki…) Redaktor D. dojdzie do pierwszego naprawdę konstruktywnego wniosku, jakim będzie przełożenie świętowania na bardziej stosowną okazję. Możemy zdradzić szczegóły, że w grę wchodzi prawdopodobnie 666-ty wpis na niedobrych literkach, natomiast nikt przy zdrowych zmysłach i pełnym szkle nie jest w stanie przewidzieć z czym ta piękna liczba skojarzy się Redaktoru onemu.

Czyk… znaczy… salut!

h

Kazek Kyrcz vel Junior

h

Przywdzieje swój ulubiony strój kosmonauty (ten z czarno-żółtym futerkiem i frędzelkami na lampasach), wyciągnie z garażu tonę składowanych tam na specjalne okazje fajerwerków, ułoży w zgrabny stos, no i odpali. Tym sposobem w ułamku sekundy znajdzie się na Księżycu. Albo gdzieś indziej. Jeśli znajdzie się „gdzieś indziej”, to będzie to pośredni dowód na istnienie „czegoś innego”. No i koniec końców Kazek zgarnie nagrodę Nobla z fizyki kwantowej.

h

Karol Mitka vel Fasoletti

h

Wstanie, o ile wstanie, a po chwili padnie. Ale to będzie tylko pozór, bo padnie po to, żeby wstać. A jak już wstanie, to postara się znów nie padać, bo padanie drugi raz, żeby drugi raz wstawać, nie ma sensu. Później zminimalizuje wypustki czuciowe, zwinie bryndola, złoży kapsztuka i przywdzieje ludzką skórę. Następnie wraz z Paskudem polecą pod najbliższą szkołę, żeby zdrapywać z chodnika gumy do żucia i miętosić je pośladami. Paskud zacznie łypać jednym jedynym okiem na pierwsze tej wiosny biedronki, zgwałci kilka motyli, a Karol będzie je trzymał za skrzydełka coby nie uciekły. Potem obaj obalą beczkowóz asenizacyjny, a z tego co się wyleje, napędzą gównianego bimbru. I heja balanga do kolejnej jubileuszowej aktualki!

h

Dawid Kain vel… well, well…

h

Ten dzień spędzi prawdopodobnie tak samo, jak wszystkie pozostałe. Obudziwszy się – albo o świcie albo o dwunastej – solidną dawkę psychotropów popije mocną kawą. Pijąc pierwszą kawę, jednocześnie zacznie robić drugą, a robiąc drugą – trzecią itd.  Siądzie przed kompem i mając zamiar zabrać się do wydajnej pracy, będzie oglądał filmiki o leniwcach, wytrząsając okruszki z klawiatury (z których potem ulepi sobie obiad). Dopiero wieczorem zacznie się świętowanie: wdychając butapren i benzynę zdmuchnie pojedynczą świeczkę, wbitą w ubiegłorocznego świętej pamięci muffinka. Najpewniej wywoła tym samym pożar, więc następnego dnia obudzi się w zgliszczach i nie będzie miał nawet monitora, na którym mógłby oglądać leniwce. Straciwszy wszelką nadzieję, wsiądzie na Paskuda i odjedzie w świat.

h

Marek Grzywacz vel m.bizzare

h

Trzy trzy trzy? To jakaś okazja, chyba że brak okazji to też okazja? Wszystko w sumie jest okazyjne, jak się spojrzy pod kątem (chociaż nie wiem którym, matematyka to wroga przestrzeń, a co dopiero w przestrzeni geometrii). Trzy trzy trzy to tylko liczba, jak zresztą z liczbami bywa, takie to bydlaki. Aha, kapuję. Trzy trzy trzy dobrze rymuje się… damn, dodaje się do drugiego trzy trzy trzy i to jest już konkret. A więc połowa drogi do Szatana, no, jest git. Spędzanie… No, ten dzień na pewno spędzę, to mam w zamiarach, jak nie wyjdzie inaczej. Generalnie przeturlać się przez przeciwności losu, skupiska materii, nietypowe warunki pogodowe, Sodomę w Gomorze, strony z awangardowym ekologicznym double-perverted rustykalnym porno (sponsorowane przez Partię Zielonych, ale nie klikajcie tego w domu), ścieżkę zdrowia, a potem do wyra. W wyrze pomyślę o tym, że dziwnie jakoś, ale potem stwierdzę, że w sumie nigdy inaczej nie było. Trzy trzy trzy. Nieszczęścia przemieszczać się mogą trójkami, więc ogólnie bym sobie życzył, by w tym doniosłym dniu większych perypetii nie było, ale na bank będą, więc żeby przynajmniej promieniowanie tła nie promieniowało za bardzo, bo kolejne mutacje to nie przelewki.

Eja, eja, panowie prezesi i reszto elity, a to miało mieć sens jakiś? Ja wcale nie chciałem, ja spokojny jestem i proszę nie insynuować, że czas na lekarstwa.

h
  1. Aż strach się bać!

  2. A strach ma patrzały, co się zowie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: